REKLAMA

niedziela, 4 grudnia 2016

"Widmo grzechu"

Nie wiem jak Wy, ale ja czasem potrzebuję przerwy w czytaniu. No bo przecież prawda jest taka, że nie samym czytaniem człowiek żyje. Bywają takie weekendy, w których przeczytam tylko kilka rozdziałów, a resztę czasu poświęcam na czytanie jakiś głupot w portalach internetowych czy nadrabianie w oglądaniu odcinków ulubionych seriali. Czasem jednak mam tak, że przeczytałbym coś dla samej rozrywki, coś lekkiego i niewymagającego. Z takim zamiarem zabrałem się za "Widmo grzechu" autorstwa debiutującej Anny Szafrańskiej. Czy świetne opinie na okładce nie były na wyrost?

We Wrocławiu mieszka Nelka Augustyniak - nastolatka, jedyna córka w dużej rodzinie Augustyniaków. Jej mama jest architektem, a ojciec cenionym prawnikiem, do tego dziewczyna ma dwóch starszych braci: Michała i Bartka oraz jednego młodszego - Kacpra. Nel do tej pory dobrze się uczyła i była posłuszna rodzicom - wraz z Bartkiem chodzi do jednego z najlepszych liceów w Polsce. Mimo tego, że jest obrzydliwie bogata, to woda sodowa nie uderzyła jej do głowy. W szkole jest przewodnicząca samorządu, a w wolnych chwilach pomaga jako wolontariuszka. Poza tym dziewczyna zawsze może liczyć na wiernych przyjaciół: Olgę i Marcela. Chociaż ten drugi... może w przyszłości liczyć na coś więcej niż tylko przyjaźń.
Tymczasem w jej szkole pojawia się nowy uczeń. Przystojny, ubrany w skórzaną kurtkę i z ciemnymi okularami na nosie wzbudza zainteresowanie wśród uczennic, które w przepisowych, szkolnych mundurkach rumienią się na sam jego widok. Do tej pory Nel uważała takich chłopców za zwykłych, niedojrzałych idiotów i nie chciała mieć z nimi nic wspólnego. Pierwsze, co prawda przymusowe, spotkanie tych dwojga jest totalną katastrofą, a dziewczyna zdania nie zmienia. Okazuje się jednak, że coś nieokreślonego przyciąga ją do tego chłopaka. Zaczyna poznawać go coraz bardziej, i jak możemy się domyślić, zakochiwać się w nim. Jej rodzice zabraniają jednak spotykać się z chłopakiem i nakazują zerwać z nim wszelkie kontakty. Nie chcą tylko powiedzieć, dlaczego podjęli wobec niej taka kategoryczna decyzję. Okazuje się, że jej rodzina ukrywa przed nią więcej tajemnic, niż mogłoby się wydawać. Jednak zakazany owoc kusi najbardziej...
Czy Nel usłucha próśb rodziców? A może podda się miłości? Kim jest tajemniczy chłopak, który namieszał w głowie nastolatki? I czy ostatni akt zakończy się inaczej niż te w dramatach szekspirowskich? 

Tak jak wspominałem na początku, "Widmo grzechu" jest debiutancką powieścią. Niestety, czytając książkę bardzo widać, że jest to pierwsza powieść pani Szafrańskiej, gdyż warsztat autorki wymaga jeszcze wiele pracy, by było ono bardzo dobre. Nie można zarzucić autorce dobrych chęci oraz pomysłu na swoją książkę, jest ona jednak dość niedopracowana. Nie tylko pod kątem językowym, ale także tym fabularnym - jak przypuszczam, akcja książki pierwotnie miała mieć miejsce w Stanach Zjednoczonych, jednak ostatecznie ukazała się z bohaterami obsadzonymi w polskich realiach. Szkoda, że autorka nie zdecydowała się na pozostawienia pierwotnego miejsca zdarzeń, gdyż teraz przedstawione w książce liceum przypomina nam mieszankę z filmu "High School Musical" oraz TVNowską "Szkołę". Ponadto w placówce uczy się jedynie bogata elita - tak jakby cała śmietanka polskich bogaczy mieszkała właśnie we Wrocławiu. Zawiodłem się na redakcji, która okazała się dość nikła. Myślę, że gdyby pani redaktor przyłożyła się bardziej, to i odbiór byłby o wiele lepszy.
Pomijając te niektóre błędy i arystokratyczną szkołę od czapy, powieść zdecydowanie spełnia wszelkie kryteria, by mówić o niej, jako o książce new adult. Napisana została w dość prostym języku, jest to swego rodzaju pamiętnik głównej bohaterki. Przeczytać ją można na jeden raz, gdyż historia jest dość przyjemna, choć kontrastowa. Czytając, można się uśmiechnąć. Myślę, że szczególnie spodoba się ona dziewczynom, które chciałyby w wolnej chwili przeczytać historię romantycznej miłości,  a jej bohaterowie przeciwstawiają się przeznaczeniu.

Powieść wydana została przez Wydawnictwo Lucky z Radomia. Za nieszczęsną redakcję odpowiada Barbara Ramza, podobnie ma się sprawa korekty - pojawiały się różne literówki czy braki przecinków. Za projekt okładki odpowiedzialna jest Ilona Gostyńska - Rymkiewicz, a za skład Mariusz Dański. Wydana w oprawie miękkiej, bez skrzydełek, liczy ok. 335 stron. Cena detaliczna wynosi 33,90, zła wiadomość dla fanów ebooków jest taka, że póki co niestety "Grzechu" nie znajdziecie oficjalnie w formacie elektronicznym. 

Ostatecznie - bardzo fajny debiut, szkoda że ma trochę niedociągnięć. Jest to książka o młodych ludziach dla młodych ludzi, więc myślę, że szybko znajdzie grono zadowolonych czytelników.
Z tego co wiem, to autorka ukończyła już tom drugi powieści - liczę, że będzie tylko lepiej! :) 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję  Wydawnictwu Lucky.

