sobota, 2 maja 2015

"Dziewczyna ognia i cierni"

Amerykańska wersja wraz z autorką
Właśnie skończyłem czytać "Dziewczynę ognia i cierni" - debiutu literackiego Rae Carson napisanej przez nią w 2011 roku. Powieść opowiada o Elisie księżniczce mitycznego państwa Orovalle.
Amerykańska wersja wraz z autorką

Trzeba przyznać, że Elisa nie jest kolejną szablonową księżniczką - nie lubi wystąpień publicznych, jej ubrania trzeba szyć na miarę (i wcale nie chodzi tu o to, że jest tak bardzo chuda. Wręcz przeciwnie.), a jej ulubionym miejscem jest pałacowa kuchnia, gdzie spędza czas objadając się przysmakami. Poza tym Elisa ma bardzo dobrą pamięć i od dziecka interesowały ją święte teksty. Nikt nie powstydziłby się takich umiejętności jak znanie kilku języków czy możliwość cytowania fragmentu dzieł świętych z pamięci. Elisa jest jednak jeszcze bardziej niezwykła niż nam się wydaje, została ona bowiem wybrana przez Boga otrzymując Boski Kamień, by wypełnić wyznaczoną jej misję. W dniu swoich szesnastych urodzin poślubia (wbrew swojej woli) Alejandra - władcy Yoja d'Arena, sojusznika Orovalle. Ich małżeństwo przypieczętować ma sojusz pomiędzy dwoma państwami przeciwko wrogom, zwanymi Inviernymi, których potęga rośnie w siłę dzięki złym czarnoksiężnikom. Elisa zaczyna się przyzwyczajać do życia w pałacu swojego męża. Poznaje jego syna Rossaria (jest on postacią, której nie można nie lubić) i regularnie odwiedza ojca Nicandro z pałacowego zakonu z którym studiuje święte teksty.
Nieoczekiwanie nieodpowiednie osoby dowiadują się o jej Kamieniu i Elisa zostaje porwana. Rozpoczyna się okres długich walk, których celem jak się okazuje nie jest ziemia, a Boski Kamień którego w posiadaniu jest Elisa.
Elisa musi znaleźć w Bogu siłę do walki, by wyjaśnić znaczenie swej misji i  wypełnić Jego wolę. W przeciwnym razie skończy jak większość wybrańców- zginie młodo.
Polskie wydanie książki

Książka Carson zupełnie mnie zaskoczyła. Może dlatego, że jest to całkowite odbicie od tematyk którą czytałem ostatnio (patrz: ostatnie recenzje) i bardzo pochłonęła mnie ta historia. W książce użyto słów, których na co dzień się już nie używa, co bardzo dobrze wpływa na odbiór tej historii bowiem akcja książki dzieje się w mitycznych królestwach oraz wasalskim kraju, co do dokładniejszych dat to możemy tylko przypuszczać, że dzieje się to w ubiegłych epokach lub będzie się to dopiero dziać w następnych epokach (tu nasuwa się pytanie czy jest to dystopia czy tylko fantasy?). Odpowiedź byłaby przesądzona, że działo się to w minionych epokach, jednak nie daje mi spokoju niedoprecyzowanie  w książce, gdyż znalazłem takie słownictwo jak "ziomki" i "tampon". Ciężko mi teraz stwierdzić, czy tampon był dostępny na rynku średniowiecznym, może ktoś wie? "Ziomki" również mnie zaciekawiły, gdyż możemy obstawiać, że: 1) autorka napisała tak o przyjaciołach wypowiadającego się bohatera (a byli to nastolatkowie, więc może chciała dorzucić ten "slang"?); 2) chciano użyć to jako określenie osób pochodząca z tego samego kraju, poddanych; lub 3) tłumaczka użyła tego efektywnego zabiegu w celu 1) lub 2) lub tłumacząc słowo dosłownie z języka angielskiego. Jeżeli faktycznie był to zabieg tłumaczki, byłoby lepsze użycia określenia 'znajomi' lub 'poddani' (w zależności od sytuacji, których nie jestem w stanie rozszyfrować w tym wypadku).  Pomimo tych nieścisłości i paru literówek (nieszczęsna korekto! Elisę przeszły deszcze zamiast dreszcze!) książkę czyta się bardzo przyjemnie. Fabuła jest bardzo porywająca, nie zadowolił mnie jednak koniec. O ile książka w środku może nam się leciutko ciągnąć, o tyle ostatnie rozdziały zostały napisane tak zwięźle, że czuje się ogromny niedosyt. Autorka mogła postarać się bardziej o zakończenie tej części, mam nadzieję, że następne tomy będą jeszcze bardziej udane.

Nie ocenia się książki po okładce? To prawda, ale kto nie zwróci uwagi na okładkę?! Kolejna książka Wydawnictwa Albatros pozostaje w świetnym stylu. Okładka nie różni się za wiele od oryginalnego amerykańskiego wydania i nie chwali się na niej innymi hitami wydawniczymi. Można? Można. Muszę dodać, że okładka wykonana została w formie broszurowej, ale o dziwo nie wygina się tak strasznie jak inne książki o podobnych okładkach.

Pozostaje tylko pytanie: czy ją polecam? Zależy komu. Jeśli nie oczekujecie historii rodem z Gry o Tron, nie szukacie krwawej jatki ani nie chcecie czytać historii romansu pomiędzy królową a królem, a macie ochotę na historię o poszukiwaniu własnego siebie, o szukaniu swojego przeznaczenia i docenianiu własnych atutów, to zdecydowanie polecam!

P.S. Jeśli macie ochotę na zdjęcia książek takich jak wyżej, zapraszam na mojego Instagrama książkowego (i nie tylko)! :) *klik*


      (Bojownik nie może okazać słabości)
Nie wie, co go czeka u bram wroga i jest prowadzony jak świnia na rzeź do królestwa sztuki czarnoksięskiej. Ale sprawiedliwa jest mocarna prawica Boga.
      (Jego łaska spływa na lud Jego)


"Afflatus" Homera, jedno z wymyślonych dzieł świętych w książce "Dziewczyna ognia i cierni"


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Albatros.




Tytuł: „Dziewczyna ogni i cierni”

Seria: Trylogia ognia i cierni

Autor: Rae Carson

Tłumacz: Elżbieta Piotrowska

Wydawca: Wydawnictwo Albatros

Rok wydania: 2015

Liczba stron:ok. 416

ISBN: 978-83-7885-729-7

Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★★ *
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  to od jednej do pięciu gwiazdek.

3 komentarze:

Monika R.

Będę polować na tą książkę! :) Masz rację, okładka przyciąga uwagę czytelnika :D

Pozdrawiam,
books-culture.blogspot.com

Patryk Obarski

Moniko, poluj. Ja też zawsze szukam okazji. Ostatnio kupiłem młodzieżówkę za 4zł! :)
Dzięki za link. ;)
Również pozdrawiam i życzę udanego weekendu! :)

Anonimowy

Bardzo ciekawa recenzja! A do książki mam mieszane uczucia. Mnie również irytował ten tampon w oku rebelianta ;) Pozdrawiam i zapraszam do siebie www.oczytane.blog.pl

Powiedz, co o tym myślisz...