sobota, 23 kwietnia 2016

Muzyka i książki - czyli rozmowa z Magdą Skubisz!

Fot. Adam Jaremko
Jeszcze tu jesteście? Super! W poprzedniej części mieliście okazję 3przeczytać kilka refleksji Wroniego Admina, która pracuje w Wydawnictwie Jaguar (przeczytasz tutaj). Teraz przedstawiam Wam wywiad z osobą niezwykłą - Magdaleną Skubisz, muzykiem, autorką i nauczycielką, której najnowsza powieść, "Chałturnik", niedawno pojawiła się na księgarskich półkach. A co sama autorka ma do powiedzenia na temat pisania? I jaką rolę w jej życiu odgrywa muzyka?



Moje Bestsellery: Skąd czerpie Pani natchnienie do pisania?
Magda Skubisz: Stamtąd, skąd wszyscy artyści. Zewsząd : )

MB: Jak długo pracowała Pani nad „Chałturnikiem”?
MS: „Chałturnik” powstawał najdłużej ze wszystkich moich książek (przynajmniej na razie), bo prawie pięć lat. Złożyło się na to kilka powodów: po pierwsze, zmieniłam wydawnictwo i musiałam poczekać, aż wygaśnie umowa z poprzednim, po drugie, trochę się zapracowałam i pochłonęły mnie czynności związane z moim muzycznym życiem zawodowym. Pracowałam jako pełnoetatowy instruktor KO w jednostce wojskowej w Jarosławiu, w szkole muzycznej w Rzeszowie miałam kilkudziesięciu uczniów, a podczas weekendów jeździłam z zespołem po Polsce grać chałtury. Doszło do tego, że w domu przeważnie tylko nocowałam. W takich warunkach ciężko pisać książkę, potrzeby artystyczne zanikają albo zostają zredukowane do absolutnego minimum.>

MB: Jak to wygląda od kuchni – co zrobić po napisaniu książki?
MS: Plan działania jest prosty – po napisaniu książki wysyłamy ją do każdego możliwego wydawnictwa. To nic nie kosztuje, trzeba tylko uzbroić się w cierpliwość. Swoją pierwszą książkę wysłałam chyba do szesnastu wydawnictw, większość nie odpisała, trzy wykazały zainteresowanie, a w rezultacie wylądowałam w największej ówcześnie polskiej firmie, czyli w Prószyński i S-ka. Pamiętam, że na ostateczną decyzję kolegium redaktorskiego czekałam pół roku – po tym czasie początkujący autor przeważnie ma już galopującą nerwicę albo wrzody żołądka… Duże wydawnictwo to jednak nie tylko same plusy. Owszem, można załapać się na ogólnopolską promocję, ale z drugiej strony debiutujący autor bardzo mało zarabia (jeśli w ogóle), poza tym podpisuje umowę, która całkowicie uzależnia jego działania artystyczne od wydawcy.

MB: Kiedy zrodził się pomysł napisania "Chałturnika"?
MS: Praktycznie od początku mojej działalności muzycznej, czyli jakieś 20 lat temu :) W „Chałturniku” opisuję pracę muzyka od zaplecza. Jak to jest wyjść na scenę i zabawiać nietrzeźwe, spragnione wrażeń towarzystwo, jakie padają prośby, komplementy, przekleństwa i obelgi. Co się je, co pije, co gra i co śpiewa. Jak czuje się muzyk, kształcony kilkanaście lat – często na prestiżowej uczelni, gdzie na stu kandydatów przyjmują pięć osób – zmuszony do wykonywania discopolowych piosenek. Jak to wpływa na jego samopoczucie, jakich trików używa, żeby pozbyć się natrętnych bądź nieuprzejmych gości, jak sobie radzi ze stresem, niewyspaniem, z koniecznością bycia skoncentrowanym i uśmiechniętym w trakcie całonocnej imprezy. „Chałturnik” jest unikalny ze względu na swój autentyzm.

