sobota, 27 maja 2017

"Niebiosa mogą runąć"

Maj okazał się miesiącem pełnym wrażeń literackich. W ubiegłym tygodniu odbywał się bowiem festiwal literacki Apostrof organizowany przez sieć księgarń Empik, od czwartku do niedzieli na Narodowym pojawiło się najwięcej moli książkowych w Polsce w związku z Warszawskimi Targami Książki. To jednak nie wszystko, gdyż w tym miesiącu miało miejsce także sporo premier. Do nowości należy książka Allena Eskensa – „Niebiosa mogą runąć”, która jest kolejną częścią historii o detektywie Purinamie. Jak podobał mi się ten tom? 

W Minnesocie jako detektyw śledczy pracuje Max Rupert. Na pozór przypomina on zwykłego faceta w średnim wieku, mającym na koncie nieudany związek i zaciągnięty kredyt w banku o wysokim oprocentowaniu. Tak naprawdę Rupert cięgnie za sobą bagaż pełen przykrych doświadczeń. Dokładnie cztery lata temu zmarła jego ukochana żona. Choć początkowo wyglądało to na wypadek, Rupert jest pewny, że doszło do zabójstwa. Mimo to, mordercy jego żony nigdy nie wykryto. Dla detektywa był to cios, po którym przez pewien czas nie mógł się otrząsnąć, jednak z kryzysu pomógł mu wydostać się starszy brat – Alexander, który również pracował jako policjant. Niestety, także i jego, Max musiał pożegnać po jednej z nieudanych, policyjnych akcji. Aktualnie detektyw nie potrafi patrzeć w przyszłość i żyje głównie dzięki pracy i alkoholowi.

Wkrótce w Kenwood, jednej z najzamożniejszych części Minneaoplis, znalezione zostaje ciało kobiety. Na miejsce wezwany zostaje detektyw Rupert. Jak się okazuje, denatką była Jennavieve Pruitt – żona znanego adwokata. Adwokata, z którym w przeszłości Max miał okazję się spotkać, w dość niezbyt sympatycznych okolicznościach. Chociaż mężczyźni nie darzą się sympatią, widząc ciało kobiety, policjant dla własnego sumienia postanawia odnaleźć jej mordercę.
Szybko typuje sprawcę, jest jednak tylko jeden problem… Detektyw na głównego podejrzanego wyznacza Bena Pruitta, męża ofiary. Jak można się domyślić, pan mecenas nie przyznaje się do winny, a przed sądem reprezentować go ma Boady Sanden – stary sądowy wyjadacz, a także jeden z nielicznych przyjaciół detektywa Pruitta. Obrońca będzie musiał podjąć decyzję – czy reprezentować swego dawnego aplikanta, któremu bezbrzeżnie ufa, czy może wycofać się na rzecz długoletniej przyjaźni z Rupertem. Kiedy podejmuje decyzję, wie, że nie ma odwrotu i będzie musiał zmierzyć się ze swoim przyjacielem po drugiej stronie barykady...
Początkowo wydaje się, że oskarżenie, posiadając jedynie dowody poszlakowe, szybko przegra sprawę. Tymczasem pojawiają się nowe dowody, a w sprawę zaangażują się wpływowi ludzie. Czy pomoże to jednak postawić przed oblicze sądu winnego? Komu w tej kryminalnej potyczce powinie się noga? Czym tak naprawdę jest sprawiedliwość?

