poniedziałek, 10 lipca 2017

"Nothing more"

Anna Todd znana jest chyba większości nastolatek na całym świecie. Amerykanka stała się naprawdę popularna, dzięki serwisowi Wattpad. Co więcej, jej pierwsze książki, publikowane za darmo w serwisie, wydane zostały w ponad siedemdziesięciu wersjach (według serwisu Goodreads).  Nic więc dziwnego, że na fali popularności „After”, Todd postanowiła tworzyć dalej. Tak też powstało „Nothing more”, czyli pierwszy tom serii o Landonie Gibsonie – drugoplanowym bohaterze z „After”. Co Todd może zaoferować w nowej, poafterowej odsłonie? 

Wygląda na to, że życie Landona Gibsona opiera się na przeprowadzkach. Wychowywał się bez ojca, a kiedy jego matka wreszcie kogoś poznaje, Landon jest w przedostatniej klasie szkoły średniej. Co więcej, okazuje się, że jego nowa rodzina nie powiększy się tylko o jednego członka, a o dwóch, gdyż Landon oprócz ojczyma, będzie miał teraz także i przyrodniego brata – Hardina. Chłopak wraz z matką musi przenieść się z Saginaw w stanie Michigan do Waszyngtonu, jednocześnie zostawiając za sobą całą swoje życie towarzyski. W tym swoją dziewczynę, na której bardzo mu zależy – Dakotę. Wkrótce, specjalnie dla niej wyjeżdża do Nowego Jorku, gdzie ma nadzieję rozpocząć z nią nowy rozdział w swoim życiu. Jego plany zostają jednak bardzo szybko pokrzyżowane, gdyż Dakota nie chce trwać w związku z Landonem. A przecież to właśnie dla niej wybrał New York University. 



Teraz chłopak stara się zapomnieć o złamanym sercu i jedynej dziewczynie, którą kochał. Dzieli więc mieszkanie wraz z Tessą, która także próbuje pozbierać się po rozstaniu z Hardinem. Landon bardzo przykłada się do nauki na wydziale pedagogicznym, a po zajęciach na uczelni, pracuje w pobliskiej kawiarni. W wolnym czasie słucha smutnych kawałków i czyta książki. Nie zamierza zawracać sobie głowy związkami. 

Dwudziestojednolatek poznaje wkrótce Norę – koleżankę z pracy Tessy, która oprócz niezwykłego talentu kulinarnego, jest bardzo inteligentna i… seksowna. Nic więc dziwnego, że dziewczyna mająca takie cechy, a na dodatek często przebywająca w mieszkaniu Landona i Tessy, zawróci chłopakowi w głowie. Tymczasem jednak w jego życiu pojawia się dawna miłość – Dakota. Co więcej, nie będzie ona chciała poprosić go o to, by zostali przyjaciółmi. Wręcz przeciwnie – pragnie powrócić do tego, co kiedyś razem tworzyli. 

Landon ma problem, wie, że Dakota należy do jego przeszłości, mimo to nadal coś do niej czuje. Przy Norze natomiast, Landon ma wrażenie, zna tę dziewczynę na wylot, chociaż ona stale go zaskakuje… Jakby jednak chłopakowi brakowało wrażeń – jego brat przyjeżdża do niego w odwiedziny. Co oznacza, że dojdzie także do spotkania z Tessą, którą głęboko zranił. Pozornie poukładane życie typowego studenta, zaczyna sypać się jak domek z kart…  

Podobnie jak o twórczości E.L. James czy Stephenie Meyer, tak i o książkach Anny Todd mówi się źle. Książki z serii „After”, a także inne powieści Todd, krytykowane są przez blogerów szczególnie za to, że fabuła jest erotykiem dla młodzieży, a właściwie miksem „Pięćdziesięciu twarzy Greya” z „Modą na sukces”. Jest to prawda, po samym opisie można spostrzec, że fabuła jest niezwykle „zakręcona” i opiera się głównie na seksie. Todd jednak tego nie ukrywa, co więcej, czytelnik zabierający się za czytanie tej właśnie książki, z pewnością świadomy jest, że nie znajdzie w środku historii niczym tej chociażby z „Gwiazd naszych wina”. Dlatego też, kiedy postanowiłem przeczytać pierwszy tom historii Landona Gibsona, liczyłem na lekką historię, którą zdołam przeczytać w jeden wieczór. Wcale się nie pomyliłem, chociaż mówiąc całkiem szczerze, czytanie kosztowało mnie trochę nerwów. 

