sobota, 13 stycznia 2018

"Krzywda. Historia moich blizn"

Eve Ainsworth to brytyjska pisarka książek dla dzieci i młodzieży. Parę miesięcy temu recenzowałem dwie powieści od tej autorki – „Zadurzenie” oraz „Siedem dni”. Po „Zadurzeniu”, które okazało się naprawdę niezłe, postanowiłem także zamówić „Krzywdę”, czyli najnowszą książkę psiarki. Czy była ona równie dobra, jak poprzednie?

Gabi na pozór prowadzi normalne, nastoletnie życie. Właściwie, to niczym nie różni się od swoich rówieśnic. Być może w szkole nie jest prymuską, za to naprawdę spełnia się w tym, co kocha robić – jeździć na deskorolce. Deska sprawia, że dziewczyna czuje się naprawdę szczęśliwa. Szczęśliwa, wolna, pozbawiona problemów.

Miłość do deski wiąże się jednak także z nieco innymi wspomnieniami. To właśnie dzięki niemu Gabi nie przestała próbować jeździć po pierwszym upadku. To on motywował ją do dalszej nauki, nie oceniał i kochał całym sercem – jej dziadek. Wszystko zmienia się, gdy dziadek Gabi umiera.

Dziewczyna nigdy nie miała dobrego kontaktu ze swoją matką, która z nieznanych dla Gabi przyczyn zawsze miała o coś pretensje do swojego ojca – a dziadka dziewczynki. Jej ojciec często zaś przebywał poza domem. Nic więc dziwnego, że kochający dziadek był swego rodzaju ostoją dla nastolatki. Dlatego, gdy ten odchodzi, dziewczyna nie potrafi sobie poradzić z codziennością.

Nikt nie potrafi zrozumieć tego, co przeżywa Gabi. Ani jej rodzice, ani przyjaciele. Zresztą dziewczyna nie próbuje nawet z nimi poważnie o tym porozmawiać, bo po zachowaniu widzi, że kompletnie nie znają uczuć, które się w niej kłębią. Jedyną osobą, z którą Gabi może porozmawiać, jest tylko ona sama. W tej samotności – choć przecież otacza ją grono roześmianych ludzi – nastolatka podejmuje decyzje, które uważa za jedyne słuszne. Otacza się obronnym murem, a bliską przyjaciółką zostaje… ostra żyletka.

Głębokie nacięcie, ból i spływająca po skórze ciepła krew sprawia, że dziewczyna potrafi przeżyć kolejny dzień. Tylko czy taki sposób radzenia sobie ze stratą będzie dobry na dłuższą metę? Do czego doprowadzą decyzje Gabi? I czy naprawdę nikt nie zauważy, że nastolatka zaczyna robić sobie krzywdę?

Po lekturze dwóch poprzednich książek Ainsworth byłem pewien, że powieść, którą tym razem zamówiłem do recenzji, będzie dobra. Zwyczajnie, przygotowany do tego, jaki poziom reprezentuje pisarka, liczyłem, że będę po raz kolejny zadowolony. To, co Ainsworth zaprezentowała, nieco mnie zaskoczyło. Na całe szczęście pozytywnie!

„Krzywda. Historia moich blizn” to historia o problemie często dotykającym młodych ludzi – samookaleczeniu i braku pomocy ze strony środowiska. Muszę przyznać, że ten temat w ostatnim czasie jest dość popularny, a w pewnych momentach wydaje się nawet mocno wyeksploatowany. Ja sam miałem okazję przeczytać całkiem niedawno dwie książki, których fabuła opierała się właśnie na tym zaburzeniu psychicznym. Mimo to, autorce udało się stworzyć opowieść, która jest bardzo dobra fabularnie, mimo tej tematyki.

Eve Ainsworth stworzyła historię mocną, ale z pewną subtelnością. W książce „Krzywda. Historia moich blizn” nie ma niepotrzebnej brutalności, agresji czy całkowicie odbiegających fabularnie wątków. Czytając, dokładnie wiedziałem, o czym traktuje ta powieść, jednocześnie nie czułem przytłoczenia, czy też niechęci. Właśnie to jest jednym z najpoważniejszych błędów w książkach o tej tematyce – autorzy usilnie starają się zagrać na naszych emocjach, umieszczając w swoich książkach ciężkostrawne, bardzo obrazowe opisy. W przypadku tej historii, pewnie bardzo dużą rolę odgrywa tutaj grupa wiekowa, do której kierowana jest książka. Na okładce widnieje bowiem liczba dwanaście plus.

Pisarka udowadnia jednak, że przy takiej powieści wcale nie potrzebny jest dokładny, szczegółowy opis tego, jak główna bohaterka nacina swoje ciało. O wiele mocniejsze jest to, co bohaterka przeżywa, to co dzieje się w jej głowie.

Ainsworth podkreśla w swojej książce, jak wiele zależy od nas i od pomocy drugiej strony. Warto zauważyć, że samookaleczenie, oprócz dającej pozornej przyjemności, naprawdę wycieńcza psychicznie i przeradza się w nałóg. I choć mi samemu trudno wypowiadać się na ten temat, bo nie jestem ani psychiatrą, ani psychologiem, to potwierdzają to liczne artykuły, choćby londyńskiego Royal College of Psychiatrists.

