niedziela, 16 kwietnia 2017

"Marlene"

Obchodzimy właśnie Wielkanoc. Nadszedł czas kolorowych pisanek, pysznych babek i ciast oraz cukrowych baranków. W ten niedzielny, świąteczny poranek mam okazję zaprezentować Wam recenzję wydanej niedawno powieści Hanni Münzer – „Marlene”. Jest to kontynuacja recenzowanej niedawno „Miłości w czasach zagłady”. Czy tom drugi okazał się równie dobry, co tom pierwszy?

Jak możemy się spodziewać, w tej części mamy okazję poznać historię przyjaciółki Debory – tytułowej Marlene. Akcja rozpoczyna się w momencie, w którym w „Miłości…” historia Marlene się kończy.
Kobieta przyjeżdża w poszukiwaniu przyjaciółki do Berlina. Ma nadzieję, że uda jej się uwolnić ją i jej brata z rąk Albrechta Brunnmanna – funkcjonariusza SS, od którego łaski zależy życie Debory i Wolfganga. Kiedy jednak Marlene przybywa pod wskazaną kamienicę, okazuje się, że pozostały z niej jedynie gruzy. Jak donoszą służby ratunkowe, po ataku bombowym w tej kamienicy nikt nie miał prawa przeżyć. Mimo niepowodzenia i początkowego załamania kobieta przechodzi do następnego etapu jej planu. Po pierwsze: musi skontaktować się z lokalnym przedstawicielem ruchu oporu, by ustalić kolejne ruchy jej pracy w organizacji. Jak się szybko okazuje, musi wypełnić nową misję. Spotkać ma się z Icahakiem Cukiermanem – znanym warszawskim przywódcą żydowskiego ruchu oporu. W tym celu powrócić ma znów do Polski. Jednak teraz nie jest już wytworną kochanką oficera SS, a zbiegłym szpiegiem, dlatego zagrożenie podczas wykonania tej misji okazuje się jeszcze większe. Czy uda jej się dotrzeć na umówione spotkanie?

Mimo misternie ułożonego planu pojawiają się komplikacje, które z pewnością rzutować będą na najbliższą przyszłość Marlene. Kto wie, może nawet i na całe jej życie. Po drodze spotka wiele osób – nie tylko tych złych, ale także prawdziwych altruistów. Czy tylko będzie wiedziała, komu może zaufać? Jak potoczą się losy tej niezwykłej kobiety?

Nierzadko jest tak, że przy każdym kolejnym tomie rozczarowujemy się coraz bardziej. Podobne obawy towarzyszyły mi, kiedy zabierałem się za drugą część z wojennej serii Hanni Münzer. Wydawało mi się przecież, że do czynienia będziemy mieć z praktycznie tą samą historią, tyle że z nieco inną bohaterką w roli narratorki. Ku mojemu zdziwieniu, „Marlene” okazała się zupełnie różna fabularnie w stosunku do „Miłości w czasach zagłady”. Oczywiście, obie książki mają wspólne elementy, które łączą je ze sobą, aczkolwiek dla czytelnika, który nie miał okazji zapoznać się z pierwszą częścią, podczas lektury „Marlene” nie będzie miał problemu ze zrozumieniem treści.
O ile jednak w „Miłości w czasach zagłady” autorka postawiła na pierwszym miejscu historię rodziny i relacji pomiędzy jej członkami, o tyle z w tej części już tak do końca nie jest. Drugi tom przypomina bowiem bardziej książkę przygodową, z wątkiem miłosnym, niż sagę rodzinną. Do czynienia mamy jednak dokładnie z podobnym schematem, co w wielu historiach wojennych – dwójka niebezpiecznie zakochanych, którzy pragną siebie nawzajem mimo wszelkich znaków na ziemi i niebie, zakazujących im kontynuowaniu relacji. Tutaj przypomina mi się pamiętna scena z filmu „Miasto 44”, w którym bohaterowie całują się i przytulają, podczas gdy między nimi wystrzeliwuje z pistoletów mnóstwo kul. Oczywiście, żadna z kul nawet zakochanych bohaterów nie draśnie.  Podobnie jest trochę z bohaterką, jaką jest Marlene, która ma bowiem z reguły więcej szczęścia niż rozumu, i z wszystkich (no dobra, prawie wszystkich) swoich tarapatów wychodzi obronną ręką. Ba, nie brakuje nawet prawdziwych cudów!
Münzer zarzucić można także, że w tej powieści, podobnie jak w poprzedniej, zdecydowanie pozwala sobie na mocne kreowanie zdarzeń historycznych, więc praktycznie cała książka to fikcja literacka autorki. Tutaj naprawdę wszelkie imiona, nazwiska, daty i miejsca są przypadkowe.
Z drugiej jednak strony historia Marlene Kalten okazuje się naprawdę ciekawą lekturą, od której nie można się oderwać. Nie zabierałem się za nią jak za książkę stricte historyczną, bo dokumentem nie jest. I chyba tak właśnie trzeba ją traktować – nieco pobłażliwiej, nie zapominając jednak o tym, że przecież umieszczona jest w czasach, w których prawdopodobnie nikt nie chciałby żyć.

„Marlene” premierę miała 29 marca. Podobnie jak „Miłość w czasach zagłady”, tak i tę część wydało Wydawnictwo Insignis. Z języka niemieckiego przełożył Łukasz Kuć, a korektą i redakcją zajęli się Julia Diduch i Piotr Mocniak. Za projekt okładki odpowiada Tomasz Brzozowski. Na sklepowych półkach dostępna jest w oprawie miękkiej, ze skrzydełkami w cenie 39,99 zł. Powieść zawiera łącznie 546 stron.

Ostatecznie: myślę, że książkę można spokojnie polecić. Nie jest to ckliwa historia, ale niezła opowieść przygodowa, która dzieje się w wojennych realiach. Język jest dość lekki, akcja wartka. Nie radziłbym jednak, by za książkę zabierały się osoby, którym na nerwy działają nieścisłości względem faktów historycznych, bo takich w  „Marlene” nie brakuje.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Insignis.

Tytuł: "Marlene"

Autor: Hanni
Münzer

Tłumacz: Łukasz Kuć
 
Wydawca: Wydawnictwo Insignis


Rok wydania: 2017

Liczba stron: 545 [8] [prebook]


ISBN: 978-83-65315-97-7


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★★☆☆*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  wynosi od jednej do pięciu gwiazdek.

