niedziela, 24 kwietnia 2016

"Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno"

23 kwietnia to dzień, na który z niecierpliwością czekają wszyscy bookholicy. Święto książki postanowiłem spędzić pracowicie - czytając jedną z powieści recenzenckich, która czekała od dłuższego czasu na swoją kolej w ogromnym stosiku. Chodzi mi tutaj oczywiście o "Chłopaka, który zakradał się do mnie przez okno", który miał być poruszający i z ważnym przekazem. Jak było naprawdę? 

Zacznijmy od tego, że "Chłopak..." to historia szesnastoletniej Amber. Mimo swojego wieku wiele w życiu przeszła. Przeszłość zostawia na dziewczynie ogromne piętno. Często jest wyśmiewana w szkole, a na dodatek panicznie boi się dotyku obcych osób. Dotykać jej skórę, jednocześnie nie powodując u niej ataku paniki, może jedynie najbliższa rodzina i Liam. Osiemnastoletni chłopak to najlepszy przyjaciel jej brata, ale także i nocny towarzysz Amber, bowiem łączy ich dość specyficzna relacja... Liam noc w noc od ośmiu lat odwiedza wieczorami dziewczynę. Wchodzi przez okno, wraz z Amber układają się do snu i zasypiają razem. Póki co nie robią nic innego.
Wszystko się zmienia, kiedy Amber poczuje do Liama coś innego niż braterską miłość. Szybko jednak uświadamia sobie, że jej wybór nie byłby zbyt dobrze zaakceptowany przez Jake'a, jej brata, gdyż Liam mimo tego, iż w nocy jest czuły i sympatyczny, w dzień zmienia się w seksistowskiego playboya. Jak jednak wiadomo zakazany owoc smakuje najlepiej. Amber będzie rozdarta, rozum powtarzać będzie, że ten związek od samego początku byłby skazany na porażkę, natomiast serce uporczywie podpowiada coś zupełnie innego. Szybko okaże się jednak, że nie będą to jedyne zmartwienia dziewczyny. Niebawem przeszłość znów da o sobie znać, i to ze zdwojoną siłą. Jak Amber rozwiąże wszystkie problemy, które los ciągle jej serwuje? 

Na samym początku muszę się Wam do czegoś przyznać. Opis na okładce zapowiadał dobrą książkę, porównanie z Colleen Hoover jeszcze bardziej. Najbardziej jednak urzekła mnie okładka, która przeważyła szalę i dzięki niej postanowiłem wziąć ten tytuł do recenzji. Nie ma co ukrywać, dobre okładki mają bardzo duży wpływ na nasze czytelnicze wybory. Jednak to, co odkryłem w środku, bardzo mnie zaskoczyło. I niestety niezbyt pozytywnie. Od pierwszych stron rzucił mi się w oczy styl autorki, który niezbyt przypadł mi do gustu. Czytając czułem się, jakbym trafił między wyrazy na blogu z opowiadaniem, a nie między karty prawdziwej powieści. Zachowanie głównej bohaterki jest często aż nazbyt "dorosłe", kilka stron dalej szalenie niedojrzałe. To nie jedyny mankament. Amber mimo swoich szesnastu lat zachowuje się niczym bogini seksu, przez co doprowadza o dwa lata starszego kolegę do szaleństwa. Naprawdę, nie jestem pruderyjny, ale czy w tym wieku dziewczyny mają w swojej garderobie, cytuję, "zmysłową koronkową bieliznę" i cały ich świat kręci się jedynie wokół współżycia?
Poza tym całe dialogi i zachowanie postaci jest niezwykle płytkie i pozbawione większego sensu. W większości fabuła w cale się nie klei (bohaterka deklaruje jakieś racje, wartości, jednak dwie strony dalej jest już innego zdania). Nie mam pojęcia, jak udawało się przez tak długi okres czasu (osiem lat) Liamowi przedostawać w środku nocy, często w samej pidżamie, do domu z sąsiedztwa. Czyżby rodzice obojgu bohaterów w ogóle nie obchodziło, co dzieje się w pokoju obok? W końcu: bohaterka udaje najdoroślejszą, po czym okazuje się, że o życiu nie wie praktycznie nic. Przytrafia jej się problem dotyczący bardzo wielu nastolatek. Ale oczywiście, cóż to by była za książka, która nie miałaby happy endu!  Panna Moseley zamienia się z autorki w wróżkę i pach! Problem znika w bardzo łatwy sposób, a co!
Niezrozumiałe jest dla mnie także użycie pod koniec książki ni z gruszki, ni z pietruszki, całkiem nowej narracji dwóch bohaterów. Jeśli mam być szczery, to jak zobaczyłem, że nagle narracja zmienia się i opowiadać będą dwie osoby, to miałem nadzieję, że główna bohaterka umrze. Przeliczyłem się. 

