wtorek, 23 sierpnia 2016

"Prawo Mojżesza"

  Sierpień to czas ostatnich chwil, by w wakacyjnym słońcu i przy letnim wietrzyku wykąpać się w spienionych wodach Bałtyku lub poczytać książkę w cieniu wiekowego drzewa, jednocześnie kołysząc się na hamaku. Wszystko jednak ma swój koniec i niebawem wakacje ostatecznie się skończą, by na powrót wróciła szara codzienność. Jednak wydawcy nie próżnują i próbują jak najbardziej uprzyjemnić pierwsze wrześniowe dni. Koniec wakacji zapowiada bowiem nowe książkowe premiery. Jedną z nich będzie "Prawo Mojżesza" autorstwa Amy Harmon. Książka zbierała dość pochlebne opinie, a jak mi się podobała? 

  Historię biblijnego Mojżesza zna chyba każdy. Z rozkazu faraona wszyscy hebrajscy chłopcy muszą zginąć, gdyż cały czas powiększający się lud Izraelitów mógłby stanowić zagrożenie dla władcy Egiptu. Matka Mojżesza chce jednak za wszelką cenę uratować swojego nowo narodzonego syna. Wkłada go do wiklinowego kosza, który później wraz z Mojżeszem wypuszcza w nurt Nilu. Wkrótce kosz wraz z chłopcem nad brzegiem rzeki znajduje córka faraona. Chłopiec jest bezpieczny, do momentu, w którym podrasta i sam staje się zagrożeniem.
  W pralni Quick Wash, w koszu z praniem, zostaje znaleziony noworodek. Chłopiec jest w bardzo kiepskim stanie, lekarze walczą o jego życie. W tym samym czasie, kiedy dziecko jest leczone, policja znajduje jego matkę - martwą narkomankę. Chłopca postanawia się nazywać Mojżesz. Choć znano już jego matkę, więc także jej rodzinę, nigdy nie udało im się poznać ojca. Wiadomo tylko, że musiała być to osoba o bardzo ciemnej karnacji, gdyż Mojżesz odziedziczył ją po nim. Małe bobasy zawsze są słodkie, nawet czarnoskóre. Co jednak, kiedy z bobasa wyrasta rosły, młody mężczyzna, który sprawia kłopoty? Mojżesz jest nadpobudliwy, twierdzi, że ma dziwne wizje. Na dodatek przez jakiś czas był członkiem gangu. Chłopak przekazywany z rąk do rąk nigdy nie miał okazji poczuć się naprawdę kochany. Do momentu, kiedy wraca do miasteczka, w którym mieszka jedyna naprawdę bliska mu osoba, prababcia. Kobieta obdarza już osiemnastoletniego młodzieńca troską i szuka zajęć, jakie mógłby wykonywać, by choć trochę spożytkować energię rozpierającą prawnuka. Chłopak maluje płoty, pomaga na budowie, wkrótce rozpoczyna pracę na farmie. Farmie, która należy do państwa Shepardów, rodziców siedemnastoletniej Georgii. Dziewczyna zawsze była grzeczna i ułożona. Nie interesowała się chłopcami, nie zważała na konwenanse, uwielbiała jeździć konno. Wszystko zmienia się, kiedy w ich gospodarstwie pojawia się Mojżesz. Georgia wie, kim on jest. Zdaje sobie sprawę, że nie może zaprzyjaźnić się z kimś takim. Mimo zdrowego rozsądku, który cały czas walczy z dziewczyną, zdaje się, że jakaś magiczna siła ciągnie ją do buntowniczego nastolatka. Mojżesz jest tajemniczy i zachowuje się bardzo dziwnie... Wkrótce rozkochuje w sobie dziewczynę. Ale czy on sam naprawdę ją kocha? Konsekwencje ich młodzieńczych decyzji wkrótce dadzą o sobie znać... i odcisną na nich piętno na całe życie.
Ktoś się zakocha. Ktoś będzie walczył. Ktoś się podda. I ktoś umrze.

Zacznijmy od tego, że kompletnie nie spodziewałem się czegoś takiego. Właściwie, to zamawiając książkę do recenzji kierowałem się głównie względami estetycznymi (czytać: bardzo spodobała mi się okładka). Nie miałem zbyt wysokiej poprzeczki. Jak myślałem, dostałem do recenzji kolejny erotyk (wszystko za sprawą wydania książki nakładem EditioRed, ale o tym później) i początkowo podszedłem do powieść dość sceptycznie. Z każdą kolejną stroną jednak akcja coraz bardziej nabierała tempa, by ostatecznie rozpędzić się niczym rollercoaster na największej prostej do dołu. "Prawo Mojżesza" okazało się świetną powieścią, powieścią obyczajową z fantastycznym (dosłownie i w przenośni) oryginalnym wątkiem. Powieść Amy Harmon choć niepozorna traktuje o ważnych sprawach takich jak śmierć, brak akceptacji ze względu na swoją odmienność, czy zaufanie. Pokazuje, jak wiele zależy od tego, czy chcemy znać prawdę, czy chcemy w nią wierzyć.  Harmon niejednokrotnie zaskakuje, zgrabnie wplata wątek kryminalny. Miłość jest jednak przez cały czas na pierwszym planie. Nie taka jak w "50 twarzy Greya" czy innych powieściach erotycznych. Miłość prawdziwa, pełna bólu, rozczarowania, ale także dająca oparcie i powodująca radość. Miłość, która czasem mury burzy, a czasem sama je stawia. Wszystko opisane w niebanalny sposób, a w tle galopujące konie, Calico i Lucky, oraz obrazy, murale. Nie pamiętam już, kiedy ostatni raz zostałem porwany przez taką historię.