PS. Podobało Wam się? Jeśli tak, koniecznie napiszcie, co sądzicie w komentarzach! Jeśli nie – też wyraźcie swoje zdanie!Jak widzicie, właśnie testuję nowy system komentarzy Disqus, więc Wasze przemyślenia są teraz dla mnie jeszcze bardziej cenne. :)
Aby skomentować anonimowo należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość". :-)


niedziela, 9 kwietnia 2017

"Miłość w czasach zagłady"

Już niebawem na naszych stołach zagoszczą kolorowe pisanki i wielkanocne koszyczki, a dzieciaki poszukiwać będą prezentów od zajączka. Ja tymczasem otrzymałem powieść, która swą tematyką całkowicie odbiega od wielkanocnej aury. „Miłość w czasach zagłady” autorstwa Hanni Münzer to, jak się zdaje, książka traktująca o okrucieństwie II wojny światowej. A o czym tak dokładniej jest?

Bycie Żydem w Niemczech lat czterdziestych było prawdziwym niebezpieczeństwem. Gdy niejaki Adolf Hitler przejmuje władzę, nikt nie zdaje sobie sprawy, że czas wolności wyznawców judaizmu, jest policzony. Żydzi po kolei tracą swoje prawa, a nawet tajemniczo znikają, zostawiając cały swój dobytek. Führer rozpoczyna swój plan „ostatecznego rozwiązania”. A przecież do grupy Żydów należą także osoby mądre i wykształcone – poeci, naukowcy, pisarze, lekarze. Do tych ostatnich zaliczał  doktor Gustav Berchinger, mąż znanej aryjskiej śpiewaczki operowej i pianistki – Elisabeth Malpran. Mimo coraz ostrzejszych działań przeciwko Żydom, mężczyzna otwarcie wyraża swoje poglądy. Niebawem doktor znika i choć Elisabeth kontaktuje się z każdą osobą, która mogłaby jej pomóc – po Gustavie nie ma śladu. Od teraz kobieta samotnie musi zająć się dwójką dzieci – nastoletnią Deborą i malutki Wolfgangiem.
Wkrótce pomocną dłoń ku Elisabeth wyciąga wysoko postawiony funkcjonariusz SS – Albercht Brunnmann. Pomaga jej stanąć na nogi, wyciąga też z opresji jej dzieciaki. Kobieta nie wie jednak, że pomoc Albrechta nie jest całkowicie bezinteresowna. Kiedy bierze z nim ślub, podejmuje decyzję, która na zawsze zmieni życie jej i jej dzieci. 
Kilkadziesiąt lat później, młoda amerykanka odkrywa szokujące informacje o swojej niedawno zmarłej babce. Staruszka, wbrew temu, co mówiła, nie pochodziła wcale ze Stanów Zjednoczonych. Wraz z matką próbuje dowiedzieć się, jaka naprawdę była historia jej babci. Dlaczego kobieta zmieniła nazwisko? Skąd tak naprawdę pochodziła? Co przed nimi ukrywała?
Tytuł „Miłość w czasach zagłady” każe sądzić, że czytelnik otrzyma niezwykle przejmującą historię pary zakochanych, która darzy się uczuciem, nie zważając na okoliczności, w jakich przyszło im żyć. I po części tak faktycznie jest, gdyż autorka wprowadziła pewien wątek prawdziwego, młodzieńczego zakochania się. A jednak wydaje mi się, że to nie taka miłość – gwałtowna, pełna namiętności i zbliżeń intymnych – wiedzie prym w powieści Hanni Münzer. To właśnie miłość rodzicielska, do ojczyzny, drugiego człowieka, wreszcie do samego siebie, jest najważniejsza w tej książce. Autorka stworzyła dość ciekawą opowieść o żydowsko-niemieckiej rodzinie. A właściwie o losach jej członków – ojca Gustava, matki Elisabeth i dzieciaków: Debory i Wolfganga. I choć autorka skupia się głównie na postaciach kobiet, to tak naprawdę Münzer ukazuje trudne los wszystkich członków rodzin, którzy żyć musieli w czasach wszechobecnej śmierci i niepokoju.
Pisarka w świetny sposób przedstawiła nie tylko zewnętrzne problemy bohaterek, ale także te wewnętrzne – ukazała, jak wszystkie zdarzenia, których doświadczyła Debora, mają wpływ na jej psychikę i dorosłe życie. Jak wiele lat po wojnie, jej naoczni świadkowie muszą nadal radzić sobie z koszmarami i własnymi myślami.
Powieść pozbawiona jest pustych frazesów i wyświechtanych złotych myśli. Jest to natomiast opowieść o odwadze, sile i determinacji.
Oczywiście, książka nie jest doskonała. Zarzucić pisarce mogę, że z bohaterów stojących po tej „właściwej” stronie przedstawiała jako istnych superbohaterów. Widoczne jest więc często, że ci „dobrzy” ukazani zostali jako młodzi i piękni, natomiast nazistami z reguły były postacie przypominające z wyglądu mniej więcej bazyliszka. Oprócz tego bardzo irytujące okazało się zachowanie samej Debory. Podczas czytania nie można znieść niedojrzałego stylu bycia i infantylnych wypowiedzi bohaterki. 
 
„Miłość w czasach zagłady” nie jest nowością wydawniczą, bo wydana została rok temu, jednakże niedawno na księgarskich półkach pojawiła się powieść „Marlene”, która jest kolejną częścią tego historycznego cyklu. Recenzja „Marlene” pojawi się już niebawem, teraz wspomnę jednak, że drugą część można czytać niezależnie od pierwszej. Obie powieści wydało wydawnictwo Insignis. Z języka niemieckiego książkę przełożył Łukasz Kuć, natomiast redakcją i korektą zajęli się Julia Diduch i Piotr Mocniak. Za projekt okładki odpowiada Tomasz Brzozowski. W polskiej wersji językowej otrzymujemy książkę w oprawie miękkiej ze skrzydełkami, o łącznej ilości stron wynoszącej 484. Sugerowana cena detaliczna to 39,99 zł. 

Ostatecznie: mimo paru wad, książkę zdecydowanie polecam. Münzer skłania do refleksji, jednocześnie nie pozwalając ani na chwilę odłożyć lektury. Całkowicie zasłużone siedem gwiazdek na dziesięć!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Insignis.

Tytuł: "Miłość w czasach zagłady"

Autor: Hanni
Münzer

Tłumacz: Łukasz Kuć
 
Wydawca: Wydawnictwo Insignis


Rok wydania: 2016

Liczba stron: 483 [7]


ISBN: 978-83-65315-26-7


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★★☆☆*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  wynosi od jednej do pięciu gwiazdek.

