piątek, 24 lutego 2017

"Alcatraz kontra Bibliotekarze"

Półki księgarń na działach prozy dla dzieci i młodzieży uginają się od ilości publikacji. Piętnastego lutego na jednej z nich dołączyła nowa pozycja – świeżo wydana w Polsce powieść Brandona Sandersona "Alcatraz kontra Bibliotekarze". I chociaż książka ta kierowana jest do młodszej grupy odbiorców, to zdecydowałem się przygarnąć jeden egzemplarz do siebie. Czy powieść ta była równie udana jak inne książki Sandersona?

Powiedzieć, że Alcatraz Smedry to dziecko przynoszące pecha, to powiedzieć zdecydowanie za mało. Chłopiec we wczesnych latach życia został osierocony, co sprawiło, że swoje pierwsze kroki stawiał w rodzinach zastępczych, nigdy nie poznając swoich biologicznych rodziców. Mimo wszelkich starań opiekunów, nie mógł liczyć na spokojny, pełen miłości dom, gdyż Alcatraz psuł wszystko, czego tylko dotknął. Sprawiło to, że chłopak odsyłany był z jednej rodziny do drugiej.
W dniu swoich trzynastych urodzin otrzymuje jednak tajemniczą przesyłkę. Znaczek i data stempla pocztowego wskazują na to, że paczkę nadano do niego trzynaście lat temu... tylko skąd ktoś mógłby wiedzieć, że Smedry w tym czasie będzie mieszkał właśnie w danej rodzinie? Chłopak uznaje to za głupi żart, tym bardziej, że w kopercie znajduje tylko woreczek pełen... piasku. No cóż, zawsze mogło być gorzej. Niebawem jego piasek znika, co początkowo nie zdaje się mieć większego sensu. Po co ktoś miałby go ukraść? Wkrótce po Alctaraza przybywa jednak tajemniczy gość, który podaje się za jego dziadka. Dziadka, o którego istnieniu chłopiec kompletnie nic nie wiedział.  Staruszek, choć przypomina nieco szaleńca, streszcza szybko historię jego rodziny, i tego, co tak naprawdę znaczy piasek, który otrzymał – Piasek Raszida. I kto ukradł ten piasek – nikt inny, jak sami Bibliotekarze. Jak się bowiem okazuje, Bibliotekarze wcale nie są miłymi pracownikami w dużych okularach, wręcz przeciwnie, są organizacją, która kontroluję cały świat – wszystkie informacje przepływające w państwie, system oświaty, media. Kiedy życie Alcatraza wisi na włosku, nie ma on czasu na zastanowienie, zgadza się na propozycję dziadka i wyrusza z nim, by odzyskać Piasek Raszida. Jeśli nie odzyskają go na czas, Bibliotekarze mogą stać się jeszcze potężniejsi. I może być to początek końca rodu Smedrych...

Do powieści Sandersona nie podszedłem zbyt poważnie. Założyłem, że skoro jest to książka dla młodszych nastolatków, to zapewne będzie ona dość prostą, nieskomplikowaną historią. Obawiałem się, że możliwe, że będzie także mdła, poprzez nadmiar luzackiego stylu, jakim często próbują posługiwać się autorzy powieści dla nastolatków. I pierwszy tom przygód Alcatraza faktycznie został napisany tym luzackim stylem, a jednak zamiast przewracać oczami, często śmiałem się do rozpuku. Sanderson trafił w te idealne miejsce – nie przekroczył granicy dobrego smaku. Sprawił, że przedstawiona narracja jest ciekawym akcentem, gdyż to właśnie dzięki niemu cała fabuła zyskuje w oczach czytelnika. Nie ma też co ukrywać – nie jest to ani poruszająca historia, ani pełna moralizatorskich treści opowieść, czytelnicy nie dostają także możliwości doszukiwania się metafor (czyli sławnego co autor miał na myśli?). To chyba jest w tym wszystkim najfajniejsze. Sanderson stworzył historię dla młodych chłopaków (i nie tylko, oczywiście), którą czyta się naprawdę przyjemnie i niesamowicie szybko, a nie oznacza to wcale, że napisano ją od niechcenia, przez niezbyt rozgarniętego rzemieślnika. Autor przedstawia powieść pełną gagów i śmiesznych zwrotów akcji, które z pewnością rozbawiłyby każdego, nawet kogoś, kto na co dzień nie uśmiecha się zbyt często! To co w książce mi się nie spodobało, to jedynie złe przejścia z czasu przeszłego na teraźniejszy (i na odwrót). Narrator – główny bohater powieści – opowiada historię, której doświadczył, dlatego wraca do wspomnień i to je właśnie opisuje. Perspektywa ukazania nie jest więc zła, więc Sanderson mógł skomponować te dwa czasy nieco lepiej, płynniej.
Niestety, książki tej prawdopodobnie nie znajdziecie w bibliotekach. Pamiętajcie, że bibliotekarka z Waszej pobliskiej filii to jedna z tajnych agentek stowarzyszenia bibliotekarzy, która nie zawaha się Was zabić! Dlatego lepiej nie pytajcie o ten obnażający prawdę tytuł.

Kiedy więc ktoś próbuje dać wam jakąś entuzjastycznie nagradzaną książkę, bądźcie mili i uprzejmi, ale powiedzcie, że nie czytacie "fantazji", bo wolicie prawdziwe historie. A potem wróćcie i dalej zagłębiajcie kult złych Bibliotekarzy, którzy potajemnie władają światem.
"Alcatraz kontra Bibliotekarze", Brandon Sanderson, tł. Jacek Drewnowski
Pierwszy tom z serii "Piasek Raszida" wydany został przez Wydawnictwo IUVI. Książkę przełożył Jacek Drewnowski. Redakcją zajęła się Katarzyna Kolowca-Chmura, a korektą Teresa Zielińska. Całkiem przypadkiem ostatnio odkryłem, że grafika na okładce książki jest drugim projektem! Pierwsza wersja okładki "Alcatraza" wzbudziła bowiem spore poruszenie wśród fanów Wydawnictwa na Facebooku. Odzew nie był niestety w żadnym przypadku pozytywny, na szczęście IUVI stawiło czoła wyzwaniu i zaprojektowało drugą wersję. Jeśli mam być szczery, to przy pierwotnym projekcie nie miałem większych uwag, aczkolwiek obecna wersja wręcz idealnie wpasowuje się do ilustracji zawartych w książce, które stworzyła Hayley Lazo. Za cenę 29.90 złotych, otrzymujemy powieść w miękkiej oprawie ze skrzydełkami, która zawiera około trzystu pięciu stron.

