wtorek, 18 lipca 2017

"Lokatorka"

Po sukcesie „Zaginionej dziewczyny”, a później „Dziewczyny z pociągu”, na listach bestsellerów pojawiło się mnóstwo powieści, które przynajmniej opisem przypominały hity zekranizowane na wielkich ekranach. Mimo tego, że od premier wspomnianych tytułów minęło już trochę czasu, boom na thrillery psychologiczne nadal trwa. Czternastego czerwca na rynku ukazała się powieść „Lokatorka” autorstwa JP Delaneya. Czy ta powieść wyróżnia się czymś spośród innych thrillerów?

Emma mieszka w samym sercu Wielkiej Brytanii – Londynie. Zajmuje się marketingiem i nieźle sobie radzi. Wszystko zmienia się, gdy zostaje brutalnie napadnięta we własnym mieszkaniu. Kobieta nie może poradzić sobie w nowej sytuacji. Pragnie zacząć od nowa. A jej pierwszym krokiem będzie przeprowadzka do nowego mieszkania. Niestety, znalezienie bezpiecznego lokum za przyzwoitą kwotę, w takim mieście jak Londyn, nie jest łatwe. Wkrótce para natrafia na dom przy Folgate Street 1. Zaprojektowany w stylu niezwykle surowym i minimalistycznym przez znanego, choć ekscentrycznego architekta.

Emma wie, że to właśnie ten dom. Supernowoczesny, w stu procentach bezpieczny i niezawodny. Nie może jednak ot tak podpisać umowy najmu. Musi rozwiązać kwestionariusz osobowy, dołączyć trzy fotografie i… podporządkować się nakazom i zakazom obowiązującym w domu, które ustalone zostały  przez właściciela. To jednak nie stanowi dla kobiety problemu, skoro po raz pierwszy od dawna może poczuć się naprawdę bezpiecznie. Na dodatek właściciel mieszkania – Edward, niezwykle pociąga Emmę. Kobieta nie obawia się już tak bardzo o swoje życie. Jak się jednak okazuje, uczucia mogą być złudne, gdyż lokatorka niebawem umiera.

Jane traci dziecko, a wraz z nim chęć do życia. Potrzebuje czystej karty, startu od nowa. Wyprowadzka z mieszkania przygotowanego na powitanie pociechy przynosi ból niedoszłej matce. Dlatego też kobieta decyduje się na wyprowadzkę. I to najszybciej, jak się da. Wkrótce trafia na dom przy Folgate Street 1.  Kiedy zwiedza dom, czuje niezdrową fascynację. Wydaje jej się, jakby to nie ona, a właśnie dom wybrał ją.  Kobieta przechodzi wszystkie procedury, które przeszli poprzedni lokatorzy. Wkrótce poznaje także właściciela mieszkania – Edwarda, który jest równie zagadkowy, jak jego lokum. Lokatorka wie, że romans z mężczyzną o tak skomplikowanym charakterze, to nie jest dobry pomysł. Wie także, że Edward ma nawyki i przyzwyczajenia, które nie należą do najnormalniejszych. Mimo to wierzy, że uda jej się go zmienić. Wkrótce zaczyna jednak odkrywać, jak tragiczna jest historia domu, w którym postanowiła zamieszkać. Okazuje się, że poprzednia lokatorka, Emma, zginęła w zagadkowych okolicznościach. Im bardziej zaczyna przyglądać się tej sprawie, tym dom wydaje się coraz straszliwszy.

Co spotkało Emmę? Jak postąpi Jane? Jak bardzo zamieszany jest w to wszystko właściciel londyńskiego domu? Czy Jane pozna prawdę? A jeśli tak, to jaką ceną będzie musiała za nią zapłacić?

O tych najpopularniejszych thrillerach, które do niedawna utrzymywały się na wysokich pozycjach w listach bestsellerów, mówi się różnie. „Lokatorka” także wywołuje dość sprzeczne opinie, bo sama fabuła wzbudza mieszane emocje.

Historia JP Delaneya przedstawia życie dwóch bohaterek – Emmy i Jane. Głównym atutem tej powieści miał być modernistyczny, nowoczesny dom.  Faktycznie, sam pomysł na modernistyczną i jednocześnie niesamowicie upiorną budowlę, jest naprawdę niezły. To właśnie Folgate Street 1 odgrywa w powieści najważniejszą rolę. Jego inteligencja, tajemnice, a zarazem nowoczesność, sprawiają, że podczas lektury, czytelnik odczuwa niczym nieskrępowany niepokój. Oczywiście, to, że odbiorca widzi, że „coś jest nie tak” nie oznacza, że bohaterowie też od razu to widzą. Co to, to nie. Oni, w przeciwieństwie do nas, przez bardzo długi czas, bardzo naiwnie błądzą we mgle.