Tytuł: "Widmo grzechu"

Autor: Anna Szafrańska


Tłumacz:-
 
Wydawca: Wydawnictwo Lucky

Rok wydania: 2016


Liczba stron: 333 [5]


ISBN: 978-83-65351-20-3


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★★☆☆☆

czwartek, 1 grudnia 2016

Jakie książki kupić na Święta? - edycja młodzieżowa


Szósty grudnia już tuż, tuż, a to przecież Mikołajki! A co paręnaście dni później? Boże Narodzenie! Do jednych przyjdzie św. Mikołaj, do innych Dzieciątko, a jeszcze innych odwiedzi Aniołek. Jedno pozostaje niezmienne - prezenty muszą być podarowane od serca. A będą jeszcze lepsze, gdy okażą się trafione! Dlatego właśnie przedstawiam Wam zestawieniu kilku książek, które warto sprezentować nastoletnim czytelnikom na święta. Jeśli jeszcze nie kupiliście podarunku dla kolegi, koleżanki z klasy, albo może Wasza siostra lub brat uwielbia czytać - koniecznie wybierzcie coś z tej listy! :)


"Wybrani" C.J. Daugherty 

 

"Wybrani" to pierwszy tom debiutanckiej serii CJ Daugherty. Książka opisuje historię Allie, która nigdy nie była zbyt dobrą uczennicą. Po ostatnich wybrykach w szkole i jej wyrzuceniu z placówki, rodzice postanawiają wysłać ją do szkoły z internatem. Kiedy dziewczyna przybywa do nowej szkoły, okazuje się, że nie jest ona niczym podobna do tych, do których chodziła w Londynie. Utrzymany w wiktoriańskim stylu budynek Akademii Cimmeria sprawia na Allie ogromne wrażenie, a dziewczyna po chwilach szoku, zaczyna zadawać sobie pytanie - jakim cudem dostała się do tak elitarnej szkoły, do której chodzą dzieci najwyżej postawionych osób w kraju. I jak jej rodzice zapłacili za czesne.
Choć na początku buntuje się wszelkim regułom panującym w Cimmerii, nastolatka zaczyna coraz lepiej czuć się w nowej szkole. Tymczasem podczas jednego z balów w Akademii, dochodzi do morderstwa jednej z uczennic. Allie zaczyna rozumieć, że wszelkie zabezpieczenia w szkole nie są przypadkowe, a z samą placówką jest coś nie tak. A raczej z ich uczniami. Dziewczyna niebawem przekona się, dlaczego dostała się do szkoły. I czym tak naprawdę jest Akademia Cimmeria.

Dla kogo: dla chłopaka; dla dziewczyny.
Etykiety: książka młodzieżowa, young adult, sensacja dla młodzieży, to nie książka fantasy - coś dla osób, których nie interesują wampiry i wilkołaki.
Dane techniczne: okładka miękka, 440str., wyd. Wydawnictwo Otwarte (moondrive).
Cena: 34,90 (cena okładkowa)


"Gwiazd naszych wina" John Green

 

Wyobraźcie sobie, że jesteście chorzy na raka. Nie lubicie świata, bo jak go lubić, skoro tak nas potraktował? Z podobnymi pytaniami zmaga się Hazel Grace Lancaster - główna bohaterka książki "Gwiazd naszych wina" autorstwa Johna Greena. Hazel jest zwykłą nastolatką, studiuje, kocha czytać. Jednak jest coś, co różni ją od reszty jej rówieśniczek. Większość swojego dzieciństwa spędziła w szpitalach, gdyż jest chora na raka płuc. Prawie umarła, jednak stał się cud. Od momentu, kiedy lekarze postanawiają przetestować na niej eksperymentalny lek, jej stan się poprawia i jej życie zaczyna w większym stopniu normalnie się toczyć. Dziewczyna musi jednak cały czas mieć przy sobie butlę z tlenem, która pomaga jej w oddychaniu. Niestety, mimo uczęszczania na terapię w grupie wsparcia, Hazel nie odczuwa radości z życia. Wszystko zmienia się, kiedy podczas jednej z sesji poznaje Augustusa Watersa, który cierpi na złośliwy nowotwór tkanki kostnej. Jej życie przewraca się do góry nogami, chłopak pokazuje jej świat od nowa i dziewczyna zaczyna doceniać teraźniejszość, i każdą chwilę, która jest dla nich na wagę złota. Wkrótce cieszą się nawet musującymi bąbelkami szampana. Czy jednak miłość chorych nastolatków może się udać? Czy rak nie zniszczy tego, co z wielkim trudem budowali?

Dla kogo: dla dziewczyny.
Etykiety: książka młodzieżowa, young adult, new adult, wzruszająca.
Dane techniczne: okładka miękka ze skrzydełkami, 320str., wyd. Bukowy Las - dostępna wersja w okładce normalnej.
Cena: 34,90 (cena okładkowa)


"Księga wyzwań Dasha i Lily" R. Cohn,

D. Levithan 

 

Lily ma szesnaście lat, w te święta brakuje jej towarzystwa, bo rodzice postanowili obchodzić je na Fidżi i zostawili tym samym dziewczynę wraz ze swoim bratem w domu. W Nowym Jorku. A jak wiemy Nowy Jork to miasto, które tętni życiem przez całą dobę, w cały okrągły rok. Przecież w tym mieście swoje przygody przeżył Kevin. Dokładnie ten, który wcześniej został sam w domu. Jak więc to możliwe, że Lily nie ma co robić w tak ogromnej metropolii? Postanawia to zmienić.
Dash również ma szesnaście lat, podobnie jak Lily jest outsiderem, no i też samotnie spędza święta. Żeby nie było, on spędza je samotnie z własnej woli - nie ma ochoty spotykać się ze starymi ciotkami i zrzędzącymi wujami. Kiedy chłopak jak zwykle wchodzi do swojej ulubionej księgarni i przechodzi do działu, w którym leżą powieści jego ulubionego autora, znajduje między książkami czerwony notatnik. Notatnik od niej. Lily zaczyna trochę zagadkową grę, która wkrótce może przerodzić się w coś więcej. Oboje z zapartym tchem i determinacją niczym Ewa Chodakowska, która wierzy w sukces Twoich (jej? waszych?) ćwiczeń, wykonują każde zadanie, które nawzajem sobie zadają. Tylko czy kiedy dojdzie do momentu, w którym nie będzie już możliwości zapisania w Moleskine zadania, odnajdą siebie nawzajem? Czy los sprawi, że będą potrafili się poznać? A co jeśli każdy z nich ma zbyt wyidealizowane wyobrażenie o tym drugim? Jedno posunięcie, a mydlana bańka pęknie.

