Katastrofa w Czarnobylu stała się synonimem nieodpowiedzialności i złego postępowania z naturą. „W cieniu Czarnobyla” to nowa powieść autorstwa Madeleine Hessérus, w której motyw katastrofy na Ukrainie stanowi bardzo ważną część fabularną.

Katrina pochodzi ze Szwecji, choć nigdzie tak naprawdę nie mieszkała dłużej niż parę miesięcy. Wszystko za sprawą wychowywania się w rodzinie, w której praca ojca wymagała częstych podróży. Z tego względu Katrina przyzwyczaiła się do ciągłego bycia w ruchu i nieustającego zdobywania nowych umiejętności.

Teraz, gdy jest już biologiem i ukończyła szwedzki uniwersytet, mogłaby rozpocząć pracę w jednym ze spokojnych instytutów badawczych. Zamiast tego, postanowiła wyjechać tam, skąd do tej pory uciekano – na Ukrainę, a konkretnie w pobliże Strefy – skażonych terenów niedaleko byłej elektrowni atomowej w Czarnobylu.

Katrina nie ma pojęcia, czego może spodziewać się na postradzieckiej ziemi. Po wypadku jądrowym, w pobliżu Strefy zaczęło działać Centrum – instytut badawczy, zajmujący się terenami objętymi jądrową kwarantanną. To właśnie w tym miejscu swoje badania prowadzić ma młoda biolog ze Szwecji.

Katrina uciekając na Ukrainę, ucieka także przed problemami swojej tożsamości i obecnej sytuacji życiowej. Odchodzi od swojego chłopaka, wyjeżdża i zamyka kolejny rozdział swojego życia. A w Czarnobylu – pragnie poddać się pasji swojego zawodu. I nie ma zamiaru rozpraszać się czymś tak nieistotnym, jak międzyludzkimi relacjami w sferze zawodowej czy prywatnej.

Szwedzka biolożka musi jednak zaaklimatyzować się w nowym miejscu pracy, a surowe, ukraińskie standardy i ograniczenia budżetowe, z całą pewnością nie wpływają na to pozytywnie. Niebawem jednak Katrina rozszerza krąg swoich znajomych – oprócz przewodnika, poznaje bowiem także Grigorija – jednego z badaczy Centrum. I to właśnie on sprawi, że przygoda w Czarnobylu stanie się dla kobiety niezapomniana.

Mija bowiem dzień za dniem, a oprócz badań i naukowych eksperymentów, pojawia się także coś więcej pomiędzy dwoma badaczami… Problem tylko w tym, że związek pomiędzy Szwedką a Ukraińcem zwyczajnie nie może istnieć. A wpływ na to, iż ich relacja staje się zakazana i… tajemna, ma coś więcej niż różnice kulturowe…

O wszystkim dowie się jednak czarnobylska Strefa, która w ciszy od lat ze spokojem przyjmuje wszelkie ludzie sekrety. Która widziała ludzkie dramaty i przetrwała jedną z największych katastrof przemysłowych ubiegłego wieku. I w której z każdym rokiem coraz większy prym wieść zaczyna zmutowana promieniotwórczo przyroda, a nie człowiek.


Katastrofa w elektrowni jądrowej w Czarnobylu była jedną z największych katastrof ekologicznych ostatnich wieków. Wybuch reaktora na Ukrainie spowodował nieodwracalne zmiany, które dotknęły przeważającą część świata, a sam Czarnobyl stał się tematem nośnym i powszechnie znanym. Nic więc dziwnego, że stał się także motywem w kulturze i sztuce.

Książkę Madeleine Hessérus trudno jednoznacznie zdefiniować jako konkretną odmianę powieści. Może poza tym, że z całą pewnością jest to literatura piękna czy też proza fabularna. Dlaczego? „W cieniu Czarnobyla” nie jest bowiem ani książką przygodową czy powieścią grozy, ani też historią stricte romantyczną. Książka autorstwa szwedzkiej pisarki to raczej społeczno-obyczajowa historia, z wyraźnie zarysowanym wątkiem miłosnym, która ma dość istotny wpływ na fabułę.

Co może oznaczać to dla zwykłego czytelnika, sięgającego po tytuł z księgarskiej półki? Głównie to, że nie może nastawiać się na znane schematy czy typowe dla konkretnych rodzajów powieści motywy.

Warto zauważyć, że „W cieniu Czarnobyla” jest książką, w której autorka stawia nie tyle na rozwój wydarzeń czy też samych relacji pomiędzy Katriną a Grigorijem, a na opisowość codzienności w ukraińskiej Strefie. Z całą pewnością spowodowane jest to faktem, iż autorka miała okazję przekonać się na własnej skórze, jak wygląda Prypeć po katastrofie. Jednak jeśli czytelnik na książkę decyduje się jedynie w celach rozrywkowych, to może okazać się, że powieść Hessérus stanie się dla niego męcząca.

