niedziela, 27 listopada 2016

"Miecz Herobrine'a"

Niedawno, stojąc przy regałach bestsellerów w jednej z sieci księgarń, zastanawiałem się, jak to możliwe, by książki, które większą część swojej fabuły poświęcają grom komputerowym i są strasznie odtwórcze, pojawiały się w "topkach" księgarń, a ich półki uginały się od natłoku poradników i innych podobnych dzieł. Nie przypuszczałbym, że dałbym się nakłonić na przeczytanie podobnej książki. A jednak dziś recenzuję "Miecz Herbrine'a" - dlaczego podjąłem taką decyzję? I czy faktycznie diabeł taki straszny, jak go malują?

W "Mieczu" poznajemy historię rodzeństwa: piętnastoletniego Artura i jego o rok młodszej siostry - Mallu. Choć różnica wieku między nimi jest naprawdę niewielka, to różnica ich charakterów jest już ogromna. Dla przykładu, Artur nie znosi grać w gry komputerowe a Mallu wręcz przeciwnie. Dziewczynka najbardziej lubi "Minecrafta", przy którym może grać praktycznie cały dzień. Jej brat nie podziela entuzjazmu siostry - uważa, że fabuła gry nie ma większego sensu, a jej grafika jest beznadziejna.
Wkrótce rodzeństwo odnajduje we własnym domu dziwną, starą dyskietkę. Już na samym początku coś im nie pasuje - kto jeszcze używa dyskietek?! W głowach pojawia im się czerwony alarm, jednak ignorują go, a ciekawość przezwycięża. Po uruchomieniu jej na komputerze, sprzęt zaczyna szaleć, na ekranie pojawiają się rzędy cyfr, a oni sami... zostają wciągnięci do komputerowego świata. I to nie byle jakiego, bo do świata Overworldu, którego Mallu zna bardzo dobrze, gdyż jest to świat z gry... "Minecraft"! 
Po początkowym niedowierzaniu, dzieciaki będą musiały szybko nauczyć się przetrwania w świecie, w którym wszystko składa się z kwadratowych bloków. Co gorsze, wkroczyli do świata, którego poziom trudności z pewnością nie jest ustawiony na pokojowy. Na dodatek dowiadują się, że ich przybycie nie jest przypadkowe - zwiastowane było od dawna w przepowiedniach. To Artur i Mallu mają uratować Overworld od zagłady, jaką ma być powrót z podziemi dawnego, wygnanego władcę Overworldu. By ocalić świat, muszą odnaleźć mistyczną broń - tytułowy Miecz Herobrine'a. Jednak artefakt jednocześnie szukać będzie obecny władca - Czerwony Król, który wykorzystać go chce do mrocznych celów.
Na szczęście w misji pomogą im nowo poznani, wirtualni przyjaciele. Niestety, Czerwony Król posunie się do wszystkiego, by tylko nie dopuścić do wypełnienia misji rodzeństwa. 
Czy uda się uratować ten wirtualny świat? Jaką cenę będą musieli zapłacić jego mieszkańcy za wypełnienie proroctwa? I czy dzieciakom kiedykolwiek uda się wrócić do ich prawdziwego, realnego świata?
 
Biorąc "Miecz Herobrine'a" nie byłem do końca przekonany do tej książki. Zdecydowałem się dopiero po wielu namowach. Ostatecznie pomyślałem, że skoro opis jest dość okej, to może i sama treść też taka będzie. Jakie było moje rozczarowanie, kiedy okazało się, że po pierwszych rozdziałach nie mogę przejść dalej. Nie wiem, może to dlatego, że nie gram w gry, a w "Minecrafta" nigdy nie było mi dane zagrać. Zawiodłem się na treści, to z pewnością. Jak każda książka, tak i ta ma swój styl. Autor stosuje nomenklaturę, z którą z pewnością poradzą sobie gracze. Jednak mnie, jako całkowitego żółtodzioba, czytelnika z przypadku, książka nie spodobała się tak, jak powinna. Każdy rozdział, który liczył po kilka stron, ciągnął mi się niemiłosiernie długo. Fabuła książki Jima była dość schematyczna, a akcja cały czas się zapętlała. Niestety, bohaterowie, podobnie jak w grze, działali bez większych efektów. "Coś robili" to najtrafniejsze określenie. Coś tam robili, coś się tam działo. Nie miało jednak to większego sensu, gdyż w świecie pełnym niebezpieczeństwa los cały czas uśmiechał się do Mallu i Artura, a sam koniec książki... był dość niejasny i na swój sposób zdumiewający, choć niekoniecznie w tym pozytywnym znaczeniu.
Myślę jednak, że choć mnie niekoniecznie uwiódł ten tytuł, to może spodoba się chłopcom, którzy w tę grę grają. Z pewnością niektórzy z nich sięgną po ten tytuł, by przeczytać coś, w co mogli zagrać przed paroma minutami. Może nawet niektórzy dostaną ją w mikołajki lub na gwiazdkę? Tym bardziej, że autor ma zamiar pisać kontynuację, która może okaże się bardziej udana niż część pierwsza? :-) 

Jak widać, książek o podobnej
tematyce, nie brakuje!
Książkę Jima wydana została przez Wydawnictwo Pascal. Jednym z jej patronów okazał się sklep cdp.pl, który udostępnił mi egzemplarz recenzyjny. Co ciekawe, "Miecz" po raz pierwszy nie ukazała się w Stanach, jak to zwykle bywa, a w Brazylii. Jednak powieść z języka angielskiego przełożyła Tamara Woińska. Korektą zajęła się Agnieszka Płoskonka. Zarówno opracowaniem graficznym, jak i redakcją zajęły się zewnętrzne firmy na zlecenie wydawcy. 
"Miecz" wydano w podobnej do oryginalnej okładce. Oprawa jest miękka, bez skrzydełek, a papier użyty w książce to siedemdziesiątka Creamy. Jest to też  dość mała książeczka, bo liczy zaledwie 250 stron dużym drukiem. Cena detaliczna wynosi 32,90, chyba że... kupiliście ją taniej podczas ostatniego black friday lub wygracie ją w moim konkursie!

Chociaż mnie "Miecz Herobrine'a" nie zadowolił, to może komuś innemu się spodoba. I choć moja recenzja nie jest zbyt pozytywna, to, nie uwierzylibyście, wśród moich "grających" znajomych ustawiła się już kolejka, by ten tytuł ode mnie pożyczyć. No cóż, może po prostu każdy sposób jest dobry, by zachęcać do czytania? Nawet pisząc książki o grze? :-)  

Za egzemplarz recenzencki dziękuję sklepowi CDP.pl. 

Tytuł: "Miecz Herobrine'a"

Autor: Jim Anotsu


Tłumacz: Tamara Woińska
 
Wydawca: Wydawnictwo Pascal

Rok wydania: 2016


Liczba stron: 254 [4]


ISBN: 978-83-7642-873-4


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★☆☆☆*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  to od jednej do pięciu gwiazdek.

0 komentarze:

Powiedz, co o tym myślisz...