A zatem czytanie jest kompletnie bez sensu i powinniście poświęcać czas na inne, donioślejsze sprawy. Podobno matematyka ma zbawienne skutki. Trochę jak pokora z dodatkiem wykresów. Tak czy owak, niebawem się dowiecie, czy wolicie mnie nienawidzić za to, że nie piszę więcej, czy też za to, że piszę za dużo. Proszę tylko, żebyście ograniczyli wszelkie możliwe próby zamachów do dni szkolnych, bo wolałbym nie umrzeć w sobotę.
"Alcatraz kontra Bibliotekarze", Brandon Sanderson, tł. Jacek Drewnowski

Recenzowany dziś tytuł został opublikowany w naszym kraju dopiero po dziewięciu latach od pierwszego wydania za granicą. Jak się jednak okazuje, pomimo drobnych wad, warto było na nią tyle czekać. To takie właśnie książki powinny być przekazywane z rąk do rąk!

Za przedpremierowy egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu IUVI.  
  
Tytuł: "Alcatraz kontra Bibliotekarze"

Autor: Brandon Sanderson


Tłumacz: Jacek Drewnowski
 
Wydawca: Wydawnictwo IUVI


Rok wydania: 2017

Liczba stron: ok. 304 [10]


ISBN: 978-83-7966-029-2


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★★★★*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  wynosi od jednej do pięciu gwiazdek.

PS. Podobało Wam się? Jeśli tak, koniecznie napiszcie, co sądzicie w komentarzach! Jeśli nie – też wyraźcie swoje zdanie!Jak widzicie, właśnie testuję nowy system komentarzy Disqus, więc Wasze przemyślenia są teraz dla mnie jeszcze bardziej cenne. :)
Aby skomentować anonimowo należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość". :-)

sobota, 11 lutego 2017

"Samotni.pl"

Luty to bardzo specyficzny miesiąc. Nie tylko z tego powodu, że jest najkrótszy spośród reszty, ale głównie dlatego, że właśnie w lutym obchodzimy święto zakochanych. Oczywiście, miłość powinna trwać między nami przez cały czas, niezależnie od miesiąca czy dnia. Mimo to czternasty lutego jest dniem wyjątkowym – zakochani obdarowują się upominkami, a listonosze wrzucają do skrzynek kartki pełne miłosnych wyznań. Podobno lektury wybieramy także w zależności od naszego wewnętrznego nastroju i ogólnej atmosfery. Czy więc "Samotni.pl" – powieść wielokrotnie nagradzanej Barbary Kosmowskiej, idealnie wpasowuje się w ten czas?

Na to, kim jesteśmy, wpływa wiele czynników. Jednym z nich jest wychowanie, którym z reguły zajmują się nasi rodzice. Inne cechy często nieświadomie powtarzamy. Zmieniamy poglądy na świat wraz z wiekiem i dobranym – odpowiednio lub też nie – towarzystwem.
Nikt nie ma jednak idealnego życia, choć pozornie mogłoby się tak wydawać. W każdym są bowiem zarówno blaski, jak i cienie...
Zuzanna jest młodą nauczycielką w jednym z publicznych liceów. Choć praca sprawia jej wiele przyjemności, to nieraz doprowadza także do bólu głowy. Próbuje ona poradzić sobie z życiem, które miało wyglądać zupełnie inaczej. Zaczynając od tego, że kiedy przychodzi do domu z pracy, nie powinna na nią czekać młodsza siostra, nad którą kobieta posiada prawną opiekę. Jej rodzice nie powinni byli umrzeć, zostawiając ją z tym wszystkim. Jednak Zosię odejście bliskich nie przytłacza tak bardzo, jak młodszą Joannę.
Nastolatka nie należy do tych, które podporządkowują się trendom i samozwańczym klasowym liderom. Co z resztą bardzo dobrze widać na pierwszy rzut oka – burza wściekle rudych włosów w kontraście z dużą, znoszoną wojskową kurtką to codzienna kreacja Asi. I choć przed wszystkimi udaje twardą i niezależną,  to w środku odczuwa potrzeby, które dały o sobie znać po stracie bliskich.
W tym samym czasie uczeń Zuzanny – Wiktor – przygotowuje się do ostatecznego pożegnania z edukacją. Może i kiedyś w szkole szło mu nieźle, ale aktualnie ma tam bardzo nie po drodze. I to wcale nie dlatego, że nie chce mu się uczyć. Po prostu... musi zająć się jedyną bliską mu osobą, która przez cały czas była przy nim i wiele dla niego znaczy. Jednak temu zadaniu sprzyja powstawanie mnóstwo kłopotów. Zuzanna wstawia się za swoim szkolnym wychowankiem, lecz ten będzie musiał sam zasłużyć na to, by pozostać w szkole. Najlepiej, to w jakiś sposób pozbyć się semestralnych jedynek.
Wkrótce losy Joanny i Wiktora w niespodziewany sposób się splotą i... no cóż, nie będą chciały się tak szybko rozplątać.
Jednak czy dzieciaki o takich wewnętrznych rysach i pęknięciach będą mogły jeszcze komuś zaufać i kogoś... pokochać?

