niedziela, 4 września 2016

"Immunitet"

No i się nie wyrobiłem! Czas tak szybko płynie, że nawet się nie obejrzałem, a za mną już początek astronomicznej jesieni. W tym tygodniu premierę miała czwarta część z serii o Chyłce i Zordonie Remigiusza Mroza. Książkę przeczytałem dość szybko, jednak natłok spraw ważnych i ważniejszych sprawił, że mimo wielkich chęci, nie dałem rady skleić niczego sensownego do dnia premiery. Postanowiłem poprawę i voilà! Odpokutowuję. Dobra, nie przedłużając więcej: jak było? 



 Mecenas Joanna Chyłka powraca do kancelarii Żelaznego & McVaya. Choć teraz zaczyna piastować stanowisko imiennego partnera, to nie jest to wcale powrót w wielkim stylu. Właściwie, to nie mogło być gorzej. Prawniczka postanowiła oblać swój awans, świętowanie zakończyło się na szpitalnym oddziale. Teraz, oprócz spalonych mostów pośród warszawskiej palestry, na stałe przypisano jej łatkę alkoholiczki. A przecież, jak sama uważa, wcale nią nie była... Wkrótce do jej sali trafia Sebastian Sendal.  Niespodziewany gość okazuje się dawnym kolegą ze studiów, a teraz - najmłodszym członkiem Trybunału Konstytucyjnego. Taka wizyta po latach może oznaczać tylko jedno: kłopoty. Sendalowi postawiane zostają zarzuty morderstwa. Wszelkie dowody zdają się działać na niekorzyść sędziego, ten jednak upiera się, że nawet nie mógłby tego zrobić, bo w dniu zabójstwa przebywał w innym mieście. Poza tym ma świadków, którzy to potwierdzą. Jednak nawet zeznania mogą być niewiele warte przy innych dowodach z miejsca zdarzenia. Nikt o zdrowych zmysłach nie podjąłby się reprezentowania sędziego, nikt oprócz Joanny.
W tym samym czasie Kordian próbuje zrehabilitować się w oczach byłej patronki. Zaczyna pomagać przy nowej sprawie, która wbrew pozorom, ma bardzo wiele pytajników, a mało odpowiedzi. Na dodatek postępowaniem zaczynają interesować się osoby, które dotąd znane były jedynie ze sceny politycznej. Niebawem w śledztwie zaczynają ginąć ważne dowody rzeczowe, obrońcy otrzymują pogróżki od anonimowego nadawcy, a samą Chyłkę zaczną nękać... duchy przeszłości. Będzie musiała uporać się z tym wszystkim. Tylko czy da radę, jednocześnie nie wychylając zbyt często kieliszka? Co ukrywa ich klient? Dlaczego ktoś tak bardzo chce zaszkodzić Sendalowi? 

Sami dobrze wiecie, jak to bywa przy seriach. Im dalej w las, tym często jest gorzej. Zabierając się za "Immunitet", właściwie nie wiedziałem, czego mam się spodziewać. Bałem się trochę, że fabuła będzie naciągana jak guma w majtkach. Z drugiej zaś strony strasznie wyczekiwałem tej książki, bo prawniczy świat Chyłki i Zordona potrafi naprawdę wciągnąć bez reszty. Po pierwszych stronach od razu poznałem, że jednak warto było wziąć kolejne dzieło Mroza. Jak się później okazało, ta część była dość specyficzna. Różniła się tym od pozostałych, że Mróz postanowił pokazać inną twarz Chyłki. Tak jak dotąd prawniczka była dość niedostępna, odkrywała tylko nic nieznaczące skrawki, tak teraz autor zrzuca dość dużą... bombę. Opowiedziane zostają mroczne sekrety, które bohaterka strzegła przez trzy książki. Oprócz tego jak zwykle porywa nas akcja, cieszę się, że "Immunitet" nie podzielił passy "W cieniu prawa", które jak wiem, nie wszystkim się podobało. W tym wypadku zapewniam, że chociaż mimo kilku zgrzytów, jest naprawdę całkiem przyzwoicie. Intryga nie przywodzi już na myśl hollywoodzkiego filmu akcji, jest realistycznie, co bardzo mi się spodobało. Zaczynamy się zastanawiać, czy prawo jest naprawdę dobrze skonstruowane. Czy aż nadto nas nie ogranicza? Co człowiekowi wolno, a kiedy już przekracza niebezpieczną, cienką granicę?
To samo muszę powiedzieć w stosunku do autora - teraz naprawdę się udało, ale trzeba pamiętać, że cienka granica, na której balansował, możliwe tylko tym razem wytrzymała. Ale czy nie rozciągnie się jak wymieniona wyżej guma u majtek w przyszłych tomach? Dlatego zadaję sobie to pytanie, gdyż zakończenie... Było mocne, ale może bardzo zmienić następny tom i zrobić całkiem nową Chyłkę. A chyba nie chcielibyśmy, by ta seria stała się "Modą na sukces", prawda? 

Początkowo niezbyt podobała mi się okładka tego tomu. O ile czerwień była okay, o tyle ta gazeta bardzo raziła mnie w oczy. Kiedy dostałem książkę do ręki okazało się, że gazeta wcale tak bardzo nie dominuje i jest całkiem nieźle. Ważne, że tonacja jest dość spójna z resztą serii i razem wyglądają ładnie. Redaktor prowadzącą była Monika Długa, korektą zajęła się Magdalena Owczarek. Powieść wydrukowano w drukarni Lega. Może to tylko w moim egzemplarzu, ale na niektórych stronach czcionka okazała się bardziej "pogrubiona" od reszty. Widoczne jest, że to nie wina złego składu książki, a po prostu różnych drukarek, które drukowały z nieznaczną różnicą. Powieść łącznie posiada 650 stron. Cena detaliczna wynosi skandalicznie niską kwotę, jaką jest 36,90zł. 

Ostatecznie: bardzo mi się podobało. Było dość realistycznie i z w miarę dość aktualnym tematem. Oczywiście zawodowi prawnicy od razu wyłapią nieścisłości, jednak ja, jako szary człowiek, który liczy na dużą dawkę rozrywki z czytania, jestem zadowolony, a Zordon w todze to już przecież wręcz kultowa postać fikcyjnych aplikantów. ;-) 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona (grupa Wydawnictwa Poznańskiego). 

Tytuł: "Immunitet"

Autor: Remigiusz Mróż


Tłumacz: -
 
Wydawca: Czwarta Strona

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 645 [5]


ISBN: 978-83-7976-510-2


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★★★☆*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  to od jednej do pięciu gwiazdek.

1 komentarze:

Dominika Br

Mnie się ta część podobała chyba najbardziej, może dlatego, że tyle tu elementów obyczajowych ;)

Powiedz, co o tym myślisz...