Tak jak wspominałem na początku, "Prawo Mojżesza" wydane zostało przez grupę Helion pod marką EditioRed. Marka ta skierowana jest głównie do czytelników, którzy w lekturze szukają... mocnych wrażeń. Jak mi się wydawało, EditioRed to marka książek pełnych erotyzmu i namiętności, seria literatury erotycznej. Tymczasem powieść Harmon ma zaledwie kilka takich wątków i nie są one w żaden sposób szczegółowo rozbudowane. Książka jest dobra, ale na czytelniczych portalach może dostawać naprawdę niskie oceny właśnie ze względu na to, że czytelnicy oczekują płomiennego romansu.Dlatego naprawdę dziwię się, ze podjęto decyzję o wydaniu "PM" w tej marce.
Projekt polskiej okładki jest dość zadowalający, trochę szkoda jednak, że książka została wydana według "standardów" wydawcy. Oprawa bowiem jest znów broszurowa, bez skrzydełek, a cena wynosi aż 39,90, co według mnie jest dość za wysoką kwotą. Przekładem zajął się Marcin Machnik. Dostępny jest także ebook, ale jedynie na ebookpoint.pl co wydaje się kolejnym strzałem w stopę. 

Dobrze, że książka naprawdę broni się treścią i w głównej mierze ocenia się właśnie powieść, a nie wydanie. Gdyby było inaczej, ocena poszybowałaby niżej. Może powieść Harmon nie jest majstersztykiem, jednak zdecydowanie jest czymś innym, nowym, zasługującym na uwagę. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Helion, właścicielowi marki EditioRed. 



Tytuł: "Prawo Mojżesza"

Autor: Amy Harmon

Tłumacz: Marcin Machnik
 
Wydawca: EditioRed (Wydawnictwo Helion)

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 356 [6]


ISBN: 978-83-283-2231-8


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★★★★*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  to od jednej do pięciu gwiazdek.

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

"Moje serce i inne czarne dziury"

Ostatnie tygodnie wakacji lub ostatnie dni urlopu z reguły mijają bardzo szybko. Wszyscy chcą jak najlepiej wykorzystać letnią pogodę i czas, który może być przeznaczone na letnią beztroskę. O tym, jak dobrze spędzać czas, dużo wiedzą bohaterowie recenzowanej dziś książki, chodzi oczywiście o "Moje serce i inne czarne dziury". Na zagranicznych portalach nad książką się niejednokrotnie rozpływano, otrzymywała bardzo wysokie noty. Czy mnie także zachwyciła?


Aysel nigdy nie było łatwo. Jej rodzice pochodzili z Turcji, matka rozstała się z mężem zaraz po urodzeniu córki. Kobieta ułożyła sobie życie, stworzyła nową rodzinę, a Aysel pozostała pod opieką ojca. Tata od zawsze miewał huśtawki nastroju, jednak dziewczyna nigdy nie przypuszczała, do czego może się posunąć. Po tym, co się stało, dziewczyna trzy lata temu trafiła pod skrzydła matki. Nie jest jednak szczęśliwa. Mimo, że u mamy ma względny spokój, to nadal słyszy podszeptywanie w klasie i wykluczenie ze strony środowiska. Nawet w domu, przy ojczymie i przyrodnim rodzeństwie, czuje się jak intruz. Najlepsze przyjaciółki opuściły ją w momencie, w którym najbardziej ich potrzebowała. Nic więc dziwnego, że dziewczyna jest smutna... Jej codzienność to szkoła, w której trzeba przetrwać, kilka godzin pracy w call center (nie, za nic w świecie się nie upokorzy i nie poprosi matki o kieszonkowe!) i wreszcie powrót do domu, gdzie jest już idealna siostra i śliczny brat. Świetnie, jakby wydarzenia sprzed kilku lat dostatecznie nie pokazały, że jest totalnym zerem. Jedyną odskocznią od rzeczywistości to fizyka, ten przedmiot naprawdę ją fascynuje (w przeciwieństwie do angielskiego) i portal Smooth Passages...
Kilkanaście minut drogi dalej, w sąsiednim miasteczku, mieszka Roman. Chłopak, kiedyś wybitny sportowiec, teraz załamany nastolatek, także ma za sobą traumatyczne przeżycia. Stracił coś, kogoś. I wie, że już nigdy go nie odzyska. Co gorsze, wie, że to on jest powodem tej straty. Czy można sobie coś takiego wybaczyć? Nie potrafi znaleźć dla siebie miejsca... Wreszcie trafia na forum Smooth Passages. Wbrew pozorom nie jest to portal randkowy, wręcz przeciwnie. To forum dla samobójców, na którym osoby udzielają sobie rad dotyczących szybkiej śmierci, poszukują także partnerów do samobójstwa, bo czasem samemu po prostu można stchórzyć. 
Aysel logując się na portalu, wie już, że na pewno chce to zrobić. Nie ma tylko odwagi zrobić tego sama. Na forum jest pełno osób, jednak co z tego, kiedy połowa to zdesperowane kury domowe, które osierociłyby dzieci, a druga połowa to osoby z przeciwnej części kraju? Dziewczyna już traci nadzieje,  kiedy na portalu swoje ogłoszenie umieszcza tajemniczy FrozenRobot. Aysel czuje, że to będzie odpowiednia osoba. Nie wie tylko, że ta osoba zmieni jej życie o 360 stopni. Nie wie także, że dla ludzkiego umysłu wszystko jest subiektywne. Nie zdaje sobie sprawy, że wszystko zależy od punktu widzenia.