Dość dawno czytałem "Kolorowy szalik" pani Barbary Kosmowskiej i po lekturze spodziewałem się, że "Samotni.pl" również będą trzymały odpowiedni poziom. Tym bardziej się ucieszyłem, że w istocie tak jest. Nie przypuszczałbym, że tak krótka historia – bo mieszcząca się na zaledwie 180 stronach – może być tak cudowną opowieścią, pełną bohaterów z krwi i kości, historią miłosną jednocześnie nienachalną i niekiczowatą. Autorka w ładny sposób przemyciła w swojej młodzieżówce wartości bardzo ważne: ukazanie miłości nie tylko do drugiej połówki, ale także tej miłości do najbliższych – rodziców, dziadków i pełnego oddania wobec nich. Oprócz tego na pierwszy plan wysuwa się także temat straty i, tytułowej, samotności. W moim odczuciu jest to szczególnie ważne teraz, gdy przecież bardzo duża liczba z nastolatków zostało tak zwanymi eurosierotami, przez co często sama musi radzić sobie z własnym problemami.
Może nie ośmieliłbym się porównywać tej książki do "Małego Księcia", aczkolwiek wydaje mi się, ze jest to jedna z nielicznych powieści dla młodych, która ukazuje świat inny, niż ten, często spotykany w romantycznych młodzieżówkach – świat wyidealizowany i przejaskrawiony, gdzie główni bohaterowie to typowy bad boy i grzeczna dziewczynka z dobrego domu. "Samotni.pl" wychodzą poza schemat i przedstawiają o wiele więcej, choć tak naprawdę jest to dość lekka i chwytliwa powieść.
Nie można zarzucić autorce, że postacie nie zostały dobrze scharakteryzowane, bo tak po po prostu nie jest. Jedyne, co mogę powiedzieć na minus, to to, że trochę szkoda, iż Kosmowska potraktowała wątek syryjski nieco po macoszemu, bo właśnie teraz, gdy dzieciaki wychowywane są nie w duchu akceptacji, a jedynie konserwatywnych patriotycznych norm, takie książki przydadzą się w szczególności.
"Samotni.pl" nie jest ckliwą historyjką i choć napisana została w dość prostym i ubogim języku, to KONIEC końców cząstka tej historii pozostanie właśnie w nas. Czy tego chcemy, czy nie.

Teraz zrozumiałam, jak pięknie mieć jakikolwiek wybór. Jesteśmy głęboko nieszczęśliwi, gdy pozbawieni go musimy akceptować to, co daje nam los. Nie pytając, nie oglądając się na nasze uczucia. A może się nie ogląda, bo, jak to los, bywa ślepy?Barbara Kosmowska, "Samotni.pl"

Otrzymany egzemplarz recenzyjny "Samotnych.pl" wydany został w 2015 roku przez Wydawnictwo Literatura, które specjalizuje się w publikacjach dla dzieci i młodzieży. Przygody z książkami Barbary Kosmowskiej zacząłem po pewnym spotkaniu w Bibliotece Śląskiej na temat czytelnictwa wśród młodzieży, gdzie autorka prowadziła jeden z wykładów. Niezmiernie się cieszę, że udało mi się zamienić parę słów z panią Basią podczas ubiegłorocznych Śląskich Targów Książki, gdzie zdobyłem autografy na moich egzemplarzach. Teraz, gdy stoją na półce, stały się one dla mnie jeszcze bardziej bezcenne.
Powracając do samej książki – jest to drugie wydanie. W Literaturze powieść pojawiła się w okładce twardej, w serii wydawniczej "Plus minus 16". Korektą zajęły się Lidia Kowalczyk, Joanna Pijewska i Aleksandra Różanek. Za projekt okładki odpowiedzialna jest Elżbieta Chojna. Powieść jest dość krótka, ale bardzo dobrze wydana. Twarda oprawa spowodowała, że strony zostały szyte, co bardzo lubię. Cena także nie jest szczególnie wysoka, bo "Samotnych" kupicie za zaledwie 22.90 zł.

Ostatecznie: czy polecam? Mam nadzieję, że cała notka mówi za siebie. Zdecydowane trzy razy tak. Choć może nie jest to dla Was całkowity must have, a okładka nie rzuca się w oczy, tak jak te, od dużych i znanych wydawców, to po ten tytuł zdecydowanie warto sięgnąć. Zapewniam, że nie pożałujecie!




P.S. Pamiętajcie, że powyższy post jest postem konkursowym, w nim można szukać słowa z hasła w "Konkursie z Natalią Nowak-Lewandowską".

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Literatura.  

Tytuł: "Samotni.pl"

Autor: Barbara Kosmowska


Tłumacz: -
 
Wydawca: Wydawnictwo Literatura


Rok wydania: 2015

Liczba stron: 182 [6]


ISBN: 978-83-7672-357-0


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★★★☆*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  wynosi od jednej do pięciu gwiazdek.

PS. Podobało Wam się? Jeśli tak, koniecznie napiszcie, co sądzicie w komentarzach! Jeśli nie – też wyraźcie swoje zdanie!Jak widzicie, właśnie testuję nowy system komentarzy Disqus, więc Wasze przemyślenia są teraz dla mnie jeszcze bardziej cenne. :)
Aby skomentować anonimowo należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość". :-)

piątek, 10 lutego 2017

Jak bardzo pozory mylą? - konkurs ŚBK



Cześć i czołem! Dziś na blogu wpis niecodzienny, bowiem zaproszenie do konkursu. Jeśli obserwujecie Moje Bestsellery od początku, to wiecie, że dawno temu organizowane były konkursy przez grupę Śląskich Blogerów Książkowych, do których należę. Po długiej przerwie powracamy z tym zwyczajem - ŚBKi mają Wam do zaoferowania super książkę!  

No dobra, o co chodzi? Dzisiaj na kilku blogach Śląskich Blogerów Książkowych ukaże się podobny post z zapowiedzią konkursu. Zapamiętajcie dobrze te blogi, bo to na tych stronach już jutro musicie szukać wskazówek do odgadnięcia konkursowego hasła. Na każdym z blogów autorzy w swoich unikalnych postach (mogą to być recenzje, felietony czy inne artykuły) umieszczą słowa-klucze, które ułożą się w hasło konkursowe.
Niestety, nie mogę zdradzić Wam, jakich słów trzeba szukać, nie martwcie się jednak, słowa te będą bardzo wyraźnie zaznaczone i łatwe do znalezienia. Idąc po śladach, klikając na odpowiednie słowa, będziecie przechodzić od bloga do bloga, aż w końcu traficie na fanpage Śląskich Blogerów Książkowych na Facebooku. To będzie dla Was sygnał, że ułożyliście całe hasło. Ostatnim krokiem będzie wysłanie hasła na adres mailowy: silesiabook@onet.pl.
Dla ułatwienia, proponuję zacząć poszukiwania już jutro na blogu Dowolnik. Potem powinno pójść Wam z górki! ;-) 