Dla kogo: dla dziewczyny.
Etykiety: książka młodzieżowa, young adult, lekka opowieść świąteczna.
Dane techniczne: okładka miękka, 312 str., wyd. Bukowy Las, dostępna także druga część.
Cena: 34,90 (cena detaliczna)

"Polowanie na prezydenta" Dan Smith

 

Wyobraźcie sobie, macie dwanaście lat i żyjecie w małej, fińskiej wiosce. Przez pewien okres życia jesteście przygotowywani, by w dniu 13 urodzin, pokazać swoją wartość poprzez zdobycie trofeum - upolowanego dzikiego zwierzęcia. Tak dorastał Oskari. Chłopiec przygotowywany był przez ojca na Próbę, czyli oddanie go na jedną noc i jeden dzień pod opiekę lasu, by upolował to, na co zasłużył. Jednak Oskari nie sądzi, by był gotowy. Kiedy w przeddzień swoich urodzin gania po lesie w poszukiwaniu jelenia, sarny czy królika, natrafia na inne stworzenie - prezydenta USA. Terroryści zestrzelili samolot w którym znajdowała się głowa państwa Stanów Zjednoczonych, a jedyną osobą, która może mu pomóc przetrwać w mroźnej, fińskiej puszczy, jest Oskari. Chłopak będzie musiał połączyć siły z jedną z najważniejszych osób świata, by pomóc przetrwać zarówno mu, jak i sobie samemu. Sprawę jednak nie będzie ułatwiał fakt, że na prezydenta polować będą zamachowcy.
Czy w obliczu takiego zagrożenia Oskari da radę przetrwać? Czy uda im się uciec przed zbirami? I czy ostatecznie chłopak zda Próbę?

Dla kogo: dla chłopaków.
Etykiety: książka młodzieżowa, krótka przygodówka, na podstawie filmu.
Dane techniczne: okładka miękka, 296 str., wyd. Bukowy Las.
Cena: 29,90 (cena okładkowa)

"Legenda. Rebeliant" Marie Lu

 

"Legenda. Rebeliant" to chyba jedna z pierwszych (jak nie pierwsza) książek autorstwa Marie Lu. Choć jej ostatnie powieści nieszczególnie przypadły mi do gustu, to Rebelianta polecam. Ale o czym właściwie jest?
Powieść opisuje historię dystopicznego państwa, które leży na zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Główną bohaterką jest piętnastoletnia June, która mimo swojego wieku, jest prawdziwym geniuszem militarnym. Pochodzi z elitarnej rodziny, wspina się po szczeblach wojskowej kariery, jest posłuszna przełożonym i oddana walce za kraj, który cały czas uwikłany jest w wojnę z sąsiadami.
Wkrótce sielanka się kończy, gdyż brat June zostaje zamordowany. Głównym podejrzanym jest Day - rówieśnik June. Chłopak pochodzi z biednej rodziny, a znany jest służbom ze swoich rebelianckich wybryków, podczas których jednak jeszcze nigdy nie dał się złapać. June za punkt honoru postanawia złapać zabójce brata i pomścić go. Jak możemy się domyśleć, wkrótce bohaterowie będą musieli stawić sobie czoła, jednak okazać może się, że nie wszystko w rzeczywistości jest takie, jak się wydaje. Dzieciaki poznają okrutne sekrety, które do tej pory były ukrywane przed obywatelami. Po jakiej stronie staną? I czy nie pozabijają siebie nawzajem?

Dla kogo: dla chłopaków.
Etykiety: książka młodzieżowa, dystopia, dla fanów "Igrzysk Śmierci".
Dane techniczne: okładka miękka, 304 str., wyd. Zielona Sowa, dostępne pozostałe części.
Cena: 29,90zł (cena okładkowa)

"W ramionach gwiazd" A. Kaufman,

M. Spooner

 

"W ramionach gwiazd" zaczyna się od balu na największym w całej galaktyce promie kosmicznym Ikar. Trochę przypomina on nam Titanica, ale z pewnością jest zdecydowanie większy i lepiej wyposażony niż zatopiony statek z 1912 roku. Niebawem po przyjęciu coś złego dzieje się z Ikarem, który wypada z hiperprzestrzeni. Jedynym ratunkiem dla podróżnych na statku kosmicznym to awaryjne kapsuły ratunkowe. Niestety, kapsuły nie uruchamiają się na czas. Jedynymi osobami, którym udało się uciec z rozbijającego się statku kosmicznego jest Lilac i Tarver. Ona - jest córką najzamożniejszego człowieka w całej galaktyce, który posiada wiele planet, ośrodków naukowych i rozbitego Ikara. On - pochodzi z biednej rodziny z Kolonii, jest wojskowym, który przetrwał wojnę i wyśmiewa się z obecnej władzy, z rodziny Lilac. Kiedy lądują na nieznanej planecie, mimo różnic, muszą zachować spokój i przetrwać. Muszą wezwać pomoc. Tylko czy uda im się tego dokonać, kiedy ona zachowuje się jak rozpieszczona księżniczka, a on jak uparty żołnierz? Czy na planecie, w której nie ma żywej duszy, uda im się w jakiś sposób nawiązać kontakt ze statkami ratunkowymi? 
Sprawa staje się jeszcze poważniejsza, kiedy przed oczami Lilac pojawiają się dziwne wizje. Pewne siły zmuszają ich, by kroczyć w nieznanym kierunku. 
Tymczasem między dwoma wrogami tworzy się uczucie, choć wiedzą, że w domu będzie ono potępione. Tylko czy tak naprawdę chcą wrócić na swoje planety?

Dla kogo: dla dziewczyny.
Etykiety: książka młodzieżowa, dystopia, przygodowa; mniej miłości, więcej akcji. 

Dane techniczne: okładka miękka, 490 str., wyd. Wydawnictwo Otwarte (moondrive).
Cena: 36,90zł (cena okładkowa). 



Zaprezentowałem Wam sześć tytułów. Mam nadzieję, że znajdziecie coś, co zadowoli obdarowywaną przez Was osobę. A co jeśli nie znaleźliście tutaj nic odpowiedniego? Zachęcam do zajrzenia na stronę główną, gdzie możecie poprzeglądać recenzje książek. Z pewnością któraś wpadnie Wam w oko! ;-)
Teraz nie pozostało Wam nic innego, jak tylko wybrać się na zakupy do księgarni!