Czytelnicy raczej przyzwyczaili się do ckliwych historyjek o umierających nastolatkach. Głównie za sprawą "Gwiazd naszych wina", ale nie tylko, na księgarskich półkach pojawiło się mnóstwo tytułów, które okładkami i opisami zachęcały fanów wspomnianej książki Greena, by właśnie po tę konkretną historię sięgnąć. Choć "Moje serce..." nie chwali się na okładce cytatem z recenzji znanego autora czy The New York Timesa, to jednak przyciąga. Przyciąga tematem, który chyba w literaturze młodzieżowej nie została do końca wyeksploatowany - chodzi tutaj o młodych ludzi, którzy umrą. Ale nie umrą dlatego, że muszą, umrą, bo sami chcą pozbawić się życia. Ta książka po części pomaga zrozumieć takie osoby, choć oczywiście powodów, dla których niektórzy podejmują takie decyzje jest o wiele więcej. Jasmine Warga w swojej książce użyła akurat traumatycznych przeżyć, które w połączeniu z głęboką depresją doprowadziły do katastrofalnych w skutkach rezultatach. Warga pokazuje, jak brak akceptacji może zniszczyć komuś życie, jak zwykłe ukradkowe, nieprzychylne spojrzenia, ciche plotki, mogą sprawić, że ktoś zmieni się nieodwracalnie. Oczywiście, wśród wszechobecnego chaosu wkrótce o sobie da znać miłość. I w tym wypadku miłość sprawi, że bohaterowie, albo przynajmniej jedno z nich, zobaczą, że nie wszystko jest czarno-białe. Sprawi, że ujrzą się w innym świetle, nie w roli winowajcy, a pokrzywdzonego.
Pomimo tego dobrego przekazu, książka pozostawia też trochę do życzenia. Tempo narracyjne, jak i sama fabuła nie są zbyt dobre. Początek książki jest naprawdę przeciętny. Na dodatek historia bywa w niektórych momentach bardzo przewidywalna. Cała powieść szła jednym, utartym torem, a małe zwroty akcji były szybko przerywane. Wyszło na to, że autorka wiele wątków poruszyła, a tylko połowę z nich kontynuowała. Niestety przez te niedociągnięcia ocena poleciała w dół. Ostatecznie historia okazała się bajką, o nieidealnym księciu na białym koniu. 

"Moje serce i inne czarne dziury" wydane zostało trzeciego sierpnia br. przez wydawnictwo Burda Publishing. I tak, teraz chcę się pochwalić, właśnie nawiązałem współpracę recenzencką z tym wydawcą. Niezmiernie mnie to cieszy, gdyż to nie jedyna pozycja z ich oferty, która wpadła mi w oko. ;-) Powieść została przetłumaczona przez Ewę Kleszcz, redaktorem prowadzącym był Marcin Kicki. Projektem okładki zajęła się Katarzyna Ewa Legendź. Muszę przyznać, że nasza wersja okładki w stosunku do oryginalnej, która podobna jest do polskiej wersji "Wszystkich jasnych miejsc", wypada bardzo przyzwoicie. Nieco zdziwiłem się, kiedy zobaczyłem, że na papierowych grzbietach książki kartki są pomazane tuszem drukarskim. Pomyślałem, że pewnie dostałem jakiś trefny egzemplarz. Jak się okazało, to nie wina egzemplarza, a celowe działanie (zdj. 3). "Moja książka i inne czarne kropki"? :-) Polska wersja książki wyszła w oprawie broszurowej ze  skrzydełkami. Cena detaliczna wynosi 34,90. Powieść dostępna jest także w ebooku. 

Ostatecznie oceniam dość wysoko, choć książka nie do końca spełniła moje oczekiwania. Za dobry przekaz, niezłą historię i ciekawe przedstawienie głównej bohaterki - 6 gwiazdek na 10 możliwych.

Za udostępniony egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Burda Publishing Polska. 


Tytuł: "Moje serce i inne czarne dziury"

Autor: Jasmine Warga


Tłumacz: Ewa Kleszcz
 
Wydawca: Burda Książki (Burda Publishing Polska)

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 321 [5]


ISBN: 978-83-8053-135-2


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★★★☆*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  to od jednej do pięciu gwiazdek.

piątek, 12 sierpnia 2016

"Magisterium. Miedziana rękawica"

Ostatnio na blogu pojawia się sporo recenzji kontynuacji. No cóż, tym razem też tak będzie, choć obiecuję, że kolejna recenzja dotyczyć będzie jednostrzałówki. Dzisiaj jednak na tapetę idzie "Magisterium. Miedziana rękawica", czyli drugi tom historii stworzonej przez duet dwóch pisarek: Cassandry Clare oraz Holly Black. Jak im to wyszło? 