Okej, a co możecie wygrać? ŚBKi przygotowali dla Was egzemplarz debiutanckiej powieści Natalii Nowak-Lewandowskiej - "Pozorność". Koniecznie musicie spróbować ją wygrać!
Pamiętajcie, że wzięcie udziału w konkursie oznacza akceptację jego regulaminu: 

Regulamin konkursu Śląskich Blogerów Książkowych
1. Konkurs z Natalią Nowak - Lewandowską organizowany jest przez grupę Śląskich Blogerów Książkowych
2. Sponsorem nagród jest Wydawnictwo Replika.
3. Nagrodą w konkursie jest książka "Pozorność" Natalii Nowak - Lewandowskiej
4. Konkurs trwa od 11.02.2017 do 17.02.2017 godz. 23:59.
5. Wyniki zostaną ogłoszone 19.02.2017.
6. Odpowiedzi na zadania konkursowe proszę wysyłać na adres:silesiabook@onet.pl
7. O wygranej w konkursie decyduje kolejność zgłoszeń. Wygrywa SIÓDMA od KOŃCA osoba.
8. Pod uwagę brane będą tylko prawidłowe odpowiedzi wysłane drogą mailową, sygnowane własnym imieniem i nazwiskiem
9. Nagroda zostanie przesłana na adres podany przez zwycięzcę. W przypadku nieodebrania nagrody organizatorzy konkursu mogą wyłonić innego zwycięzcę lub przeznaczyć nagrodę na inne cele.
10. Biorąc udział w konkursie, zgadzają się Państwo na przetwarzanie podanych przez siebie danych osobowych przez organizatora Grupę ŚBK oraz Wydawnictwo Replika, zgodnie z Ustawą o ochronie danych osobowych z dnia 29 sierpnia 1997 r (Dz. U. nr 133 poz. 883) - które zostaną wykorzystane jednorazowo.
11. Wysyłka tylko na terenie Polski

Nie zostało mi nic innego, jak życzyć Wam powodzenia!

środa, 1 lutego 2017

"Diabolika"

Jeszcze niedawno dopiero wystrzeliwały fajerwerki z okazji rozpoczęcia nowego roku, a teraz już cały styczeń za nami. Dziś pierwszy dzień miesiąca, w którym swoje święto obchodzić będą zakochani. W tym czasie swoją premierę będzie miała także powieść autorstwa S.J. Kincaid – "Diabolika". Specjalnie dla Was, paręnaście dni przed oficjalną premierą, przedstawiam Wam recenzję najnowszej dystopii, wydanej przez Wydawnictwo Otwarte.

W odległej przyszłości ludzie żyją na wielu planetach – nie muszą ograniczać się do mieszkania na tylko jednej z nich, bowiem wszystkie podlegają jednemu rządowi. W świecie tym jedna kwestia jest najważniejsza – kontrola. Władza zabrania obywatelom korzystania z dobrodziejstw nauki, nie pozwala nauczać dzieci i przekazywać wiedzy przez rodziców, robi wszystko, by planety były jak najbardziej podległe cesarzowi.
Jednak zanim cesarstwo wydało edykt, zakazujący tworzenia nowych technologii, nauka miała się bardzo dobrze i była cały czas doskonalona. Dzięki temu powstało wiele niesamowitych urządzeń, jak choćby statki powietrzne, które potrafiły w parę godzin przelecieć kilkanaście lat świetlnych. Jednym z najważniejszych wynalazków były diaboliki. Istoty te wyglądały jak ludzie, były lecz wyższe i nadzwyczajnie silne. Powstały z probówek, ich DNA modyfikowano w laboratoriach. Dzięki temu uzyskano cechy korzystne, a te niepotrzebne wyeliminowano. Sprawiło to, że diaboliki przywiązywały się do wybranej osoby, której strzegły jak w oka głowie i potrafiły zrobić dla nich wszystko. Usunięto im jednak zdolność odczuwania emocji, przez co nigdy nie mogły się zakochać czy wzruszyć.
Nemezis została wybrana jako diabolika dla Sidonii, córki zamożnego senatora, który należał do opozycji wobec rządzących. Wkrótce ojciec dziewczyny naraża się głowie państwa, przez co, jak się okazuje, może wpaść ona w poważne tarapaty – cesarz wzywa bowiem Sidonię na swój wahadłowiec. Cel osobistej wizyty córki wroga publicznego na statku pełnym popleczników cesarza może być tylko jeden...
Diabolika nie może pozwolić, by jej pani stała się krzywda. Rodzina knuje intrygę – Nemezis ma udawać córkę senatora i, w razie konieczności, zginąć zamiast jej. Diabolika, która do tej pory swoje wyjścia ograniczała jedynie do przydomowego ogrodu, w parę tygodni będzie musiała zamienić się w posłankę z krwi i kości. Kiedy Nemezis znajduje się w samym sercu państwa, w centrum, w którym rozpętała się prawdziwa polityczna burza, odkrywa w sobie pierwiastki, o których nigdy by nie podejrzewała – zaczyna odczuwać... emocje. Wkrótce okażę się, że być może wszystko co wiedziano o diabolikach było wielką pomyłką.
Czy więc obmyślona intryga może się udać? Jak potoczą się losy Nemezis alias fałszywej Sidonii? Kto w cesarstwie okaże się sprzymierzeńcem, a kto zdrajcą? Nemezis nie będzie mogła zapomnieć, że tam gdzie kończy się uległość, zaczyna brutalność...