PS. Wybraliście coś dla siebie? Podobało Wam się? Koniecznie zostawcie komentarz ! :-)

Z najlepszymi życzeniami,
Patryk
MB

niedziela, 27 listopada 2016

"Miecz Herobrine'a"

Niedawno, stojąc przy regałach bestsellerów w jednej z sieci księgarń, zastanawiałem się, jak to możliwe, by książki, które większą część swojej fabuły poświęcają grom komputerowym i są strasznie odtwórcze, pojawiały się w "topkach" księgarń, a ich półki uginały się od natłoku poradników i innych podobnych dzieł. Nie przypuszczałbym, że dałbym się nakłonić na przeczytanie podobnej książki. A jednak dziś recenzuję "Miecz Herbrine'a" - dlaczego podjąłem taką decyzję? I czy faktycznie diabeł taki straszny, jak go malują?

W "Mieczu" poznajemy historię rodzeństwa: piętnastoletniego Artura i jego o rok młodszej siostry - Mallu. Choć różnica wieku między nimi jest naprawdę niewielka, to różnica ich charakterów jest już ogromna. Dla przykładu, Artur nie znosi grać w gry komputerowe a Mallu wręcz przeciwnie. Dziewczynka najbardziej lubi "Minecrafta", przy którym może grać praktycznie cały dzień. Jej brat nie podziela entuzjazmu siostry - uważa, że fabuła gry nie ma większego sensu, a jej grafika jest beznadziejna.
Wkrótce rodzeństwo odnajduje we własnym domu dziwną, starą dyskietkę. Już na samym początku coś im nie pasuje - kto jeszcze używa dyskietek?! W głowach pojawia im się czerwony alarm, jednak ignorują go, a ciekawość przezwycięża. Po uruchomieniu jej na komputerze, sprzęt zaczyna szaleć, na ekranie pojawiają się rzędy cyfr, a oni sami... zostają wciągnięci do komputerowego świata. I to nie byle jakiego, bo do świata Overworldu, którego Mallu zna bardzo dobrze, gdyż jest to świat z gry... "Minecraft"! 
Po początkowym niedowierzaniu, dzieciaki będą musiały szybko nauczyć się przetrwania w świecie, w którym wszystko składa się z kwadratowych bloków. Co gorsze, wkroczyli do świata, którego poziom trudności z pewnością nie jest ustawiony na pokojowy. Na dodatek dowiadują się, że ich przybycie nie jest przypadkowe - zwiastowane było od dawna w przepowiedniach. To Artur i Mallu mają uratować Overworld od zagłady, jaką ma być powrót z podziemi dawnego, wygnanego władcę Overworldu. By ocalić świat, muszą odnaleźć mistyczną broń - tytułowy Miecz Herobrine'a. Jednak artefakt jednocześnie szukać będzie obecny władca - Czerwony Król, który wykorzystać go chce do mrocznych celów.
Na szczęście w misji pomogą im nowo poznani, wirtualni przyjaciele. Niestety, Czerwony Król posunie się do wszystkiego, by tylko nie dopuścić do wypełnienia misji rodzeństwa. 
Czy uda się uratować ten wirtualny świat? Jaką cenę będą musieli zapłacić jego mieszkańcy za wypełnienie proroctwa? I czy dzieciakom kiedykolwiek uda się wrócić do ich prawdziwego, realnego świata?
 
Biorąc "Miecz Herobrine'a" nie byłem do końca przekonany do tej książki. Zdecydowałem się dopiero po wielu namowach. Ostatecznie pomyślałem, że skoro opis jest dość okej, to może i sama treść też taka będzie. Jakie było moje rozczarowanie, kiedy okazało się, że po pierwszych rozdziałach nie mogę przejść dalej. Nie wiem, może to dlatego, że nie gram w gry, a w "Minecrafta" nigdy nie było mi dane zagrać. Zawiodłem się na treści, to z pewnością. Jak każda książka, tak i ta ma swój styl. Autor stosuje nomenklaturę, z którą z pewnością poradzą sobie gracze. Jednak mnie, jako całkowitego żółtodzioba, czytelnika z przypadku, książka nie spodobała się tak, jak powinna. Każdy rozdział, który liczył po kilka stron, ciągnął mi się niemiłosiernie długo. Fabuła książki Jima była dość schematyczna, a akcja cały czas się zapętlała. Niestety, bohaterowie, podobnie jak w grze, działali bez większych efektów. "Coś robili" to najtrafniejsze określenie. Coś tam robili, coś się tam działo. Nie miało jednak to większego sensu, gdyż w świecie pełnym niebezpieczeństwa los cały czas uśmiechał się do Mallu i Artura, a sam koniec książki... był dość niejasny i na swój sposób zdumiewający, choć niekoniecznie w tym pozytywnym znaczeniu.
Myślę jednak, że choć mnie niekoniecznie uwiódł ten tytuł, to może spodoba się chłopcom, którzy w tę grę grają. Z pewnością niektórzy z nich sięgną po ten tytuł, by przeczytać coś, w co mogli zagrać przed paroma minutami. Może nawet niektórzy dostaną ją w mikołajki lub na gwiazdkę? Tym bardziej, że autor ma zamiar pisać kontynuację, która może okaże się bardziej udana niż część pierwsza? :-) 

Jak widać, książek o podobnej
tematyce, nie brakuje!
Książkę Jima wydana została przez Wydawnictwo Pascal. Jednym z jej patronów okazał się sklep cdp.pl, który udostępnił mi egzemplarz recenzyjny. Co ciekawe, "Miecz" po raz pierwszy nie ukazała się w Stanach, jak to zwykle bywa, a w Brazylii. Jednak powieść z języka angielskiego przełożyła Tamara Woińska. Korektą zajęła się Agnieszka Płoskonka. Zarówno opracowaniem graficznym, jak i redakcją zajęły się zewnętrzne firmy na zlecenie wydawcy. 
"Miecz" wydano w podobnej do oryginalnej okładce. Oprawa jest miękka, bez skrzydełek, a papier użyty w książce to siedemdziesiątka Creamy. Jest to też  dość mała książeczka, bo liczy zaledwie 250 stron dużym drukiem. Cena detaliczna wynosi 32,90, chyba że... kupiliście ją taniej podczas ostatniego black friday lub wygracie ją w moim konkursie!

Chociaż mnie "Miecz Herobrine'a" nie zadowolił, to może komuś innemu się spodoba. I choć moja recenzja nie jest zbyt pozytywna, to, nie uwierzylibyście, wśród moich "grających" znajomych ustawiła się już kolejka, by ten tytuł ode mnie pożyczyć. No cóż, może po prostu każdy sposób jest dobry, by zachęcać do czytania? Nawet pisząc książki o grze? :-)  

Za egzemplarz recenzencki dziękuję sklepowi CDP.pl. 