Pod tym względem książkę tę można porównać do nominowanej do Pulitzera powieści „Zbiornik 13”, w której to autor także stawiał raczej na przedstawienie zwykłych czynności, co później solidnie zawyrokowało przy ogólnych ocenach wystawianych przez krytyków literackich. Niestety, jeżeli chodzi o książkę Madeleine Hessérus, powieść ta ma jedną wadę – po drodze gubi się gdzieś nietypowy, mroczny klimat Strefy.

Dzieła zagłady nie da się powstrzymać, ale nie można go też przyspieszyć… Strefa funkcjonuje według własnego planu. A wiesz, o co jej chodzi? Żeby się pozbyć człowieka. Strefa tylko czeka, aż człowiek zniknie, na zawsze.

Madeleine Hessérus „W cieniu Czarnobyla”, Wydawnictwo Sonia Draga 2018

Jeżeli przegląda się zdjęcia robione dziś przez osoby stale odwiedzające Strefę, to z całą pewnością można powiedzieć, że te fotografie robią na odbiorcach piorunujące wrażenie. W przypadku tej powieści – i zabawy słowem autorki – takich odczuć jest zdecydowanie mniej. Akcja powieści skupia się co prawda wokół czarnobylskiej katastrofy, jednak, jako czytelnik, miałem wrażenie, że fabuła dzieje się nieco obok głównego epicentrum wydarzeń. Może zabrakło większej ekspresyjności opisów Strefy Wykluczenia wokół Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej? Może to Centrum zdominowało Prypeć? A może po prostu słowa, w tym przypadku, miały mniejsze możliwości perswazji niż obraz…

Madeleine Hessérus pochwalić może się dobrym researchem. Mam tutaj na myśli fakt, że bohaterowie książki szwedzkiej pisarki brzmią jak naukowcy z krwi i kości. Zatem nie tylko biegają w wykrochmalonych kitlach po Centrum, ale także używają fachowych sformułowań i górnolotnych słów (jak na przykład zamiast słowa przybliżony, użycie słowa aproksymatywny). I wszystko byłoby znośne, gdyby nie nadmiar tych sformułowań i terminów. Po pewnym czasie, dla zwykłego czytelnika, mającego niewiele wspólnego z medycyną, nomenklatura biologów może być zwyczajnie męcząca i – przede wszystkim – niezrozumiała.

– Tak. Zastanawiam się, co jest prawdą: czy to, że Strefa czyni z ludzi szaleńców, czy raczej to, że przyciąga do siebie tych, którzy już wcześniej zostali szaleństwem naznaczeni. Podobno ci, którzy wracają do swoich wsi, już są szaleni, jak psy i koty, które tam pozostały.
– Aż tak źle to wygląda?
– Strefę może zrozumieć tylko ten, kto się jej nauczy. Zresztą sama powiedz, jaką miarą zmierzyć szaleństwo?

Madeleine Hessérus „W cieniu Czarnobyla”, Wydawnictwo Sonia Draga 2018

Oczywiście, na plus tej książki zapisać można fakt, że autorka zdecydowała się na opisanie niełatwego tematu. Jeśli czytelnik da szansę tej powieści i przeczyta ją do końca, to z całą pewnością po lekturze wnioski dotyczące czarnobylskiej katastrofy nasuną mu się same. Owe rozważania w żadnym stopniu nie będą zaś dla czytelnika przyjemne. Zastanawiający jest bowiem kierunek, w jakim zmierza ludzka ingerencja w system biologiczny naszej planety.

Po lekturze „W cieniu Czarnobyla” w świadomości czytelnika nie tylko pozostaje fakt, że katastrofa ta na stałe zmieniła przyrodę w okolicach miejsca wybuchu reaktora, ale przede wszystkim na lata naznaczyła cierpieniem ludzi. Za wypadek zaś odpowiedzialny jest nikt inny, jak sam człowiek.

„W cieniu Czarnobyla” Madeleine Hessérus swoją premierę mieć będzie 19 września bieżącego roku. Za polskie wydanie odpowiedzialne jest Wydawnictwo Sonia Draga.

Książkę z języka szwedzkiego przełożył Wojciech Łygaś. Na powieść składa się około 340 stron. Cena detaliczna „W cieniu Czarnobyla” wynosić będzie 37 złotych. Książka wydana zostanie w oprawie miękkiej ze skrzydełkami.