Callum Hunt wraz z przyjaciółmi wreszcie może rozpocząć upragnione wakacje. Mimo że początkowo robił wszystko, żeby oblać i zostać wyrzuconym z Magisterium, to ostatecznie pomyślnie przeszedł Próbę Żelaza. Po wakacjach zmierzyć ma się z Rokiem Miedzi, ale póki co może cieszyć się słoneczną pogodą i wypoczywać. Beztroska nie jest mu chyba jednak pisana. Kiedy wraca na wakacje do domu, do ojca, okazuje się, że ten nadal nie jest w stanie zaakceptować faktu, iż jego syn uczy się w niebezpiecznej szkole magii. Poza tym Alastair niezbyt przepada za Mordem, zwierzakiem syna. No cóż, to też nie takie zwykły domowy pupil, a wilk ogarnięty chaosem. Kiedy pewnego dnia wilczek ginie, a chłopiec odkrywa niepokojące zapiski swojego ojca, postanawia jak najszybciej uciec, gdyż nie jest już bezpieczny w towarzystwie Alastaira. Musi uciec, bo jego ojciec wie, kim tak naprawdę jest Callum. 
Wkrótce po rozpoczęciu roku szkolnego z Magisterium ukradziony zostaje cenny artefakt, który w niewłaściwych rękach może stać się bardzo niebezpiecznym narzędziem. Na dodatek ojciec Calluma znika, a chłopiec ma najgorsze przeczucia. Jego obawy niebawem podchwytują także i inne osoby, i mężczyzna staje się głównym podejrzanym. Młody Hunt, mimo wydarzeń minionego lata, nie wierzy w oskarżenia, które kierowane są w stronę jego taty i postanawia ocalić ojca. Kiedy wyruszyć ma na samotną, tajną misję w poszukiwaniu Alastaira, dołączają do niego wierni przyjaciele - Tamarę i Aarona. Oraz ktoś jeszcze...
Dzieciaki zmuszone będą zmierzyć się z zabójczymi potworami, nieobliczalnymi magami i szalonym mistrzem Josephem. Tymczasem sekret, który ukrywa Callum, co raz bardziej ciąży mu na sercu. Zatajając prawdę nie tylko zaklina rzeczywistość, ale także niszczy samego siebie. 
Co ukrywa Alastair Hunt? Kto tak naprawdę ukradł Miedzianą Rękawicę? Czy Zły Władca znów da o sobie znać? 

Do drugich części z reguły podchodzę dość sceptycznie, gdyż rzadko kiedy utrzymują one poziom pierwszego tomu. Tym razem jednak bardzo pozytywnie się zaskoczyłem. "Miedziana rękawica" to kontynuacja dziecięcej serii fantasy, to od razu trzeba zaznaczyć. Język, ogólnie styl pisarek, jaki został użyty w tej książce, jest wyraźnie nakierowany na młodszego czytelnika. Dlatego tym większe było moje zdziwienie, kiedy po raz kolejny okazuje się, że głównymi wątkami poruszanymi w książce jest miłość (tym razem na szczęście chodzi o tą rodzicielską i braterską) oraz temat śmierci. I chociaż może akurat mi się wydaje, że dzieciaki w wieku jedenastu czy dwunastu lat nie za bardzo jeszcze dokładnie rozumieją, czym jest koniec życia, to jednak możliwe, że faktycznie teraz dzieciaki są bardziej oswojone z takimi sprawami. No dobrze, może brzmię jak ksiądz na ambonie, ale czy zjadanie przez potwory to jest serio to, co chcemy takiemu dziecku przekazać w książkach? Nie twierdzę, by czytali "Kubusia Puchatka", nie, ale zastanówmy się, tak samo, jak zastanawiamy się przed kupieniem dla dziecka kolejnego filmu na DVD czy gry wideo.
Jeśliby zaś przyjąć, że książka skierowana jest do młodzieży (wrzucam to w kursywę, bo ten termin też trudno zdefiniować), to nastolatkom zaś język wydawać może się dość dziecinny. Po prostu. I kogo tu zadowolić? 
Mimo to książka nie jest od razu beznadziejna i przeznaczona do spalenia na stosie. Przez większą część naprawdę trzyma w napięciu, przy czym traktuje także o wartościach jakimi są rodzina, zaufanie i oddanie. I choć brzmi to banalnie, to z Callumem Huntem większość czytelników może się po prostu utożsamić. Autorki ukazują go jako kogoś posiadającego wady, zakompleksionego, zazdrosnego, ale jednocześnie z wielkim sercem i niezłomnego w tym, do czego dąży. Chciałbym zakończyć tę część, cytując tutaj to, co jako tematyki prac poloniści często lubią zadawać swoim uczniom: "Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać".

"Miedziana rękawica" wydana została, podobnie jak pierwsza część, przez Wydawnictwo Albatros. Po raz kolejny jestem bardzo zadowolony zarówno z poziomu oprawy i grafiki w książce, jak i z poziomu redakcji. Powieść zawiera łącznie 335 stron. Przekładem zajął się Robert Waliś, a redakcją Monika Strzelczyk. W naszym wydaniu zachowano oryginalną okładkę. Mam dobrą wiadomość dla osób, które nadal lubią książki z obrazkami -  w tej powieści znajdziecie rysunki, które powstały spod ręki Scott Fisher. Cena detaliczna książki wynosi 33,90. W sprzedaży dostępny jest także ebook. 

Ostatecznie oceniam wysoko, bo jakby nie było, książkę naprawdę czyta się dobrze. Jest ciekawa, a to, że niezbyt dopasowana treścią do wieku (choć może ja nadal żyję w błędnym przekonaniu), to naprawdę oddzielny temat.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Albatros oraz firmie Go Culture.

Tytuł: "Magisterium. Miedziana rękawica"

Autor: Cassandra Clare i Holly Black


Tłumacz: Robert Waliś
 
Wydawca: Wydawnictwo Akurat

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 335 [3]


ISBN: 978-83-7885-461-6


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★★★☆*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  to od jednej do pięciu gwiazdek.

czwartek, 11 sierpnia 2016

"Moje serce należy do Ciebie"

Po sukcesie romansów dla nastolatek autorstwa Federica Mocci, półki księgarskie zaczęły uginać się od włoskich romansideł. Mnie film "Trzy metry nad niebem" bardzo się podobał, natomiast książka wyżej wspomnianego autora  niezbyt pociągnęła i po paru rozdziałach zrezygnowałem z dalszego czytania. A tu niespodzianka, opis powieści Allesio Puleo mnie zaintrygował, więc zaryzykowałem i wziąłem do recenzji "Moje serce należy do Ciebie". Czy było warto? 