Tytuł: "Miecz Herobrine'a"

Autor: Jim Anotsu


Tłumacz: Tamara Woińska
 
Wydawca: Wydawnictwo Pascal

Rok wydania: 2016


Liczba stron: 254 [4]


ISBN: 978-83-7642-873-4


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★☆☆☆*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  to od jednej do pięciu gwiazdek.

sobota, 19 listopada 2016

"Carte blanche"

Niedawno wraz z grupą Śląskich Blogerów Książkowych rozpocząłem współpracę z Wydawnictwem Axis Mundi, które wydaje literaturę piękną. Na początek zaczęliśmy od "Carte blanche" - historii opartej na faktach, sfilmowanej przez Jacka Lusińskiego, który jest zresztą autorem recenzowanej dziś książki. Film zbierał wiele pochlebnych opinii, czy podobnie jest z książką na jego podstawie?

Kacper Bielik jest historykiem w jednej z lubelskich szkół. Choć nie zawsze dobrze układało mu się w sprawach sercowych, to zdecydowania miał wsparcie w rodzinie, a także dużą satysfakcję z wykonywanej pracy. Wszystko zaczyna się psuć, gdy podczas wypadku samochodowego ginie jego matka, a on sam zaczyna mieć problemy ze wzrokiem. Początkowo niewinne plamki, które później co raz bardziej pogarszają pole widzenia Kacpra, zmuszają mężczyznę, by ten, udał się do specjalistów. Mimo dużych nadziei, opinie lekarzy nie pozostawiają mu złudzeń - nauczyciel posiada wrodzoną szybko postępującą retinopatię barwnikową. Z każdym kolejnym miesiącem będzie tylko gorzej, aż oczy całkowicie przestaną przekazywać obraz. 
Bielik jest załamany, tymczasem dyrekcja szkoły mianuje go nowym wychowawcą klasy maturalnej. Mężczyzna nie może pogodzić się z losem, który skazało go na takie życie. Postanawia robić to, co mu pozostało - uczyć, dopóki tylko będzie mógł. Nikomu nie mówi o swojej chorobie i postanawia trzymać to w sekrecie.
Wkrótce na drodze Kacpra los postawi kolejne szanse. To, czy z nich skorzysta, będzie zależało tylko od niego. Jak nauczyciel poradzi sobie w nowej sytuacji?

Kiedy otrzymałem paczuszkę od wydawcy, to bardzo zdziwił mnie jej rozmiar. Okazało się, że "Carte blanche" to bardzo mała, zaledwie 200 stronicowa książka o formacie mniejszym od B5, a większym od typowej kieszonki. O tej historii słyszałem nieco wcześniej, jednak częściej o tej z filmowej wersji. Wziąłem więc powieść Lusińskiego, by przekonać się, czy naprawdę jest się czym zachwycać.
W moim mniemaniu, raczej nie. Oczywiście, nie twierdzę, że historia Macieja Białka (na którym wzorowany jest Bielik) jest nieistotna czy mało ważna, naprawdę nie. To, jak żyje pan Maciej jest godne podziwu i chwili refleksji, czego ta książka po prostu mi nie zapewniła.
Podoba mi się jednak, że pokazano głównego bohatera jako zwykłego człowieka, który czasem ma wszystkiego dość, marzy by wszystkim rzucić. Nie jest superbohaterem, który mimo przeciwności losu cały czas kroczy przez świat z uśmiechem na ustach. Książka nie jest kolejną pustą moralizatorską bajeczką, wciskaną na siłę między wierszami. Ale nie jest także książką, po której nie można zasnąć, po której myśli krążą tylko wokół przedstawionego tematu - tego mi tutaj brakuje. Na szczęście przedstawia, jak wiele trzeba zmienić, by nie myśleć stereotypowo, że człowiek niepełnosprawny równa się człowiek martwy, któremu zostało już tylko siedzenie w domu z opiekunką.
Ponadto po raz kolejny można zauważyć, że nie zawsze krótkie książki mają niezły przekaz. Tym razem krótka książka obfituje jedynie o anonimowe postacie, które nie zostały praktycznie w ogóle opisane oraz średnio ciekawą akcję. Szkoda, bo mógł stać się z tego naprawdę wielki bestseller.

Tak jak wspominałem powyżej, książkowe "Carte blanche" wydane zostało przez wyd. Axis Mundi. Historia Kacpra Bielika spisana jest na 210 stronach, a zredagowana przez Elżbietę Makowską i Martę Szelichowską. Powieść dostępna w oprawie miękkiej bez skrzydełek, ze zdjęciem promującym film na okładce. Cena detaliczna książki wynosi 29.90zł. Powieść kupicie także jako audiobook.

Bardzo krótka recenzja, bardzo krótkiej książki. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Cieszę się, że poznałem historię lubuskiego historyka, chociaż ta przedstawiona w książce różni się od tej rzeczywistej. Był to miło spędzony czas, choć bez wyraźnej puenty. Książka idealna do przeczytania w jeden z weekendowych wieczorów! 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Axis Mundi. 

Tytuł: "Carte blanche"

Autor: Jacek Lusiński


Tłumacz: -
 
Wydawca: Axis Mundi

Rok wydania: 2015

Liczba stron: 205 [5]


ISBN: 978-83-61432-97-5


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★★☆☆*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  to od jednej do pięciu gwiazdek.

niedziela, 13 listopada 2016

"Nie poddawaj się"

Jakby spojrzeć na moje ostatnie recenzje, to ktoś może zaczynać podejrzewać, że przerzucam się na fantastykę. Dlaczego? Bo dziś recenzja "Nie poddawaj się" - kolejnej książki z magią w tle. Dosłownie. Jeśli czytacie literaturę młodzieżową, to pewnie znacie Rainbow Rowell. W swoim dorobku ma takie książki jak "Załącznik" (dla starszych czytelników) czy "Eleonorę i Parka" (dla tych nieco młodszych). Napisała także książkę "Fangirl", z którą powiązane jest recenzowane dziś "Nie poddawaj się". Jeśli czytaliście książkę o studentce Catch, to pewnie wiecie, że dziewczyna  była wielką fanką nieistniejących książek o Simonie Snowie. Teraz "Nie poddawaj się" już naprawdę może zagościć na naszych półkach. Czy spodobała mi się tak samo jak książkowej Catch? 

