czwartek, 13 lipca 2017

"Początek wszystkiego"

Wakacje to czas upragniony przez wielu uczniów. Wspaniała letnia pogoda, wieczorne ogniska ze znajomymi, imprezy, nowe znajomości i nieograniczona beztroska – tak właśnie wyobrażamy sobie ten niezwykły okres. W podobnej konwencji utrzymana została okładka jednej z nowości Wydawnictwa Otwartego – „Początku wszystkiego” autorstwa Robyn Schneider. Z pozoru opowieść stricte romantyczna, a jaka naprawdę jest historia stworzona przez Schneider?

Ezra Faulkner mieszka w jednym z najnudniejszych miejsc na ziemi – w Eastwood w stanie Kalifornia. Jego szkoła oraz uczęszczający do niej uczniowie nie różnią się za bardzo od tych z innych, małomiasteczkowych liceów. Sportowcy-liderzy stoją najwyżej w niepisanej hierarchii popularności, natomiast wyrzutki i dziwacy, gromadzą się w małych klubach, w stylu chociażby kółka dyskusyjnego. Jak można się domyślić, Ezra należy do tej pierwszej grupy. Lepiej jednak należałoby użyć czasu przeszłego, gdyż w momencie, gdy chłopak wraca z jednej z domówek, miejsce ma wypadek samochodowy z jego udziałem. Obrażenia powodują, że nie tylko musi przestać grać w tenisa, ale także wykluczają go z całego jego życia towarzyskiego. Co więcej, wypadek zamyka także drogę na studia i stypendium sportowe. Ze szkolnej gwiazdy, staję się kaleką, na którego wszyscy patrzą z litością. A z zajęć pozalekcyjnych pozostaje mu… klub dyskusyjny.

Kiedy rozpoczyna się nowy rok szkolny, Ezra nie chce stawiać czoła ukradkowym spojrzeniom i szeptom na jego temat. Jednak uwagę uczniów zaczyna przykuwać zupełnie ktoś inny. W szkole Ezry, co więcej, nawet w jego roczniku, pojawia się nowa uczennica – Cassidy Thorpe. Dziewczyna ubiera się dość oryginalnie, jej zachowanie także można nazwać jako lekko ekscentryczne. Cassidy zdaje się jednak nie zwracać uwagi na to, że obmawia ją większa część szkoły. Pomimo pozornej wesołości, wewnętrznie nowa uczennica jest jednak wycofana i zamknięta w sobie. Podobnie jak Ezra, dawniej doznała krzywd, które do teraz dają o sobie znać.

Wkrótce Ezra i Cassidy się spotykają. Choć początkowo nie robią na sobie zbyt dobrego wrażenia, niebawem poznają się nieco lepiej i, ku zaskoczeniu wszystkich, staną się najlepszymi przyjaciółmi. Jak można się domyślić, wkrótce ich relacja przejdzie na wyższy poziom. Oboje nie zdają sobie sprawy, co każdy z nich ukrywa. Nie mają także pojęcia, jakie skutki przyniesie ich młodzieńcze zauroczenie.  

Nie wiem, czy zauważyliście, ale książki młodzieżowe bardzo często są niezwykle schematyczne. Po niektórych z nich nie można się spodziewać zbyt wiele – przykładem jest niedawno zrecenzowana powieść Anny Todd „Nothing more”. Przez Robyn Schneider i jej „Początek wszystkiego” zostałem naprawdę miło zaskoczony. 

Już na samym początku, narrator przytacza nam historię z kolejką górską w roli głównej. Podobnie jak rozpędzony w powieści rollercoaster, tak i „Początek wszystkiego” przeczytać możemy naprawdę szybko. Fakt, książka nie należy do najdłuższych. Powieść Schneider nie jest jednak zwykłym love story dla młodych dziewcząt, ale naprawdę nieźle napisaną, przyjemną powieścią traktującą o problemach związanych z dojrzewaniem.  

Jednym z nich są kompleksy głównych bohaterów. To właśnie z pozoru błahostki stanowią ważny aspekt w życiu bohaterów. To właśnie przez pryzmat własnych niedoskonałości i odmienności postacie z „Początku wszystkiego” podejmują wiele ważnych decyzji. Nie chodzi jednak jedynie o te problemy związane wyłącznie z fizycznością, ale w szczególności o te, które dotyczą osobowości i psychiki młodych ludzi. Autorka w delikatny sposób porusza trudne tematy, dla przykładu związane z ujawnieniem swojej orientacji seksualnej w tak małej społeczności przez bohatera, który jest homoseksualistą.

Mimo tego, że w głównej mierze „Początek wszystkiego” jest opowieścią o miłosnej relacji między bohaterami, to właśnie przyjaźń odgrywa jedną z najważniejszych ról w książce Schneider. Przyjaźń, podobnie zresztą jak miłość, może opierać się na kłamstwach i tajemnicach. 