„Krzywda. Historia moich blizn” to także książka mówiąca o problemie zrozumienia pomiędzy pokoleniami oraz o rodzinnych tajemnicach, o przeszłości, która ma bardzo duży wpływ na teraźniejszość i przyszłość. Ale także o dawaniu drugiej szansy i zaufaniu.

Powieści Eve Ainsworth cechują się tym, że mimo niezbyt dużej objętości, są napisane dobrze, a cała fabuła jest poprawnie skonstruowana. Tak jest i tym razem. Praktycznie każdy z wątków ma wpływ na kolejne zdarzenia, a one z kolei ułożone są prawidłowo. Pod względem konstrukcji fabularnej, jak zwykle, na piątkę z plusem. Co do bohaterów – szczególnie wyrazista jest Gabi. To ona przykuwa uwagę i taka właśnie ma być główna bohaterka. Nie ukrywam jednak, że porównując ten tytuł z poprzednimi, postacie z „Zadurzenia” podobały mi się nieco bardziej. Obie historie są jednak oddzielne i traktują o innym problemie, dlatego też bohaterowie także muszą różnić się pod względem charakteru i doświadczeń.

Pozostaje jeszcze pytanie, czy ta książka faktycznie pasuje dla grupy wiekowej dwanaście plus, jak zapewnia na okładce wydawca? Tak jak zawsze, tak i tym razem twierdzę, że wszystko zależy od tego, jak dojrzały czytelniczo jest przyszły odbiorca. Samemu trzeba wyczuć, czy temat jest odpowiedni. W każdym razie, mimo że może nie było w „Krzywdzie” zbyt drastycznych scen, to ta książka naprawdę potrafi poruszyć cienkie struny. A przynajmniej było tak w moim przypadku. Niezależnie bowiem ile przeczyta się takich historii, każda z nich sprawia, że choć troszeczkę zmieniamy swój punkt widzenia.

Podobnie jak dwie poprzednie książki autorki, tak i ten tytuł, w Polsce wydany został przez Wydawnictwo Zielona Sowa. „Krzywda. Historia moich blizn” swoją premierę miała 25 października 2017 roku.

Za przekład tytułu odpowiedzialny jest Marcin Mortka, który to przetłumaczył także „Siedem dni”, „Zadurzenie” oraz parę innych tytułów Zielonej Sowy. Redakcją zajęła się Teresa Zielińska, a korektą Monika Pruska i Emilia Grzeszczak.

Polska wersja okładki powstała na podstawie oryginalnej, brytyjskiej wersji. Gdy otrzymałem swój egzemplarz do ręki, to moje reakcja była tylko jedna – wow. „Krzywda” jest powieścią dla młodzieży, a została wydana w niesamowitej okładce: genialnej w swej prostocie, eleganckiej, a jednocześnie zachęcającej do sięgnięcia po książkę. Faktura oprawy (która notabene jest miękka ze skrzydełkami) jest zresztą równie świetna. Już dawno tak bardzo nie zachwycałem się samą okładką.

Na powieść składa się niecałe 280 stron. Cena detaliczna wynosi około 25 złotych, a cena książki w wersji elektronicznej to 17,40 zł. I to wszystko bez promocji w księgarniach internetowych! Czasem mówi się, że cena przekłada się na jakość. Przy „Krzywdzie”, której cena w jednej z księgarń online wynosi niecałe 15 złotych za egzemplarz, to stwierdzenie się z pewności nie sprawdza.

Eve Ainsworth to mistrzyni w pisaniu o trudnych tematach. Udowodniła to już dwa razy poprzednimi tytułami, a „Krzywdą” potwierdza to po raz trzeci. Samookaleczenie to problem dotyczący szczególnie osób przed trzydziestym rokiem życia. Nie dziwi więc fakt, że takie książki kieruje się właśnie do młodzieży. Jestem jednak pewien, że historia Gabi zachwyci także i starszych czytelników. Jest to napisana w świetny sposób, dobra fabularnie powieść. Zwyczajnie musicie mieć ją na swojej półce. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Zielona Sowa.

Tytuł: "Krzywda. Historia moich blizn"

Autor: Eve Ainsworth


Tłumacz:Marcin Mortka
 
Wydawca: Wydawnictwo Zielona Sowa


Rok wydania: 2017

Liczba stron: 278 [4]


ISBN: 978-83-8073-559-0


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★★★☆*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  wynosi od jednej do pięciu gwiazdek.

PS. Podobało Wam się? Jeśli tak, koniecznie napiszcie, co sądzicie w komentarzach! Jeśli nie – też wyraźcie swoje zdanie!Jak widzicie, właśnie testuję nowy system komentarzy Disqus, więc Wasze przemyślenia są teraz dla mnie jeszcze bardziej cenne.
Aby skomentować anonimowo należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość".



0 komentarze:

Powiedz, co o tym myślisz...