W Kolumbii wraz z kochającą matką i ojcem, dyrektorem znanego banku, mieszka Ylenia. Dziewczyna jest zwykła nastolatką, ma najlepszą przyjaciółkę, której powierza wszystkie sekrety i przystojnego chłopaka, który jest piłkarzem w szkolnej drużynie futbolowej. Na pozór jej życie wydaje się dość zwyczajne, poza faktem, że ma sporo pieniędzy. Jednak na co komu bogactwa, kiedy jest się nieuleczalnie chorym? Czasem, w chwilach silnego wzburzenia dostaje ataki i traci na parę minut przytomność, mimo to choroba nie przeszkadza jej zbytnio w prowadzeniu zwykłego życia. Wszystko zmienia się, gdy po specjalistycznych badaniach okazuje się, że jej niewinna choroba przerodziła się w coś bardzo poważnego.Ylenia za parę miesięcy może umrzeć, a jej jedyna szansa, to przeszczep serca. Na domiar złego, szanse na znalezienie dawcy w tak krótkim terminie jest praktycznie niemożliwe. Chyba że...
W tym samym czasie swoją marną egzystencję w jednym z małych, włoskich miasteczek prowadzi Allesandro. Chłopak pochodzi z dość biednej rodziny i wychowuje się bez matki. Jego ojciec, choć bardzo go kocha, nie potrafi poświęcać mu zbyt wiele czasu, przez co Alex przez większą część życia wychowywany był przez kolegów z podwórka. Chłopak nie lubi się uczyć, często wagaruje i woli imprezować ze swoim przyjacielem. Buntowniczy nastolatek zdecydowanie jest lekkoduchem, a jego dewiza życiowa to carpe diem. Dziewczyny zmienia jak rękawiczki, nauką także się nie przejmuje, ma w nosie nawet to, że prawdopodobnie nauczyciele nie dopuszczą go do matury.
Jak się domyślacie, wszystko zmienia się, kiedy on poznaje ją. W momencie w którym Ylenia przyjeżdża do Włoch nie wiedzą jeszcze, że ich życie zmieni się o 180°. 

Tak, jest dokładnie tak, jak się spodziewacie. "Moje serce należy do Ciebie" to typowe love story. Ona grzeczna i ułożona, a on buntowniczy i niegrzeczny. Książka zapewnia sporo rozrywki, choć prawie niczym nie zaskakuje. Już na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że jest to typowe czytadło dla nastolatek. I choć przedmowa F. Mocci jest dość... ujmująca, to sama treść taka nie jest. Bohaterowie nie są dość dobrze nakreślone, oprócz podstawowych informacji, nie wiele można się o nich dowiedzieć. W powieści pojawiają się także nieścisłości, jak choćby fakt, że ojciec Yleni zapisuje swoją córkę do jednego z najlepszych liceów. Jakim cudem syn biednego pracownika fizycznego dostał się do takiego liceum, przypomnę, że nie może liczyć na żadne stypendium naukowe, gdyż się nie uczy, więc jak? A to nie jedyne takie kwiatki. Jednak niektóre z momentów czy gagów naprawdę rozśmieszyły mnie do łez, za co wielki plus, choć czasem niektóre z wypowiedzi były dość infantylne, czasem wpisane na siłę. Poza tym bohaterowie byli dość... żywiołowi. A może wystarczy zrzucić to na karb takiej natury Włochów? :) 
Historia sama w sobie nie jest dość szczególna czy unikatowa, dodatkową gwiazdkę daję jej za poruszenie ważnej kwestii, jakimi jest przeszczep narządów. Uświadamianie ludzi, nie tylko młodych, o tym, jak ważne jest oddawanie narządów, to sprawa wielkiej wagi. I naprawdę trzeba o tym mówić. Szkoda, że panu Puleo wyszło to trochę tak, jakby ten temat rozpoczął tylko dla swojego miłosnego wątku. Wyszło więc jak zwykle - czyli po łebkach i bez wystarczającej uwagi.

"Moje serce należy do Ciebie" zostało wydane przez Wydawnictwo Muza, czyli tego samego wydawcę, który parę lat wcześniej wypuścił na rynek "Wybacz, ale będę Ci mówiła skarbie" oraz inne włoskie bestsellery. Przekładem zajęła się Ewa Ziembińska, a redaktor prowadzącą była Bożena Zasieczna. Oprawa książki jest broszurowa ze skrzydełkami. Cena detaliczna wynosi 34,90. 

Jako wakacyjną lekturę, można polecić. Jednakże jeśli szukacie wyciskacz łez, czegoś z dobrym przekazem, to nie jest to zbyt dobry wybór. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Muza, a także Business&Culture. 

 

Tytuł: "Moje serce należy do Ciebie"

Autor: Alessio Puleo


Tłumacz: Ewa Ziembińska
 
Wydawca: Wydawnictwo Muza

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 381 [5]


ISBN: 978-83-7758-334-0


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★☆☆☆*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  to od jednej do pięciu gwiazdek.

niedziela, 7 sierpnia 2016

"Pretty Little Liars. Bez skazy"

Dziś dość niecodziennie, bo piszę tę recenzję w samochodzie, gdyż jestem w drodze z wakacji. No cóż... teraz stoję w gigantycznym korku na autostradzie. Mam dla Was recenzję drugiej części "Kłamczuch" - chodzi o serię Sary Shepard, "Pretty Little Liars". Pierwszy tom czytałem dość dawno, chyba nawet nie ma na blogu recenzji tej książki. Mogę jednak zapewnić, że bardzo mi się podobał. Czy podobnie było w przypadku drugiej części?