„Prawda jest taka, że prawie nic o niej nie wiem, ale może nie chodzi o znajomość faktów. Może nie ma znaczenia to, czy znam imię jej mamy albo jej ulubiony kolor. Może w przeciwieństwie do tego, co przyjmujemy, nie potrzeba wielu lat, żeby kogoś poznać – może najważniejsze rzeczy są znacznie, znacznie prostsze. Może większe znaczenie ma to, że widzimy głębiej, że wiemy, jakimi są przyjaciółmi […]” 
„Nothing More” © Anna Todd, tł. Krzysztof Skonieczny, SIW Znak

Zacznijmy od tego, że Todd przedstawia nam Landona jako bohatera, który jest niezwykle dojrzały, inteligentny, ale bardzo zraniony. Chociaż początkowo wszystko się zgadza, po każdej kolejnej stronie zaczynamy wątpić w to, co próbuje wcisnąć nam autorka. Bohater, chociaż nie jest typowym playboyem, zdecydowanie nie należy do najrozsądniejszych męskich postaci z książek. Mimo inteligencji, jego myśli niestety cały czas krążą wokół seksu i kobiecej intymności. Kobiety postrzegane są przez bohatera jako obiekt, który służy do zaspokajania jego własnych potrzeb seksualnych, co daje nam obraz pełen sprzeczności. Z jednej strony Todd próbuje ukazać go jako erudytę, przyszłego pedagoga, z drugiej strony, patrząc na jego zachowanie, widzimy niedojrzałego chłopaka, którego największym problemem jest to, że w ostatnią sobotę nie miał okazji uprawiać seksu. 

No dobrze, głównego bohatera można jednak trochę rozgrzeszyć, gdyż także postacie kobiece w „Nothing more” okazują niezwykłą potrzebę kochania się z Landonem. Prawdopodobnie połowa dziewczyn z Nowego Jorku ma ochotę skończyć w łóżku z tym nerdem. Kto wie, może chłopak ma jakieś niezwykłe zdjęcie na Tinderze? 

Jedynie Tessa w „Nothing more” nie emanuje seksapilem. No cóż, ta bohaterka natomiast przez zdecydowaną część książki decyduje się jedynie na melancholijne uśmieszki i wypłakiwanie w poduszkę. Jej wypowiedzi natomiast można policzyć na palcach jednej ręki; najwyraźniej rozstanie z Hardym, tfu, Hardinem, dało jej nieźle w kość.  

Czy jest więc to książka o miłości bądź też jej poszukiwaniu? Nie, zdecydowanie nie. Jest to książka o młodzieńczym pożądaniu i o problemach dojrzewania, z jakimi zmagają się bohaterowie. Wszystko to, co dzieje się w powieści, w żadnym stopniu nie może przypominać historii o prawdziwej miłości. Być może dlatego, że główny bohater takiej jeszcze nie uświadczył. Bo czy można porównywać nastoletnie zakochanie się z miłością, która niejednokrotnie związana jest z oddaniem, poświęceniem i zaufaniem? 

„Nothing more” jest za to świetnym czytadłem na plażę, chociaż właściwie lepiej czytać to w tajemnicy w domowym zaciszu. I choć Todd śmieje się w swojej książce z ckliwych harlekinów, to tak naprawdę, to co mówi narrator w jej własnej powieści, nie wiele się różni od romansów z kiosku.  Dla przykładu, według głównego bohatera, jego kochanka wygląda jak… „lukrowane pożądanie”!