PS. Podobało Wam się? Jeśli tak, koniecznie napiszcie, co sądzicie w komentarzach! Jeśli nie – też wyraźcie swoje zdanie!Jak widzicie, właśnie testuję nowy system komentarzy Disqus, więc Wasze przemyślenia są teraz dla mnie jeszcze bardziej cenne. :)
Aby skomentować anonimowo należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość". :-)


czwartek, 6 kwietnia 2017

"I cóż, że o Szwecji"

Szwecja to kraj skandynawski, który kojarzy nam się głównie z ostrymi zimami, gęstymi lasami i znaną siecią sklepów meblowych. W jednym z ostatnich odcinków programu "Milionerzy", padło nawet pytanie o to, która flaga krajów skandynawskich ma najwięcej kolorów i... uczestnik programu musiał wykorzystać koło ratunkowe! Ja natomiast w ostatnim czasie miałem możliwość przeczytania książki "I cóż, że o Szwecji?" autorstwa Natalii Kołaczek. Czym autorce udało się mnie zaskoczyć?

Natalia Kołaczek to autorka popularnego Szwecjobloga — strony, która poświęcona jest w całości Szwecji i jej kulturze. W podobnym stylu zachowana jest też jej książka, gdyż w "I cóż, że o Szwecji" autorka postanowiła zachować dość luźny styl i w formie felietonów opisać Szwecję w pigułce. W kilkunastu rozdziałach autorka opisuje Szwecję, jej historię, kulturę i obyczaje, a także język szwedzki oraz to, jaką Szwedzi przykładają wagę do swojego stylu życia, ekologii, dbania o wzajemne stosunki. W książce oprócz tego znajdziemy odpowiedzi na pytania takie jak: jakimi dialektami posługują się mieszkańcy tego kraju? Jak naprawdę wygląda styl skandynawski w domach Szwedów? Jak to jest z tym równouprawnieniem i wolnością? Czy Szwecja to naprawdę kraj mlekiem i miodem płynącym? Dlaczego to Szwedzi mogą poszczycić się dużą grupą wynalazców oraz czemu po Szwecji przechadzają się pijane łosie?!

Absolwentem europeistyki nie jestem, aczkolwiek od niedawna interesuję się krajami skandynawskimi, jednak udało mi się już odwiedzić Danię oraz Finlandię (choć kraj ten tak stricte do krajów Skandynawii nie należy). Przekonałem się więc nieco, jak naprawdę wygląda życie w krajach Północy. Oczywiście, na czytaniu artykułów w Internecie i oglądania ulubionych skandynawskich seriali — tutaj choćby szwedzko-duńska produkcja "Most nad Sundem" czy duńska "Rita" — moja fachowa wiedza na temat Skandynawów się kończyła. Kiedy więc zobaczyłem, że ukazać ma się książka o Szwecji, koniecznie zapragnąłem ją mieć. I choć początkowo obawiałem się, że otrzymam w ładnej okładce dość suche fakty, mile się zaskoczyłem. Okazuje się bowiem, że Kołaczek stworzyła świetną książkę literatury faktu. Autorka opisuje w niezbyt rozbudowany, ale ciekawy sposób wiele kwestii, które powinniśmy wiedzieć o kraju rządzonym przez króla Karola Gustawa. 
"I cóż, że o Szwecji" okraszone jest w wiele zabawnych anegdotek, szwedzkich słówek — dla przykładu nauczyłem się właśnie, że loppis to swego rodzaju pchli targ — a także mnóstwo niesamowitych, klimatycznych zdjęć zrobionych przez samą autorkę. Nie brakuje także wątków historycznych, które sprawiają, że lepiej poznajemy przyczyny dzisiejszych zachowań Szwecji. 
I choć po tych 240 stronach nie poznamy Szwecji na wylot, to książka ta zdecydowanie zachęca czytelnika do dalszego poznawania kraju wikingów. Co więcej, ma się ochotę na wykupienie biletów na najbliższy samolot i zapisanie do szkoły językowej!
Mimo że autorka jest Polką, to wiele kwestii, które opisała w książce, opisała z własnego doświadczenia. W związku z tym źródeł bibliograficznych także nie ma za wiele, choć autorka umieszcza dodatkowe adresy stron internetowych, na których znajdzie się dodatkowe informacje do poszczególnych rozdziałów.

"I cóż, że o Szwecji" wydane zostało przez Wydawnictwo Poznańskie w połowie marca. Książkę opublikowano na bardzo ładnym i przyjemnym papierze, dzięki czemu przedstawione treści (w tym zdjęcia) wyglądały bardzo schludnie. Ładna, przykuwająca wzrok okładka została zaprojektowana przez Ulę Pągowską. Za redakcję odpowiada Natalia Szczepkowska, a za korektę Malwina Błażejczak. Publikację zakupić możemy w twardej oprawie, książka łącznie wynosi około 245 stron. Sugerowana cena detaliczna to 36,90 zł.

Ostatecznie czytelnik dowiaduje się naprawdę wartościowych kwestii w bardzo przystępny sposób. Po lekturze "I cóż, że o Szwecji" powinniśmy wiedzieć więcej, niż to, że z tego kraju wywodzi się IKEA i słynne klopsiki. Jest to idealna pozycja dla tych, którzy zaczynają przygodę z krajem Europy Północnej. A może nawet ci, którzy mają już o nim pewną wiedzę, znajdą także coś dla siebie!


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Poznańskiemu. 

Tytuł: "I cóż, że o Szwecji"

Autor:Natalia Kołaczek


Tłumacz: -
 
Wydawca: Wydawnictwo Poznańskie


Rok wydania: 2017

Liczba stron: 243 [9]


ISBN: 978-83-7976-620-8


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★★★★*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  wynosi od jednej do pięciu gwiazdek.

PS. Podobało Wam się? Jeśli tak, koniecznie napiszcie, co sądzicie w komentarzach! Jeśli nie – też wyraźcie swoje zdanie!Jak widzicie, właśnie testuję nowy system komentarzy Disqus, więc Wasze przemyślenia są teraz dla mnie jeszcze bardziej cenne. :)
Aby skomentować anonimowo należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość". :-)


środa, 5 kwietnia 2017

Książkowe prezenty na Wielkanoc


Malowanie pisanek, czekoladowe zające i lany poniedziałek – właśnie z tym kojarzy się święta wielkanocne. Niebawem zajączek znów odwiedzi dzieciaki, a wraz z nim pojawią się świąteczne prezenty. Nierzadko staniemy przed wyzwaniem – co kupić z tej okazji. A książki – dobre są na każdą okazję! Jakie lektury warto rozważyć przy zakupie w księgarni?

"Dziennik cwaniaczka"
"Dzienniki cwaniaczka" to seria książek dla dzieci stworzonych przez Jeffa Kineya. Powieści przedstawiają losy Grega Heffleya – gimnazjalistę, który na co dzień borykać musi się z problemami nastoletniego życia: dojrzewaniem, konfliktami z przyjaciółmi, szykanami w szkole i niekończącą się pracą domową. 

