niedziela, 15 maja 2016

"Enklawa"


Majówka to czas odpoczynku i często... wzmożonego zaczytywania się wśród czytelników wszelkiej maści. Tak było i w moim przypadku, dzięki czemu w ciągu tych kilku dni wytchnienia znalazłem czas, by zabrać się za dwie lektury, które ostatecznie ukończyłem przed końcem długiego weekendu. Pierwszą z książek - "Anatomia uległości" - zrecenzowałem w poniedziałek, teraz czas na tę drugą, a chodzi mi o "Enklawę" czyli kolejny skandynawski kryminał, po którym miałem nie zmrużyć powiek. I co? Czy serio nie potrafiłem zasnąć?

Było sobie senne, małe miasteczko Vestmanna leżące na Wyspach Owczych. Jego ludność wynosiła niewiele, ponad 1000 mieszkańców, więc wszyscy się znali. Ludzie nie zamykali drzwi na klucz, bo sobie ufali. Nigdy nie doświadczyli czegoś takiego jak kradzież, włamanie, morderstwo, czy bijatyka. Policja zajmowała się jedynie przeganianiem owiec, które wpadały przypadkiem pod koła samochodów. Wśród Farerów byli też tacy, których lubiło się znacznie mniej od pozostałych sąsiadów. Jednym z outsaiderów był niejaki Hallbjorn Olsen, czyli były żołnierz, który nie radzi sobie z rzeczywistością po powrocie z wojny. Jego codzienność to praca - drobne naprawy, oraz picie taniego piwa w klubie, aż do momentu, kiedy urwie mu się film. I nie było w tym nic dziwnego, wielu mieszkańców wolało zapijać smutki, a ci młodsi natomiast pochłaniani byli przez wirtualny świat. Wszystko toczyło się zgodnie z planem, w sobotę Hall upił się w trupa, wstał w niedzielę o dwunastej. I naprawdę byłoby wszystko okay, gdyby nie okazało się, że w Vestmannie zaginęła młoda dziewczyna. Po wielogodzinnych poszukiwaniach nie będzie można odnaleźć ani dziewczyny, ani jej ciała. Wkrótce na miejsce przybywa młoda pani sierżant prosto z Kopenhagi. Niebawem okazuje się, że sprawa może mieć drugie dno, a brak pamięci Halla z pewnością mu w tym nie pomoże. Na światło dzienne wyjdą mroczne sekrety dotyczące miasteczka, których lepiej nie ujawniać.... Tymczasem w mediach wybucha wrzawa, która sugeruje, że na Wyspach grasuje seryjny morderca. Czy policjantka Ellegaard zdąży ugasić pożar, który dopiero zapłonie? Kto za tym wszystkim stoi i jaki ma w tym cel? Ostatecznie: czy wśród życzliwych dusz naprawdę można wszystkim zaufać?

Wybrałem "Enklawę" bo miała mieć niepowtarzalny klimat i mrożącą krew w żyłach historię. Niestety, trochę się przeliczyłem. Mimo, że napisano ją w dość dobrym stylu, to kryminał z tego żaden. Trupów i rozlanej krwi w środku jak na lekarstwo. Logmansbo bardzo dobrze wykreował ludzkie postacie, zajrzał do ich psychiki, świetnie opisał miejsce, w którym żyją. Za to dostaje ode mnie gwiazdki. Stworzył bowiem świetną powieść psychologiczną. W bardzo bezbolesny sposób przechodzimy do kolejnych rozdziałów i wraz z Hallem próbujemy dowiedzieć się, kto tak naprawdę za tym wszystkim stoi. Niestety, ostatnie rozdziały zostały napisane trochę "po macoszemu", a rozwiązanie całej intrygi okazuje się naprawdę mało wiarygodne, wręcz nie chcemy w nie uwierzyć. Inną sprawą jest fakt, że i ostateczne wyroki sądu są naprawdę niezbyt rzeczywiste co do reali, które obowiązują w Danii i na jej wyspach. Swoją drogą musicie bardzo uważać, by nie przeczytać ostatniej strony. Widząc na samym dole podpis autora, byłem pewien, że są to podziękowania. Oczywiście zaraz pożałowałem tego, że tam zajrzałem, bo nie były to podziękowania, a ostatnie słowa powieści. Słowa te, naprawdę zniszczą dalszą lekturę, bo wyjaśniają wszystkie wątki. Dlatego właśnie uważam, że nie tak powinno wyglądać zakończenie.

Powracając do postaci, to naprawdę zaczynamy je lubić. Hall jest samotnikiem uzależnionym od alkoholu, jednak swoimi trafnymi uwagami i zachowaniem szybko zdobył moją przychylność. To samo można powiedzieć o policjant Ellegaard, która choć udaje groźną, tak naprawdę jest po prostu kobietą, którą tak samo można zranić.

"Enklawa" wydana została 16 marca nakładem Wydawnictwa Dolnośląskiego, czyli marką Grupy Wydawniczej Publicat. Łączna ilość stron wynosi 400. Choć ja dostałem wersję przed ostateczną korektą, to nawet w tym wydaniu nie wykryłem błędów, więc myślę, że w wersji ostatecznej efekt pracy korekty będzie równie zadowalający. Na księgarnianych półkach znajdziemy te książkę w oprawie broszurowej, a okładką zajął się Mariusz Banachowicz, czyli ten sam grafik, który stworzył piękne okładki dla książek Remigiusz Mroza (seria o Chyłce i Zordonie oraz "Ekspozycję" i "Przewieszenie"). Cena detaliczna wynosi 35zł, chyba, że traficie na książkę w promocji. Warto wspomnieć, że matka Løgmansbø jest polką, a sam autor biegle posługuje się językiem polskim i "Enklawa" po raz pierwszy wydana została w języku polskim i napisana przez samego autora!

Ostatecznie: Tak jak mówiłem, jeśli uznalibyśmy, że jest to powieść psychologiczny, to z pewnością dostałaby przynajmniej gwiazdkę wyżej. Jednak jako kryminał zasługuje na te mocne trzy gwiazdeczki. Mimo wszystko, książka bardzo mi się podobała i z  pewnością, jeśli coś jeszcze napisze, to sięgnę po inne powieści tego autora.

Edycja: recenzja napisana 3 maja 2016 roku, opublikowana w sieci15 maja 2016 roku.

Edycja [5 marzec 2017] - parę  godzin temu na antenie stacji TVN opublikowano informację dotyczącą autora farerskiej serii. Jak się okazuje Ove Løgmansbø to pseudonim artystyczny Remigiusza Mroza - bardzo poczytnego polskiego autora kryminałów.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat.

Tytuł: "Enklawa"

Autor: Ove
Løgmansbø

Tłumacz:--
 
Wydawca: Wydawnictwo Dolnośląskie (Grupa Wydawnicza Publicat)

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 399 [3]


ISBN: 978-83-271-5459-0


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★★☆☆*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  to od jednej do pięciu gwiazdek.


2 komentarze:

włóczykijka

dużo o tej książce słyszałam i mam mieszane uczucia.ale byłabym chyba skłonna zaryzykować i ją przeczytać...to raczej moje klimaty :)
pozdrawiam!
włóczykijka z książki,czytadła i inne dziwadła...

Agnes

Żaden z tego kryminał. Ale realia życia na takiej wyspie dobrze oddane.

Powiedz, co o tym myślisz...