sobota, 26 grudnia 2015

"Zaginięcie"


W ten jakże świąteczny czas, w którym w prawie każdym domu znajdziemy choinkę i pyszne potrawy, na dworze ani grama śniegu, nie wspominając o tym, by było mroźno,  ale ja poczułem gęsią skórkę na skórze, gdyż... w tym świątecznym czasie (niczym Zordon , który też nie wytrzymał) zrezygnowałem z postanowienia, by czytać w czasie Bożego Narodzenia jedynie egzemplarze recenzenckie i wziąłem się za Mroza! Wbrew wszystkiemu "Zaginięcie", czyli druga część "Kasacji" (recenzja tutaj), autorstwa Remigiusza Mroza wpadła w moje łapska. No i przeczytałem. Jak było? Może autorowi przy drugiej części powinęła mu się noga?

"Zaginięcie" to dalsze zmagania dwójki prawników: młodego aplikanta Kordiana Oryńskiego oraz mecenas Joanny Chyłki. Po sprawie Langera tych dwoje mieli chwilę odpoczynku, jednak teraz znów nadarza się okazja, by pracowali nad wspólną sprawą.
Podczas wypadu nad jezioro, w nocy, w domku letniskowym (zamkniętym i zabezpieczonym niczym sejf w szwajcarskim banku) porwane zostaje dziecko "grubej ryby", milionera z branży logistycznej. Z pozoru prosta sprawa staje się prawdziwą zagadką, gdyż na miejscu policyjni śledczy nie znajdują żadnych dowodów na uprowadzenie dziecka, a jedynymi osobami, które mogłyby porwać trzyletnią Nikolę mogli być jej rodzice. Kiedy zasiadają na ławie oskarżonych Chyłka i Zordon (wybaczcie, przywykłem do tej ksywki i często tak będę nazywać Oryńskiego) muszą sprawić, by wyszli z gmachu sądu z  wyrodkiem uniewinniającym. Jeszcze lepiej byłoby, gdyby ich córka odnalazła się i została odebrana z rąk zbirów.
Tymczasem nowe fakty w sprawie naprowadzają adwokatów na niebywałe informacje co do klientów. Czy Chyłce uda się obronić rodziców? Czy Zordon tym razem nie wpakuje się w tarapaty? W końcu: czy mała dziewczynka w ogóle jeszcze żyje? Trzeba pamiętać, że wszyscy kłamią. A zdrajcą może okazać się najmniej spodziewana osoba.

Remigiusz Mróz odebrał mi kolejną dobę życia. Świąteczną, rodzinną atmosferę zastąpiłem czytaniu tego ogromnego tomiszcza, które nazwano "Zaginięciem". I naprawdę było warto. Autor po raz kolejny udowadnia, że potrafi pisać na wysokim poziomie. Przyznaję, że ubóstwiam thrillery prawnicze, a seria o Chyłce i Kordianie podbiła moje serducho. Mogę z przyjemnością ogłosić, że doczekaliśmy się polskiego odpowiednika Johna Grishama. Ci panowie powinni pomyśleć o jakiejś wspólnej książce. Nawet ładnie by to wyglądało - Grisham & Mroóz. Prawie jak Żelzany & McVay.

Podczas czytania "Zaginięcia" autor zabiera nas straszny, brutalny świat z którym często zmagać muszą się karniści. Z przerażeniem odkrywamy po kolei każdy fragment układanki. Wyrokujemy i milion razy zmieniamy zdanie. Osoby najmniej podejrzane, nagle pokazują swe prawdziwe oblicze, a mroczna prawda w końcu wychodzi na jaw. No to po prostu jest miód na moje serce. Do tego dochodzą świetnie zarysowane postacie, które mają w sobie "to coś". Są pełne charyzmy, uroku i wdzięku. A porywająca akcja gwarantuje to, że nie potrafimy oderwać się od lektury. Często śmiejemy się do rozpuku, ale czasem też wręcz krzyczymy (u mnie było coś w stylu: "Ty durniu! Spadaj stamtąd, szybko!"). Ale jeśli nie chcecie mieć książkowego kaca, lepiej nie bierzcie się za ten tom. Przeczytajcie go dopiero w marcu, bo wtedy właśnie wychodzi trzecia część. Ja nie wiem, jak będę w stanie wytrzymać tyle czasu do premiery!

Oczywiście i ta część wyszła nakładem Czwartej Strony (grupa Wydawnictwa Poznańskiego). "Zaginięcie" jest jeszcze grubsze od "Kasacji", bo zawiera ponad 500 stron (co wcale nie przeszkadzało mi, by pochłonąć ją w jeden dzień). Okładka idealnie pasuje do tej z pierwszej części, a redakcjom zajęła się Karolina Borowiec. W książce pojawiły się drobne literówki, które jednak nie przeszkadzają bardzo w czytaniu. Cena "Zaginięcia" jest jak zwykle nieadekwatna do walorów tej książki, bo kosztuje jedynie... 34,90! Brać, brać! A nie tylko białoruskie z bazarku! ;)

Podsumowując: jeśli oczekujecie wartkiej akcji, niezwykłych postaci i genialnej fabuły, a na dodatek lubicie kryminały - koniecznie musicie sięgnąć po serię o Chyłce i Zordonie. A ty Mrozie - jesteś winny jak ocet. Będziesz tłumaczył się mojej rodzinie, dlaczego "odleciałem" nad jezioro Sajenko i do Sądu Apelacyjnego w Białymstoku, kiedy to powinienem z nimi świętować! :)

PS. Nie wiem jak to zrobię, ale muszę być na blurbie nowego tomu. Może uda mi się to uzyskać drogą prawną?! :P 

Tytuł: „Zaginięcie"

Autor: Remigiusz Mróz

Tłumacz: -

Wydawca: Czwarta Strona

Rok wydania: 2015

Liczba stron: 508 [6]


ISBN:
978-83-7976-299-6

Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★★★★*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  to od jednej do pięciu gwiazdek.

1 komentarze:

A.

Po twórczość tego autora jeszcze do tej pory nie sięgnęłam, chociaż sądząc po tych wszystkich recenzjach, jakie do tej pory czytałam, muszę koniecznie nadrobić zaległości! ;)
Pozdrawiam
A.

http://chaosmysli.blogspot.com

Powiedz, co o tym myślisz...