"Diabolika" może wydawać się kolejną dystopiczną powieścią, która niespecjalnie przekonywać może swoim opisem. Okładka także nie sprawiła, że momentalnie się w niej zakochałem. Wręcz przeciwnie, książka Kincaid jednak naprawdę mnie zaskoczyła – w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Jak się bowiem okazuje, historia wcale nie jest tak sztampowa, jak początkowo sobie wyobrażałem. Autorka w bardzo ładny sposób nakreśliła swoich bohaterów, którzy stają się bardzo wyraziści, niekiedy kontrastowi. Postacie stopniowo zostają wyprowadzane z cienia wraz z ich skazami i sekretami, bowiem nikt nie jest idealny, wszyscy popełniamy błędy. Ładne przedstawienie postaci to jednak nie wszystko, w obecnych czasach, w których człowiek jest postrzegany jedynie jako potencjalny zysk, a władza próbuje stale ingerować w życie obywateli, temat autorytarnych rządów jest jakże aktualny. Bo czy nie stajemy się coraz mniej skorzy do przyswajania wiedzy? Wskazują na to nie tylko zmiany w szkolnictwie, ale także chociażby spadek zainteresowania literaturą. Sami na co dzień bombardowani jesteśmy kłamstwami w telewizji, a także serialami i filmami o wręcz infantylnych scenariuszach. Kincaid w swojej książce ukazuje to w formie bardzo skrajnej, a jednak dostrzegalnej, w porównaniu z obecnie panującymi zachowaniami społecznymi.
Pisarka posługuje się lekkim piórem, dzięki czemu czytelnik bez większych przeszkód może przenieść się do świata przedstawionego, w którym bohaterowie muszą uważać na każde swoje słowo, gdyż wystarczy chwila nieuwagi, by stać się gwiazdą kolejnego incydentu – zwrotu akcji, których w historii o Nemezis nie brakuje.
Żałuję niestety, że pisarka nie zdecydowała się na lepsze zobrazowanie przedstawionych w powieści miejsc. Taka różnorodność od tego, co widzimy za oknem, mogłaby zdecydowanie tylko przynieść korzyści. A tak, niestety, wszystkie kosmiczne podróże i niezwykłe planety został potraktowane po łebkach.
Oprócz tego, nie wszystko w powieści opisano w sposób przystępny. Niektóre z scen, zdawały się tak zawiłe i niejasne, że rozpoznanie przedmiotu sporu bohaterów, było wręcz niemożliwe.

Przycisnęłam rękę do ust i zdusiłam krzyk. Tak, to prawda, dysponowałam siłą czterech mężczyzn. Ale byłam zbyt słaba, żeby znieść kolejną stratę. Fakt, że pozwoliłam sobie na emocje, oznaczał, że nosiłam w sobie płomień, który w jednej chwili mógł zostać zduszony przez siły, z jakimi nie byłam w stanie walczyć, przez zagrożenia, których nie dostrzegałam. Troska oznaczała najgorszy rodzaj bezbronności. 
"Diabolika" S.J. Kincaid, tł. Anna Gralak

"Diabolika" wydana zostanie już piętnastego lutego przez Wydawnictwo Otwarte. Jak możecie się domyślać, tytuł ten także zostanie wydany pod znakiem marki Moondrive. Opiekę redakcyjną nad tym tytułem sprawowała Agnieszka Urbanowska, natomiast korektą zajęła się Joanna Mika i Aneta Wieczorek. Z języka angielskiego przełożyła Anna Gralak. Według informacji, które posiadam, książka ostatecznie wydana zostanie w oprawie miękkiej ze skrzydełkami. Co do okładki – szkoda troszkę, że pozostano przy oryginalnej, amerykańskiej koncepcji. Uważam, że mamy świetnych polskich grafików, potrafiących stworzyć niezłą okładkę do "Diaboliki", która aktualnie do przeczytania, moim zdaniem, zachęca głównie dziewczęta, natomiast powieść z pewnością mogłaby przypaść do gustu także czytającym przedstawicielom płci przeciwnej. 
Na księgarskich półkach znajdziemy niebawem ten tytuł z detaliczną ceną na okładce o wartości 36,90zł. Jak mogę się domyślać, "Diabolikę" znajdziecie także w formie ebooka.

Recenzowany dziś tytuł jest pełen brutalności, która powinna czytelnika szokować i zdumiewać. Robi nie tylko to, ale także dosłownie wbija w fotel. Przynajmniej mnie wbiła. Nie potrzebowałem także futurystycznego statku, który w parę chwil potrafi przebyć długą odległość, gdyż zacząłem czytać w chłodny wieczór, skończyłem następnego dnia wcześnie nad ranem. Chyba właśnie czegoś takiego od dawna szukałem na półkach z powieściami dla młodzieży – książki, która podziała na mnie lepiej niż kofeina.  

Za przedpremierowy egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Otwarte.  
  
Tytuł: "Diabolika"

Autor: S.J. Kincaid


Tłumacz: Anna Gralak
 
Wydawca: Wydawnictwo Otwarte (Moondrive)


Rok wydania: 2017

Liczba stron: ok. 416 [ebook]


ISBN: 978-83-7515-422-1


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★★★☆*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  wynosi od jednej do pięciu gwiazdek.

PS. Podobało Wam się? Jeśli tak, koniecznie napiszcie, co sądzicie w komentarzach! Jeśli nie – też wyraźcie swoje zdanie!Jak widzicie, właśnie testuję nowy system komentarzy Disqus, więc Wasze przemyślenia są teraz dla mnie jeszcze bardziej cenne. :)
Aby skomentować anonimowo należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość". :-)

czwartek, 26 stycznia 2017

"Wotum nieufności"

