sobota, 8 lipca 2017

"Inwazja"

Zygmunta Miłoszewskiego prawdopodobnie nie trzeba przedstawiać. Autor wielu polskich powieści, w tym trylogii o prokuratorze Teodorze Szackim, zdobył popularność nie tylko w Polsce, ale także za granicą. Jego książki zostały zekranizowane, a sam pisarz wraz ze swoim bratem – Wojtkiem Miłoszewskim, współtworzył scenariusz do serialu „Prokurator”, który emitowany był w telewizji parę lat temu. Dziś na księgarskie półki znów wraca Miłoszewski, jednak nie Zygmunt, a Wojciech. I nie jest to prawniczy kryminał, a powieść o fabule apokaliptycznej. Co myślę o książce „młodego Miłoszewskiego”?

Mamy rok 2017, ponad siedemdziesiąt lat po zakończeniu drugiej wojny światowej. Dziś mało kto zastanawia się nad tym, co działo tak całkiem niedawno i jakie przyniosło to skutki. O wojnie pamięta jednak z pewnością nauczyciel historii – Michał Barański, który po reformach edukacji traci pracę, a tym samym musi chwytać się każdej możliwej posady, by tylko utrzymać rodzinę. Kiedy bank nie chce przedłużyć mu terminu spłaty zadłużenia, jest to dla niego ogromny cios. Dla niego i budżetu całej rodziny. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że niezapłacone rachunki będą wkrótce naprawdę niewiele znaczyły…

Roman Gurski był żołnierzem, który zakończył służbę po wykonaniu trudnych zagranicznych misji. Obecnie Gurski, mimo odejścia ze służby, nie wiedzie wymarzonego życia. Nie może zapomnieć obrazów wojskowej kariery, które powracają w myślach, jest nieszczęśliwie zakochany w kobiecie, z którą nie może się związać, a na dodatek, jako nurek, musi opiekować się turystami podczas wycieczek podwodnych. Nic więc dziwnego, że ma serdecznie dość życia, jakie przygotował dla niego los. 

Jest jeszcze Danuta Wojnarowicz. Kobieta sukcesu, która z powodzeniem prowadzi wielką rodzinną firmę, zajmującą się dystrybucją kwiatów i roślin. Chociaż Danuta osiągnęła w sukces, jej życie nadal uzależnione jest od ojca, nie może ona także znaleźć „tego jedynego”. Danuta ma natomiast wielkie plany na dalszy rozwój biznesu, wkrótce jednak okazuje się, że po raz kolejny to jej ojciec znów miał rację. Ale to i tak będzie mało istotne w świetle tragedii, która nastąpi.

Rosjanie coraz bardziej niezadowoleni są z poziomu życia, jakie muszą prowadzić. Obywatele zaczynają  wątpić w słuszność polityki Federacji Rosyjskiej. Sankcje gospodarcze Unii Europejskiej dotykają każdego obywatela, mimo to Władimir Putin robi wszystko, by utrzymywać pozory silnego rosyjskiego imperium. Podobnie jak to miało miejsce siedemdziesiąt lat temu, tak i tym razem, wystarcza lekka prowokacja, by rozpocząć walki. Codzienne troski, majątek liczony w pieniądzach i dobra opinia niewiele znaczą w obliczu tego, co przynosi wojna. Jak poradzimy sobie w tej sytuacji?

Nie ma co ukrywać, że Zygmunt Miłoszewski, dzięki trylogii o Szackim, wyrobił sobie pewną markę i bardzo dobrą opinię. Samo nazwisko sprawiło, że Wojtkowi postawiono dość wysoką poprzeczkę. Dlatego też do „Inwazji” podszedłem dość nieufnie. Jak się jednak okazało, młodszy z braci Miłoszewskich, zamiast test oblać, przeszedł próbę bardzo dobrze. Choć, co jasne, nie obeszło się bez zgrzytów. 

„Inwazja” książka, przedstawiająca polityczne zawirowanie w Europie, gdzie główną rolę odgrywa konflikt Polski z Rosją. W swojej powieści autor prawdopodobnie z zamysłem powtórzył wiele faktów historycznych i przedstawił je w uwspółcześnionej wersji. Dla przykładu, Miłoszewski w swojej powieści, zwraca uwagę m.in. na politykę appeasementu wobec Rosji, która stawia coraz śmielsze kroki w walce na Ukrainie. Widoczne jest więc świetne nawiązanie do polityki ustępstw, jaką stosowali alianci wobec III Rzeszy.

Znajomi ze Śląska pytali mnie, jak to jest z tą „Inwazją” – czy Katowice są tylko na okładce, czy może fabuła faktycznie rozgrywa się na Górnym Śląsku. Muszę więc powiedzieć, że w przeciwieństwie do wielu podobnych książek, w których fabuła odgrywa się „gdzieś”, Miłoszewski konkretnie opisuje miejsca walk i bitew. Oczywiście nie tylko Katowice opisane są w „Inwazji”, jednak to właśnie ta „śląska część” najbardziej mi się podobała. Żołnierze czasem uciekają korytarzami kopalń, dowódcy urządzają pospiesznie swoje kwatery w centrum handlowym Silesia, a cywile muszą przemykać pomiędzy familokami. Nawet się uśmiechnąłem, gdy wśród hipsterów i walecznych Polaków, pojawili się także prawdziwi Hanysi i ich śląska gwara. Co prawda, stary Ślązak zamiast szola uporczywie na górniczy dźwig mówił po prostu winda, mimo to, był to bardzo miły akcent, a drobne potknięcia językowe nie miały zbyt dużego znaczenia dla fabuły.