Simon Snow od zawsze był jakiś inny. Począwszy od tego, że nigdy nie spotkał swoich rodziców i wychowywał się w domach dziecka, kończąc na tym, że w wieku kilkunastu lat został zabrany do Watford - elitarnej szkoły magii z internatem, w której uświadomiono mu, że jest Wybrańcem. Największym magiem wszech czasów. Aktualnie Simon jest pełnoletni i uczy się na ostatnim roku w magicznej akademii. Przez te kilka ostatnich lat wiele się dowiedział, stoczył także kilka niebezpiecznych bitew z Szaroburym - największym wrogiem magów. W nowym roku szkolnym chce poznać ostatnie tajniki, ale jednocześnie nie może uwierzyć w to, że to już ostatni rok. Watford było dla niego ostoją, miejscem, w którym wreszcie czuł się jak w domu. To dyrektor placówki -  sam wielki Mag - pierwszy w niego uwierzył, a Simon kocha go za to jak ojca. Tymczasem pomimo mijających dni, jego współlokator-wampir, którego Snow nie darzy dużą sympatią (bo jak tu lubić kogoś, kto w nocy wymyka się do katakumb?), nie wraca z letniej przerwy wakacyjnej, a rodzina Baza nie wie, gdzie jest. Po tym, czego przez ostatnie lata chłopak dowiedział się o współlokatorze, obawia się, że mroczny kolega może współpracować z przeciwnikami Watford i knuć przeciw nim z największym wrogiem.
Wkrótce ich naukę przerywają kolejne ataki Szaroburego, a Simon wraz z przyjaciółmi będzie musiał stawić mu czoła.
Do czego tak naprawdę dąży Szarobury? Czy Baz planuje zamach na szkołę? Kto ostatecznie pomoże młodemu Snowi w walce? I czy Simonowi uda się skończyć szkołę w jednym kawałku?

Na samym początku byłem bardzo, bardzo podekscytowany czytaniem tej książki. Jednak z każdym następnym rozdziałem rozczarowywałem się coraz to bardziej. Pomysł na bohatera, którym jest czarodziej - sierota już skądś znamy, magiczną szkołę i dojazd do niej pociągiem już też. Ale to nie wszystko co sprawiło, że mój entuzjazm opadał. Na starcie w czytaniu "Nie poddawaj się" panuje totalna dezorientacja, gdyż tak naprawdę nie wiemy, o co chodzi. Rowell napisała to tak, jakby książka była którymś tomem z serii. Od razu wrzuca nas na głęboką wodę, przez co przez pewien czas zadajemy sobie pytania: "Kim, do cholery, jest ten Szarobury?" albo "Zaraz, to jego dziewczyną w końcu jest Agatha czy Penelope?". Na dodatek z każdym kolejnym rozdziałem przybywa nowych narratorów, a każdy z nich opowiada w nieco inny sposób. Czasem jest to zwykła narracja bezpośrednia, czasem narrator zwraca się do czytelnika w formie listu. 
I wszystko było na nie, do momentu, w którym na pierwszy plan wkraczają postacie, które przedtem nie były zbyt poważnie traktowane. I teraz cała akcja zaczyna się zmieniać, a czytelnik wplątuje się we wszystkie intrygi świata przedstawionego. Powieść Rowell nabiera tempa i zmienia się o 360 stopni. Wkrótce tak wkręciłem się w czytanie, że okazało się, iż książka nie jest taka zła...
Rowell, choć na swój sposób, porusza w książce temat akceptacji i tolerancji. Początkowo robi to dość niewinnie, bo pokazuje, jak wzajemnie potrafią żyć różne stworzenia: magowie, wróżki, elfy i inne stwory. Później przechodzi do tych konkretów, które najbardziej poruszają czytelników. Autorka ukazuje bowiem nie tylko miłość niebezpieczną, ale i, proszę państwa, miłość pary homoseksualnej. W swojej magicznej książce, Rainbow przekazuje wartościowe treści, na swój sposób uczy akceptacji i radzenia sobie z sytuacją. Pokazuje, jak nie wiele trzeba, by stać się innym od reszty, ale za razem jak wiele , by samemu taki stan rzeczy zaakceptować. Mówi o tym, że by czasem coś otrzymać, trzeba wiele stracić. W tym przypadku ceną jest miłość. I magia. Nie zapominajmy o magii. 
A wszystko to stworzyła w dość prosty i zabawny sposób, który sprawił, że choć mimo niezbyt udanego początku, książka stała się dobra. 

Jeśli czytaliście recenzję "Załącznika" to wiecie z pewnością, że od niedawna książki Rowell w Polsce wydaje także wyd. Harper Collins (do tej pory monopol na Rowellową miało Otwarte). Za przekład odpowiedzialna jest Małgorzata Hesko-Kołodzińska, a za redakcję Małgorzata Pogoda. Nie wiem, kto tutaj zawalił - redaktor czy tłumacz, ale niektóre zdania sprawiały wrażenie przetłumaczonych kropka w kropkę z języka angielskiego, co sprawiło, że niekiedy zdania te nie miały kompletnie sensu. Łącznie książka ma 514 stron, wydana została tradycyjnie, w okładce broszurowej bez skrzydełek. Bardzo podoba mi się, że Harper Collins zachowało oryginalną okładkę. Gdyby jeszcze zdecydowano się na zmniejszenie wymiarów, byłaby idealna, a tak nieco odstaje na półce od "Fangirl". 
Cena detaliczna wynosi 36,99zł, jeśli macie przy sobie czytniki, to historię Snowa możecie zakupić także w formie ebooka. 

Ostatecznie, choć nie można powiedzieć, że będzie to przełomowa książka na półkach fantastyki dla młodzieży, to zdecydowanie mogę stwierdzić, że jest to książka inna i warta przeczytania. Chociażby dla tych zabawnych dialogów głównych bohaterów. Oczywiście trzeba też pamiętać, że nie każdy potrafi (i chce) czytać wątki o homoseksualizmie, dlatego wybierając ten tytuł, trzeba liczyć się na poruszane wątki. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Harper Collins Polska. 