Nowy rok dopiero co się zaczął, tymczasem Remigiusz Mróz jedenastego stycznia wydał kolejną powieść, pierwszą tego roku. Choć początkowo perspektywy na przeczytanie jej w najbliższym czasie były nikłe, to ostatecznie znów udało mi się przenieść się do świata wykreowanego przez Mroza. Czy książka, traktująca o polityce, autorowi udała się podobnie, tak jak większość jego kryminałów?
Wojny, kontrowersje, kłótnie, publiczne pranie brudów i wielkie afery były na polskiej arenie politycznej od zawsze. Nic więc dziwnego, że podobny stan rzeczy zastać można w "Wotum nieufności", gdzie poznajemy historię całkiem nowych polskich partii. W gmachu na Wiejskiej aktualnie znajdują się cztery silne ugrupowania, które mają przedstawiać poglądy 38 milionów Polaków. Konflikty powstają, gdy spotykają się ze sobą dwie skrajności. W tym wypadku jest to lewicowa partia Socjaldemokracja Rzeczpospolitej Polskiej i prawicowo-konserwatywna Unia Republikańska. W centrum znajduje się jeszcze liberalna Partia Dobra Publicznego.
Młody poseł UR - Patryk Hauer jest bezkompromisowy i uparty, ale za to ma świetny kontakt ze swoim elektoratem, dzięki social media. Dzień rozpoczyna filmikiem na Snapchacie, potem kieruje się do Starbucksa, gdzie wraz z fankami robi sobie selfie i wypija espresso, następnie przechodzi do budynku Sejmu, w którym rozpoczyna polityczne rozgrywki. Wiele osób z jego partii pokłada w nim ogromne nadzieje, a sam Hauer dąży do tego, by za parę lat rozgościć się na fotelu prezesa Rady Ministrów. Młody nie unika światła fleszów i zrobi wszystko, by uzyskać silną pozycję.
W tym samym czasie Daria Seyda, posłanka PDP budzi się w motelu na obrzeżach Warszawy. Kobieta jest zdezorientowana, nie potrafi przypomnieć sobie wspomnień z ubiegłej nocy, jest jednak pewna, że wieczoru nie kończyła w obskurnym hotelowym pokoju. Wpadki politykom się zdarzają, jednak Daria obejmuje stanowisko marszałka sejmu, a co za tym idzie, jest praktycznie cały czas na świeczniku. Co w tym wypadku powinna zrobić, żeby wypaść godnie w oczach opinii publicznej? Marszałek nie będzie jednak miała chwili, by się nad tym zastanowić, gdyż naglące sprawy państwa nie mogą obyć się bez jej udziału.
Niebawem w sejmie dochodzi do poważnych przetasowań., które wzbudzą sensację. Najgorsze jednak dopiero nadejdzie, bowiem osoby w drogich garniturach i oryginalnych garsonkach mają więcej tajemnic, niż mogłoby się wydawać.
Hauer i Seyda czują, że coś jest nie tak i niebawem sami znajdą się w samym centrum huraganu, który rozpętał się na najwyższych szczeblach władzy. Okaże się, że polscy ministrowie skrywają tajemnice, których lepiej nie zdradzać. Co jednak, gdy ktoś zechce je ujawnić wszystkim Polakom?

Świat polityki wzbudza sensacje od zawsze. Nic więc dziwnego, że i tym temat prędzej czy później zaczęli inspirować się artyści. O polityce powstały seriale i książki - choćby "Skandal" czy kultowe "House of cards", które stało się swego rodzaju wyznacznikiem pomiędzy dobrymi a słabymi utworami, opierającymi się na fikcji politycznej. Niestety, wspomnianego "House..." nie miałem jeszcze możliwości obejrzeć, więc nie mogę porównać z recenzowaną dziś powieścią i odnieść się, do tekstu na froncie okładki, aczkolwiek jedno jest pewne - polska współczesna literatura z gatunku political fiction dopiero raczkuje, a "Wotum..." można zdecydowanie zaliczyć do prekursorów wśród takich powieści. Remigiusz Mróz jest, podobnie jak jego bohater - Patryk Hauer, młodym graczem z bardzo obiecującą przyszłością. Z tym że Mrozowi przyszłości nie zwiastuję w polityce, a na scenie literackiej. Dlaczego? Bo podobnie jak przy innych jego książkach, taki i ta została napisana w sposób prosty, ale zarazem ciekawy i interesujący. Po powieść sięgnąć więc mogą osoby, które dopiero zaczynają przygodę z literaturą, a politycznej nowomowy nie znają, ale także i ci, którzy trochę książek w swoim życiu przeczytali, a co tydzień w kiosku zakupują "Newsweeka" czy inny magazyn.
Podobało mi się także bardzo dobrze ukazane odniesienia do naszej prawdziwej polityki, jednak nie w sposób bezpośredni. Autor ukazał to dość subtelnie, aczkolwiek widocznie, puszczając tym samym oczko do czytelników.
Oczywiście, pierwszy tom serii "W kręgach władzy" oprócz zalet, posiada także i wady. Jedna z nich, jest taka, iż autor w swojej książce jest niekonsekwentny w przedstawianej rzeczywistości. Ukazane polskie partie są faktycznie inne, niż te, z którymi mamy do czynienia w rzeczywistości, co oczywiście jest zrozumiałe, nie wiem jednak, dlaczego autor postanowił wplatać w to realne postacie - takie jak Angelę Merkel, Baracka Obamę czy Władimira Putina, realne wydarzenia - np. czarny protest, czy tak kultowe teksty jak: "Taki mamy klimat". Możliwe, że było to celowe działanie autora, jednakże w mojej opinii, zaburza to nieco początkową koncepcję książki .
Przed lekturą trzeba też wiedzieć, że jest to zupełnie inna pozycja niż dotychczasowe powieści pisarza. Nie wymagajmy zatem ekscytujących rozpraw w Sądzie Okręgowym, czy mrożącego krew w żyłach morderstwa na szczycie Giewontu. Choć fabuła jest dość ciekawa, to nabiera rozpędu dopiero po pierwszych dwustu stronach. Na początku, szczerze mówiąc, jest niestety dość nudno, no i czytelnik zamiast trupa na Giewoncie, może co najwyżej poczuć dreszcz, jak na kolejce podczas wjazdu na Gubałówkę. 

"Wotum nieufności" wydane zostało przez Wydawnictwo Filia, które nie dawno także opublikowało powieść "Behawiorysta" tego samego autora. Mróz chyba nikogo nie zawiódł, jeśli chodzi o objętość książki - tym razem pod jednym tytułem skrywa się aż 621 stron. Projektem okładki zajął się Mariusz Banachowicz.
Powieść wydana została w oprawie miękkiej w cenie 39,90 zł. Oprócz tego, fani ebooków mają możliwość przeczytania jej w formie elektronicznej w niższej cenie. Jeśli jednak nie lubicie tracić czasu w drodze do pracy, możecie odsłuchać najnowszą historię Remigiusza Mroza w wykonaniu Mariusza Bonaszewskiego.