Bycie nastolatkiem to prawdziwy kanał. Doskonale wie o tym Greg Heffley, rzucony przez los do gimnazjum, gdzie chuderlawe słabeusze dzielą korytarze z dzieciakami, które są wyższe, wredniejsze i już się golą. Zmagania ze szkolną rzeczywistością opisuje w prowadzonym przez siebie dzienniku, w którym pojawiają się i takie wpisy: Chciałbym ogłosić oficjalnie, że moim zdaniem gimnazjum to najgłupszy pomysł na świecie.
Na szczęście Greg całkiem nieźle sobie radzi, nie tylko w szkole...

"Alcatraz kontra bibliotekarze" 

"Alcatraz kontra bibliotekarze" to pierwsza część przygód Alcatraza Smedry autorstwa znanego pisarza fantasy – Brandona Sandersona. Jest to opowieść o chłopcu, który w dniu swoich urodzin otrzymuje nietypową przesyłkę – woreczek piasku. Wkrótce minerał zostaje skradziony przez Bibliotekarzy, których marzeniem jest całkowite panowanie nad światem...
Alcatraz Smedry, wychowywany przez rodziców zastępczych, nie wydaje się przeznaczony do niczego poza katastrofami. Na trzynaste urodziny otrzymuje przesyłkę ze spadkiem po nieżyjących rodzicach – a w niej zwykły woreczek ze zwykłym piaskiem. Zostaje on jednak niemal natychmiast skradziony przez tajemniczą organizację Bibliotekarzy. To wywołuje łańcuch wydarzeń, które uświadomią Alcatrazowi, że jego rodzina jest częścią grupy bojowników sprzeciwiających się Bibliotekarzom – tajnej, niebezpiecznej i złowrogiej organizacji, która faktycznie rządzi światem. Piasek Raszida ma pozwolić Bibliotekarzom przejąć pełną władzę nad światem. Alcatraz musi ich powstrzymać… uzbrojony wyłącznie w okulary i wyjątkowy talentem do bycia wyjątkową ofiarą losu. 

"Harry Potter i kamień filozoficzny"
Seria o czarodzieju Harrym Potterze to prawdopodobnie jedna z najsłynniejszych serii dla dzieci ostatnich kilkunastu lat. Opowieści stworzone przez J.K. Rowling doczekały się także kilkunastu ekranizacji, a Harry stał się marką samą w sobie. Kultowy czarodziej ucieszy każdego młodego czytelnika.
Harry Potter to sierota i podrzutek, od niemowlęcia wychowywany przez ciotkę i wuja, którzy podobnie jak ich syn Dudley – traktowali go jak piąte koło u wozu. Pochodzenie chłopca owiane jest tajemnicą, jedyna pamiątka z przeszłości to zagadkowa blizna na jego czole. Skąd jednak biorą się niesamowite zjawiska, które towarzyszą nieświadomemu niczego Potterowi? Wszystko wyjaśni się w jedenaste urodziny chłopca, a będzie to dopiero początek Wielkiej Tajemnicy...
"Kolorowy szalik"
"Kolorowy szalik" to zbiór opowiadań dla dzieci autorstwa Barbary Kosmowskiej – znanej polskiej autorki książek dla dzieci i dorosłych. "Kolorowy szalik" opowiada historię uczniów szkół podstawowych, którzy zmagają się z codziennymi problemami dorastania.
Do klasy dołączył Nowy. Ma dziwne ubrania, własne zdanie i zwyczaje. I wcale nie zabiega o przyjaźń. Jakby mu na nikim nie zależało. Bez wątpienia jest jakiś inny. W każdym razie nie swój… Ech, naprawdę niełatwo go rozgryźć… Zresztą, czy warto? Przecież od razu widać, że słodko nie będzie… A jednak aż korci, żeby do niego zagadać – Nowy jest taki intrygujący!
Komu trudniej? Nowemu czy reszcie klasy? Zwykle rację ma „reszta”, bo siła w grupie. Ale czy zawsze? Czy również tym razem?
Dwie opowieści o tym, jak bardzo bywamy nieuważni…

"Gregor i Niedokończona Przepowiednia" 

Suzanne Collins to autorka bestsellerowej trylogii "Igrzyska Śmierci", która na całym świecie zrobiła prawdziwą furorę. Przed serią o Katniss Everdeen Collins stworzyła jednak także książki dla młodszej grupy wiekowej – serię o Gregorze. Tytułowy bohater poprzez splot niefortunnych zdarzeń (i wpadnięcia do kanału wentylacyjnego) trafia do podziemnego świata, który zamieszkiwany jest przez ludzi, ogromne nietoperze i szczury oraz inne niesamowite i groźne stworzenia... 

Opowieść o zwykłym nastolatku, który pakuje się w niebezpieczeństwo, aby wypełnić swoje przeznaczenie – i odnaleźć zaginionego w niewyjaśnionych okolicznościach ojca – w ukrytym świecie pod Nowym Jorkiem.
Kiedy Gregor spada wraz z maleńką siostrą przez kratkę wentylacyjną nowojorskiego mieszkania, trafia do ponurego Podziemia. Ludzie żyją tam we względnej zgodzie z olbrzymimi pająkami, nietoperzami, karaluchami i szczurami, lecz ten niepewny pokój jest zagrożony.
Gregor nie chce brać udziału w podziemnym konflikcie. Chce tylko wrócić do domu. Gdy jednak się dowiaduje, że ma szansę odszukać zaginionego ojca, a dziwaczna przepowiednia wyznacza mu kluczową rolę w niepewnej przyszłości Podziemia, zdaje sobie sprawę, że to może być jedyny sposób rozwiązania największej tajemnicy w jego życiu. Nie wie jeszcze, że ta wyprawa na zawsze odmieni i jego, i Podziemie.

"Nie poddawaj się"

Rainbow Rowell to jedna z najbardziej rozchwytywanych amerykańskich pisarek dla młodzieży i dorosłych. Stworzyła kilka powieści kobiecych, ale także wiele książek młodzieżowych. Stosunkowo niedawno wydana została przez wydawnictwo Harper Collins książka pod tytułem "Nie poddawaj się". Powieść Rowell to niesamowita historia o akceptacji, poświęceniu i odwadze, z dużą dawką poczucia humoru. 
Simon Snow rozpoczyna właśnie ostatni rok nauki w Szkole Czarodziejów w Watford. Nie żeby przez ostatnie kilka lat jakoś bardzo się podszkolił – wciąż słabo radzi sobie z różdżką, w dodatku nieustannie coś podpala albo sam wybucha. Na domiar złego porzuca go dziewczyna, a jego mentor nie daje znaku życia. Simon zupełnie nie wie, dlaczego akurat ON uznawany jest za najpotężniejszego czarodzieja, skoro każde z jego życiowych przedsięwzięć to porażka.
Ale gdy w Świecie Magów zaczyna wrzeć, Simon musi sprostać wyzwaniu i zapanować nad sytuacją. Nie pomaga przeczucie, że Baz, jego współlokator, a zarazem największy wróg, prawdopodobnie knuje coś za jego plecami.


