sobota, 11 marca 2017

PRZEDPREMIEROWO: "Prom"

Można śmiało powiedzieć, że ubiegła niedziela i pierwsze dni mijającego tygodnia zdecydowanie należały do Remigiusza Mroza. Jak się bowiem okazuje, młody polski autor, piszący głównie kryminały oraz thrillery prawnicze, od roku wydaje także pod pseudonimem literackim. Jak można się domyśleć, recenzowany dziś "Prom" – trzecia część trylogii rozgrywającej się na Wyspach Owczych autorstwa Ove Løgmansbø, to tak naprawdę kolejna powieść Mroza. Oceniajmy jednak Løgmansbø, a nie całą twórczość autora serii o Joannie Chyłce. Jak więc ten tom ma się w stosunku do poprzednich części?

Wydaję się, że wszystko powoli zaczyna wracać do normalności. Mieszkańcy wysp nie żyją już w obawie, iż po ich ulicach grasuje seryjny morderca. Hallbjørn Olsen też zaczyna odbudowywać  swoją opinię w oczach mieszkańców. Ale zdanie na jego temat innych ludzi najmniej Halla obchodzi. Mężczyzna chce zacząć wszystko od nowa – z Katrine Ellegaard, byłą funkcjonariuszką duńskiej policji u boku, oraz nastoletnią córką, Ann-Mari. W tym samym czasie na wodach pomiędzy Farojami zaczyna funkcjonować nowa duńska firma żeglugowa. Katrine bierze udział w pierwszym, dziewiczym rejsie linii, który dopłynąć ma z Danii na Wyspy. Wkrótce jednak na promie dochodzi do serii alarmów, a przejścia pomiędzy pokładami zostają zablokowane. Wraz Jóhanem Bærentsenem, przyjacielem Hallbjørna, jako jedni z pierwszych odkrywają, dlaczego statek się zatrzymał, a załoga o niczym nie informuje pasażerów.
W tym samym czasie Olsen na wyspie wyczekuje Katrine. Kiedy dowiaduje się, że statek z nieznanych przyczyn zatrzymał się na wodach, w miejscu, gdzie nie było żadnego zasięgu telefonii komórkowych, w głowie zaczynają się mu pojawiać czarne myśli. Wkrótce przypuszczenia się potwierdzają. Okazuje się, że prom został uprowadzony. Gdy terroryści wreszcie wysyłają swoje żądania, mężczyzna przekonuje się, że zamachowcy to nie amatorzy. A porwanie promu to dopiero preludium większej akcji. W momencie gdy służby rozkładają ręce, Farer postanawia nie tracić czasu i samemu ratować ukochaną. Jednak nie zdaje sobie sprawy, jakie przyczyny może spowodować jego prywatna misja.