MB: Czym inspirowała się Pani, tworząc poszczególne postacie w książce?
MS: Jeśli chodzi o postacie muzyków, to przede wszystkim inspirowałam się swoimi znajomymi. Główni bohaterowie całej serii, czyli Master, Luśka, Burak i Ryba, to kompilacja cech moich dawnych szkolnych przyjaciół i kumpli :)


MB: Czy ma Pani szczególnych bohaterów literackich, którzy bardzo przypadli Pani do gustu?
MS: Całe mnóstwo. Nie każ mi ich przypadkiem wymieniać, bo się tutaj nie zmieszczą… : )

MB: Ma już Pani na swoim koncie kilka książek. Czy powstaje kolejna część cyklu?
MS: Tak – na razie w głowie. Zostawiłam zakończenie otwarte, więc następna część na pewno niedługo się pojawi. Mam do rozwiązania parę wątków, wymyśliłam kilka wersji fabuły. Poza tym moi bohaterowie nałogowo komplikują sobie życie i co rusz zaskakują mnie głupimi pomysłami – podejrzewam, że i tym razem mnie nie zawiodą.

MB: Egzaminy gimnazjalne za nami. Wielu młodych ludzi nie wie dokładnie, co ma dalej robić w życiu. Rodzice suszą głowę o studiach, a ich samych ciągnie do teatru czy do gry na gitarze. Jak się Pani wydaje, można połączyć karierę z duszą artysty? Jeśli tak, to w jaki sposób?
MS: Pewnie można, ale wymaga to akrobatycznych zdolności. Trafnie ujął to jeden z moich znajomych (świetny muzyk, który swego czasu jednego dnia obsługiwał zabawę w remizie, a drugiego grał na festiwalu w Opolu): albo gra się to, co lubi, dla pięciu osób i klepie biedę, albo gra się dla pięciu tysięcy, niekoniecznie to, co się chce, i zarabia pieniądze. Chyba każdy artysta, nie tylko muzyk, staje przed takim dylematem. Żeby być wiernym sobie trzeba uzbroić się w cierpliwość i wielką miłość do swojej twórczości. Nie poddawać się, mieć jasno nakreśloną wizję, co i jak chcemy robić, dokąd zmierzamy jako artyści i jakie są nasze priorytety. Jako nauczyciel emisji głosu mam do czynienia z wieloma zdolnymi ludźmi, ale zdaję sobie sprawę z tego, że tylko nieliczni będą w stanie zarobić głosem na utrzymanie. Niemniej jednak są takie przypadki; moi uczniowie – Arek Kłusowski (finalista „Voice of Poland”) i Kamil Bijoś (również uczestnik VOP, obecnie frontman Sound’n’Grace) – robią karierę, koncertują, nagrywają i mają z tego mnóstwo satysfakcji. Cieszę się, że mogłam przyłożyć rękę do ich sukcesu – to chyba najpiękniejsza radość jaką może odczuwać nauczyciel : )

MB: Jaki gatunek muzyki kocha Pani najbardziej? Ma pani ulubionego wokalistę?
MS: Uwielbiam jazz, funk, metal, dobry rock, muzykę klasyczną, folk i wiele, wiele innych. Nie jestem zagorzałym wyznawcą jednego, konkretnego gatunku muzyki. Wiem na pewno, jakiego nie lubię: disco polo :) Za prostackie teksty i utrzymane w podobnym stylu harmonię i aranżację. Mam sporo ukochanych wokalistów i wokalistek, zwłaszcza tych o nietypowej barwie głosu: Skin, Mary J. Blige, Ella Fitzgerald, Michael Kiske, Sting, Prince, Jamie Cullum, a z polskich Jorgos Skolias i Katarzyna Nosowska. Jestem również psychofanką coverowego zespołu Pentatonix, złożonego z samych wokalistów i beatboxera.

MB: Przy jakich piosenkach komponowała Pani swoją ostatnią książkę?
MS: Przy najnowszym albumie Dirty Loops. Uwielbiam ten zespół – gdyby nie wydali płyty, pewnie nie skończyłabym „Chałturnika”.

Serdecznie dziękuję pisarce za chęć odpowiedzenia na kilka moich pytań. Kończąc tę część nasunęło mi się pytanie: czy słuchacie muzyki podczas czytania? Do niektórych książek dodawane są nawet specjalne playlisty, które można słuchać w trakcie czytania!

A co w części trzeciej? Możecie oczekiwać listy kodów rabatowych na zakupy w dużych sieciach księgarskich i... może zgarniecie ode mnie patronackiego "Chałturnika"? Koniecznie zajrzyjcie na bloga o 16:00!

EDIT:
Część 3 jest już dostępna. SPRAWDŹ!

0 komentarze:

Powiedz, co o tym myślisz...