"Ed Sheeran. Graficzna podróż"

W marcu na półkach sklepów muzycznych zagościł najnowszy album Eda Sheerana – "Divide". Single: "Shape of you" i "Castle on the hill" przez długi czas królowały na liście hitów w serwisach streamowych. "Graficzna podróż" to niesamowita książka opowiadająca historię tego, jak młody Brytyjczyk stał się artystą koncertującym na całym świecie.

Graficzna podróż to ekskluzywna, w pełni autoryzowana i stworzona we współpracy z samym Edem Sheeranem opowieść o drodze, jaką przebył muzyk stając się międzynarodową gwiazdą. Książkę wypełniają wspomnienia Eda, ilustracje stworzone przez jego przyjaciela z dzieciństwa Phillipa Butaha (artystę odpowiedzialnego za graficzną oprawę singli i płyt Eda) oraz wyjątkowe fotografie.
Na kartach Graficznej podróży Ed wspomina swoje pierwsze muzyczne doświadczenia, zdradza źródła inspiracji oraz szczegóły dotyczące swoich nagrań i koncertów – aż do wydania drugiego albumu „X”. Dzięki książce odkryjemy, co napędza Eda na ścieżce artystycznej wędrówki i jak radzi sobie z oszałamiającym sukcesem. Dowiemy się również, czego jego zdaniem potrzebuje każdy młody muzyk, by zaistnieć w branży.

"Pretty Little Liars. Kłamczuchy"
 
Seria autorstwa Sary Shepard – "Pretty Little Liars", to szesnaście części popularnej serii dla młodzieży. W 2010 roku pojawił się pierwszy odcinek serialu na podstawie pierwszego tomu – "Kłamczuchy". W kwietniu bieżącego roku wyemitowany zostanie ostatni, siódmy sezon serialu.
Alison, szkolna gwiazda, znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Rok później jej przyjaciółki: Emily, Aria, Spencer i Hanna, zaczynają otrzymywać niepokojące SMS-y. Ktoś zna sekrety, które chciały pogrzebać wraz z pamięcią o Ali.
Jak wiele dziewczyny są w stanie poświęcić, by prawda nie wyszła na jaw?

"W sieci umysłów" 

James Dashner znany jest w szczególności z popularnej serii "Więzień labiryntu", która porównywana jest do "Igrzysk śmierci" i "Niezgodnej". W 2015 roku na księgarskich półkach pojawiła się nowa seria tego pisarza. "W sieci umysłów" to powieść, która łączy rzeczywistość z wirtualnością.
Michael jest graczem. I – jak większość graczy – więcej czasu niż w realnym świecie spędza w wirtualnej rzeczywistości VirtNetu. Ta sieć całkowicie pochłania umysł i ciało, a im więcej hakerskich umiejętności posiadasz, tym lepiej się bawisz. Bo przecież najfajniej jest łamać zasady, prawda?
Niektóre z nich wprowadzono jednak nie bez powodu. Istnieją bowiem technologie zbyt niebezpieczne, by traktować je lekkomyślnie. Ktoś właśnie złamał reguły gry – z zabójczym rezultatem.
Żeby złapać hakera, trzeba jeszcze lepszego hakera. Służby VirtNetu od dawna obserwują Michaela. Jeśli chłopak podejmie się tego wyzwania, będzie musiał wniknąć do wirtualnej sieci przez boczne uliczki i zaułki, których nigdy nie widziały ludzkie oczy.
I nie ma gwarancji, że granica pomiędzy grą i rzeczywistością nie zatrze się już na zawsze, a śmierć w sieci będzie równoznaczna ze śmiercią w realu…

"Chemik" 

Stephanie Meyer to autorka znanych powieści o wampirach. Seria "Zmierzch" okazała się prawdziwą sensacją. "Chemik" to jej trzecia, najnowsza powieść, wydana w Polsce 10 kwietnia. Jak zapewnia wydawca, "Chemik" to thriller szpiegowski, w którym żaden element rzeczywistości nie jest taki, jaki się wydaje.
Powiedzmy, że nazywa się Alex. Tożsamość i imiona zmienia jak rękawiczki pracuje dla amerykańskiej agencji rządowej, która jest tak tajna, że nawet nie ma nazwy. Alex zajmowała się przygotowywaniem substancji pomagających śledczym wydobywać zeznania od podejrzanych. Określenie nowoczesne metody tortur byłoby tu na miejscu…
Po zamachu na życie Alex, w którym ginie jej przyjaciel i zarazem współpracownik, kobieta zaczyna się ukrywać. Po kilku latach zgłasza się do niej kolega z departamentu, powierzając jej kolejne zadanie. Ma wynaleźć broń przeciwko zabójczemu wirusowi, by ocalić miliony amerykańskich obywateli. Czy to zasadzka, czy też rzeczywiście od wyjątkowych umiejętności Alex zależy życie wielu  ludzi? Postanawia zaryzykować...

piątek, 31 marca 2017

"Zły Romeo"

Ostatni tydzień spędziłem nie tylko na czytaniu, ale także na oglądaniu. Nie samymi książkami przecież człowiek żyje, lubię więc zobaczyć czasem na VOD ulubiony duński serial czy brytyjski film. W klimacie teatru, drogich kostiumów i maszynopisów miała także odbywać się akcja powieści Leisy Rayven – "Zły Romeo". Podobno, nawiązanie do dzieła najsłynniejszego dramatopisarza, nie jest przypadkowe, jak jest naprawdę?

Cassie przez cała nastoletnie życie była grzeczną dziewczynką. Nigdy nie sprawiała rodzicom kłopotu, dobrze się uczyła i chodziła na wiele zajęć dodatkowych. Tym większy było zaskoczenie jej rodziców i znajomych, gdy dziewczyna, zamiast ubiegać się na studia prawnicze czy medyczne, zdecydowała zostać aktorką. Na tę samą uczelnię starał dostać się Ethan. Chłopak sprawia wrażenie gbura i egoistę, który na dodatek niezbyt często odwiedzał szkolne mury. Kiedy Cassie i Ethan spotykają się po raz pierwszy, od razu czują, że przyjaźń nie jest im pisana. A jednak zostają przypisani do jednej grupy. Ona – miła, chcąca być lubianą przez wszystkich, a jednocześnie nieśmiała. On – chaotyczny, opryskliwy i niewybierający w słowach. Oboje wątpią, by udało pogodzić się ich dwa różne typy charakterów.  Mimo to, pracując w jednej parze, muszą sobie pomóc, by ich nazwiska ukazały się na liście przyjętych. Wkrótce między nimi nawiązuje się nić sympatii, która niebawem przeradza się w nieco inną relację. Oboje jednak zapominają, że nić pomiędzy zakochaniem a nienawiścią jest bardzo cienka. I bardzo łatwo można ją przerwać.
Po wielu latach byli kochankowie spotykają się ponownie. Tym razem przy okazji zagrania ról w jednej z najważniejszych broadwayowskich produkcji. Dawne przeżycia dają jednak o sobie znać – Ethan rozkochał Cassie w sobie, a potem ją odrzucił. Choć dziewczyna bardzo chciałaby zapomnieć o tym, co wydarzyło się parę lat wcześniej, jej własnego serca nie można oszukać.  Młodzi będą mieli do wyboru: albo zrezygnować z życiowej szansy, albo zamknąć drzwi przeszłości.


