piątek, 30 grudnia 2016

"12 dni świąt Dasha i Lily"

Święta, święta i po świętach! I co teraz? Zakupowy szał przed Sylwestrem! W tych ostatnich dniach starego roku postanowiłem przeczytać jeszcze jedną, świąteczną opowieść - tym razem skierowaną bezpośrednio do młodzieży. "12 dni świąt Dasha i Lily", bo o niej mówimy, to kolejna część bożonarodzeniowych przygód autorstwa Davida Levithana i Rachel Cohn. Jak spisała się w porównaniu do pierwszego tom - "Dzienniku wyzwań Dasha i Lily"?

W najnowszej powieści akcja dzieje się rok po wydarzeniach z poprzedniego tomu, co oznacza, że jest to dokładnie pierwsza rocznica związku Dasha i Lily. W ciągu tego czasu w życiu tych zakochanych nastolatków wiele się zmieniło - oprócz tego, że dowiedzieli się, iż miłość to nie tylko miłe chwile w przytulnej kawiarni, ale także nieporozumienia i sprzeczki, to życie zaserwowało Lily niezłego kopniaka w tyłek. Jej dziadek strasznie podupadł na zdrowiu, a rodzice, którzy najwięcej wolnego czasu poświęcają pracy, zaczynają się coraz częściej kłócić, co niepokoi dziewczynę. Wszystko to sprawia, że Lily zaczyna mniej angażować się w swój własny związek i wpada w swego rodzaju depresję. Dash jednak nie chce utracić ukochanej i postanawia o nią zawalczyć. Jednak do świąt pozostało zaledwie dwanaście dnia, a to przecież uwielbiany przez Lily czas...
Chłopak decyduje się zaangażować przyjaciół i rodzinę, by sprawić, żeby te święta były dla jego dziewczyny wyjątkowe i bardzo udane. A do tego między innymi będzie mu mógł posłużyć znany już nam z poprzedniej części... czerwony Moleskine.
Jak potoczą się ich losy? Czy Lily mimo ciężkiego roku będzie w stanie cieszyć się z Gwiazdki? I czy osławiony notes ponownie ich ze sobą połączy?

Miałem nadzieję, że najnowsza powieść Levithana i Cohn pod wieloma względami okaże się lepsza niż poprzednie. Niestety, nieco się zawiodłem, gdyż wcale nie jest lepiej niż w pierwszym tomie, ale także okazuje się, że może być gorzej - i to nie tylko pod względem fabularnym. Pisząc tę recenzję, mam pewne trudności z samym opisem książki, gdyż wydaje mi się, że to co zawarłem w moim krótkim opisie, to tak naprawdę przeważająca część fabuły. Jeśli liczycie na coś zupełnie nowego - nie ta droga, autorzy tym razem serwują nam odgrzewanego kotleta. Ale nie tylko schematyczność i przewidywalność jest minusem tej powieści. Na moją ocenę składa się bowiem także dość nieporadna charakterystyka bohaterów. O ile była ona do zaakceptowania przy pierwszej części przygód Dasha i Lily, o tyle przy tym tomie postaci Lily nie mogłem znieść. Główną bohaterkę przedstawiono jako dość irytującą, egocentryczną dziewczynkę z dość bogatego domu. Swoim zachowaniem nieustannie denerwowała i przyprawiała o zawrót głowy, a jednak Cohn ukazuje bohaterkę jako tę poszkodowaną, chyba nie o to chodziło? Bo kto powiedział, że w życiu będzie łatwo? Oczywiście, prócz niesfornej księżniczki na ziarnku grochu, mamy także księcia na białym koniu - w tym wypadku Dasha, który przez praktycznie cały czas biega za swoja dziewczyną niczym zmęczony pies z wiszącym językiem. Prawdziwa baśń. 
Co by jednak nie mówić, historia ta jest typowym młodzieżowym romansikiem, a jej świąteczny klimat sprawia, że na chwilę możemy zapomnieć o pełnym deszczu krajobrazie za oknem i przenieść się do nieco bardziej bożonarodzeniowego klimatu - pełnego świecących ozdób na domach i ogromnej choinki na Rockefeller Center. Prosty język autorów oraz komizm sytuacyjny sprawiają, że mimo wszystko książkę (w przeważających momentach) czyta się dość przyjemnie. Główna tutaj zasługa Davida Levithana, którego śmieszne gagi Bumera (choć często dość infantylne) potrafiły rozbawić do łez. W pewnej chwili chichotałem do książki jakbym postradał zmysły, no cóż, domownicy już chyba przywykli. ;-)

Podobnie jak poprzednią część, tak i tą wydało Wydawnictwo Bukowy Las. Jeśli przyjrzycie się dokładnie okładce, to zauważycie, że "12 dni.." wyszło w serii MYŚLNIK (wśród książek z tej serii m.in. powieści autorstwa Johna Greena). Przekładem z języka angielskiego zajęła się Dobromiła Jankowska, natomiast redakcją Olga Gitkiewicz. I widoczna jest tutaj ręka pani Gitkiewicz, gdyż podobnie, jak w poprzedniej części, tak i w tej, wszelkie wulgaryzmy były... cenzurowane! Tak, takie rzeczy się jeszcze zdarzają. Dla przykładu, podam Wam fragment recenzowanego tytułu - "K...a! - wrzasnęłam. [...] - K...a, k...a, k...a!" (pisownia oryginalna). Nie wiem, jakim kryterium stosuje się tutaj wydawca, ale jaką mam pewność, że innych fragmentów także nie cenzurowano? Czy wolno to robić przy przekleństwach - to kwestia sporna, moim zdaniem jednak powinno się pozostać przy oryginalnym przekładzie. A Wy co na ten temat sądzicie?
Powieść ta oprawiona jest w okładkę miękką ze skrzydełkami, projektem okładki zajęła się po raz kolejny Sylwia Szyrszeń i, co trzeba przyznać, wyszło jej to zdecydowanie lepiej niż grafikom zza oceanu. Książka liczy zaledwie 248 stron, a jej cena detaliczna to 31,90zł.

Czy polecam? Napisać jednoznaczną opinię tej książki jest naprawdę ciężko. Mówiąc kolokwialnie, ujdzie w tłumie. "12 dni świąt..." z pewnością nie jest powieścią wybitną ani nietuzinkową, więc z pewnością nie pozostanie na dłużej w pamięci czytelników, a niektórych może naprawdę poważnie rozczarować. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Bukowy Las. 

Tytuł: "12 dni świąt Dasha i Lily"

Autor: David Levithan oraz Rachel Cohn


Tłumacz: Dobromiła Jankowska
 
Wydawca: Wydawnictwo Bukowy Las

Rok wydania: 2016


Liczba stron: 247 [3]


ISBN: 978-83-8074-056-3


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★★☆☆*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  to od jednej do pięciu gwiazdek.

PS. Podobało Wam się? Jeśli tak, koniecznie napiszcie, co sądzicie w komentarzach! Jeśli nie - też wyraźcie swoje zdanie!
Jak widzicie, właśnie testuję nowy system komentarzy Disqus, więc Wasze przemyślenia są teraz dla mnie jeszcze bardziej cenne. :)

0 komentarze:

Powiedz, co o tym myślisz...