Farerska seria Løgmansbø od początku wzbudzała kontrowersję. I nie tylko dlatego, że graficznie utrzymywana była w stylu podobnym do tego, jaki widać na okładkach kryminałów Jo Nesbø. Wielu recenzentów zarzucało autorowi, że jego kryminały to po prostu nie są... kryminały. I chyba faktycznie tak było, bowiem to właśnie relacje międzyludzkie w homogenicznych wyspach odgrywały najważniejszą rolę. A kiedy już odkryłem, że ani "Enklawa", ani "Połów", krwi w żyłach nie mrożą, a są jedynie powieściami psychologicznymi z kryminalnym wątkiem, to czegoś w podobnym stylu oczekiwałem też po "Promie". Tymczasem tutaj niespodzianka! Autor porzuca pomysł psychologicznego podejścia na rzecz pędzącej akcji, podczas której trupy ścielą się gęsto. Czy wychodzi to powieści na dobre? Zdecydowanie nie! Jak się bowiem okazuje, mimo że teraz może i niektórym czytelnikom serce bić zacznie nieco szybciej, to tak naprawdę sama zagadka nie jest już ciekawa, a treść zdecydowanie uboższą. Nie wspominając o tym, że pisarz wykłada praktycznie wszystkie karty na stół już w połowie książki.  Otrzymujemy za to fabułę rodem z tanich hollywoodzkich filmów akcji. A to jeszcze nic w porównaniu z tym, jaką metamorfozę otrzymują główni bohaterowie. Katrine Ellegard zaczyna przemieszczać się po zablokowanych pokładach promu ze zwinnością niczym Spiderman, Hallbjørn natomiast jest strasznie inteligenty, przebiegły i... ekonomiczny. Potrafi bowiem przepłynąć pół kontynentu na niepełnym baku (nie)swojej łajby! Oprócz tego często zachowuje się irracjonalnie przez połowę książki, na szczęście brak logiki w jego rozumowaniu nadrabia siłą i odwagą, rodem ze wzorców średniowiecznego rycerza. Jeśli jesteśmy już przy średniowieczu to warto wspomnieć, że umierające postacie prawdopodobnie przed śmiercią naczytały się za dużo o ars moriendi – sztuce pięknego umierania, gdyż konając potrafią jeszcze zrobić rachunek sumienia, przegrzebać szafkę nocną, zapisać ostatnie wiadomości, a także psioczyć na owady w pokoju. No cóż, jak umrzeć, to z godnością i poczuciem, że życie było wspaniałe.  
Plus jest jednak taki, że książkę czytało mi się zdecydowanie szybciej niż poprzednie dwa tomy. Zarówno przy "Enklawie", jak i przy "Promie" nie szło tak gładko, myślę, że autor chciał stać się bardziej skandynawski, niż był w rzeczywistości. Bo jednak trochę szkoda, że z pisarza taki sam Farer jak i ze mnie.

Ten tom, zarówno jak dwa poprzednie, wydany został przez grupę Publicat pod znakiem Wydawnictwa Dolnośląskiego. Za redakcję odpowiada Iwona Gawryś, a projekt okładki stworzył po raz kolejny Mariusz Banachowicz. Myślę, że książki Løgmansbø do tej pory były dość niszowe, jednak po rewelacjach z ubiegłego tygodnia sprzedaż z pewnością zdecydowanie wzrosła. Nie mnie oceniać słuszność użycia pseudonimu, aczkolwiek jestem zaskoczony, że nie dałem rady znaleźć podobieństw. No cóż, ja nie mam przyjaciół na Wyspach i nieścisłości nie udało mi się wyłapać, w przeciwieństwie do drugiej połowy blogosfery, która po niedzielnej publikacji stwierdziła, że znajomych na Farojach ma i nie zawaha się ich użyć!
Trzeci tom wyróżnia się także mniejszą ilością stron, gdyż tym razem za 35 złotych otrzymujemy tylko 345 stron. 

Remigiusza Mroza można lubić, uwielbiać lub nienawidzić. W mojej opinii autor zdecydowanie ma na swoim koncie lepsze powieści niż "Prom". Może i nie jest to moja ulubiona książka pisarza, jednak ze względu na w miarę przyjemne poprzednie tomu, nie skreślam całkowicie tego tytuły. Do trylogii o Olsenie i Ellegaard warto zajrzeć, choćby po to, by mieć co krytykować. ;-) 

Za przedpremierowy egzemplarz recenzencki dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat.  
  
Tytuł: "Prom"

Autor: Ove L
øgmansbø

Tłumacz: -
 
Wydawca: Wydawnictwo Dolnośląskie


Rok wydania: 2017

Liczba stron: ok. 342 [4]


ISBN: 978-83-271-5591-7


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★★☆☆*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  wynosi od jednej do pięciu gwiazdek.

PS. Podobało Wam się? Jeśli tak, koniecznie napiszcie, co sądzicie w komentarzach! Jeśli nie – też wyraźcie swoje zdanie!Jak widzicie, właśnie testuję nowy system komentarzy Disqus, więc Wasze przemyślenia są teraz dla mnie jeszcze bardziej cenne. :)
Aby skomentować anonimowo należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość". :-)



0 komentarze:

Powiedz, co o tym myślisz...