Po wydarzeniach z pierwszej części, bohaterki po raz kolejny muszą zmierzyć się z rzeczywistością, jaką zostawiła po sobie Alison. Od momentu, w którym zaczęły otrzymywać niepokojące wiadomości podpisane jedynie literką "A.", podejrzewały, że wysyła je Ali. Kiedy jednak okazuje się, że zaginiona przyjaciółka od dłuższego czasu nie żyje, a wiadomości nadal nękają dziewczyny, byłe przyjaciółki muszą zacisnąć zęby i razem działać. Obierają sobie za cel odkrycie prawdy o nadawcy niebezpiecznych SMSów i maili. Okazuje się, że Aria, Emily, Spencer i Hanna mają przed sobą więcej sekretów, niż mogłoby się im wydawać...
Hanna próbuje przejść na wyższy poziom w związku z Seanem. Czy ocieplenie ich relacji będzie miało dobre skutki? Z kolei Aria będzie musiała zrobić wszystko, by swoją rodzinę przytrzymać przy sobie. Zadania z pewnością nie ułatwi jej A. Dziewczyna będzie musiała wybrać, co z dwojga złego jest lepsze: nieszczerość w dobrej wierze, czy też bolesna prawda? W tym samym czasie Spencer także boryka się z problemami. Staje się czarną owcą w rodzinie, a wszystko przez zakazaną miłość. Czy zdoła poświęcić swoje zakochane serce na rzecz ogólnego dobra? Natomiast ostatnia z bajecznej czwórki, Emily, stara się być nadal grzeczną, posłuszną dziewczynką. Co jednak się stanie, kiedy drogę do jej szczęścia zatarasują jednocześnie dobra koleżanka z pewnej imprezy oraz buntowniczy chłopak, którego miała już nigdy więcej nie widzieć na oczy? Na dodatek wbrew powiedzeniu: "Im mniej wiesz, tym dłużej żyjesz" to właśnie niewiedza doprowadzi ją do katastrofalnych w skutkach wydarzeń.
Co jeszcze wie A.? Do czego może się posunąć? Co ukrywają nadal przed sobą dziewczyny i do czego zmusi ich szantażysta? Który trup z szafy jako pierwszy ujrzy światło dzienne?

Muszę Wam się przyznać, że za drugi tom "Kłamczuch" zabrałem się dość późno i niewiele pamiętałem z pierwszej części. Na szczęście dla mnie, kiedy otwarłem "Bez skazy" i zacząłem czytać, mój umysł niczym eksplorator Windows zaczął przypominać sobie pewne fakty i zdarzenia, które miały miejsce w pierwszym tomie.
Jak się okazuje, styl Shepard w tej części niewiele się zmienił, co oczywiście jest na plus, gdyż książkę czytało mi się bardzo szybko i bezboleśnie, nawet po tak długiej przerwie. Wszystko za sprawą tego, iż akcja strasznie pędzi, a język jest dość prosty. Zdecydowanie nie można się oderwać od lektury, to książka wcale nie zanudza.
Tym razem niestety zagadka była dość prosta i łatwo było mi ją odgadnąć, myślę, że już nawet w połowie książki wiedziałem, o co chodzi w intrydze tej części. Jednak w związku z tym, że powieść traktowałem jako typowy czasoumilacz podczas długiej podróży, to przyjąłem ją bardzo pozytywnie. To samo chciałbym zaproponować i Wam, bo jeśli jeszcze nie poznaliście twórczości pani Shepard, to musicie wiedzieć, że ta seria to typowe czytadła dla nastolatków. Czego nie można zaprzeczyć,  seria jest dość nietypowa i ciekawa, gdyż cała fabuła nie kręci się wokół miłosnych perypetii bohaterów. Morderstwa to zawsze jakaś alternatywa od romansów, czyż nie?
"Bez skazy" wydane zostały dość dawno, można powiedzieć, że nawet w zamierzchłej przeszłości, gdyż aż pięć lat temu przez Wydawnictwo Otwarte. Przekładem z języka angielskiego zajął się Mateusz Borowski, który jak dobrze pamiętam, jest tłumaczem WO do dnia dzisiejszego. Opiekę redakcyjną sprawowała Anna Małocha. Zarówno adiustację, jak i korektę, zlecono zewnętrznemu wydawcy. Projektem okładki zajęła się Katarzyna Bućko. Z tego co mi wiadomo, książka ma łącznie 320 stron. Tym razem nie mogłem samemu tego sprawdzić, gdyż dostałem tę powieść od Woblink.com w formacie ebooka, za co serdecznie dziękuję.

Książkę bardzo polecam, mimo że tym razem nie było tak wielkiego "BUM!" jak w pierwszej części. Jest to zdecydowanie coś odmiennego od zwykłych młodzieżówek, dlatego zdecydowanie warto. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że jeśli przypadnie Wam do gustu, to w sprzedaży są już wszystkie części z serii.

Za egzemplarz recenzyjny w postaci ebooka serdecznie dziękuję sklepowi eksiążek, Woblink.com.

Tytuł: "Pretty Little Liars. Bez skazy"

Autor: Sara Shepard


Tłumacz: Mateusz Borowski
 
Wydawca: Wydawnictwo  Otwarte

Rok wydania: 2011

Liczba stron: 320


ISBN: 978-83-7515-172-5


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★★★☆*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  to od jednej do pięciu gwiazdek. 

http://woblink.com


"Eden. Nowy początek"

Ekhm... Tak, oto jedna z trzech recenzji "na kocu", gdyż aktualnie jestem na urlopie. Publikując ją w sieci już właściwie z niego wróciłem, jednak napisane zostały, kiedy wypoczywałem na plaży. O blogowym wypoczynku jedna nie ma co marzyć! :-)  Parę miesięcy temu w jednym pakiecie dostałem od grupy Helion dylogię Calderze i Eden, tytuły zresztą brzmią podobnie jak imiona bohaterów. Najpierw zrecenzowałem "Calder. Narodziny odwagi", teraz zabrałem się za czytanie "Eden". Jak było?