„W cieniu Czarnobyla” to książka specyficzna, o niepospolitym charakterze. Warto wiedzieć, że nie jest to tytuł, który z góry spodoba się wszystkim – głównie dlatego, że autorka skupia się na przedstawianiu relacji pomiędzy poszczególnymi bohaterami i używa dość rzadko spotykanych w codziennej mowie wyrażeń. Jednocześnie jest to książka, która swoją ciężkostrawnością zmusza do myślenia i przedstawia niełatwą sytuację Strefy Wykluczenia.


Tytuł: "W cieniu Czarnobyla"

Autor: Madeleine Hessérus


Tłumacz: Wojciech Łygaś
 
Wydawca: Wydawnictwo Sonia Draga


Rok wydania: 2018

Liczba stron: 336


ISBN: 978-83-8110-492-0


Liczba przyznanych gwiazdek: ★★★☆☆

Bądź na bieżąco! Zaobserwuj oficjalny kanał na Facebooku: 

Aby skomentować artykuł anonimowo, należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość".

Mariusz Czubaj to dość znany polski twórca beletrystyki. Na swoim koncie ma wiele kryminałów, które od lat cieszą się dość sporą popularnością. W tym roku na rynku ukazała się kolejna książka Czubaja – „Dziewczynka z zapalniczką”.

Rudolf Heinz ma problemy – zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym. Nie jest on filmowym przykładem kawalera, czerpiącego z życia garściami i zwyczajnie dobrze się bawiącego. Zamiast tego – częściej przypomina raczej zgorzkniałego, starego policyjnego wygę, którego w życiu niewiele już zdziwi.

Heinz – z powodu niedawnych wydarzeń, w których przyszło mu brać udział – czuje też, że coraz bardziej oddala się od idei, które przyświecały mu, wstępując w szeregi policji. Wypalenie zawodowe – być może tak określiliby to psycholodzy – zdaje się dotyczyć także Rudolfa, który na katowickiej komendzie zajmuje się profilowaniem.

Niebawem jednak pojawia się impuls, który sprawia, że detektyw ponownie z pasją angażuje się w nową sprawę. Odnalezione zostają bowiem zwłoki Jacka Szymona – byłego policjanta i niejako dawnego mentora Heinza, który wdrażał świeżo upieczonego wtedy profilera w tajniki pracy policji.

Ofiara zginęła w sylwestrową noc pod kołami samochodu. I choć początkowo ktoś mógłby myśleć, że był to wypadek – okoliczności śmierci byłego policjanta wcale na to nie wskazują. Po pierwsze – zginął w mało uczęszczanym miejscu, w katowickim lesie, w którym nie mógł znaleźć się przypadkowo w sylwestrową noc. Po drugie, jak niebawem odkrywają śledczy, śmierć Szymona powiązana mogła być ze sprawą z przeszłości… dotyczącą morderstwa małej dziewczynki.

Kiedy Heinz angażuje się w śledztwo, nie wie jeszcze, że czeka na niego wiele zagrożeń. Z więzienia wychodzi bowiem jeden z jego dawnych znajomych z przeszłości. Kryminalista po odbyciu kary nie ma jednak zamiaru żyć zgodnie z przepisami prawa – na początek chce zaś rozliczyć się z tym, który sprawił, że lata życia spędził za kratami…

Tymczasem w sprawie Jacka Szymona pojawiają się nowe poszlaki, które prowadzą do… powiązań z mafią. Jaka jest prawda dotycząca śmierci byłego policjanta? Czy Heinzowi uda się rozwiązać sprawę, w której tak wiele jest niewiadomych? I co wspólnego z tym wszystkim ma dziewczynka z zapalniczką…?



Najnowsza książka Mariusza Czubaja to kolejny tom historii o Rudolfie Heinzie, który wydany został w maju bieżącego roku. Jest to niezła kryminalna historia, która nie wymaga od czytelnika zbyt wiele zaangażowania.

Na początku warto zaznaczyć, że „Dziewczynka z zapalniczką” to piąty tom serii o Heinzie. Pierwsza książka wydana została w 2008 roku i nosiła tytuł „21:37”. Nieświadomy tego, zamówiłem tytuł do recenzji i dopiero w momencie otrzymania egzemplarza, zorientowałem się, że jest to kontynuacja serii…

A jednak – pomimo nieznajomości poprzednich części – „Dziewczynkę z zapalniczką” czytało mi się dość dobrze. Nie mam niestety możliwości porównania jej z poprzednimi książkami autora, jednak ta wydaje mi się nieźle napisana i – co ważne – zachęca do sięgnięcia po poprzednie książki o Rudolfie Heinzie.