Pisarzowi ostatnio często zarzucano, że zaczyna pisać sztampowo i... taśmowo. Tym razem jednak bohaterowie są wyraziści, a w czytelniku wzbudzają wiele emocji. Dołóżmy do tego jeszcze interesującą fabułę i dynamiczną akcję, a odpowiedź sama nam się nasuwa.


Tytuł: "Wotum nieufności"

Autor: Remigiusz Mróz


Tłumacz: -
 
Wydawca: Wydawnictwo Filia


Rok wydania: 2017

Liczba stron: 620 [6] 


ISBN: 978-83-8075-188-0


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★★★★*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  wynosi od jednej do pięciu gwiazdek.

PS. Podobało Wam się? Jeśli tak, koniecznie napiszcie, co sądzicie w komentarzach! Jeśli nie - też wyraźcie swoje zdanie!Jak widzicie, właśnie testuję nowy system komentarzy Disqus, więc Wasze przemyślenia są teraz dla mnie jeszcze bardziej cenne. :)
Aby skomentować anonimowo należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość". :-)

sobota, 21 stycznia 2017

"Połów"

Ubiegły rok obfitował w masę debiutów, które okazały się mniej lub bardziej udane. Jednym z nich była "Enklawa" - dramat psychologiczny autorstwa Ove Løgmansbø, w którego żyłach oprócz krwi farerskiej, płynie też krew polska. Pod koniec dwa tysiące szesnastego premierę miała druga część historii Katrine Ellegaard i Hallbjørna Olsena. Czy kolejny tom okazał się lepsza od debiutanckiego pierwszego?

Po ostatnich wydarzenia i ostatecznym skazaniu Olsena, ludność Vestmanny może wreszcie odetchnąć z ulgą i próbuje zapomnieć o tym, co stało się z biedną nastolatką. Mieszkańcy organizują grindadráp - zwyczaj z którego słyną, ich dumę i chlubę. Raz do roku Farerzy urządzają polowania na przepływające w okolicy grindwale, następnie patroszą zdobyte mięso i rozdzielają pomiędzy wszystkie rodziny na wyspie. Podczas tegorocznego połowu, w wnętrznościach jednego ze zwierząt znaleziona zostaje ludzka czaszka. Najwyraźniej spokój Vestmannie nie jest pisany.
Na Wyspy Owcze po raz kolejny zostaje wysłana duńska vicepolitikommissær Katrine Ellegaard, która powraca nie tylko z wyższym stopniem służbowym, ale także i ciężkim bagażem doświadczeń. Policjantka ma nadzieję, że tym razem sprawa nie będzie tak zawikłana jak poprzednia zagadka zabójstwa. 
W tym samym czasie Olsen ze wszystkich sił stara się wyjść na wolność. Wkrótce jedna z legalnych furtek nieco się uchyla, a on zrobi wszystko, by tylko otworzyć ją tak szeroko, jak to możliwe. Jednak czy łatka mordercy nie przyszyje się do niego na zawsze?
Jak potoczy się sprawa z czaszką? Kim był denat i dlaczego znalazł się w żołądku tego ogromnego ssaka? Czy Hallbjørnowi uda się odwołać od wyroku sądu? I czy ma jakieś powiązanie z najnowszą sprawą Ellegaard? 

Debiut Løgmansbø (napisany z resztą po polsku) zaliczyć można było do udanych, choć nieco źle określonych i sklasyfikowanych przez speców promocji wydawnictwa. Podobnie jest i przy drugim tomie, który także w typowe schematy kryminału się nie wpisuje. Na pierwszy plan bowiem wysuwają się zawiłe relacje między rodzinami i innymi mieszkańcami zamkniętego społeczeństwa Wysp Owczych. Oczywiście, widoczna jest lekka poprawa stylu pisania autora, jednak nadal więcej jest tu cech mocnej powieści obyczajowej z wątkiem kryminalnym, niż samego kryminału.
"Makabryczna zbrodnia" wcale nie jest tak straszna, jak zapewnia wydawca na okładce "Połowu". Autorowi nie można jednak zarzucić, iż nie potrafi budować napięcia - co do tego nikt nie powinien mieć wątpliwości. Niestety, w tej części Løgmansbø ukazuje wizje zbyt optymistyczne, by mogły być prawdziwe. Musimy mieć jedynie nadzieje, że w kolejnej części zdecydowanie bardziej uprzykrzy życie swoich bohaterów. Na naganę zasługuje też finałowe rozwiązanie zagadki, które także nie jest zbyt zaskakujące. Przewidywalność sprawiła, że czytelnik nie zbiera swojej szczęki z podłogi, co potwierdza tezę o tym, że powieści pisarza to bardziej obyczaj o homogenicznym społeczeństwie, niż zimnokrwisty skandynawski kryminał. 
Druga powieść w dorobku polsko-farerskiego pisarza także wydana została przez Wydawnictwo Dolnośląskie, co chyba nie jest zbyt dużym zaskoczeniem. Redakcją książki zajęła się Iwona Gawryś, a korektą Bogusława Otfinowska. Podobnie jak przy pierwszej części, tak i ta posiada okładkę stworzoną przez Mariusza Banachowicza.
"Połów" na półkach księgarni znajdziecie w okładce miękkiej ze skrzydełkami w cenie 35 złotych. Łączna ilość stron to ok. 411. Dla czytelników, którzy książki kupują na e-papierze, dostępny jest także ebook z nieco niższą ceną. 

Może i po lekturze "Połowu" nie byłem szczególnie zaskoczony, ale jednak czytało mi się go naprawdę dobrze. Jest to kolejna część, i choć mam nadal sporo do zarzucenia, to wcale nie jest gorzej niż przy pierwszej części. Może nawet nieco lepiej? A to zdecydowanie sukces. Oby tak dalej!

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat, właścicielowi Wydawnictwa Dolnośląskiego. 

Tytuł: "Połów"

Autor: Ove Løgmansbø


Tłumacz: -
 
Wydawca: Wydawnictwo Dolnośląskie (Publicat)


Rok wydania: 2016

Liczba stron: 410 [4] 


ISBN: 978-83-271-5582-5


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★★☆☆*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  to od jednej do pięciu gwiazdek.

