czwartek, 10 sierpnia 2017

"Państwo Macron"

Kiedy siódmego maja Francuzi skierowali się do lokali wyborczych, by oddać głos na przyszłego prezydenta ich kraju, dwoje kandydatów musiało przygotować się zarówno na niepowodzenie, jak i na wielkie zwycięstwo. Dziś, patrząc na wyniki wyborów, można myśleć, że druga tura była z góry przegrana dla Marine Le Pen. Z ponad sześćdziesięcioprocentowym poparciem, prezydenturę objął Emmanuel Macron. I choć być może od jakiegoś czasu istnieje on w świadomości Francuzów, to dopiero teraz stał się człowiekiem rozpoznawalnym nie tylko we Francji, ale też całej Europie. Kim tak naprawdę jest nowy pan prezydent? 

Emmanuel Macron wychowywał się w rodzinie lekarzy. Z pewnością marzeniem jego ojca było, by syn sam założył lekarski kitel. Ten jednak od najmłodszych lat okazywał się całkiem inne pasje niż jego rówieśnicy. 

Zawsze nad wyraz inteligentny, bardziej dojrzały od kolegów z klasy, jednocześnie nikt nie mógł zarzucić mu, że cechuje się snobizmem i egoizmem. Młody Macron zaskakiwał swoją wiedzą i poglądami konserwatywnych nauczycieli, z którymi często zresztą lubił polemizować. Ulubionym sposobem spędzania wolnego czasu przez przyszłego prezydenta było natomiast… czytanie książek!  
Jako nastolatek uczęszczał do szkolnego koła teatralnego, gdzie poznał miłość swojego życia – starszą o dwadzieścia cztery lata Brigitte, która jest nauczycielką w jego szkole. I choć wydawać by się mogło, że to młodzieńcze zauroczenie szybko zamieni się we wspomnienie z przeszłości, Emmanuel zadeklarował kobiecie, że w przyszłości weźmie z nią ślub. Jak się okazuje, Macron dotrzymał słowa. Dziś, dawna profesorka szkolnej trupy teatralnej, stoi u jego boku jako ukochana żona. A nie potajemna kochanka…

Teraz Emmanuel Macron jest najważniejszą osobą we Francji. Jednocześnie śmieje się ze swoich przeciwników politycznych i dawnych sojuszników. On, nawet nie czterdziestolatek, dziś chce zmieniać Francję. Nie można jednak zapomnieć, że tam, gdzie prezydent, tam i Brigitte. „Państwo Macron” to dokument, który swoim czytelnikom przybliża nie tylko postać Emmanuela Macrona, ale także jego żony oraz historię ich miłości.

Dokument napisany przez Caroline Derrien i Candice Nedelec to książka, przedstawiająca losy dość kontrowersyjnej pary, która od pewnego czasu pojawia się na ekranach telewizorów na całym świecie i na pierwszych stronach popularnych francuskich czasopism. „Państwo Macron” jednak oprócz przedstawienia love story Emmanuela i Brigitte, opisują historię tej pary jeszcze sprzed wkroczeniem Macrona w politykę.

Wiem, że zabrzmi to śmiesznie, ale książka o tej parze prezydenckiej zaskoczyła mnie tym, że napisana została w naprawdę dynamiczny i ciekawy sposób.  Obawiałem się, że autorki nie będą umiały utrzymać na tyle przyciągającą narrację, by książkę można było przeczytać bez odczucia zmęczenia. A jednak Derrien i Nedelec się to udało, a „Państwo Macron” nie przypomina podanych w skondensowanej formie suchych informacji z encyklopedii. Jednak, niestety, jest to jedna z niewielu zalet tej książki.

Opisana przez autorki historia jest dość stronnicza i nieobiektywna. Większość opinii i faktów, zostało przytoczone przez samą panią Macron oraz dawnych znajomych pary prezydenckiej.  Jednocześnie w książce trudno znaleźć źródła poszczególnych wypowiedzi czy chociażby imiona i nazwiska osób, z którymi dziennikarki rozmawiały. Większość odpowiadających na pytania o Macronów to anonimowi koledzy i koleżanki prezydenta i jego żony. Poddaje to więc w wątpliwość rzetelność tego dokumentu. Bo kolegą z bliskiego środowiska Emannuela Macrona mogła być w tym wypadku nawet kreatywność autorek.

Bardzo rzucające w oczy jest też to, że autorki w swojej książce na pewien sposób zaczęły gloryfikować osobę, jaką jest Macron oraz jego zasługi. W dokumencie znajdziemy mnóstwo wypowiedzi, które należą do bliskich współpracowników i przyjaciół prezydenta, jednakże słów polityków opozycji jest naprawdę niewiele. Owszem, autorki opisują jego sprytną zagrywkę wobec Francois Hollande’a, lecz niewiele znaleźć można informacji na temat chociażby rzekomego wykorzystania ministerialnych pieniędzy na swoją własną kampanię wyborczą.