Tytuł: "Nie poddawaj się"

Autor: Rainbow Rowell


Tłumacz: Małgorzata Hesko-Kołodzińska
 
Wydawca: Harper Collins Polska

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 511 [3]


ISBN: 978-83-276-2062-0


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★★★☆*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  to od jednej do pięciu gwiazdek.

piątek, 11 listopada 2016

"Poszukiwaczka"

Na moim Facebooku zauważyć mogliście, że niedawno rozpocząłem współpracę z jednym z największych internetowych sklepów, oferujących produkty związane z szeroko rozumianą kulturą. Chodzi oczywiście od CDP.pl. Na pierwszy ogień przy naszej recenzenckiej współpracy, poszła fantastyka, a konkretnie "Poszukiwaczka" autorstwa Arwen Elys Dayton. Czy miło spędziłem przy niej czas? 

Szkocja kojarzyć może nam się z starymi zamkami, kiltami, dudami i whisky. Tymczasem, w świecie przedstawionym w książce ze zamków pozostały jedynie ruiny. Na jednej z posiadłości, właściciele zamieszkują dawne tereny, na których stał dawno temu pałac ich rodu. Nazywają siebie Poszukiwaczami, gdyż od zarania dziejów posiadają oni magiczne zdolności. Dawniej było ich zdecydowanie więcej, teraz została ich garstka, w tym Quin, Shinobu i John - najmłodsze pokolenie Poszukiwaczy. To do rodziny Quin należy posiadłość, a jej ojciec jest mistrzem, który uczy ją, jej kuzyna Shinobu, który pochodzi z tej samej familii, oraz przyjaciela Johna - ostatniego, osieroconego Poszukiwacza z familii Lisów. Dzieciaki przez całe życie przygotowywane były do zostania wybrańcami, którzy staną w obronie uciśnionych i będą czynić dobro na świecie owładniętym złem i przemocą. Uwieńczeniem ich starań ma być przysięga, którą złożą przy obecności tajemniczych Sędziów kontrolujących ostatni etap ich szkolenia. Ta trójka miała razem służyć światu, razem się wspierać i pomagać innym. Niestety, w przeddzień złożenia przysiąg, John zawala kończący naukę trening i zostaje wyrzucony z posiadłości. W jednej chwili zawala mu się cały świat, jednak on wie, dlaczego mistrz Briac podjął taką decyzję. I planuje zemstę.
Tymczasem pozostała dwójka mimo wszystko składa przysięgę i odbywa pierwsze, prawdziwe zadanie... Jak się okazuje, nie jest ono tym, czego oczekiwali, a to, co musieli zrobić, zaprzeczało wszystkiemu, o czym mówił Briac. Dziewczyna będzie chciała poznać całą prawdę, jednak w posiadłości zrobi się naprawdę niebezpiecznie. Jak dalej potoczą się losy Quin? Do czego zdolny jest John? Co ukrywa ten pradawny ród? 

Muszę Wam się przyznać, że "Poszukiwaczka" na swoją kolej czekała dość długo. Masa egzemplarzy recenzyjnych, a do tego sprawy osobiste i Targi w Krakowie, sprawiły, że na czytanie zostało mi bardzo mało czasu. Kiedy wreszcie znalazłem chwilę i zacząłem lekturę, nie byłem do końca przekonany. Jednak z każdymi kolejnymi stronami, co raz bardziej zatapiałem się w historii Quin i jej wędrówce, zaczynając od Szkocji, przez deszczowy Londyn, aż do zatłoczonego Hongkongu. Teraz będąc z Wami zupełnie szczery, muszę przyznać, że książkę naprawdę szybko się czyta i zapewnia miły wieczór, jednak... cały czas jest coś z nią nie tak. Naprawdę trudno określić fabułę tej książki, gdyż to, co się w niej dzieje, nie ma większego sensu. Oprócz początku, który jakoś się trzyma, cała dalsza akcja dzieje się bez ładu i składu. Niczym w jednym z tych słabszych filmów akcji, bohaterowie gonią się przez większość czasu, po drodze zostawiają kilka trupów, a sam cel tej całej zabawy jest dość prozaiczny.  Przy okazji jeszcze pojawiają się retrospekcje oraz całkowicie niezwiązane z resztą akcji historie bohaterów drugoplanowych. Na dodatek nie wiele wiemy na temat świata wykreowanego przez autorkę, z postępem czytania można się jednak domyśleć, że akcja dzieje się w nieokreślonej przyszłości.
Ostatecznie przyznałem jednak notę dość dobrą, bo przecież 5/10 taką jest. Oceniłem tak chyba tylko i wyłącznie dlatego, że mimo tej niezbyt rozgarniętej fabuły, książkę czytało mi się dobrze i, co ciekawe, momentami nie mogłem się od niej oderwać. Bardzo spodobali mi się jednak bohaterowie, którzy potrafią wzbudzić emocje i nie są statyczni. Ponadto pomysł Dayton o Poszukiwaczach nie należał do tych złych, po prostu... coś nie wyszło.

"Poszukiwaczkę" znajdziecie w księgarniach pod banderą wyd. Uroboros należącego do GW Foksal. Powieść przełożył Bartłomiej Ulatowski, za redakcję odpowieda Anna Włodarkiewicz. Nic nie wiadomo o grafiku, który stworzył polską wersję okładki (która akurat jest bardzo podobna do tej oryginalnej), wiemy jednak, że książkę zdobędziecie na papierze Creamy, w okładce miękkiej, bez skrzydełek. Cena detaliczna wynosi 39,99zł, chyba że... kupicie tę powieść w sklepie CDP.pl z 25% zniżką i zapłacicie jedynie 29,76! Przy okazji do koszyka wrzucić możecie też na przykład nowego Mroza w podobnej cenie. ;-)

Ja fantastykę czytuję dość rzadko, gdyż najzwyklej w świecie przeważnie nie potrafię jej przełknąć, więc w tych klimatach jestem strasznym żółtodziobem. "Poszukiwaczka" nie sprawiła jednak, że po przeczytaniu kilkudziesięciu stron miałem ochotę ją wyrzucić oknem (takie odczucie natomiast miałem przy innej książce, która akurat do fantastyki nie należy. Chociaż... może to akurat kwestia sporna?). Podsumowując: nie sądzę, że była to strasznie zła książka, ale trzeba przyznać także, że na kolana nie powala. Może jednak ktoś zakocha się w jej bohaterach? :-)

Za egzemplarz recenzencki dziękuję CDP.pl 

Tytuł: "Poszukiwaczka"

Autor: Arwen Elys Dayton


Tłumacz: Bartłomiej Ulatowski
 
Wydawca: Uroboros (GW Foksal)

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 477 [5]


ISBN: 978-83-280-2130-3


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★★☆☆*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  to od jednej do pięciu gwiazdek.

piątek, 4 listopada 2016

Przepraszam, tutaj stoi wózek z książkami!