PS. Podobało Wam się? Jeśli tak, koniecznie napiszcie, co sądzicie w komentarzach! Jeśli nie - też wyraźcie swoje zdanie!Jak widzicie, właśnie testuję nowy system komentarzy Disqus, więc Wasze przemyślenia są teraz dla mnie jeszcze bardziej cenne. :)
Aby skomentować anonimowo należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość". :-)




środa, 18 stycznia 2017

"Margo"

Wszyscy kłamią to cytat, a zarazem temat przewodni serialu "Dr House", ale nie tylko. Podobny temat zawarty jest także w recenzowanej dziś "Margo" autorstwa Tarryn Fisher. Ostatnie dni w moim wypadku obfitowały o nowe lektury, odcinki serialów do nadrobienia i niekończący się katar w połączeniu z wysokim słupkiem rtęci na termometrze. Na szczęście udało mi się dokończyć książkę Fisher, która po dwóch latach doczekała się polskiego wydania. Czy było warto tyle czekać?
 
Margo mieszka w małym, brudnym miasteczku nazywanym Bone, w którym żyć nie chce nikt: od kota wyrzuconego z samochodu na pobliskiej autostradzie, aż po samego burmistrza. Wraz z matką żyją w starym, zapuszczonym domu, który dziewczyna nazywa pożeraczem. Pożeraczem wspomnień, marzeń, ideałów. 
Dziewczyna miała trudne dzieciństwo, nic więc dziwnego, że jej pierwsze kroki w dorosłym życiu nie wyglądały tak, jak w hollywoodzkich filmach. Wkrótce poznaje Judaha - jej rówieśnika jeżdżącego na wózku inwalidzkim. Nastolatkowie szybko się zaprzyjaźniają i zaczynają marzyć o przyszłości. Przyszłości z dala od Bone - miasta pełnego pijaków przewracających się w rynsztoku, narkomanów pozostawiających swoje niebezpieczne śmieci, głodu i biedoty.
Niebawem w miasteczku dochodzi do zaginięcia małej dziewczynki, która przyjaźniła się z Margo. Pomimo szybkiej reakcji i poszukiwań zakrojonych na szeroką skalę, dziecko znalezione zostaje dopiero kilka dni później, na dodatek martwe. Policja jest bezradna i z powodu braku wystarczających dowodów musi zawiesić sprawę, tymczasem pełna żalu Margo postanawia na własną rękę odnaleźć zabójców dziewczynki i wymierzyć im sprawiedliwość.
Okazuje się jednak, że zbrodnia ta nie była jedynym aktem okrucieństwa w Bone, na które ludzie przymykali oko. Od teraz Margo nie będzie zezwalać milczeniem. Postanawia zmienić to za wszelką cenę.

Jeśli jesteście przed lekturą "Margo", to jednego mogę być w stu procentach pewien - ta książka nie jest tym, czego się spodziewacie. Zabierając się za nią, liczyłem się z jej problematyką, z tym, że może opisywać historie ludzi po przejściach, kłopoty, ale także piękną miłość. Jednak to, co przeczytałem, przerosło moje wszelkie oczekiwania.
Fisher w swojej nowo wydanej powieści wykreowała najpodlejsze miasto w Stanach Zjednoczonych - Bone, które jest synonimem piekła. Tak przynajmniej zdaje się głównej bohaterce, która zmagać się będzie ze swoimi niełatwymi problemami. Będzie ona zmuszona podejmować decyzje, nad którymi zastanawiać nie powinna. Nad tymi decyzjami autorka do refleksji zmusza także swoich czytelników, gdyż w tej powieści nie wszystko jest czarne i białe. Bo czy dobro i zło nie są dla każdego pojęciem względnym? Jak ocenić, czy ktoś postąpił słusznie? Ale "Margo" to także opowieść o akceptacji, dojrzewaniu i odmienności, w dużej mierze także o samotności.
Ostatecznie sami nie wiemy, co jest prawdą, a co fikcją. To wszystko razem sprawia, że książka czytelnika pochłania bez reszty, natomiast oddaje także dość upiorne wrażenie, którego nie można się pozbyć. Kiedy wreszcie czytamy ostatni rozdział, to oddychamy z ulgą. Z ulgą, że kończymy książkę i zaczynamy nasze życie, które choć może nudne i pełne rutyny, to jednak nie tak skrzywione jak życie Margo...

Nowa Fisher wydana została tym razem przez Wydawnictwo SQN. Z angielskiego przełożyła Agnieszka Brodzik, natomiast redakcją zajęła się Marta Pustała. Za korektę odpowiedzialny jest Maciej Cierniowski, a za projekt okładki Paweł Szczepanik. Po raz kolejny jestem pozytywnie zaskoczony polską wersją okładki, która i tym razem okazała się lepsza niż oryginalna. Sama faktura zewnętrzna nie jest specjalnie powlekana, co bardzo pozytywnie rzutuje na te wydanie.
W sklepach znajdziecie tę książkę w oprawie miękkiej ze skrzydełkami w cenie 34,90zł. Łącznie książka posiada ok. 350 stron.

"Margo" to młodzieżówka, której do tej pory nie było. Na swój sposób jest jednak bardzo specyficzna, przez co trzeba włożyć nieco wysiłku, by skupić się i dotrzeć do prawdy, którą Tarryn Fisher próbuje nam przekazać przez swoich bohaterów.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu SQN. 

Tytuł: "Margo"

Autor: Tarryn Fisher


Tłumacz: Agnieszka Brodzik
 
Wydawca: Wydawnictwo Sine Qua Non


Rok wydania: 2017

Liczba stron: 349 [5] 


ISBN: 978-83-7924-784-4


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★★★☆*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  to od jednej do pięciu gwiazdek.

PS. Podobało Wam się? Jeśli tak, koniecznie napiszcie, co sądzicie w komentarzach! Jeśli nie - też wyraźcie swoje zdanie!Jak widzicie, właśnie testuję nowy system komentarzy Disqus, więc Wasze przemyślenia są teraz dla mnie jeszcze bardziej cenne. :)
Aby skomentować anonimowo należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość". :-)