Po tytule spodziewać się można historii opierającej się na najsławniejszym szekspirowskim dramacie. Nic więc dziwnego, że zaczynając czytanie, oczekiwałem powieści o miłości pięknej, ale pełnej przeszkód. A jednak, podczas czytania, z każdym kolejnym rozdziałem dziwiłem się coraz bardziej. Perypetie bohaterów, które przedstawiała autorka w swojej książce, niejednokrotnie sprawiały, że zastanawiałem się, czy mam się śmiać, czy może zacząć płakać z bezsilności. Jak się bowiem okazuje, z historii "Romea i Julii" Rayven zaczerpnęła prawdopodobnie tylko imię, które ostatecznie wykorzystała do tytułu. A wydawałoby się, że nie można zepsuć niczego tak bardzo odtwórczego. Tym razem niemożliwe staje się możliwe. Nie dajcie się oczarować urokliwemu tytułowi, bowiem pięknych scen na deskach teatru, można policzyć na palcach jednej ręki. "Zły Romeo" w żaden sposób nie jest klimatyczny ani nie sprawia, że czytelnik ma ochotę kontynuować czytanie. Przedzierając się przez powieść Rayven, miałem wrażenie, że każdy kolejny rozdział napisany został w innym stylu i doklejony bez większego zastanowienia. W związku z tym historia sprawia wrażenie niedopracowanej i niespójnej.  Powstał więc dość eklektyczny twór, przypominający jednak bardziej karykaturę prawdziwej powieści new adult.
Przerysowane postacie rażą więc w oczy hiperbolizacją. Główna bohaterka – Cassie – została przedstawiona jako nieśmiała nimfomanka, natomiast Ethan, mimo dużej inteligencji i niezłych ocen, jako typowy, niezbyt rozgarnięty, choć wysportowany, amerykański chłopak. Subtelności w "Złym Romeo" także brak, o czym przekonują nas często wypowiedzi głównej bohaterki, dla przykładu: "Wpatruję się w jego krocze. – Tego... Ee, nie wiem. Twardy orzech do zgryzienia. – Chryste, właśnie wypowiedziałam słowo »twardy«, gapiąc się na jego rozporek".
Leisa Rayven stworzyła powieść pełną irracjonalnych zachowań, rodem z bardzo taniego erotyku. Czytelnik poszukujący więc dobrej, obyczajowej treści, niczego takiego w tej powieści nie znajdzie. Trzy czwarte książki stanowi bowiem grę wstępną głównych bohaterów, jedynie nieliczne strony zawierają niezłe dialogi i żarty, które są jedynymi atutami tej powieści.

Czasami otaczamy się murem nie tylko po to, by nie dopuszczać do siebie innych, ale i po to, by się przekonać, komu zależy na nas na tyle, by zechciał go zburzyć.
"Zły Romeo" Leisa Rayven, tł. Martyna Tomczak

"Zły Romeo" wydany został przez Wydawnictwo Otwarte. Nie jest to książka z serii Moondrive, a więc trzeba pamiętać, że jest to powieść skierowana do nieco starszych czytelników. Premiera powieści miała miejsce 27 marca. Choć okładka książki wygląda nieźle, to – w mojej opinii – polski przekład tytułu także jest kompletną porażką. Oryginalny "Bad Romeo" ujdzie w tłumie, aczkolwiek dosłowny polski przekład jest po prostu śmieszny i strasznie infantylny.
Redakcją książki zajęła się Natalia Karolak, a projektem okładki – Eliza Luty. Z języka angielskiego przełożyła Martyna Tomczak. Powieść znajdziecie w okładce miękkiej ze skrzydełkami. Łączna ilość stron to 434, a cena detaliczna wynosi 36,90 zł.

Historia mogła okazać się naprawdę niezłą powieścią osadzoną w teatralnych realiach. Niestety, mimo chęci, wyszło jak zwykle. "Zły Romeo" to kolejna książka, która, choć pięknie wydana i promowana, jest zwykłym, tanim romansidłem. Może i spodoba się podczas wakacyjnego czytania na plaży, nieco zabawna, aczkolwiek w głównej mierze denerwująca – taka w wielki skrócie jest historia Cassie i Ethana.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Otwarte.

Tytuł: "Zły Romeo"

Autor: Leisa Rayven


Tłumacz: Martyna Tomczak
 
Wydawca: Wydawnictwo Otwarte


Rok wydania: 2017

Liczba stron: 434 [8]


ISBN: 978-83-7515-426-9


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★☆☆☆*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  wynosi od jednej do pięciu gwiazdek.

PS. Podobało Wam się? Jeśli tak, koniecznie napiszcie, co sądzicie w komentarzach! Jeśli nie – też wyraźcie swoje zdanie!Jak widzicie, właśnie testuję nowy system komentarzy Disqus, więc Wasze przemyślenia są teraz dla mnie jeszcze bardziej cenne. :)
Aby skomentować anonimowo należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość". :-)


sobota, 25 marca 2017

"Inwigilacja"

W marcu premierę miało wiele powieści, w tym dwie autorstwa Remigiusza Mroza. Piętnastego marca na półkach księgarń znalazł się bowiem trzeci tom farerskiej serii "Połów" (pod pseudonimem Løgmansbø) i kolejny tom prawniczej serii. "Inwigilacja" to piąta część o Chyłce i Zordonie, a jak wypadła na tle pozostałych? Czy nadal zachowuje poziom, a może zaczęła zjadać swój własny ogon niczym brazylijskie seriale? 

