wtorek, 22 sierpnia 2017

"Słońce umiera i tańczy"

Całkiem niedawno premierę miała nowa książka polskiej autorki Ewy Cielesz, która zatytułowana została „Słońce umiera i tańczy”. Jak zapewnia wydawnictwo, powieść o tym nietypowym tytule, miała być idealną wakacyjną lekturą. A jak mnie podobała się najnowsza powieść spod pióra Cielesz?

Kraków to miasto kojarzone z Wawelem, pięknymi Sukiennicami oraz starówką, małymi tajemniczymi uliczkami i Uniwersytetem Jagiellońskim. W tym mieście, a praktycznie w samym centrum, mieszka młoda malarka – Jagoda. Kobieta, świeżo po artystycznych studiach, maluje z pasji i powołania; robi to, co kocha. Wkrótce w jednej z krakowskich kawiarni zauważa mężczyznę o interesujących, egzotycznych rysach twarzy. Chociaż nie zna nawet jego imienia, nie potrafi zapomnieć jego widoku. Wkrótce, urzeczona urodą tajemniczego mężczyzny, postanawia namalować portret na podstawie tego, co zdążyła zapamiętać. A samego mężczyznę nazywała Dymitr…

Wkrótce, podczas spaceru po Krakowie, Jagoda na jednej z uliczek zauważa Dymitra. Z akustyczną gitarą w dłoni i czapką na monety przed sobą, swoją muzyką, a w szczególności głosem, urzeka każdego, kto tylko koło niego przejdzie. Choć do tej pory Jagoda nie zdawała sobie sprawy, to od pierwszego spotkania, kobieta zauroczyła się w mężczyźnie. Kiedy postanawia z nim porozmawiać, a ten przystaje na propozycję wspólnej kawy, Jagoda zaczyna się zakochiwać w pełnym tajemnic Dymitrze. Najpierw powoli i stopniowo, a potem gwałtownie i bez pamięci…

Jej wybranek jest jednak bardzo skryty i nie chce dzielić się z kobietą swoimi sekretami. Wkrótce każde z nich będzie musiało podjąć decyzję, czy związek dwóch artystycznych, ale jednocześnie zupełnie różnych duszy, jest wart tyle zachodu. Tymczasem w życiu Jagody pojawi się kolejny mężczyzna, na głowę zwali jej się także opieka nad pewnym staruszkiem. Czy pozornie poukładane życie Jagody wkrótce nie przerośnie jej samej? 

Początkowo w ogóle nie przypuszczałem, że będę chciał przeczytać najnowszą książkę Ewy Cielesz. Nie chodzi o to, że miałem uprzedzenia do autorki czy naczytałem się niepochlebnych opinii. Wręcz przeciwnie, do tej pory spotykałem się z dość pozytywnymi recenzjami „Słońca…”. Książka jednak wydawała mi się do bólu sztampowa. Nie ma co ukrywać, że powieści obyczajowe po prostu w większości są dość wtórne. A jednak, „Słońce umiera i tańczy” pod tym względem bardzo mnie zaskoczyło.

Cielesz stworzyła barwną, wielowątkową historię, w której rolę główną gra miłość. Jednakże miłość ukazana w tej książce nie polega jedynie na płytkich pocałunkach i namiętnych nocach. Autorka pokazała czytelnikom, że uczucie, które zwiemy miłością, może doprowadzić nie tylko do tych szczęśliwych chwil, ale również do tych, które powodują ból i niezabliźnione ran.

Jednocześnie dość szkoda, że te nieźle przedstawione uczucie, pojawia się głównie w jednym z pobocznych wątków. Myślę, że mogę stwierdzić, że to nie główny wątek, czyli relacja pomiędzy Jagodą a Dymitrem, jest najciekawszy, a rodzinny dramat, który po cichu rozgrywa się na drugim planie.

Choć na początku książki wydawało mi się, że „Słońce umiera i tańczy” będzie piękną romantyczną historią, w której bohaterowie stopniowo odnajdują miłość i samych siebie, to ostatecznie okazało się, że naprawdę się pomyliłem. To właśnie pierwszoplanowi bohaterowie byli najbardziej irytującymi postaciami spośród wszystkich, które występują w nowej powieści Cielesz. Jagoda niejednokrotnie zachowuje się jak niezwykły lekkoduch; kobieta zaślepiona jest swoim uczuciem do Dymitra niczym nastolatka, którą zainteresował się przystojny chłopak z wyższej klasy. I niestety, nie chodzi tutaj o klasę społeczną. Tymczasem Dymitr z niezwykle enigmatycznego grajka, z biegiem czasu staje się uciążliwym egoistą.  Mężczyzna zamiast dobrze zapowiadającego się wokalisty przypomina często znużonego życiem mężczyznę, który właśnie dowiedział się, że w ramach spadku otrzymuje do spłacenia kredyt w szwajcarskich frankach.
 