„Dziewczynkę z zapalniczką” zaklasyfikować można byłoby do kategorii „kryminału na lato”. Chodzi mi tutaj o to, że powieść Czubaja pod względem treści i klimatu, odstaje nieco od innych książek z zakresu literatury grozy, które można przeczytać. Niewątpliwie, powieść ta jest dobrze napisana, jednak czytelnicy muszą wiedzieć, że lektura tej książki nie wywoła w nich przerażenia czy innych mocnych literackich odczuć. Jest to przyjemny (o ile oczywiście taki typ książki można nazwać przyjemnym) kryminał, niewymagający od czytelnika zbyt wiele, ale jednocześnie niewiele wnoszący.

Nie oznacza to jednak, że „Dziewczynka z zapalniczką” jest książką złą. Wcale nie, trzeba raczej powiedzieć, że nowa powieść Mariusza Czubaja to historia z dobrze zaplanowaną kryminalną intrygą. Chociaż rozwiązanie zagadki nie jest może nazbyt zaskakujące, to jednak warto wspomnieć, że zostało ono dobrze zaplanowane i na pewien sposób rozrysowane w powieści. Zabójca nie wyskakuje niczym diabeł z pudełka, nie wiadomo skąd i dlaczego. Za to jego obecność wykrywalna jest – choć w niewielkim stopniu – na każdej stronie książki Mariusza Czubaja.

Z prawdopodobieństwem zdarzeń jest nieco słabiej, ale kiedy nieco przymrużymy na to oko, to w główny koncept da się uwierzyć. Bardziej spodobało mi się jednak miejsce, w którym dzieje się akcja książki. Fabuła powieści rozgrywa się w przeważającej części na Śląsku. Chociaż Katowice są jedynie tłem dla wydarzeń, to w sposób nienachalny Czubaj wprowadza ową śląskość i katowicki klimat. Jednocześnie autor nie tworzy swojej książki jedynie pod kątem Ślązaków – jest ona strawna dla każdego czytelnika, niezależnie od miejsca zamieszkania.

„Dziewczynka z zapalniczką” nie jest książką niesamowicie rozległą objętościową. Na tę powieść wystarczyło zaledwie około 280 stron. Pomyśleć można zatem, że przy tak małej liczbie stron zwyczajnie nie da się dobrze „rozpisać” powieści kryminalnej. Tymczasem nowa książka o Heinzie, dzięki swojej małej objętości, jest dość konkretna, z jednym głównym wątkiem i kilkoma mniejszymi epizodami, niewiele wnoszącymi do fabuły. To nieprzegadanie sprawia, że książkę czyta się, co prawda, dość szybko, ale także przyjemnie.

Zastrzeżeniem co do samej fabuły może być postawa głównego bohatera, która tak bardzo przypomina schematycznie używaną formę bohatera z problemami. W tym wypadku Czubaj serwuje nam dokładnie to samo – Rudolf Heinz jest kolejnym policjantem z niejasną, lecz nie do końca ciekawą przeszłością, z którą przychodzi zmagać mu się w teraźniejszości. Bez znajomości poprzednich książek z tej serii, trudno jednak mówić mi o słuszności zastosowania tego schematu – istnieje bowiem bardzo duże prawdopodobieństwo, że w poprzednich tomach tej historii, przygody Heinza same uwarunkowały jego obecną postawę.

„Dziewczynka z zapalniczką” wydana została w maju bieżącego roku przez Grupę Wydawniczą Foksal. Poprzednie książki z tej serii to „21:37”, „Kołysanka dla mordercy”, „Zanim znowu zabiję” i „Piąty beatles”. Książka wydana została w oprawie miękkiej, a jej cena detaliczna wynosi 34,99 zł. Powieść dostępna jest także w wersji elektronicznej i jako audiobook.

Czy tę książkę można polecić? Jestem przekonany, że tak. Ciężko jednak jest ocenić, jak dobrze poradził sobie Czubaj z tym tomem, jeśli nie zna się poprzednich. W każdym razie jednak, książka warta jest przeczytania – i można zrobić to nawet wtedy, gdy dopiero zaczyna się literacką przygodę z książkami Mariusza Czubaja.

Tytuł: "Dziewczynka z zapalniczką"

Autor: Mariusz Czubaj


Tłumacz: -
 
Wydawca: Wydawnictwo W.A.B. (GW Foksal)


Rok wydania: 2018

Liczba stron: 275 [3] [prebook]


ISBN: 978-83-2802-67-35


Liczba przyznanych gwiazdek: ★★★★☆

Bądź na bieżąco! Zaobserwuj oficjalny kanał na Facebooku: 

Aby skomentować artykuł anonimowo, należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość".