Jak można się domyślić, „Inwazja” jest połączeniem fikcji literackiej z rzeczywistymi faktami, wydarzeniami i postaciami. W świecie wykreowanym przez Miłoszewskiego pojawiają się postacie takie jak Angela Merkel, Donald Trump czy Władimir Putin. Jak się jednak okazuje, postacie reprezentujące nasz rząd, zostały przedstawione dość karykaturalnie. Prezydentem RP był Andrzej, nie wspomniano o żadnym nazwisku. Oprócz głowy państwa pojawił się prezes, a także minister obrony narodowej (zaprezentowany jako pan z siwą brodą). Już po tym przedstawieniu postaci, widoczne jest bardzo duże podobieństwo do naszych prawdziwych polityków reprezentujących partię Prawa i Sprawiedliwości. Naszych polityków autor przedstawił jako tchórzy. I o ile dla mnie nie jest to problemem, o tyle tak widoczne nawiązanie może spowodować oburzenie ze strony popierających obecne rządy.
 
Fabuła powieści Miłoszewskiego zmusza czytelnika do zastanowienia się nad tym, jak faktycznie zachowalibyśmy się w podobnej sytuacji. Czy potrafilibyśmy odnaleźć się w świecie, w którym nie mamy możliwości zadzwonienia do rodziny, skorzystania z prądu, kupienia w sklepie bochenka chleba? Zaczynamy myśleć nad tym, czy naprawdę jesteśmy obywatelami świata. Czy bezpieczeństwo, jakiego jesteśmy pewnie, nie jest tak naprawdę iluzją?

Jednocześnie Miłoszewski przypomina nam o mentalności i charakterze Polaków. Kiedy pieniądze przestają się liczyć, na pierwszym miejscu pojawia się złoto, chciwość, intrygi i kolaboranctwo.
„Inwazja” nie jest historią szczególnie długą – powieść ta stanowi zaledwie pięćset dziesięć stron. Książkę czyta naprawdę dobrze, fabuła jest niezwykle dynamiczna i bez większych problemów można skończyć ją czytać w jeden wieczór. Cała powieść przedstawiona została w narracji trzecioosobowej, która ukazuje jednak kilka powiązanych ze sobą historii różnych bohaterów.

Trzeba przyznać, że jest to powieść dość przygnębiająca i wulgarna. Widziałem gdzieś określenie, że jest to książka dla mężczyzn. Myślę, że wiele kobiet z pewnością także chętnie sięgnie po ten tytuł, warto jednak wiedzieć, że faktycznie, w tej historii czytelnik znajdzie naprawdę sporo wulgaryzmów, a także dość prostego humoru.

W powieściach z reguły niezbyt dużo poświęca się czasu, by urzeczywistnić bohaterów, a co za tym idzie, ukazać także te momenty, w których bohaterowie muszą skorzystać z toalety. W „Inwazji” z kolei naprawdę wiele razy wymienia się ludzkie genitalia. Oczywiście, o ile na początku nie wzbudza to żadnego zainteresowania ze strony czytelnika, zresztą przecież zgodnie z maksymą „Człowiekiem jestem; nic co ludzkie nie jest mi obce”, to w momencie, gdy oddawanie moczu pojawia się coraz częściej, co kilkanaście stron, a w większości przypadków nie ma to większego znaczenia dla fabuły, niektórzy czytelnicy mogą zacząć się irytować. Jeśli z jakiegoś powodu mi nie wierzycie, a macie książkę pod ręką – śmiało, sprawdźcie. Już na stronie trzydziestej autor mówi o „obwisłym członku”.

„Inwazja” wydana została w maju przez Wydawnictwo W.A.B.. Redakcją pierwszej książki Wojtka Miłoszewskiego, zajęła się Małgorzata Denys, natomiast za korektę, oprócz pani Denys, odpowiedzialna jest także Elżbieta Kalinowska. Projekt okładki stworzył Tomasz Majewski, a sama oprawa jest w formie miękkiej ze skrzydełkami. Cena detaliczna książki wynosi 39,99 zł. Tytuł dostępny jest także w formie ebooka.

Powieść Miłoszewskiego nie jest przełomowym dziełem literatury, natomiast nie można powiedzieć, że podczas lektury czytelnik się nudzi. „Inwazja” jest historią ciekawą, pełną akcji i wybuchających granatów. Posiada jednak parę minusów, które w moim przypadku, bardzo zaważyły w ostatecznej ocenie. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu W.A.B. oraz PRart Media.  
  
Tytuł: "Inwazja"

Autor: Wojtek Miłoszewski


Tłumacz: -
 
Wydawca: Wydawnictwo W.A.B.


Rok wydania: 2017

Liczba stron: 509 [5]


ISBN: 978-83-280-4423-4


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★★☆☆*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  wynosi od jednej do pięciu gwiazdek.
 

PS. Podobało Wam się? Jeśli tak, koniecznie napiszcie, co sądzicie w komentarzach! Jeśli nie – też wyraźcie swoje zdanie!Jak widzicie, właśnie testuję nowy system komentarzy Disqus, więc Wasze przemyślenia są teraz dla mnie jeszcze bardziej cenne.
Aby skomentować anonimowo należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość".

0 komentarze:

Powiedz, co o tym myślisz...