Jak sam tytuł wskazuje, druga część skupiona jest bardziej na głównej bohaterce. Dziewczyna po niedawnych przeżyciach w Akadii, szuka azylu w wielkiej społeczności, szuka miejsca, w którym mogłaby się zatrzymać na dłużej. Jak jej się zdaje, nie ma już nikogo. Jej kochanek nie żyje, tak samo jak większa część sekty. O swoich rodzicach nie wie nic oprócz tego, że ich kiedyś miała. Nie zna nawet swojego prawdziwego nazwiska. Na jej szczęście zauważa ją zamożny starzec, który proponuje jej pracę w roli nauczycielki gry na fortepianie dla swojej wnuczki.
W tym samym czasie Calder ledwo uchodzi z życiem z zalanej celi w siedzibie Hectora. Z opresji ratuje go Xander, który będzie musiał pomóc mu w przystosowania się do życia w świecie, który całkowicie jest im obcy. Chłopcy poradzić będą musieli sobie z nową sytuacją, która czeka ich poza murami Akadii. Calder jednak coraz bardziej traci chęci do życia, gdyż jak mu się wydaje, już nigdy w tym wcieleniu nie zobaczy ukochanej. Swój smutek zaczyna przelewać na płótno.
Czy duchy przeszłości dadzą o sobie znać? Czy Eden i Calder znajdą sposób, by się odnaleźć? Jak wyglądało dzieciństwo Eden? Kim są rodzice tych dwojga i jak ich losy potoczą się dalej?

Pierwszy tom cyklu wydany został nakładem Editio, zdziwiłem się więc, gdy ujrzałem egzemplarz "Eden", który już wydany został pod znakiem EditioRed. Nowa marka grupy Helion cechować ma się tym, że książki, które zostają wydane jej nakładem, będą dość... pikantne. Tymczasem "Calder" w najlepszym przypadku był romansem. Kiedy zabrałem się za lekturę drugiej części, od razu spostrzegłem to, co się zmieniło. Szczerze dziwię się autorce, że podjęła taką decyzję i tak bardzo podkręciła pikanterię w drugiej książce. I początkowo byłem bardzo zawiedziony tym, jak wygląda akcja. Niektóre sceny erotyczne w moim odczuciu były dość groteskowe, a złote myśli, wypowiadane przez bohaterów po tego typu scenach były niejednokrotnie wręcz śmieszne. Kiedy już opadłem z sił i myślałem, ze cała książka kręcić będzie się jedynie wokół seksu, akcja jakby za sprawą magicznego zaklęcia zwiększyła tempo i  bardziej się rozwinęła. Później był tylko lepiej. Nowe fakty sprawiły, że nie potrafiłem oderwać się od lektury. Kiedy wyszedłem na spacer, nadal myślami byłem w książce, w momencie, w którym kończyłem czytać, uczułem takie małe ukłucie, gdyż zakończenie kompletnie kopnęło mnie w tyłek. I choć nie jest to nic ambitnego, a dość krótkie czytadło, to daje także trochę do myślenia. Ukazuje braki akceptacji oraz bolesne porażki, które mogą później przerodzić się w piętno odciśnięte na całe życie. Sheridan traktuje także o sekcie i tym, jak trudno uwolnić się od chorego społeczeństwa.
Książka wydana została niedawno, bo zaledwie trzy dni temu, trzeciego sierpnia. "Eden" to zaledwie trzysta dziesięć stron, a dla fanów książek autorki mam smutną wiadomość - książki o C & E to dylogia, czyli seria o jedynie dwóch tomach, więc ta część jest drugą i zarazem ostatnią, która się ukazała. Okładkę, podobnie jak "Calder", zachowano w oryginalnym projekcie. Po książkach takich jak "Sny Morfeusza" widać, że graficy Heliona potrafią zrobić naprawdę ładne okładki, więc nie wiem dlaczego zdecydowano się na pozostaniu przy oryginałach. Przekładem zajęła się Petra Carpenter. Cena detaliczna wynosi zaledwie 39,00, co na moje oko jest trochę zbyt wysoką ceną. Książka dostępna jest także w formie ebooka, który tradycyjnie kosztuje parę groszy taniej.

Mimo tego, że tym razem było całkiem inaczej, to gdy akcja nabrała żagli książka naprawdę mi się spodobała. Dlatego w moim mniemaniu, "Eden" zasłużyło na cztery mocne gwiazdki. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Grupie Helion SA, właścicielowi marek Septem, Editio i Editiored. 

Tytuł: "Eden. Nowy początek"

Autor:Mia Sheridan

Tłumacz: Petra Carpenter
 
Wydawca: Helion SA (Ediored; Septem)

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 311 [3]

ISBN: 978-83-283-2031-4

Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★★★☆*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  to od jednej do pięciu gwiazdek.

niedziela, 31 lipca 2016

"Rewizja"

Parę dobrych miesięcy temu premierę miała "Rewizja" - trzecia książka z serii o Zordonie i Chyłce, która wręcz ubóstwiam. Niestety, poprzez nawał pracy nie byłem w stanie zacząć książki. Teraz, kiedy stosy recenzenckie w miarę się rozluzowały, wreszcie miałem okazje przeczytać tę powieść. Czy podobała mi się tak, jak dwie poprzednie części?