Joanna Chyłka zaczyna na nowo odbudowywać swoją reputację. Oczywiście, wśród członków warszawskiej palestry nadal jest czarną owcą, ale przynajmniej nadal może pracować w gabinecie  kancelarii przy Złotych Tarasach. Kordian musi natomiast, pod okiem Buchelta, przygotować się do nadchodzącego wielkimi krokami egzaminu adwokackiego.
Tymczasem do Żelaznego & McVaya zgłaszają się nowi klienci. Podczas wakacji w Egipcie, paręnaście lat temu, syn małżeństwa Lipińskich zostaje porwany. Mimo wielu prób i akcji poszukiwawczych, chłopca nie udaje się odnaleźć. Dziś dorosły już mężczyzna odnajduje się i przyjeżdża do Warszawy. Niestety, zamiast komitetu powitalnego, witają go funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Adam Lipiński, który teraz przedstawia się tylko i wyłącznie jako Fahad Al-Jassam, zostaje oskarżony o próbę zamachu w jednym z warszawskich centrów handlowych. Co gorsze, mężczyzna nie przyznaje się do polskiego pochodzenia, a jednak twierdzi, że nie ma nic wspólnego z islamskimi ekstremistami. Służby posiadają jednak mocne, obciążające go dowody, a cała sprawa z góry wydaje się przegrana. Nic więc dziwnego, że to Chyłka koniecznie będzie chciała się nią zająć.  Do pracy potrzebować będzie jednak swojego byłego podopiecznego – Kordiana vel Zordona.
Jak można się domyślić, sprawa ta okaże się bardziej zawiła, niż prawnikom mogło się na początku wydawać. Przeciw nim znajdzie się nie tylko prokurator okręgowy, ale także najważniejsze instytucje w państwie, parlamentarzyści i... zwykli obywatele. Czy więc obrońcom uda się przekonać, o niewinności Fahada, nie tylko sędziego i ławników, ale także i samych siebie?
Remigiusz Mróz wydaje dużo, a jeszcze więcej pisze. Nic więc dziwnego, że wśród odbiorców jego książek, znajdą się zarówno fani, jak i ci, którzy Mroza zwyczajnie nie lubią. Jak każdy – ma fanów, a także grono osób, które sympatią go nie darzą. W samym 2017 roku zdążył wydać już trzy nowe książki, dlatego też wielu sceptyków jego twórczości twierdzi, że jego dobra passa prędzej czy później się wyczerpie. Przed lekturą "Inwigilacji" nie wiedziałem, czego mogę się spodziewać – kolejnego niezłego kryminału czy może czegoś miałkiego, z nudną, nierozwijającą się fabułą. Szczęśliwie, pokłady weny Mroza najwyraźniej się nie wyczerpały, bowiem w "Inwigilacji" raczy nas kolejną dawką chyłkowych emocji. 
Jak można zauważyć, autor zaczął coraz bardziej zaznaczać obecność polityki w swoich książkach. Chociaż wydał już w pełni poświęcone polityce "Wotum nieufności", a przy sprawie sędziego Sendala – w "Immunitecie" – także takie wątki się przewijały, to właśnie w piątym tomie prawniczej serii Mróz stawia politykę na pierwszy plan. I choć akcji na salach sądowych jest mniej, niż w poprzednich częściach, to fabuła znów pędzi ze zdecydowanie niedozwoloną prędkością, a autor kolejne bomby pełne niewiadomych, zrzuca na nas z wyraźną satysfakcją.

Warto wspomnieć, nowa Chyłka powróciła z dawną siłą, której nieco mi brakowało w poprzednim tomie. W "Inwigilacji" znalazłem to, co lubię w tej serii najbardziej: niezłe dialogi, cyniczny humor i pełna zagadek sprawa. Ale to nie wszystko, bowiem w tej części autor nieźle rozwinął wątek obyczajowy pomiędzy głównymi bohaterami – Joanną i Kordianem. Przez książkę przewija się przecież też wątek kto jest ojcem?, choć z pewnością takich perypetii jak w trzeciej części Bridget Jones nie doświadczymy (a Kordian nie będzie niestety zoorbował z Edem Sheeranem niczym Sarah Solemani).
Żeby jednak nie było za dobrze, to dla równowagi muszę też niestety przyznać, że w "Inwigilacji" znów pojawiła się masa przeróżnych błędów. Dla przykładu, prokurator okręgowy występował przed sądem bez togi, a wpadki z togami u Mroza występują naprawdę często. Sądzę więc, że autor o tych kwiatkach wie, dlatego tym bardziej dziwi mnie fakt, że takowe błędy nadal są popełniane.

Chyłka No. 5 wydana została, podobnie jak poprzednie tomy, przez wydawnictwo Czwarta Strona. Redakcją zajęła się Karolina Borowiec, a korektą Magdalena Owczarzak. Za projekt okładki odpowiedzialny jest Mariusz Banachowicz, który stworzył okładki także do innych książek Remigiusza Mroza – trylogii z Komisarzem Forstem i trylogii farerskiej, czy właśnie wspomnianego wyżej "Wotum nieufności". 
Na półkach "Inwigilację" znajdziemy w oprawie miękkiej, bez skrzydełek. Powieść łącznie wynosi 590 stron.

Wydawałoby się, że po czwartym tomie wszystkie możliwe tematy zostały wyczerpane. Tymczasem Remigiusz Mróz udowadnia, że wcale tak nie jest. Pozytywnie zaskakuje w "Inwigilacji", nawet więcej – pozostawia otwarte pytania, jedno jest jednak pewne – na tej części się nie zakończy, a kontrowersyjna prawniczka da jeszcze o sobie znać. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona.

Tytuł: "Inwigilacja"

Autor: Remigiusz Mróz


Tłumacz: -
 
Wydawca: Czwarta Strona


Rok wydania: 2017

Liczba stron: 589 [5]


ISBN: 978-83-7976-616-1


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★★★☆*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  wynosi od jednej do pięciu gwiazdek.

PS. Podobało Wam się? Jeśli tak, koniecznie napiszcie, co sądzicie w komentarzach! Jeśli nie – też wyraźcie swoje zdanie!Jak widzicie, właśnie testuję nowy system komentarzy Disqus, więc Wasze przemyślenia są teraz dla mnie jeszcze bardziej cenne. :)
Aby skomentować anonimowo należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość". :-)


sobota, 18 marca 2017

"Królowa Śniegu"

Chociaż śnieg stopił się już na naszych trawnikach, to niedawno premierę miała dosyć mroźna powieść – "Królowa Śniegu" autorstwa Anny Klejzerowicz. Pierwsze skojarzenie z tytułem ro z pewnością dla wielu z nas jedna z najpopularniejszych baśni Hansa Christiana Andersena, i słusznie, bo to jego baśń jest tematem przewodnim w całej powieści. Jednak czy autorka potrafiła, jak zapewniają na okładce, stworzyć na kanwie baśni Andersena niezwykłą powieść kryminalną?

