niedziela, 28 maja 2017

Halo, przepraszam, do kogo ta długa kolejka?

Po lewej książki, które zabrałem ze sobą. Po prawej te zakupione na Targach.
Książka M. Mortki otrzymana jako egzemplarz recenzencki.

Warszawskie Targi Książki to jedno z największych literackich wydarzeń w naszym kraju. Tego roku Targi odbyły się w dniach od 18 do 21 maja. Chociaż co roku jeżdżę na Targi do Krakowa, na tych organizowane w stolicy nie miałem jeszcze okazji być. Ale przecież kiedyś musi być ten pierwszy raz, prawda?






Wyjazd na Warszawskie Targi Książki okazał się dość spontaniczną decyzją. W przeciwieństwie do wyjazdu na Targi w Krakowie, podróży do stolicy nie planowałem z wielomiesięcznym wyprzedzeniem. Na jednym z kawowych spotkań, wraz z Zuzą z bloga Książki Sardegny, pomyśleliśmy, że właściwie nie istnieją żadne przeszkody, by w tym roku kupić książki także i na Narodowym.


Do Warszawy wraz z Zuzą wybraliśmy się tylko na jeden dzień. Z Katowic wyruszyłem w sobotę, w godzinach wczesnorannych, by przybyć do Warszawy jeszcze przed otwarciem Targów. Na całe szczęście, bez większych opóźnień dotarłem do stolicy. 


Na samym początku odwiedziłem stojące przed stadionem namioty z tanią książką. Jak zwykle nie brakowało tytułów, które kupić można było w naprawdę niskich cenach – po dziesięć czy pięć złotych, a nawet po złotówce. Dla przykładu, w namiocie GW Publicat, kryminały Agathy Christie dostępne były za jedyne pięć złotych.  Kiedy otwarto Targi, a ja wreszcie przedarłem się przez tłum, który parł w kierunku wejścia, odwiedziłem kilka stoisk zaprzyjaźnionych wydawców.


Zajrzałem więc między innymi na stoiska Czwartej Strony, GW Publicat, Prószyńskiego i Soni Dragi. 
Jeśli byliście na Targach lub zwyczajnie sprawdzaliście program, to wiecie, jak dużo spotkań dostępnych było dla czytelników podczas sobotniego dnia targowego. Ostatecznie wziąłem ze sobą 8 książek do podpisu.
Pierwszy autograf, który otrzymałem, był od Cecelii Ahern, autorki, która na swoim koncie ma m.in. „Love, Rosie” czy „PS. Kocham Cię”. Pisarka była gościem Wydawnictwa Akurat. Jak możecie się domyślić, do Ahern kolejka była ogromna i prawdopodobnie nie udałoby mi się zdobyć podpisu, gdyby nie pomoc Kasi z bloga Książkowo czyta i Daniela z Danway's Books.



Kolejnym punktem w moim programie było spotkanie na stoisku Czwartej Strony z Karoliną Wilczyńską – autorką serii o Jagodnie. Ja akurat do podpisu miałem jedną z pierwszych powieści pisarki – „Anielski kokon”. Lektura książki jeszcze przede mną.


Stoisko Czwartej Strony było zresztą przeze mnie bardzo często odwiedzane! Pojawiłem się tam także z powodu Przemysława Borowskiego i Małgorzaty Rogali. Przemek Borkowski podpisał mi  mój egzemplarz „Zakładnika”, którego niedawno miałem przyjemność przeczytać. Choć recenzja jest dopiero w przygotowaniu, już teraz mogę zapewnić, że jest to niesamowita książka!


Pani Małgorzata Rogala złożyła autograf na moim egzemplarzu „Dobrej matki”, która nadal pozostaje na liście „do przeczytania”. Skoro mam już podpis, to chyba najwyższa pora, by wreszcie zrealizować punkt z tej listy!


Po drodze zrobiłem małe zakupy, m.in. na stoisku Wydawnictwa Czarna Owca, gdzie kupiłem dwie książki Rachel Cohn. Zakupiłem także „Idź, postaw wartownika”, a także „Bezcennego”.
Około godziny dwunastej naprawdę trudno było przejść przez alejkę między stoiskami w pobliżu stoiska Wydawnictwa Novae Res, gdyż swoje książki podpisywała Agnieszka Lingas-Łoniewska. I choć panie z organizacji Targów były na miejscu, nie potrafiły zapanować na tym książkowym szaleństwem!


Nieco później, także na stoisku Novae Resu, miałem okazję spotkać się z Magdaleną Knedler – pisarką, która w ostatnio wydała naprawdę sporo książek. Ja akurat miałem przy sobie „Klamki i dzwonki”, a także „Dziewczynę z daleka”. Obie powieści przeczytam już w najbliższym czasie. 