Kiedy na listach bestsellerów brylowały powieści Gillian Flynn, rynek książki w pewnym momencie oszalał na punkcie thrillerów, które w swojej nazwie lub fabule kojarzyły się z „Zaginioną dziewczyną”. „Uprowadzona” to jeden z nowszych thrillerów na rynku opublikowany przez Wydawnictwo Filia.

Nicole Cutty jest nastolatką i żyje dokładnie tak, jak przystało na młodą dziewczynę. Dobrze się bawi, nie przejmuje konsekwencjami i prowokuje – prowokuje nieustannie. Wraz z latem, przychodzą wakacje i niepowtarzalne imprezy, które, zakrapiane nielegalnie zdobytym alkoholem, pomagają uskutecznić marnowanie wolnego czasu.

Nicole tego lata jest jednak inna niż dawniej. Zawsze była odważna i wzbudzała sensację, ale ostatnio stała się wręcz… obsceniczna. Dziewczyna nie tylko podkreśla swoją figurę, ale przede wszystkim prowokuje młodego chłopaka, który pomimo dawnej sympatii, nie jest zainteresowany związkiem z Nicole. Być może dlatego, że ma dziewczynę – Megan McDonald.

Oczywiście, nie przeszkadza to Nicole w prowadzeniu dwuznacznych rozmów i kuszeniu nastolatka, w przeciwieństwie do cnotliwej Megan. Jednak każdy człowiek – nawet najbardziej cierpliwy – posiada granice, po których przekroczeniu nie można liczyć na miłosierdzie…

Po jednej z imprez, w których udział bierze duża część szkolnej społeczności, w niewyjaśnionych okolicznościach ginie zarówno Nicole, jak i Megan. Pomimo pracy policji, nie udaje się wyjaśnić, dlaczego dziewczyny zaginęły – i to tego samego dnia.

Wkrótce Megan zostaje odnaleziona… A właściwie – uratowana, ucieka bowiem z bunkra, w którym przetrzymywał ją oprawca. Dziewczyna wie, że spotyka ją wielkie szczęście... A jednak – zdarzenia z przeszłości odcisnęły na niej piętno…

Po roku Megan wydaje autobiografię, w której opisuje ucieczkę i swoją walkę o to, by ponownie żyć „normalnie”. I wydawałoby się, że wszystko wróciło do normy, gdyby nie jeden drobny szczegóły – Nicole nadal nie została znaleziona, żywa czy martwa.

Chociaż szanse na to, że Nicole nadal żyje, istniały, to Livia Cutty – starsza siostra dziewczyny – doskonale sobie zdawała sprawę, że raczej nie jest już to możliwe.  Livia pracuje bowiem jako lekarz medycyny sądowej i dobrze wie, jak pobożnym życzeniem byłoby myśleć o tym, że niebawem jej siostra wróci do domu cała i zdrowa, jak po rocznym gap year.

Wkrótce na jej stół sekcyjny trafia ciało topielca znad lokalnej rzeki. Livia, jak zwykle, zachowuje najwyższą staranność podczas badania – dlatego też niebawem odkrywa, że z ciałem młodego mężczyzny coś nie gra. Wątpliwości budzą w lekarce powody śmierci chłopaka; według Livii, denat wcale nie popełnił samobójstwa, rzucając się z mostu. Zginął wcześniej.

Niebawem lekarka odkrywa powiązanie pomiędzy odnalezionym w rzece mężczyzną a swoją siostrą. Livia – niejako wbrew własnemu rozsądkowi – postanawia na własną rękę dotrzeć do prawdy. Kiedy zaś znajduje w sobie odpowiednio dużo determinacji, kontaktuje się z odnalezioną Megan McDonald.

Livia za wszelką cenę będzie chciała odnaleźć siostrę, z irracjonalną nadzieją, że ta nadal być może gdzieś żyje i czeka, aż Livia pomoże jej wyjść na wolność. W tym samym czasie Megan próbuje poskładać w całość swoje życie. Jednak by pomóc Livii, powraca do trudnych wspomnień…


Charlie Donlea to nazwisko, którego do tej pory kompletnie nie znałem. Dlatego też na samym początku obawiałem się nieco, że książka „Uprowadzona” okaże się kompletną startą czasu i kolejnym odgrzewanym kotletem. Jak się okazało – całkiem niesłusznie, bo pomimo wielu książek o podobnej tematyce, autor udowadnia, że nadal można być całkiem oryginalnym.