Po ostatniej sprawie Chyłce nie pozostało zbyt wiele. Musiała opuścić kancelarię Żelanego & McVaya. Choć oficjalnie nadal mogła być adwokatem, to w środowisku warszawskiej palestry została po prostu skreślona. To cud, kiedy dostaje pracę w jednym z prawniczych punktów w centrum handlowym. Co prawda nie ścigała już przestępców, a udzielała zakupowiczom porad spadkowych czy rodzinnych, ale zawsze mogło być gorzej. Wszystko zmienia się, kiedy do jej punktu przychodzi Bukano, wyklęty Rom. Jego córka i żona zmarły, Chyłka doradziła mu, co należy zrobić w tym wypadku. Gdzie się udać, po odebranie pieniędzy z polisy. Na odchodnym do ręki wcisnęła mu jeszcze wizytówkę i zainkasowała pięćdziesiąt złotych za poradę. Wkrótce okazuje się, że śmierć matki i córki nie była wcale przyczyną ciężkiej choroby czy wypadku samochodowego. Ktoś z premedytacją i szczególnym okrucieństwem zakatował dwie kobiety. Na miejscu zdarzenia znajdują się jedynie ślady męża i jak można się spodziewać, to Bukano będzie głównym podejrzanym. Kiedy Joanna dostaje od niego telefon, od razu żałuje, że dała mu swój numer i wdepnęła w takie bagno. No cóż... chyba była przy tym lekko wstawiona. Kiedy Rom staje się oskarżony, Chyłka stanie oko w oko z tym, z czym do tej pory nie chciała się zmierzyć. A raczej z kim.
Czy mecenas, która nie ma już nic do stracenia, da radę odbudować swoją reputację? Kto tak naprawdę stoi za okrutnym zabójstwem dwóch osób? Jaką rolę ma w tym była kancelaria Chyłki i dlaczego ubezpieczyciel tak bardzo nie chce wypłacić polisy?

Po pewnym czasie każdy potrzebuje przerwy, by na chwilę odsapnąć. Mając w pamięci dobre wspomnienia z poprzednich części, postanowiłem zabrać się za trzeci tom przygód tych dwojga prawników. W tej części zdecydowanie widoczna jest zmiana, jaka nastąpiła w stylu pisania autora. Póki co trudno mi jest określić, czy zmiana ta w przyszłości będzie wychodziła czytelnikom na lepsze, czy też wręcz przeciwnie. Tym razem pani mecenas będzie musiała stanąć w szranki z swoim byłym aplikantem, Kordianem Oryńskim. I choć zapowiada się dość ostra walka, to niestety w samej książce znajdziemy jej znikome ślady. Pod tym względem naprawdę się zawiodłem. Na szczęście Mróz po raz kolejny zaskakuje nas dobrze rozwiniętą intrygą, której rozwiązać nie możemy do ostatnich stron w książce. Spodobał mi się także wątek alkoholu i rodziny, który autor porusza w swojej powieści. Pierwszy z nich pokazuje, że kilkoma decyzjami człowiek może zniszczyć wszystko, na co do tej pory pracował. Pokazuje, jak ludzie w trudnej sytuacji, bo taka niewątpliwie ma miejsce, zastępują rozsądek alkoholem. Kwestia rodziny z pewnością będzie poruszona bardziej w "Immunitecie", na który już teraz wyczekuję niecierpliwie. Autor kończąc swoją powieść zasiał kilka ziaren niepewności i wątpliwości co do niektórych osób, analogicznie niczym Chyłka wobec ławy sędziowskiej. Tradycyjnie, powieść pochłonąłem w dwa wieczory. Remigiusz Mróz dodatkowo przemyca sporą dawkę świetnych scen, które swoimi gagami po prostu zachwycają. Jedną z nich pozwoliłem sobie zacytować na samym końcu recenzji. Mimo wszystkich wad, nadal zachwycam się Chyłką, jej charakterem i siłą sprawczą. Zordon dalej jest trochę ciapą, jednak powoli zaczyna się zmieniać. Bazyliszek jeden! :-) 
Tak jak przy poprzednich częściach z serii, "Rewizja" wydana została przez Czwartą Stronę, grupę należącą do Wydawnictwa Poznańskiego. Opiekę redakcyjną nad powieścią sprawowała Monika Długa. Jestem nieco zaskoczony tym, że na przestrzeni kilkuset stron zaczęły powtarzać się te same porównania, metafory i frazesy, które miały miejsce na początku książki. To oczywiście niby nic takiego, jednakże jak dla mnie jest to bardzo odczuwalne i takie powtórzenia na etapie redakcji powinno się było wyłapać. Korektą zajęła się Alicja Wojciechowska, a okładkę stworzył Mariusz Banachowicz. Jeśli chodzi oprawę, to utrzymuje ona taki sam poziom, jak przy poprzednich książkach z serii. Łącznie powieść posiada 624 strony. Cena detaliczna to zaledwie 36,90, co jest śmiesznie niską kwotą, jeśli chodzi o tak dobrą i obszerną książkę. Powieść dostępna jest także jako ebook. 

Chociaż było całkiem inaczej niż poprzednio, przynajmniej w moim odczuciu,  to mimo wszystko wyszło dobrze. I nie zmieniło się nic, jeśli chodzi o następną część, nadal czekam z niecierpliwością. Remigiuszu, proszę tego nie zepsuć! :) 

A teraz obiecany fragment: 
"Założyła nogę na nogę, a potem jedną rękę położyła na blacie. Spojrzała na niego z ukosa.
-Czego chcesz, Judaszu?
-Co takiego?
-Judaszu, faryzeuszu, zdrajco, kolaborancie, konfidencie i żmijo, ty cholerny wiarołomco i bazyliszku...
-Dasz spokój?
-Tylko jeśli się wygadam.
-To proszę - burknął"
"Rewizja", Remigiusz Mróz, Wydawnictwo Poznańskie, 2016


Tytuł: "Rewizja"

Autor: Remigiusz Mróz

Tłumacz:  -
 
Wydawca: Czwarta Strona

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 623 [7]

ISBN: 978-83-7976-397-9

Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★★★☆*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  to od jednej do pięciu gwiazdek.