Na stoisku Grupy Wydawniczej Publicat także zebrała się grupa czytelników, gdyż książkę „Konkurs na żonę” podpisywała Beata Majewska, znana także pod innym pseudonimem jako Augusta Docher. „Konkurs...” został już przeze mnie przeczytany, teraz czekam więc na kolejne części z serii, m.in. „Bilet do szczęścia”.


Jednym z ostatnich autorów, których odwiedziłem, była Tanya Valko. Valko w tym roku wydaje kolejną powieść z arabskiej serii u wydawnictwa Prószyński i S-ka. Tym razem do podpisu wziąłem jedynie pierwszy tom. 

Zdjęcie autorstwa Tanaya Valko

Nie można zapomnieć także o innych atrakcjach, których na Warszawskich Targach Książki nie brakowało. Z samego rana miałem zaplanowane pojawienie się między innymi na panelu na temat kultury Finlandii, niestety, z braku czasu i z powodu pokrywających się spotkań, nie udało mi się dotrzeć na to spotkanie. Na WTK nie zabrałem także ani jednej książki Remigiusza Mroza. Jak się okazuje, była to naprawdę słuszna decyzja, gdyż do Mroza ciągnęła się niekończąca się kolejka. Remigiusz zamiast przewidywanych dwóch, książki podpisywał aż pięć godzin!

Jako że to moje pierwsze Targi w Warszawie, nie mogę porównać tegorocznej edycji z poprzednimi. Z całą pewnością stwierdzić mogę jednak, że był to niezwykle spędzony czas. Czas pełen niesamowitej atmosfery, niesamowitych ludzi i niesamowitych książek. 
Gdyby ktoś zapytał mnie, które targi wolę – te w Krakowie, Warszawie czy może nasze katowickie, naprawdę trudno byłoby mi się określić. Każde z nich mają w sobie coś wyjątkowego. 
Atutem tych warszawskich jest nie tyle większa przestrzeń, ile możliwość odpoczynku na stadionowych krzesełkach. Choć oczywiście było to nieco utrudnione, gdyż musieliśmy przejść przez cały stadion, by dojść do jedynych wolnych miejsc, które były udostępnione wokół sceny głównej. Mimo to zawsze jest to lepsze niż klęczenie czy siedzenie na podłodze hali wystawienniczej.



Chociaż stoiska na pierwszym piętrze wydawały mi się dość dobrze oznaczone i zlokalizowane, o tyle problematyczne moim zdaniem wydawało się oznaczenie stoisk w dolnej galerii, gdzie wystawiali się antykwariusze, wydawnictwa komiksowe i małe księgarnie. Naprawdę nieźle się naszukałem, nim znalazłem stoisko pewnej księgarni sprzedającej książki po angielsku. 


Czy na Targach można było kupić książki w rewelacyjnie niskich cenach? To zależy, u jakiego wydawcy i jakie książki. Z reguły na stoiskach wydawców obowiązywały rabaty około 20 lub 30-procentowe. Nie było więc zbyt wielkich przecen, choć zdarzały się okazje, jak książki po 10 zł na stoisku Czarnej Owcy. W podobnej cenie widziałem także książki na stoisku Naszej Księgarni (głównie książki dla dzieci lub literatura kobieca z serii „Babie lato”). Z tego, co zauważyłem, na Targach dostępne były też książki, które oficjalną premierę mają za jakiś czas. Targowicze mogli więc zakupić parę dni wcześniej „Ostrze zdrajcy” de Castella czy „Królewską talię” Mortki.


Targi to jednak nie tylko książki i pisarze, ale także i blogerzy. Cieszę się, że mogłem choć na chwilę spotkać się z Tanayah z Tanayah Czyta, Anią ze Świata Książkowych Recenzji, Asią, z którą współprowadziłem fansite, Potanią z Ostatniego Czytelnika, Archer z Do ostatniej pestki trzeba mocno żyć i wieloma innymi osobami, z którymi miałem możliwość zamienić przynajmniej słowo w drodze między stoiskami lub czekając w kolejce.
Przerwa między bieganiem za autorami
z Archer. Autorka zdjęcia  Archer.

Czy moje pierwsze Targi były udane? Oczywiście! Jeszcze przez wiele dni po moim sobotnim wypadzie czułem prawdziwą radość, co w moim cynicznym usposobieniu nie zdarza się przecież często. No cóż, teraz nie pozostało mi nic innego, jak czekać cierpliwie do października!



0 komentarze:

Powiedz, co o tym myślisz...