Podczas lektury bezkrytyczna postawa wobec Macrona może nieco irytować, tym bardziej że sam prezydent wydaje się mieć dość wysokie mniemanie o sobie. Na stronie sto sześćdziesiątej dziewiątej, znajdziemy nawet porównanie Emannuela Macrona do… Joanny d’Arc!

Choć autorki bardzo chciały zapanować nad tym, co dzieje się w ich dokumencie, to chronologia zdarzeń jest w poszczególnych rozdziałach poważnie zaburzona. Okresy sprzed wyborów mieszają się z okresem studiów i  pracą Macrona w finansach. Dla tych, którzy  interesują się polityką Francji, z pewnością nie będzie to problemem. Jednak dla osób, które o francuską politykę znają tylko z przekazów w portalach informacyjnych, to nieuporządkowanie może sprawić, że przez pewien czas nie będzie się można w książce odnaleźć.

W zależności jednak od naszych poglądów politycznych, książka sprawia, że prezydenta Francji możemy polubić (lub też wręcz przeciwnie). Mnie przynajmniej spodobały się pomysły Macrona, tym bardziej, kiedy u nas rządzący głosują na ustawy pełne błędów, a na urzędowych stołkach zasiadają córki leśniczych. Wydaje się, że Macron sprawił, iż francuska scena polityczna weszła na nowy, świeży i zrewolucjonizowany poziom. O tym, czy sprawdzi się podczas prezydentury, dopiero się przekonamy.

 „[E. Macron] To doskonały artysta, który od początku wspaniale odgrywa swą rolę”
wypowiedź Renauda Dutreila zawarta w książce „Państwo Macron”, tł. Andrzej Bilik

„Państwo Macron” wydane zostało przez Wydawnictwo Studio Emka. Za redakcję i korektę odpowiedzialni są Halina Tchórzewska-Kabata i Michał Kabata. Niestety, nie wiem, na którym etapie redakcyjnym pojawiły się problemy, aczkolwiek z pewnością jakieś musiały zaistnieć, gdyż w książce pojawiało się wiele błędów związanych z interpunkcją. Przez błędy, niektóre ze zdań stawały się czasem zupełnie niezrozumiałe. Jedno z nich brzmi tak:  „Między szorstkim humorem Manuela a tym, bardziej sztubackim Emmanuela”. Do teraz zastanawiam się, co autor miał na myśli.

Przekładem zajął się Andrzej Bilik. Podczas czytania miałem jednak czasem wrażenie, że tłumacz książkę przełożył „kropka w kropkę”. Kiedy więc notorycznie natrafiałem na wyrażenia: „Bardzo mi przyjemnie” czy „W końcu lat 1990”, zacząłem myśleć, czy Polacy faktycznie tak mówią? Jasne, po dosłownym przetłumaczeniu tego z francuskiego, tak właśnie to brzmi. Ale czy u nas naprawdę mówimy do dopiero co poznanych osób „Bardzo mi przyjemnie” zamiast „Bardzo mi miło”?

Projekt okładki stworzył Michał Duława. Oprawa jest miękka, bez skrzydełek. Na książkę składa się około 190 stron. Cena detaliczna wynosi 34,90 zł. Powieść dostępna jest także w formie elektronicznej.

Nie mogę powiedzieć, że czytając „Państwo Macron”, bezowocnie straciłem czas. Nie, myślę, że właściwie to moje cenne minuty zostały wykorzystane dość przyjemni i być może nawet pożytecznie. Udało mi się nieco poznać historię Macrona i jego żony, choć niestety tylko te fakty, które oni sami chcieli ujawnić. Książka sprawiła jednak, że zapragnąłem poznać to, o czym w książce nie było mowy. Nie było więc tak źle, jednak jeśli miałbym teraz wydać 35 złotych na tę książkę, to wolałbym kupić używaną „Revolution” w języku angielskim na eBayu

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Studio Emka oraz PR Art Media. 


Tytuł: "Państwo Macron"

Autor:Caroline Derrien & Candice Nedelec


Tłumacz: Andrzej Bilik
 
Wydawca: Wydawnictwo Studio Emka


Rok wydania: 2017

Liczba stron: 192 [6]


ISBN: 978-83-65068-88-0


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★☆☆☆*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  wynosi od jednej do pięciu gwiazdek.

PS. Podobało Wam się? Jeśli tak, koniecznie napiszcie, co sądzicie w komentarzach! Jeśli nie – też wyraźcie swoje zdanie!Jak widzicie, właśnie testuję nowy system komentarzy Disqus, więc Wasze przemyślenia są teraz dla mnie jeszcze bardziej cenne.
Aby skomentować anonimowo należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość".


0 komentarze:

Powiedz, co o tym myślisz...