Motywem przewodnim w tej książce jest porwanie nastolatki – Nicole Cutty. Na wstępie czytelnicy mogą od razu pomyśleć o kilku innych tytułach, które wydane zostały w ostatnich latach, a opierały się mniej więcej na tym samym założeniu. A jednak, mimo tego, autorowi udało się stworzyć wokół wątku na tyle ciekawą fabułę, że nie można powiedzieć, iż „Uprowadzona” to kolejny sztampowy tytuł literatury popularnej.

Charlie Donlea stworzył świetną książkę, która przypomina dobrze zbudowany serial sensacyjny. Każdy kolejny rozdział to odcinek, którego nie możemy się doczekać. A w nim? Świetnie napisani bohaterowie i niezwykle dynamiczna akcja, niepozwalająca czytelnikowi się nudzić.

Ta książka to trochę jak skrzyżowanie popularnego serialu „CSI: Kryminalne zagadki Las Vegas” z mniej sensacyjnymi serialami takimi jak „Broadchurch” czy „True Detective”. Z jednej strony mamy bowiem naprawdę porządnie napisaną zagadkę kryminalną, którą niełatwo jest rozwiązać przez ogrom powiązanych z nią wątków, a z drugiej – samozwańczą panią detektyw, która wykracza poza swoje służbowe obowiązki lekarza medycyny sądowej.

Na pierwszy rzut oka wiadomo już, komu w tej historii będziemy kibicować – jest to z całą pewnością Livia, która tak bardzo daje pochłonąć się swojemu śledztwu, że innym sprawom bohaterka nadaje wówczas zdecydowanie mniejszy priorytet. Jest to postać dobrze skonstruowana i wywierająca na czytelniku naprawdę dobre wrażenie.

Nie oznacza to, że w książce Charliego Donlei każdego z bohaterów można od razu bezbłędnie ocenić czy sklasyfikować. Wręcz przeciwnie, im bardziej zagłębiamy się w lekturę tej książki, tym więcej wątpliwości mamy do intencji poszczególnych bohaterów. Autor stworzył zawiłą historię, która sprawiłaby kłopoty niejednemu śledczemu – i to chyba jeden z najważniejszych atutów tej książki.

„Uprowadzona” świetnie wyróżnia się wśród popularnych ostatnio, ale jednocześnie nijakich, przewidywalnych czy mających nielogiczne zakończenie thrillerów. Jest to tytuł, który z całą pewnością zasługuje na uwagę, tym bardziej że w przeciwieństwie do wielu innych książek zaliczanych do tak zwanej „literatury grozy”, ten nie jest usilnie promowany przesłodzonymi blurbami.

Tej książki nie poleca Stephen King na okładce. Nikt nie twierdzi też, że Charlie Donlea to autor mająca na koncie bestsellery zanotowane na liście „The New York Timesa”. Między innymi dzięki temu ta książka może się podobać, bo nie jest porównywana do innych podobnych powieści; bo wydawca z góry nie każe czytelnikowi zawyżać jej poziomu.

Książka co prawda nieco traci przy zakończeniu, wydaje się ono trochę nazbyt hollywoodzkie, w ogólnym rozrachunku jednak – biorąc pod uwagę dobrze scharakteryzowanych bohaterów, niezłą dynamikę i trzymającą w napięciu do samego końca fabułę – myślę, że można przymknąć na to oko.
„Uprowadzona” Charliego Donlei wydana została przez Wydawnictwo Filia. Jest to jedno z kilku zagranicznych wydań tego tytułu.

Za przekład z języka angielskiego odpowiedzialny jest Adrian Tomczyk. Redakcją i korektą zajęli się Gabriela Niemiec i Mirosław Krzyszkowski. Polską wersję okładki opracował Mariusz Banachowicz.

Na książkę składa się około 490 stron. Cena detaliczna tytułu wynosi 39,90 zł. Książka dostępna jest także w wersji elektronicznej.

Książka Charliego Donlei to naprawdę niezły thriller, który z całą pewnością spełnia swoje zadanie – sprawia, że czytelnicy nie tylko czują się nieswojo, ale także do samego końca nie potrafią dobrze rozwiązać zagadki, nawet mimo subtelnie podsuwanych przez autora kolejnych elementów układanki. „Uprowadzona” to po prostu jedna z najlepszych książek, jakie miałem okazje przeczytać tego lata.

Tytuł: "Uprowadzona"

Autor: Charlie Donlea


Tłumacz: Adrian Tomczyk
 
Wydawca: Wydawnictwo Filia


Rok wydania: 2018

Liczba stron: 290 [4]


ISBN: 978-83-8075-440-9


Liczba przyznanych gwiazdek: ★★★★☆

Bądź na bieżąco! Zaobserwuj oficjalny kanał na Facebooku: 

Aby skomentować artykuł anonimowo, należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość".

