piątek, 31 marca 2017

"Zły Romeo"

Ostatni tydzień spędziłem nie tylko na czytaniu, ale także na oglądaniu. Nie samymi książkami przecież człowiek żyje, lubię więc zobaczyć czasem na VOD ulubiony duński serial czy brytyjski film. W klimacie teatru, drogich kostiumów i maszynopisów miała także odbywać się akcja powieści Leisy Rayven – "Zły Romeo". Podobno, nawiązanie do dzieła najsłynniejszego dramatopisarza, nie jest przypadkowe, jak jest naprawdę?

Cassie przez cała nastoletnie życie była grzeczną dziewczynką. Nigdy nie sprawiała rodzicom kłopotu, dobrze się uczyła i chodziła na wiele zajęć dodatkowych. Tym większy było zaskoczenie jej rodziców i znajomych, gdy dziewczyna, zamiast ubiegać się na studia prawnicze czy medyczne, zdecydowała zostać aktorką. Na tę samą uczelnię starał dostać się Ethan. Chłopak sprawia wrażenie gbura i egoistę, który na dodatek niezbyt często odwiedzał szkolne mury. Kiedy Cassie i Ethan spotykają się po raz pierwszy, od razu czują, że przyjaźń nie jest im pisana. A jednak zostają przypisani do jednej grupy. Ona – miła, chcąca być lubianą przez wszystkich, a jednocześnie nieśmiała. On – chaotyczny, opryskliwy i niewybierający w słowach. Oboje wątpią, by udało pogodzić się ich dwa różne typy charakterów.  Mimo to, pracując w jednej parze, muszą sobie pomóc, by ich nazwiska ukazały się na liście przyjętych. Wkrótce między nimi nawiązuje się nić sympatii, która niebawem przeradza się w nieco inną relację. Oboje jednak zapominają, że nić pomiędzy zakochaniem a nienawiścią jest bardzo cienka. I bardzo łatwo można ją przerwać.
Po wielu latach byli kochankowie spotykają się ponownie. Tym razem przy okazji zagrania ról w jednej z najważniejszych broadwayowskich produkcji. Dawne przeżycia dają jednak o sobie znać – Ethan rozkochał Cassie w sobie, a potem ją odrzucił. Choć dziewczyna bardzo chciałaby zapomnieć o tym, co wydarzyło się parę lat wcześniej, jej własnego serca nie można oszukać.  Młodzi będą mieli do wyboru: albo zrezygnować z życiowej szansy, albo zamknąć drzwi przeszłości.


Po tytule spodziewać się można historii opierającej się na najsławniejszym szekspirowskim dramacie. Nic więc dziwnego, że zaczynając czytanie, oczekiwałem powieści o miłości pięknej, ale pełnej przeszkód. A jednak, podczas czytania, z każdym kolejnym rozdziałem dziwiłem się coraz bardziej. Perypetie bohaterów, które przedstawiała autorka w swojej książce, niejednokrotnie sprawiały, że zastanawiałem się, czy mam się śmiać, czy może zacząć płakać z bezsilności. Jak się bowiem okazuje, z historii "Romea i Julii" Rayven zaczerpnęła prawdopodobnie tylko imię, które ostatecznie wykorzystała do tytułu. A wydawałoby się, że nie można zepsuć niczego tak bardzo odtwórczego. Tym razem niemożliwe staje się możliwe. Nie dajcie się oczarować urokliwemu tytułowi, bowiem pięknych scen na deskach teatru, można policzyć na palcach jednej ręki. "Zły Romeo" w żaden sposób nie jest klimatyczny ani nie sprawia, że czytelnik ma ochotę kontynuować czytanie. Przedzierając się przez powieść Rayven, miałem wrażenie, że każdy kolejny rozdział napisany został w innym stylu i doklejony bez większego zastanowienia. W związku z tym historia sprawia wrażenie niedopracowanej i niespójnej.  Powstał więc dość eklektyczny twór, przypominający jednak bardziej karykaturę prawdziwej powieści new adult.
Przerysowane postacie rażą więc w oczy hiperbolizacją. Główna bohaterka – Cassie – została przedstawiona jako nieśmiała nimfomanka, natomiast Ethan, mimo dużej inteligencji i niezłych ocen, jako typowy, niezbyt rozgarnięty, choć wysportowany, amerykański chłopak. Subtelności w "Złym Romeo" także brak, o czym przekonują nas często wypowiedzi głównej bohaterki, dla przykładu: "Wpatruję się w jego krocze. – Tego... Ee, nie wiem. Twardy orzech do zgryzienia. – Chryste, właśnie wypowiedziałam słowo »twardy«, gapiąc się na jego rozporek".
Leisa Rayven stworzyła powieść pełną irracjonalnych zachowań, rodem z bardzo taniego erotyku. Czytelnik poszukujący więc dobrej, obyczajowej treści, niczego takiego w tej powieści nie znajdzie. Trzy czwarte książki stanowi bowiem grę wstępną głównych bohaterów, jedynie nieliczne strony zawierają niezłe dialogi i żarty, które są jedynymi atutami tej powieści.

Czasami otaczamy się murem nie tylko po to, by nie dopuszczać do siebie innych, ale i po to, by się przekonać, komu zależy na nas na tyle, by zechciał go zburzyć.
"Zły Romeo" Leisa Rayven, tł. Martyna Tomczak

"Zły Romeo" wydany został przez Wydawnictwo Otwarte. Nie jest to książka z serii Moondrive, a więc trzeba pamiętać, że jest to powieść skierowana do nieco starszych czytelników. Premiera powieści miała miejsce 27 marca. Choć okładka książki wygląda nieźle, to – w mojej opinii – polski przekład tytułu także jest kompletną porażką. Oryginalny "Bad Romeo" ujdzie w tłumie, aczkolwiek dosłowny polski przekład jest po prostu śmieszny i strasznie infantylny.
Redakcją książki zajęła się Natalia Karolak, a projektem okładki – Eliza Luty. Z języka angielskiego przełożyła Martyna Tomczak. Powieść znajdziecie w okładce miękkiej ze skrzydełkami. Łączna ilość stron to 434, a cena detaliczna wynosi 36,90 zł.

Historia mogła okazać się naprawdę niezłą powieścią osadzoną w teatralnych realiach. Niestety, mimo chęci, wyszło jak zwykle. "Zły Romeo" to kolejna książka, która, choć pięknie wydana i promowana, jest zwykłym, tanim romansidłem. Może i spodoba się podczas wakacyjnego czytania na plaży, nieco zabawna, aczkolwiek w głównej mierze denerwująca – taka w wielki skrócie jest historia Cassie i Ethana.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Otwarte.

Tytuł: "Zły Romeo"

Autor: Leisa Rayven


Tłumacz: Martyna Tomczak
 
Wydawca: Wydawnictwo Otwarte


Rok wydania: 2017

Liczba stron: 434 [8]


ISBN: 978-83-7515-426-9


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★☆☆☆*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  wynosi od jednej do pięciu gwiazdek.

PS. Podobało Wam się? Jeśli tak, koniecznie napiszcie, co sądzicie w komentarzach! Jeśli nie – też wyraźcie swoje zdanie!Jak widzicie, właśnie testuję nowy system komentarzy Disqus, więc Wasze przemyślenia są teraz dla mnie jeszcze bardziej cenne. :)
Aby skomentować anonimowo należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość". :-)


0 komentarze:

Powiedz, co o tym myślisz...