Autorka, na przykładzie Ezry, rozróżnia przyjaźń na dwie grupy. Pierwszą z grup są przyjaciele, z którymi chłopak bratał się przed wypadkiem. To właśnie oni opuścili Ezrę w najtrudniejszym momencie jego życia. Druga grupa natomiast to osoby, z którymi chłopak przyjaźnić się zaczął dopiero po wypadku. Schneider nie przedstawia więc niczego odkrywczego, zgodnie z resztą z powiedzeniem, że prawdziwego przyjaciela poznaje się w biedzie. Jednocześnie autorka ukazała prawdę na temat tego, jak dzieciaki potrafią być zafiksowani na punkcie bycia „na fali”. 

Punktem wyjścia fabuły książki jest szkolny klub debatancki. Jak ostatnio zauważyłem, owe koła dyskusyjne są dość często pojawiającym się motywem w kulturze amerykańskiej. Dla przykładu, w ciągu tygodnia od przeczytania „Początku wszystkiego”, miałem okazję zobaczyć film „Speech & Debate”, który ma kilka bardzo podobnych cech do książki Schneider. Jednak, ku mojemu rozczarowaniu, zarówno w pierwszym, jak i w drugim utworze, właśnie element klubu debatanckiego został przedstawiony jako najmniej istotny. 

Pisarka w swojej powieści ukazała także dokładnie to, co widoczne jest w wielu amerykańskich komediach. Chodzi mi o zabawne przedstawienie perypetii licealistów, rywalizację pomiędzy różnymi grupami i inne problemy związane z edukacją. 

Wbrew tytułowi, bohaterowie wcale nie zaczynają od razu od początku. Wręcz przeciwnie, przez większą część książki, zmagają się nadal z problemami przeszłości. Schneider robi to w naprawdę lekki, ale wcale nie nachalny i nieprzesłodzony sposób. Autorka nie wpycha nam na siłę historii o miłości dwójki porąbanych nastolatków, zachowuje za to umiar i w racjonalny sposób kieruje akcją, która ostatecznie zmierza do wielkiego finału. I choć ów finisz pod koniec nie jest już tak bardzo zaskakujący, jakby oczekiwał tego czytelnik, nie zmienia to faktu, że jest to jedna z lepszych młodzieżówek, jakie czytałem w tym roku. 

„Początek wszystkiego” wydany został pod marką Moondrive, w skład której wchodzą jedynie powieści dla młodzieży. Przekładem z języka angielskiego zajęła się Aga Zano. Opiekę redakcyjną nad książką sprawowała Agnieszka Urbanowska. Za korektę odpowiedzialna jest Magdalena Adamek. Projekt polskiej wersji okładki stworzyła niezastąpiona Eliza Luty, która na swoim koncie ma już także inne okładki książek Wydawnictwa Otwartego – stworzyła m.in. okładkę do książki „Panika” Lauren Oliver, do „Linii serc” Rainbow Rowell czy do „Oddam ci słońce” Jandy Nelson. 
Na księgarskich półkach powieść Schneider znajdziemy w oprawie miękkiej ze skrzydełkami, łączna liczba stron równa jest trzystu dwudziestu. Cena detaliczna książki wynosi 36,90 zł. Powieść dostępna jest także w formie ebooka. 

Jak sobie niedawno sprawdziłem, „Początek wszystkiego” utrzymuje się na miejscu trzecim w tak zwanej „topce” Empiku w dziale literatury młodzieżowej. Wcale mnie to nie dziwi, wręcz przeciwnie, mocno trzymam kciuki za to, żeby książka Robyn Schneider jak najdłużej utrzymała się na tej pozycji. Historia przedstawiona w powieści nie jest może nietuzinkowa, ale naprawdę frapująca, a do tego zabawna. Co ciekawe, „Początek wszystkiego” było pierwszą książką autorki. Jeśli tak wypada debiut, to jestem niezmiernie ciekawy, jak dobre będą inne książki Schneider.   

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Otwartemu.  
  
Tytuł: "Początek wszystkiego"

Autor: Robyn Schneider


Tłumacz: Aga Zano
 
Wydawca: Moondrive


Rok wydania: 2017

Liczba stron: 317 [5]


ISBN: 978-83-7515-460-3


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★★★☆*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  wynosi od jednej do pięciu gwiazdek.
 

PS. Podobało Wam się? Jeśli tak, koniecznie napiszcie, co sądzicie w komentarzach! Jeśli nie – też wyraźcie swoje zdanie!Jak widzicie, właśnie testuję nowy system komentarzy Disqus, więc Wasze przemyślenia są teraz dla mnie jeszcze bardziej cenne.
Aby skomentować anonimowo należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość".
 

0 komentarze:

Powiedz, co o tym myślisz...