„Znam ten wyraz twarzy – przymknięte oczy i rozchylone usta. Widziałem go tak wiele razy – i oto znów on. / Wygląda jak lukrowane pożądanie i muszę jej posmakować”
„Nothing More” © Anna Todd, tł. Krzysztof Skonieczny, SIW Znak

Znacznie poszerzyłem także swoją wiedzę. Muszę wspomnieć, że Landon, gdy był podniecony, a o to akurat nie trzeba było zbyt wiele, cały był twardy, a nie jedynie jego członek. Nadal jestem ciekawy, z czego składa się jego ciało, które całe sztywnieje. Dowiedziałem się także, że masturbację można przyjemnie nazywać jako chociażby brandzolenie

Po przeczytaniu dochodzę jednak do wniosku, że czas, który poświęciłem książce, nie był aż tak do końca stracony. Chociaż Todd w powieści używa zdecydowanie zbyt dużo powtórzeń, a eufemizmy, zastępujące słowo „onanizm” często bawią do łez, ostatecznie powieść spełnia swoje zadanie: sprawia, że czytelnik ma szansę zapoznać się z lekką historią, przy której podczas lektury specjalnie męczyć się nie będzie, a z którą bez żalu się rozstanie.

Co ważne, ja do tej pory nie miałem okazji przeczytać serii „After”. Zaczynałem więc z „Nothing more” kompletnie bez znajomości fabuły poprzednich książek. Mogę więc powiedzieć, że tę serię można śmiało czytać, nawet jeśli nie znamy ani jednego tomu historii Tess i Hardina.

Jedną z rzeczy, która zdecydowanie udały się autorce, to playlista do książki. Rzadko zdarza mi się słuchać muzyki podczas czytania. Tym razem jedna, piosenki, które proponuje Todd, tak bardzo zgadzają się z moimi preferencjami muzycznymi, że sam dodałem wymienione w książce tytuły do swoich ulubionych i nawet teraz, pisząc tę recenzję, słucham niektórych z nich. 

Spin-off serii „After” również został wydany przez Społeczny Instytut Wydawniczy Znak. W przeciwieństwie jednak do poprzednich książek Anny Todd, które pierwotnie ukazały się pod marką „Między Słowami”, serię o Landonie Gibsonie od razu wydano jako powieści należące do „OMG Books”. „Nothing more” przełożył Krzysztof Skonieczny, natomiast opiekę redakcyjną sprawowała Alicja Gałandzij. Szata graficzna okładki utrzymana została w podobnym stylu do afterowej serii. O ile jednak przy naprawdę grubych książkach Todd, miękka oprawa bez skrzydełek nie robiła problemów, o tyle przy tej zdecydowanie cieńszej powieści, nie wygląda to już tak estetycznie. Zdecydowanie lepiej książka prezentowałby się, gdyby oprawa byłaby miękka ze skrzydełkami. Powieść ma łącznie około 320 stron, a cena detaliczna książki wynosi 36,90 zł. 

Ostatecznie: chociaż na okładce zapewnia się, że książka jest niezwykle porywająca i pełna emocji, w rzeczywistości wygląda to nieco inaczej. „Nothing more” to przyjemna historia, posiadająca bardzo wiele wad i niewyróżniająca się wśród innych książek zaliczanych do literatury młodzieżowej. Jednak właśnie to, że od książki niewiele się wymaga i czyta się ją naprawdę bezproblemowo, jest największym atutem powieści. Na tyle istotnym, że bez kręcenia nosem zabiorę się za kolejny tom, czyli „Nothing less”.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję SIW Znak.  
  
Tytuł: "Nothing more"

Autor: Anna Todd


Tłumacz: Krzysztof Skonieczny
 
Wydawca: OMG Books


Rok wydania: 2017

Liczba stron: 318 [4]


ISBN: 978-83-240-3637-0


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★☆☆☆*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  wynosi od jednej do pięciu gwiazdek.
 

PS. Podobało Wam się? Jeśli tak, koniecznie napiszcie, co sądzicie w komentarzach! Jeśli nie – też wyraźcie swoje zdanie!Jak widzicie, właśnie testuję nowy system komentarzy Disqus, więc Wasze przemyślenia są teraz dla mnie jeszcze bardziej cenne.
Aby skomentować anonimowo należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość".

0 komentarze:

Powiedz, co o tym myślisz...