Niepokojący smart dom to jedna strona medalu, druga, ciekawsza, to koncept domu, który w mojej opinii opiera się na pomyśle więzienia panoptykonu. Jest to bardzo interesujące przedstawienie pomysłu Jeremy’ego Benthama. Jednocześnie czytelnik zastanawia się nad tym, czy to, co w powieści wydaje się surrealistyczne i przejaskrawione, w pewnym stopniu nie dzieje się naprawdę. Czy myślimy o tym, w jakim stopniu jesteśmy dziś inwigilowani?

„Lokatorka” jest lansowana jako thriller psychologiczny. Rozpatrując ten tytuł pod tym względem, trzeba przyznać, że wypada on nieco gorzej. Nie można powiedzieć, że powieść jest schematyczna. Jednak trzeba przyznać, że zachowanie bohaterów w „Lokatorce” jest nie tylko nieprzewidywalne, ale również często nielogiczne. Ostatecznie, łatwiej okazuje się policzyć postacie całkowicie zdrowe psychicznie, niż tych niezrównoważonych.

Jest też jedna sprawa, która mnie szczególnie nie przeszkadzała, choć irytowało to wiele osób. Zabierając się za czytanie tej książki, spodziewać można się oczywiście scen miłosnych, a nawet łóżkowych, bo przecież to właśnie antagonista Edward jest największym uwodzicielem. Delaney zaskakuje swoich czytelników jednak tym, że  wykreowane przez niego bohaterki są wręcz nienasycone seksualnie. I choć do „Pięćdziesięciu twarzy Greya” książce bardzo daleko, to właśnie uległość i długi namiętny seks na kuchennym blacie sprawiał postaciom z „Lokatorki” najwięcej frajdy. Czy takie sceny były potrzebne w tej powieści? Chociaż nie odgrywały one dużej roli, to ostatecznie wydaje mi się, że spełniły swoje zadanie w stu procentach, jednocześnie w zagadkowej fabule dolewając oliwy do ognia.

Podczas czytania, przez cały czas, otrzymujemy kolejne elementy układanki. I gdy czytelnik myśli, że prawdopodobnie ma już wszystkie części, te nijak nie chcą do siebie pasować. Do samego końca wysuwałem tezy dotyczące zbrodni, która została popełniona przy Folgate Street 1. Jak można się domyślić, moja dedukcja nie okazała się wystarczająco dobra, a zakończenie było całkiem inne, niż te, którego oczekiwałem. I choć było one nieco zaskakujące, to…  nie zbyt mi się podobało. Ostatnie rozdziały wydają się bowiem przygotowane naprędce, a  sposób dokonania zbrodni okazuje się dość nierzeczywisty.

„Lokatorka”, tak jak wspominałem na początku, wydana została w pierwszej połowie czerwca przez Wydawnictwo Otwarte. Tłumaczeniem z języka angielskiego zajął się Mariusz Gądek.

Okładka została dostosowana do polskiego wydania i jest bardzo podobna do tej, która pojawiał się na zagranicznym wydaniu „Lokatorki”. Oprawa jest broszurowa ze skrzydełkami. Powieść zawiera łącznie czterysta sześćdziesiąt stron, a cena sugerowana wynosi 36,90 zł.

Książka Delaneya nie jest może najmroczniejszą powieścią, jaką czytałem, ale nie jest też kompletnie bez sensu. Jest to powieść, w której w pewnym sensie głównym wątkiem jest uzależnienie i strach. Choć początkowo czytało mi się ją dość opornie, to jednak im więcej stron „Lokatorki” przerzuciłem, tym bardziej chciałem dowiedzieć się, jaki jest finał sprawy dotyczącej Emmy, Jane i Edwarda. Choć może książka Delaneya nie jest majstersztykiem, to myślę, że warto po nią sięgnąć. I nie przejmować się, jeśli przez pierwsze rozdziały musimy przedzierać się niczym przez amazońską dżunglę.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Otwarte.  
  
Tytuł: "Lokatorka"

Autor: JP Delaney


Tłumacz: Mariusz Gądek
 
Wydawca: Wydawnictwo Otwarte


Rok wydania: 2017

Liczba stron: 460 [prebook]


ISBN: 978-83-751-5078-0


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★★☆☆*

*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  wynosi od jednej do pięciu gwiazdek.

PS. Podobało Wam się? Jeśli tak, koniecznie napiszcie, co sądzicie w komentarzach! Jeśli nie – też wyraźcie swoje zdanie!Jak widzicie, właśnie testuję nowy system komentarzy Disqus, więc Wasze przemyślenia są teraz dla mnie jeszcze bardziej cenne.
Aby skomentować anonimowo należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość".

0 komentarze:

Powiedz, co o tym myślisz...