Po zwolnieniach, jakie nastąpiły w jednej z gdańskich gazet, Felicja Stefańska pozostaje bez pracy. Kobieta nie wie za bardzo co mogłoby począć, gdyż wakatów na stanowiska dziennikarzy brak, a praca w budce z fast foodami zdecydowanie nie należy do szczytu marzeń w jej karierze. Żyć z czegoś jednak musi, a utrzymywać się na garnuszku rodziców nie zamierza. Kiedy więc przyjaciółka kobiety – Greta, radna jednej z gmin pod Gdańskiem – oferuje jej pracę, Felicja nie powinna zastanawiać się zbyt długo. Sęk w tym, że Felka przyzwyczajona do miejskiego zgiełku nie bardzo wie, czy spodobałoby się jej życie w małym Kryszewie. Po namowach przyjaciółki i przemyśleniu wszystkich za i przeciw, dziennikarka przyjmuje propozycję i otrzymuje tytuł rzecznika prasowego gminy. Po pierwszym szoku, kobieta powoli przyzwyczaja się do spokojnego, prowincjonalnego życia. Sielanka szybko jednak się kończy, gdyż podczas zimy słupki termometrów nie przekraczają 0° Celsjusza. Oprócz tego, że jest niemiłosiernie zimno, a Felicja potrzebuje terenówki, by przedostać się przez zaspy śniegu, ma zdecydowanie większy problem na głowie –  wiejscy bezdomni i pijacy zaczynają zamarzać na śmierć w okolicznych rowach i laskach. Kobieta musi zapobiec sytuacji, by media podchwyciły informację, iż ich gmina to jedna z najbardziej patologicznych i zapijaczonych wsi na Pomorzu. Czarny PR to ostatnie, czego jej trzeba. W gminnym biuletynie prosi o rozwagę, mimo tego, zamarznięciom nie ma końca. 
Od samego początku coś niepokoi kobietę, jednak policja bagatelizuje jej teorie o tym, że może zamarznięcia to tak naprawdę morderstwa. Przecież Kryszewo to nie Nowy Jork. U nich co najwyżej można dostać mandat za bijatykę w barze. Z biegiem czasu na ustach mieszkańców pojawia się jednak pogłoska o tajemniczej, śmiercionośnej klątwie. Felicji nikt nie chce udzielić żadnych informacji na temat rzekomej klątwy, jakby mieszkańców obowiązywała zmowa milczenia. Tymczasem umierają kolejne osoby a pani rzecznik postanawia, iż nie spocznie, do póki nie dotarze do prawdy.

Najnowsza powieść Anny Klejzerowicz może i nie była bardzo mocno promowana, aczkolwiek od znajomych usłyszałem parę dobrych słów na temat twórczości tej autorki. Nic dziwnego, że oczekiwałem więc powieści bardzo dobrej. Niestety, znów musiałem obejść się ze smakiem i zamiast klimatycznego kryminału, otrzymałem swoisty wiejski odpowiednik miasteczka Twin Peak. Odwołań w tej książce do innych twórczości jest jednak zdecydowanie więcej! Główna bohaterka – Felicja – jest osobą niezwykle ciekawską, ale także odważną i dość impulsywną. Na szczęście z reguły z opresji wychodzi obronną ręką, bo jak się okazuje, jest to prawdziwy MacGyver w spódnicy. I choć można powiedzieć, że nawiązań tutaj co nie miara, to niestety, ale z bajek Andersena nie znajdziemy wiele. I choć znany duński twórca i jego baśnie są clou wszelkich nieszczęść, to tak naprawdę właśnie ten wątek, być może najważniejszy spośród wszystkich, gubi się pośród mało znaczących niuansów.
Przez większą część powieści poznajemy tylko historię Kryszewa i okolicznych wiosek, ich nietypowych mieszkańców i ich problemy. Bardzo podobało mi się ukazanie realiów życia w tak małej miejscowości, ludzkich zachowań i uczuć – tego, że ludzie po wielu latach nadal potrafią rozdrapywać stare rany, a problemy pamiętają czasy, w których za oddanie makulatury do skupu otrzymywało się talon na papier toaletowy. Problem polega jednak na tym, że w tym kryminale tak naprawdę brak jest akcji i mrożącej krew w żyłach sprawy, choć właśnie tego spodziewać by się można po tak krwiści czerwonym kolorze tytułu. Nawet sam finał książki nie jest ani zbyt przerażający, ani też nad wyraz zaskakujący. Kończąc czytać, miałem wrażenie, że choć powieść zbudowano na generalnie dobrych fundamentach, bowiem pomysł z modyfikacją popularnej baśni był naprawdę niezły, nie do końca wyszło tak, jak w zamierzeniach autorki miało to wyglądać. Ostatecznie dostaliśmy bardzo średni kryminał z niezrozumiałymi przejściami narracyjnymi i bohaterami, o dość sztubackim zachowaniu. Na całe szczęście "Królowa Śniegu" okazała się powieścią krótką, napisaną w bardzo prostym języku, dzięki czemu nie musiałem przedzierać się przez treść.
To byli prości ludzie. Niewykształceni, biedni, zdemoralizowani przez system. Ogłupieni i w dodatku pijani.W takich warunkach znajdują ujście najniższe ludzkie instynkty.  Nie powiem, że zwierzęce, bo zwierzęta tak nie postępuje, my jesteśmy gorsi. Gdy spada maska cywilizacji, kieruje nami tylko strach i przemoc. Ale nie chcę, żebyś myślała o nas, o mieszkańcach grafiki Miny, jako społeczność jakichś potworów. To mogło się zdarzyć wszędzie.
"Królowa Śniegu", Anna Klejzerowicz, Wydawnictwo Filia

"Królową Śniegu" wydało Wydawnictwo Filia w serii Filia Mroczna Strona. Jest to najnowsza powieść spośród dwudziestu książek, które do tej pory wydała autorka. Projekt okładki stworzył Mariusz Banachowicz, papierowe egzemplarze na zlecenie wydawcy wydrukowała firma Abedik. Powieść wydana została w oprawie miękkiej, ze skrzydełkami. Posiada ona około 278 stron, a jej cena detaliczna to 36,90zł. 

Gdybyśmy typowali w jakimś szalonym plebiscycie, to w mojej opinii Klejzerowicz zdecydowanie nie wygrałaby tą książką w kategorii "literackiego zbrodniarza roku". Można powiedzieć kultowe: miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Filia. 

Tytuł: "Królowa Śniegu"

Autor: Anna Klejzerowicz


Tłumacz: -
 
Wydawca: Wydawnictwo Filia


Rok wydania: 2017

Liczba stron: ok. 277 [5]


ISBN: 978-83-8075-198-9


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★★☆☆*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  wynosi od jednej do pięciu gwiazdek.

PS. Podobało Wam się? Jeśli tak, koniecznie napiszcie, co sądzicie w komentarzach! Jeśli nie – też wyraźcie swoje zdanie!Jak widzicie, właśnie testuję nowy system komentarzy Disqus, więc Wasze przemyślenia są teraz dla mnie jeszcze bardziej cenne. :)
Aby skomentować anonimowo należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość". :-)