„Niebiosa mogą runąć” to nie pierwsza w Polsce powieść autorstwa Allena Eskensa. Wydane zostały także dwie inne książki tego autora, choć ja miałem okazję przeczytać, oprócz „Niebios…”, jedynie „Skradzione życie”. W „Skradzionym życiu” (recenzja tutaj) także mamy do czynienia z kryminałem, lecz głównym bohaterem jest detektyw Aleksander Rupert.
Szczerze powiedziawszy, „Skradzione życiem” bardzo mi się podobało, dlatego, gdy widziałem w zapowiedziach kolejną książkę tego autora, nie mogłem powstrzymać się przed zamówieniem. I po raz kolejny się nie zawiodłem. Jak się okazuje, Eskens stworzył naprawdę niezły kryminał, który do końca trzyma w niepewności. Stworzona przez autora intryga jest spójna i dobrze rozbudowana. 
W powieści nie brakuje wątków pobocznych, które jednak swoją ilością nie męczą. Nie można powiedzieć, że powieść Eskensa to kryminał ciężki i mroczny. Autor nie potrafi (lub nie chce) tworzyć takiego klimatu, dlatego też książkę czyta się szybki i zaskakująco przyjemnie! Przy niektórych książkach czujemy, że jesteśmy w pewien sposób silnie związani z fabułą książki. Przy „Niebiosach...” widoczne jest rozgraniczenie pomiędzy rzeczywistością a fikcją literacką. To tak, jakbyśmy oglądali horror w samo popołudnie. Niby jest strasznie, ale przez porę dnia, wszystko zamiast przerażające, wydaje nam się groteskowe.  Mimo tego wydaje mi się, że książki Eskensa to dokładnie to, czego może szukać „typowy czytelnik”, który potrzebuje lektury do jazdy tramwajem. Może więc i jego kryminały nie są za ostre, ale za to piekielnie dobrze napisane i niesamowicie wciągające. 

Jest to kolejna część trylogii, choć opowiedziana z zupełnie innej perspektywy. W „Niebiosach...” nie brakuje nawiązań do tego, co wydarzyło się w poprzednich tomach, na szczęście autor dość zgrabnie wyjaśnia  to, czego czytelnik może nie wiedzieć. Myślę, że najlepiej jest czytać te książki po kolei, czyli zaczynając od „Pogrzebanego życia”, przez „Skradzione życia”, aż po „Niebiosa...”.  Jeśli jednak zaczniecie czytać od razu trzecią część, to z pewnością nie pogubicie się w fabule.

Powieść „Niebiosa mogą runąć”, podobnie jak dwa poprzednie tomy, wydana została przez wydawnictwo Burda Książki. Choć w Polsce okładka znacząco różni się od tej, w której książka została wydana oryginalnie, to myślę, że wygląda ona równie dobrze. Projektem okładki zajął się Krzysztof Rychter. Za przekład z języka angielskiego odpowiedzialny jest Robert P. Lipski, redakcją zajęła się Magdalena Binkowska, natomiast za korektę odpowiedzialne są Katarzyna Juszyńska i Malwina Łozińska. Książka łącznie ma około 400 stron. Sugerowana cena detaliczna to 36,90 zł. Powieść dostępna jest także w formie ebooka.

Czy mogę polecić tę książkę? Czytało mi się ją bardzo dobrze, poza tym przepadam za stylem pisania Eskensa. Więc tak, mogę ją polecić z całą pewnością. Jednak nie oczekiwałbym po niej kryminału niczym u Simona Becketta czy prawniczego thrillera rodem z powieści Johna Grishama. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Burda Książki.


Tytuł: "Niebiosa mogą runąć"

Autor: Allen Eskens


Tłumacz: Robert P. Lipski
 
Wydawca: Burda Książki


Rok wydania: 2017

Liczba stron: 394 [4] [prebook]


ISBN: 978-83-8053-229-8


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★★★☆*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  wynosi od jednej do pięciu gwiazdek.

PS. Podobało Wam się? Jeśli tak, koniecznie napiszcie, co sądzicie w komentarzach! Jeśli nie – też wyraźcie swoje zdanie!Jak widzicie, właśnie testuję nowy system komentarzy Disqus, więc Wasze przemyślenia są teraz dla mnie jeszcze bardziej cenne.
Aby skomentować anonimowo należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość".


0 komentarze:

Powiedz, co o tym myślisz...