Dziś 4 listopada, dokładnie tydzień temu w Krakowie odbywał się jeden z największych eventów  czytelniczych. Tak, chodzi dokładnie o to, o czym myślicie. Targi Książki w Krakowie. Tegoroczna edycja była dwudziesta, jubileuszowa. Jak udało mi się spędzić te targowe chwile? 


Zacznijmy od tego, że wszystkie znaki na niebie i ziemi nie sprzyjały temu, bym pojawił się w krakowskim Expo. Miałem przyjechać na kilka dni, ostatecznie byłem tylko w sobotę. Nie, żebym  był przesądny, ale to co wyprawiało się w przeddzień mojej wizyty w grodzie Kraka, to dosłownie seria niefortunnych zdarzeń.  W samą sobotę udało mi się dotrzeć bez większych problemów (oczywiście nie licząc zgubienia na trasie z GPSem oraz stania w tradycyjnych krakowskich korkach). Kiedy jednak wysiadłem z samochodu przed wejściem na teren Expo, kolejka stojąca do wejścia naprawdę zrobiła na mnie wrażenie. Czy pozytywne? Nie do końca, byłem już i tak spóźniony na jedno ze spotkań autorskich, a perspektywa stania w kolejce następne pół godziny, wcale mi się nie podobała. Na szczęście i tego roku wybierałem się na TK z akredytacją prasową, więc zgrabnie wyminąłem tłum ludzi i od razu skierowałem się do wejścia dla dziennikarzy. Niestety, z relacji znajomych-blogerów wiem, że goście branżowi, goście VIP i blogerzy musieli niestety w tej kolejce cierpliwie czekać. Warto jednak wspomnieć, że spowodowane było to zwiększonymi wymogami bezpieczeństwa, gdyż gościem specjalnym tegorocznych Targów był Izrael.


Jeśli chodzi o wystawców, to jak zwykle czytelnik miał okazję zrobić zakupy na przeróżnych stoiskach - od tych, które wystawiali mali wydawcy, przez wydawców-gigantów i księgarnie internetowe, aż po wystawców zagranicznych (tutaj bardzo miło wspominam stoisko delegatury niemieckiej, która reprezentowała markę Lechtturm1917). Tak samo jak ogromna liczba wystawców, tak i liczba odwiedzających była niesamowita. Tradycyjnie najbardziej zatłoczona okazała się Hala Wisła, a punktami, przez które często nie można było się "przebić" były okolice stoisk wydawnictwa Znak, Otwartego, Zysku, Prószyńskiego czy księgarni Matras.pl.
A co z cenami? No cóż... książki u większości wydawców były przecenione z ok. 20% rabatem. No ale czy na samych targach liczy się każdą złotówkę? Oczywiście, że nie. Na brak środków płacze się dopiero po dotarciu do domu! 

na zdjęciu widoczna akurat mniej
zatłoczona z hal, Hala Dunaj


video 

 Biorąc pod uwagę ubiegłoroczny i tegoroczny program targów, to muszę przyznać, ze jestem nieco rozczarowany. W moim odczuciu było dość skromnie. Na szczęście udało mi się spotkać z kilkoma pisarzami, na których bardzo mi zależało.
Kilka słów zamówiłem z Justyną Drzewicką, autorką serii książek fantasy dla młodzieży (m.in. "Niepowszedni. Porwanie", wyd. Jaguar), porozmawiałem także z Magdaleną Stachulą, która w tym roku zadebiutowała wydaną w Znaku "Idealną" (która de facto ma już kolejny dodruk!). Ostatnim z autorów, do których udało mi się dostać był Remigiusz Mróz. Do jednego z najpoczytniejszych młodych pisarzy stała tak długa kolejka, że po podpis czekałem aż... 2 godziny i 50 minut! Jak wiadomo, taka kolejka barykadowała także przejście miedzy alejkami. Jedna z dziewczyn, która stała w kolejce do podpisu miała własną walizkę, w której nosiła wszystkie książki. Walizeczka niestety utrudniała przejście osobom, które przebijały się przez kolejkę, by przejść. Informowano więc przechodzących, że niestety, przejścia nie ma, bo stoi tutaj wózek  książkami! ;-)  Ostatecznie i tak autor podpisał mi tylko serię Chyłkową, bo nie miałem serca podkładać kolejnych książek, gdy w kolejce nadal stała masa ludzi. W ramach rekompensaty, poczęstowałem jednak Mroza... Big Redami. ;-)
Tak, dokładnie, to by było na tyle. Chciałem podejść jeszcze do Magdaleny Witkiewicz, Alka Rogozińskiego oraz Marka Krajewskiego, ale niestety się nie udało. 

fot. Sardegna

fot. Sardegna
Na sam koniec chciałbym wspomnieć jeszcze o tych małych, blogerskich spotkaniach. Cieszę się, że udało mi się poznać nowe osoby na Targach. Zobaczyłem się też znów z znajomymi, z którymi widujemy się od czasu do czasu na blogerskich kawach czy innych eventach. Szkoda tylko, że tego roku nie udało się zorganizować jakieś większego spotkania blogerskiego, nie tylko takiego w gronie kilku osób. Pojawiłem się także na jednym z paneli dla blogerów, które współorganizowałem od strony technicznej - "Po co w ogóle to czytać? Czyli słów kilka o tak zwanej literaturze niskich lotów", które poprowadziła Szyszka. Myślę, że choć w bardzo małym gronie, to bardzo się udało. Podobno inne spotkania, na których z różnych przyczyn nie mogłem być, tez okazały się wartościujące, jednak także nie przyciągnęły całej blogosfery książkowej. 



Ostatecznie: jak zwykle, bardzo cieszę się, że choć przez ten jeden dzień mogłem wziąć udział w tym niezwykłym wydarzeniu książkowym. Wyszedłem z Expo z kolejną dawką pozytywnych emocji, torbą pełną książek i kartą parkingową. Choć panował tłok i nie wszystko przebiegło tak, jak tego oczekiwałem, to po raz kolejny jestem bardzo zadowolony.