Choć koncepcja fabuły stworzona przez autorkę wydaje się całkiem niezła, to wykonanie nie do końca mnie przekonuje. Cielesz serwuje nam prostą i niezwykle przewidywalną historię. Pojawiający się w książce wątek z ukradzionym-znalezionym medalionem i jego obrazem, jest wręcz zbyt nierzeczywisty, nawet gdy wiemy, że książka to tylko fikcja literacka. Zachowanie Jagody bywa natomiast niejednokrotnie irracjonalne – choćby w osławionym momencie z trumną. 

Podczas lektury wydawało mi się też, jakby język bohaterów występujących w powieści, był kompletnie oderwany od rzeczywistości. Nie wiem, kiedy ostatnim razem pisarka miała kontakt z funkcjonariuszami policji, aczkolwiek nie wydaje mi się, by w 2017 roku policjant zwracał się do zatrzymanych per „obywatelu” czy „obywatelko”. Zresztą, ostatnim razem to słowo w podobnym kontekście usłyszałem, gdy używał go milicjant w serialu „07 zgłoś się”. A od czasu premiery tejże produkcji, parę lat już minęło…

Nienaturalny język to jedna sprawa. Inna natomiast związana jest z błędami merytorycznymi. Dla przykładu, według powieści, w roku 1952 w sklepach można było kupić obuwie na wyprzedaży. Z tego, co mi wiadomo, to wówczas Polacy pragnęli kupić rzeczy nawet za normalną cenę, aczkolwiek być może w innym, równoległym wymiarze, w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej obuwie eksportowano, a w sklepach pojawiały się wyprzedaże.

„Słońce umiera i tańczy” nie należy do tych lektur, które po przeczytaniu pozostaną w naszej pamięci na dłużej; do tych, do której wrócimy po latach, a przynajmniej nie w moim wypadku. Mimo dobrego pomysłu, historia Cielesz jest miałka i irytująca. I choć powieść posiada parę plusów, książkę kojarzę głównie z wadami, które w niej występują.

Powieść „Słońce umiera i tańczy” swoją premierę miała 24 maja bieżącego roku. Podobnie jak inne książki autorki, tak i ta wydana została przez Wydawnictwo Axis Mundi.

Za redakcję i korektę książki odpowiedzialna jest Katarzyna Sosnowska. Projekt okładki stworzył Borys Borowski. Szkoda, że okładka okazała się tak mało trafna, bo przewijające się w powieści opisy obrazów Jagody, z pewnością można byłoby w jakiś sposób przedstawić na okładce. Tymczasem wizytówką „Słońca…” są kostki brukowe i opadłe liście, które nijak mają się do historii Cielesz. Oprawa jest miękka bez skrzydełek.

„Słońce umiera i tańczy” to dopiero pierwsza część nowej serii autorki. Na powieść składa się około 230 stron. Cena detaliczna wynosi 34,90 zł. Książka dostępna jest także w wersji elektronicznej.

Nie twierdzę, że najnowsza książka Cielesz jest beznadziejna. Myślę, że z pewnością znajdzie ona wielu fanów. Jednak do mnie historia Jagody i Dymitra kompletnie nie przemówiła. Łapałem się na tym, że podczas lektury częściej denerwowałem się zachowaniem bohaterów niż gwałtownością akcji i niebezpieczną miłością. Oczekiwałem powieści zupełnie inaczej poprowadzonej, dlatego to, co zaprezentowała autorka, kompletnie nie sprostało moim oczekiwaniom. I choć dziś twierdzę, że raczej po drugą część już nie sięgnę, to nie zapewniam, że w przyszłości nie może się to zmienić. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Axis Mundi oraz firmie Booksenso.  
  
Tytuł: "Słońce umiera i tańczy"

Autor: Ewa Cielesz


Tłumacz: -
 
Wydawca: Wydawnictwo Axis Mundi


Rok wydania: 2017

Liczba stron: 228 [2]


ISBN: 978-83-64980-46-6


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★☆☆☆*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  wynosi od jednej do pięciu gwiazdek.
 

PS. Podobało Wam się? Jeśli tak, koniecznie napiszcie, co sądzicie w komentarzach! Jeśli nie – też wyraźcie swoje zdanie!Jak widzicie, właśnie testuję nowy system komentarzy Disqus, więc Wasze przemyślenia są teraz dla mnie jeszcze bardziej cenne.
Aby skomentować anonimowo należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość".


0 komentarze:

Powiedz, co o tym myślisz...