Już w październiku bieżącego roku odbędą się wybory do władz samorządowych. Znane są nazwiska samorządowców, którzy pragną objąć stołek prezydenta czy burmistrza, a wraz z nimi – program swój lub partii, którą reprezentują. Z każdym rokiem pojawia się także promocja „pójścia na wybory”. „Włącz DEMOkrację” Roberta Biedronia, wydana w pierwszym kwartale tego roku, to książka dla dzieci mówiąca o polityce w demokratycznym państwie.

Edukacja obywatelska w zakresie działania i roli państwa jest w naszym kraju dość ograniczona. Co prawda – dzieci na temat ustroju i systemu Rzeczypospolitej dowiadują się na zajęciach z wiedzy o społeczeństwie w gimnazjum – lub obecnie: starszych klasach podstawówki – jednak we wcześniejszych latach wiedza przekazywana młodym jest z reguły zdecydowanie za mała.

Robert Biedroń w książce „Włącz DEMOkrację” tłumaczy młodym ludziom różnice pomiędzy różnymi ustrojami politycznymi i typami państw. Robi to w sposób bardzo prosty – za pomocą książki-gry, która jednocześnie sprawdza wiedzę czytelników.

W książce znajdują się rozdziały dotyczące tego, czym są ugrupowania polityczne, jak sprawować władze i kto może to robić, kim tak naprawdę jest obywatel i jakie prawa mu przysługują, a także czym jest obywatelskie nieposłuszeństwo. Oczywiście, oprócz tego, autor na samym początku zajmuje się samymi podstawami – wyjaśnia, czym w ogóle jest państwo i jakie ma role.

Dzięki kolorowym ilustracjom – dość oszczędnym, a jednocześnie świetnie wkomponowującym się w książkę Roberta Biedronia – młodzi czytelnicy w łatwy i przyjemny sposób będą mogli skonsumować treści, o przecież wcale nie tak łatwej tematyce.

Zastosowana forma gry sprawia, że książka zaś nie jest typowy podręcznikiem do wiedzy o społeczeństwie, a czymś wymykającym się z tych podręcznikowych, nudnych ram.


Robert Biedroń to chyba jeden z najpopularniejszych samorządowych polityków – osiągnął dość sporą popularność dzięki swojemu bezkompromisowemu podejściu, ale także szczerości i życzliwości wobec drugiego człowieka. Zresztą – spotkania z nim z reguły gromadzą tłumy słuchaczy, co świadczy samo za siebie. Jego nowa książka skierowana dla dzieci jest świetnym przykładem tego, jak mówić o polityce dzieciakom, nie zrażając ich wydającymi się często nudnymi niuansami.

Niestety, w naszym kraju bardzo łatwo zaobserwować można polityczną spolegliwość. Wskaźnik obecności na wyborach – niezależnie, czy to samorządowych, czy parlamentarnych – nie jest zaskakująco wysoki.  Często później – mimo nieskorzystania z czynnego prawa wyborczego – obywatele narzekają na zły dobór rządzących, będąc idealnym przykładem obywatela-hipokryty.

„Włącz DEMOkrację” niesie ze sobą wiele wiadomości i wartości. Wśród nich pojawia się właśnie ta, która krytykuje bierną postawę obywateli. Robert Biedroń w swojej książce podkreśla, jak ważne jest oddawanie głosów w wyborach. Korzystanie z przysługującego czynnego prawa wyborczego, leży bowiem na podwalinach systemu demokratycznego.

Chociaż Robert Biedroń jest samorządowcem (przynajmniej na razie – pojawiają się bowiem informacje o jego planach dotyczących zawojowania Parlamentu Europejskiego), to bardzo żywo angażuje się w komentowanie bieżących krajowych spraw politycznych. Można byłoby się więc obawiać, że jego książka napisana zostanie w sposób przedstawiający tylko jego własne poglądy polityczne, w sposób nieobiektywny czy tendencyjny.

Tymczasem autor zachował pełen profesjonalizm i klasę, gdyż jego książka o demokracji dla dzieci nie jest niewłaściwą, polityczną indoktrynacją, a rzetelnie napisanym przewodnikiem po państwie XXI wieku. Autor w swojej książce porusza wiele tematów – od tego, jakie istniały lub istnieją ustroje na świecie (opisuje zatem monarchię, oligarchię, komunizm, faszyzm, nazizm i demokrację), aż po przedstawienie definicji tego, czym jest partia rządząca, a czym opozycja.

