poniedziałek, 27 czerwca 2016

"Calder. Narodziny odwagi"

Lato to czas niecierpliwie wyczekiwany przez wszystkich uczniów, urlopowiczów i właścicieli lodziarni. Muszę przyznać, ze ja także bardzo lubię ten okres, bo właśnie podczas wakacji znajduje się najwięcej czasu na to, by czytać książki. Dlatego też nie tracąc ani dnia dłużej i już wczoraj zabrałem się za czytanie książki napisanej przez znaną autorkę, Mię Sheridan. "Calder. Narodziny odwagi", jak polecała mi dobra znajoma, miała być powieścią cudowną i niepowtarzalną. W każdym bądź razie, liczyłem na to, że bardzo mi się spodoba. I co?


Istnieje sobie pewne miejsce w Stanach Zjednoczonych, w stanie Arizona. Ludzie żyją tam szczęśliwie, są małą wioską, która całkowicie odizolowała się od zewnętrznego świata. Nie mają elektryczności i żyją tylko z tego, co dała im natura. Jedynie w głównej siedzibie jest prąd, a Rada, która w niej mieszka, ma dostęp do świata zewnętrznego. Przewodniczącym tej grupy jest Hector, który jak sam zapewnia, ma kontakt z bogami. Nie jednym, a kilkoma. Raz na jakiś czas cała wioska spotyka się w świątyni, gdzie odprawiane są obrzędy, a kapłanem jest przewodniczący sekty. Często także potrzebna jest święta woda, którą do chrzcielnicy ze źródła dostarcza posłaniec wody. Jak można się domyśleć, odpowiedzialny za tę funkcje jest tytułowy Calder. Chłopak posłuszny jest rodzicom, działa na rzecz społeczeństwa i pragnie znaleźć się w Radzie. Ślepo wierzy w  to, co mówi przywódca sekty i biblia przez niego napisana. Po jednej z pielgrzymek, Hector przywozi do wioski Eden. Drobną dziewczynkę, która podobno ma być kobietą z przepowiedni. To ją wybrali bogowie, to Eden ma poślubić Hectora i to Eden ma poprowadzić wyznawców sekty do Elizjum, raju, w którym znaleźć się mają,  kiedy nadejdzie wielka powódź.
Dwoje młodych ludzi od razu wpada sobie w oko. Nikt nie spodziewa się jednak, że przypadkowe zauroczenie może przemienić się w wielką miłość. Jednak czy zwykły, osiemnastoletni robotnik może kochać siedemnastoletnią boginię? Co będzie gotowy zrobić przywódca sekty, by ich miłość nawet nie rozwinęła się w zalążku? Czy prawdziwe uczucie można pokonać? Ostatecznie: czy miłość silniejsza jest od śmierci?

Na samym początku do książki podszedłem z wielką rezerwą. Okładka średnio mnie zachwyciła, po pierwszych kilku stronach pomyślałem nawet, że wkopałem się w czytanie książki z pogranicza romansu i fantasy. Ale gdy odrzuciłem na bok wszelkie moje obawy i po prostu pozwoliłem książce, by mnie ze sobą zabrała, okazało się, że jest to naprawdę fantastyczna lektura. Napisana jako romans, w bardzo przystępnej formie, a jednak przypomina nam o sprawach, o których istnieniu wiemy, jednak często nie chcemy o nich pamiętać. Świetnym przykładem jest tutaj właśnie ta sekta. Sheridan ukazuje, że mimo tego, iż każdy z członków sekty mógł samemu podejmować decyzje o swoim życiu, to praktycznie wszyscy zaślepieni byli tym, co mówił ich przywódca. Pokazuje jak niewiele trzeba, by nami wszystkimi manipulować, jak nie wiele wystarczy, by zniszczyć życie swoje i wielu innym osobom. Nie musi się to koniecznie odnosić w kwestii sekty, ale ogólnie polityki, religii, telewizji. Codziennie jesteśmy okłamywani, czasem zdajemy sobie z tego sprawę, a czasem nie. Nie robimy jednak nic, by to zmienić. Wybieramy ciągle te same władze, popełniamy te same błędy. Boimy się zmian. 
I tak, jest to historia o miłości. Ale nie historia przesłodzona, z idealnymi bohaterami. Jest to opowieść o odwadze i sile, o tym, czego możemy dokonać, jeśli tylko kogoś kochamy. Autorka nie boi się mówić odważnie o sprawach, które często są przemilczane. Opowiada o tym, co zachodzi w życiu głównych bohaterów. Nie tylko duchowo, ale także i fizycznie. Niezmiernie cieszę się, że mogłem przeczytać tę książkę, bo choć nie jest to typowy wyciskacz łez, to z pewnością zasługuje na uwagę. 

"Calder" w Polsce wyszedł całkiem niedawno, choć musieliśmy czekać na niego aż dwa lata. Na półkach księgarni znajdziecie tę książkę z logo Septem, jest to marka grupy Helion SA. Tłumaczeniem zajęła się Petra Carpenter. Nic niestety nie wiadomo mi na temat korekty czy redakcji, choć tu mam pewne zastrzeżenia. Czasem pojawiały się bowiem literówki, a jedna z bohaterek raz nazywała się Maya, a innym razem Maja. Na przyszłość warto lepiej przyjrzeć się tekstowi i przy ewentualnym dodruku usunąć błędy.
Powieść łącznie posiada 373 strony, a jej okładka jest broszurowa ze skrzydełkami. Cena detaliczna wynosi 39,90. Dostępny jest także ebook, a już niebawem w księgarniach pojawi się druga cześć - "Eden. Nowy początek.".

Ostatecznie: mam nadzieję, że powyższa notka wystarczy, byście nabrali przekonania do tej powieści. Oczywiście, ostateczną ocenę każdy musi zrobić sam, gdy już przeczyta, jednak mi się naprawdę podobało, choć początki były ciężkie. 

-Ty jesteś kwiatem, a my chwastami.Możesz być tylko jednym albo drugim. [...]
I gdy już-już miała zawrócić, niewiele myśląc, palnąłem: -To nie prawda.[...] - Słyszałaś o powoju, który nazywamy blaskiem poranka? [...] - Uniosła brew i zagryzła wargę, przecząco kręcąc głową. [...]
-Ten powój to piękny kwiat, bardzo delikatny. Błękitny, tak jak twoje oczy - zawiesiłem głos i znów się uśmiechnąłem. - Ale wiesz, co jest w nim niezwykłego?  - nachyliłem się, a Eden z błyszczącymi z ciekawości oczami też przysunęła się bliżej. - Sekret powoju jest taki, że jeśli mu pozwolisz, rozpleni się na wszystkich twoich uprawach, bo nie jest tylko kwiatem. To także chwast, bardzo zaborczy. Silniejszy, niż się wydaje. 
"Narodziny odwagi. Calder", Mia Sheridan [Helion SA, Gliwice 2016] 
Za egzemplarz recenzencki dziękuję grupie Helion SA, właścicielowi marek Septem i Editio. 

Tytuł: "Calder. Narodziny Odwagi"

Autor: Mia Sheridan


Tłumacz: Petra Carpenter
 
Wydawca: Helion SA [Septem]

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 373 [5]


ISBN: 978-83-283-2027-7


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★★★☆*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  to od jednej do pięciu gwiazdek.

0 komentarze:

Powiedz, co o tym myślisz...