Jeśli fabuła mnie nie zachwyci, to zawszę może zgarnąć jakąś dodatkową gwiazdkę w ostatecznej ocenie za wydanie i przekład. I znowu muszę psioczyć. Czytałem w zagranicznych, angielskich recenzjach, że w książce roi się od błędów. Z przykrością przyznaję, że w polskiej wersji także nic nie uległo w tej kwestii zmianie. Mimo, iż na karcie redakcyjnej widnieje nick osoby, która wykonała korektę, to wydaje mi się, że tej korekty tak naprawdę nigdy nie było. W polskiej wersji praktycznie na co drugiej stronie znajdziemy błędy (jak banalne "kocham się" czy poważniejsze: "Liam jęk"). Pojawiają się też niedopracowania redakcji, jak na przykład "czerwieniąc się jak cegła" - czy cegła się czerwieni? To wszystko złożyło się na to, iż niezbyt dobrze odebrałem książkę, co jednocześnie przełożyło się na równie ostrą ocenę. 

Jak już wspominałem, "Chłopaka, który zakradał się do mnie przez okno" stworzyła Kirsty Moseley, blogerka. W Polsce tę książkę wydało wydawnictwo Harper Collins. Powieść z piękną okładką wydana została w oprawie miękkiej bez skrzydełek. Okładka mnie urzekła i co do tego, to absolutnie nie mogę się przyczepić. Przekładem zajęła się Zuzanna Smreczyńska, a nieszczęsną osoba, która ukrywa się pod nickiem Hirondelles. Łączna ilość stron to 320, natomiast cena okładkowa to 34,99zł. Książka dostępna jest także w formie ebooka. 

Ostatecznie:  żałuję, że autorka napisała to tak, a nie inaczej. Co prawda napoczęła ważne tematy, takie jak przemoc w rodzinie i coś jeszcze (czego nie chcę ujawniać, bo byłby to wielki spojler), ale nie rozwinęła tego. Niektóre z naprawdę dobrych pomysłów zamiast kontynuować, to zdusiła je w zarodku, przez co powstał jej naprawdę niewysokich lotów romans. Porównywanie twórczości Moseley do Colleen Hoover czy Jennifer L. Armentrout jest naprawdę wielkim nieporozumieniem. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Harper Collins. 

Tytuł: „Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno"

Autor: Kirsty Moseley

Tłumacz: Zuzanna Smreczyńska

Wydawca: Harper Collins

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 320


ISBN:978-83-276-1937-2


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★☆☆☆☆*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  to od jednej do pięciu gwiazdek.

4 komentarze:

archer

książka czeka na półce na przeczytanie, jednak po Twojej recenzji nie znajduje się na miejscach priorytetowych... ale przeczytam by się utwierdzić w przekonaniu czy serio jest tak kiepska

Alicja Vyar Podkalicka

Przyglądam się i przyglądam, ale totalnie nie widzę nic ładnego w tej okładce. Jest bardzo typowa dla powieści o i dla nastolatek.

Iza Czyta

Każdy ma prawo do własnej opinii. Już kilka osób zachwycało się tą książką, a Ciebie nie przekonała. Może sięgnę po tą pozycję, jeśli ją zdobędę. Po Twojej recenzji wnioskuję, że to taki niewypał jak książka "Układ", którą wszyscy się zachwycają, a na mnie nie wywarła wielkiego wrażenia. Owszem autorka poruszyła ważne tematy( gwałt, przemoc w rodzinie), ale za dużo w tej książce scen erotycznych- nazwałam to Grey'em dla nastolatków;) Pozdrawiam i zapraszam do mnie: czytambozyje.blogspot.com

Insane

Czytam już którąś z kolei złą recenzję tej książki i dlatego ją sobie odpuszczam.

Powiedz, co o tym myślisz...