Robert Biedroń w swojej książce nie bije po dłoniach linijką w momentach, kiedy czytelnik podejmie w jego książce-grze niewłaściwą decyzję (np. wybierając jako ustrój swojego państwa faszyzm). Pomaga przedstawić popełniony błąd, jednocześnie dając swobodę wyboru zgodnie z własnymi preferencjami politycznymi – chociaż akurat dla wspomnianego faszyzmu, w książce Biedronia nie ma miejsca (i słusznie).


Smutny wydaje się fakt, że w dzisiejszych czas bardzo mała część osób młodych interesuje się polityką krajową i zagraniczną, bez sprzeciwu przyjmując teorie, podawane na tacy im przez rodziców, nauczycieli, dziadków, kolegów czy mass media. Oczywiście, nie chodzi mi o to, by twierdzić, iż akceptowalny jest bunt dziecka wobec rodzica. Mam raczej na myśli fakt, że dziecko od małego powinno być świadome swojej niezależności i własnej opinii – w przeciwieństwie do utartego powiedzenia, że dzieci i ryby głosu nie mają. Zatem – kiedy owe dzieciaki dorosną – nie powinny mieć problemu z określeniem wartości, którymi się kierują i z ocenieniem, jaka ideologia polityczna im odpowiada. Zwyczajnie, nie powinniśmy wpajać dzieciom postaw konformistycznych.

Robert Biedroń w książce „Włącz DEMOkrację” uczy dzieci polityki od podstaw, jednak z każdym kolejnym rozdziałem nie daje im zapomnieć o omówionych wcześniej wiadomościach. Powtarzane wartości powodują, że dzieciaki mają większą szansę zapamiętać przedstawione przez autora wiadomości. Dodatkowo, pod koniec lektury, pojawia się krótki test sprawdzający wiedzę zdobytą w książce.

„Włącz DEMOkrację” to taka książka, z którą dziecko nie zapozna się raczej samemu, nawet jeśli od dawna samodzielnie już czyta. Jest to tytuł, który sprawdzi się dla czytelników w wieku 11-12 lat, jednak wówczas należy czytać książkę razem z dzieckiem. Nie dlatego, by wyręczać go w składaniu liter, ale po to, by po każdym rozdziale upewnić się, że młody czytelnik zrozumiał przeczytaną treść i by odpowiedzieć na jego ewentualne pytania.

Książka Roberta Biedronia pomoże zatem rodzicom, którzy nie boją się poświęcić odrobiny czasu na wytłumaczenie dziecku tego, jak działa nasze państwo. Jestem przekonany także, że „Włącz DEMOkrację” mogłoby być świetnym materiałem na zajęcia z kształcenia obywatelskiego.

O czym warto jeszcze wspomnieć, książka Roberta Biedronia została bardzo ładnie wydana. Jeśli chodzi o szatę graficzną – ta z całą pewnością nie jest nudna. Za ilustracje odpowiada Marek Szymczak. Ilustracje faktycznie są dość minimalistyczne, przedstawione w popularnym „stockowym” stylu, nie rozpraszają one jednak podczas czytania. Strony książki „Włącz DEMOkrację” są wielokolorowe, dlatego papier nie jest zbyt cienki. Kartek nie klejono, a szyto z oprawą, zatem nawet pomimo częstej lektury, książka nie powinna łatwo czytelnikowi rozpaść się w rękach.

Książka „Włącz DEMOkrację” wydana została przez Znak Emotikon należący do Społecznego Instytutu Wydawniczego Znak.

Za redakcję tytułu odpowiada Monika Skowron, a za korektę – Judyta Wałęga. Projekt okładki stworzył Jan Kallwejt. Cena detaliczna książki wynosi 36,90 zł. Tytuł dostępny jest tylko w wersji papierowej.

Nie mam wątpliwości, że takie książki dla dzieci i młodzieży są zdecydowanie potrzebne. Jeżeli bowiem jedenasto- czy dwunastolatkowie nie znają podstaw działania swojego państwa, a o istnieniu monarchii słyszeli jedynie w bajkach, to z całą pewnością warto podjąć wysiłek, zmierzający do wprowadzenia w edukację dzieci, tematów związanych z zasadami działania państwa i demokracji. Dobrze napisana książka Biedronia może zaś stać się solidną podstawą dla takich działań.

Tytuł: "Włącz demokrację"

Autor: Robert Biedroń


Tłumacz: -
 
Wydawca: Znak Emotikon


Rok wydania: 2018

Liczba stron: 156 [8]


ISBN: 978-83-240-5050-5


Liczba przyznanych gwiazdek: ★★★★☆

Bądź na bieżąco! Zaobserwuj oficjalny kanał na Facebooku: 

Aby skomentować artykuł anonimowo, należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość".