Fot. mat. prasowe dystrybutora filmu "Mój piękny syn"/ M2Films
 Historie o uzależnieniach z reguły nie są powieściami, które łatwo zdobywają wysokie notowania na listach bestsellerów. Od połowy stycznia na polskim rynku dostępna jest zekranizowana niedawno książka „Mój piękny syn” autorstwa Davida Sheffa.

David Sheff to 63-letni amerykański pisarz i dziennikarz, który znany jest czytelnikom między innymi dzięki swoim książkom, takim jak „Chiński Świt”, ale także współpracy z magazynami „The New York Times” czy „Rolling Stone Magazine”. Udane życie zawodowe przyczyniło się do licznych sukcesów mężczyzny, a on sam – w środowisku – uznany mógł być za wielkiego szczęściarza, wiodącego dość idylliczne życie.

A jednak, rzeczywistość nie była tak kolorowa, jak wydawało się to dalszym znajomym czy przełożonym Sheffa w latach 90. Kiedy mężczyzna pisał kolejne artykuły czy wydawał książki, jednocześnie musiał zmierzyć się z poważnymi problemami we własnej rodzinie, o czym w końcu napisał w „Moim pięknym synu”.

W 1994 roku Sheff odkrywa, że jego 12-letni wówczas syn – Nic – zaczyna próbować narkotyków i alkoholu. Choć takie zachowanie młodego, dojrzewającego chłopaka, nie budzi wielkiego zdziwienia wśród kadry pedagogicznej, stanowi zaniepokojenie rodziców. Nic jednak nie zwiastuje ogromnych kłopotów, które na rodzinę Davida spadną w późniejszym czasie.

Mimo rozmów i z reguły dość dojrzałego i odpowiedzialnego zachowania Nica, chłopak nie kończy na jednym, zapalonym „tylko na próbę” joincie. Nie zamierza jednak nikomu się z tego zwierzać, a tym bardziej nie rodzicom. W końcu wszystko ma pod kontrolą, może rzucić kiedy tylko zechce, w żadnym razie nie jest uzależniony.

Chłopak zaczyna eksperymentować z kolejnymi zakazanymi substancjami, a tak zwane „narkotyki miękkie” przestają mu wystarczać. Mówiąc zaś, że wszystko ma pod kontrolą, prawdopodobnie pragnie oszukać samego siebie.

Kiedy David zaczyna interweniować, okazuje się, że na prosty ratunek – spotkania z psychologiem czy kilkudniowy odwyk, jest już za późno. Słowa „wszystko w porządku” i „przepraszam” przestają już cokolwiek znaczyć.

Rozpoczyna się prawdziwa walka – walka o syna, o jego ratunek i o to, by ponownie móc żyć normalnie.


„Mój piękny syn” to książka, która zadziwia – swoją konstrukcją, prawdomównością i bolesnymi wspomnieniami. Jest to jednak przede wszystkim tytuł, który przedstawia prawdziwą, bolesną historię młodego człowieka.

Premiera książki o nastoletnim Nicu nie jest przypadkowa, mijają bowiem właśnie dwa tygodnie od premiery filmu na podstawie wspomnień Sheffa. Po zobaczeniu zwiastunów niektórzy mogą spodziewać się historii ukazującej trudny problem, ale przekazanej w pogodny, moralizatorski sposób. Nie mogliśmy się jednak bardziej mylić.

David Sheff w swojej książce nie owija w bawełnę. To nie tylko historia jego syna, ale także sytuacja, w jakiej przyszło dorastać chłopakowi – przyszłemu narkomanowi. David Sheff w „Moim pięknym synu” przed czytelnikami całkowicie się obnaża, pozwalając na krytykę, a nie licząc na współczucie.

Ta książka stanowi dla autora swoistą spowiedź, podczas której Sheff przedstawia wszystko, co miało wpływ na sytuację, w której znalazł się syn autora. Mówi o swoich błędach wychowawczych, o porażkach, niepowodzenia i niespełnionych nadziejach. Ta książka ma jednak jeszcze jeden ważny aspekt – potrafi otworzyć oczy.

Tematyka uzależnień nadal jest dla wielu mocno niezrozumiała. Choć problem narkotyków czy alkoholu jest dość powszechny, to mało osób ma faktyczną wiedzę, a przynajmniej – świadomość tego, czym tak naprawdę są uzależnienia. Z całą pewnością książka ta nie stanowi „biblię walki z uzależnieniami”. Nie zastąpi ona także specjalistycznej literatury. Może być to jednak pierwszy krok do zrozumienia, jak wygląda życie i walka z uzależnieniami. Bo jak pokazuje autor, często zapominamy, że jest to naprawdę niełatwa choroba.

„Nie sądzę, żeby to działało na mnie lepiej niż poprzednim razem – mówi [Nic – P.O.]. – Ta cała gadka o Bogu… - przerywa. – Ta cała gadanina o Bogu. Nie mogę tego strawić”
 David Sheff, „Mój piękny syn” (tł. Jarosław Mikos)

Problem narkotykowy nie jest prosty – ani dla uzależnionej jednostki, ani dla otoczenia, które z nią żyje. David Sheff mocno kontrastuje swoją sytuację z radami w stylu „zostaw go sam sobie”. Pokazuje, że nie można jednoznacznie oceniać osoby najbliższej ani uzależnionej. A postronni obserwatorzy z zewnątrz, którzy często nie mają pełnego obrazu sytuacji, potrafią w dobrej wierze podać najgorsze rady.

David Sheff w „Moim pięknym synu” przedstawia także liczne fragmenty badań czy opinie ekspertów, które zdobył nie tylko w czasie pracy nad książką, ale także podczas leczenia własnego syna. I choć sprawia to, że akcja w książce momentami naprawdę mocno zwalnia, jest to konieczne, by prawidłowo ukazać problem narkotyków.

„Mój piękny syn” szokuje – nie tylko sposobem przedstawienia problemu, ale tym, jak naprawdę wygląda uzależnienie. I choć rzadko używam takich sformułowań, to w przypadku tej książki jestem pewien, że naprawdę może ona zmienić nasze postrzeganie na osoby uzależnione.

„Osoba uzależniona może zawłaszczyć rodzinę dla siebie: skupić na sobie całą uwagę rodziców, nawet kosztem pozostałych dzieci, nawet kosztem współmałżonka. Nastroje pozostałych członków rodziny zaczynają zależeć od tego, jak sobie radzi uzależniony. […] Ludzie gubią swoją tożsamość, ponieważ wszystko inne, poza uzależnionym małżonkiem albo dzieckiem, albo rodzicem, ktokolwiek to jest, traci znaczenie. Z ich życia znika wszelka radość”
 David Sheff, „Mój piękny syn” (tł. Jarosław Mikos)

Chociaż rodzinna historia Davida i Nica rozpoczyna się już w latach dziewięćdziesiątych, to trzeba zauważyć, że problematyka ta jest nadal mocno aktualna. W świecie, w którym coraz łatwiej dostępne są używki, młodym ludziom często trudno jest odpowiedzieć „nie”. Tym bardziej że o dających korzyści narkotykach często przekonują rówieśnicy, czy korzystający ze wspomagania idole, czy nawet fikcyjni bohaterowie (jak chociażby dr House z popularnego amerykańskiego serialu o tym samym tytule).

Sheff w „Moim pięknym synu” udowadnia, jak wygląda rodzicielskie uczucie. Pokazuje też, jak czuje się bliska osoba człowieka uzależnionego – bezradna wobec coraz bardziej rozwijającego się nałogu. Ta książka to historia o sile uzależnienia, ale także o jego zwycięstwach i kolejnych – nierzadko karkołomnych – próbach jego pokonania. Historia, której zwyczajnie nie można jednoznacznie ocenić. Bo choć zachowania Davida czy Nica mogą nas oburzać, to kto tak naprawdę daje nam przyzwolenie na ich krytykę?


Autor książki popełnia błędy, których później żałuje. Nie jest on jednak fikcyjnym bohaterem powieści, a prawdziwym człowiekiem – który z całego serca pragnął jednego: wszystkiego, co dobre, dla swojego pięknego syna. Miał zatem pełne prawo, by owe błędy popełnić. A teraz – ma odwagę, by głośno o nich mówić. 

Książka Davida Sheffa w Polsce ukazała się nakładem Wydawnictwa Poradnia K. Swoją premierę miała 14 stycznia. Za przekład odpowiedzialny jest Jarosław Mikos.

„Mój piękny syn” to nie jest urocza historia z niezwykłym happy endem, której w swojej kolekcji nie powstydziłby się Walt Disney. To opowieść wstrząsająca, wzbudzająca w czytelnikach niezwykle mocne, nierzadko skrajne emocje. To książka o wspólnej pracy, poddawaniu się, wierze w moc leczenia i sile woli.

Prędkość wydawania książek przez Remigiusza Mroza nikogo już nie zaskakuje. Zamiast tego, nierzadko zaskakuje fabuła jego książek. „Władza absolutna” to najnowsza, trzecia część z politycznej serii „W kręgach władzy”.

Takie rzeczy nie zdarzają się w Polsce. A przynajmniej – nigdy do tej pory nie zdarzały. Przecież w tym kraju nie podkłada się bomb. W Polsce nie ma terrorystów. A przynajmniej – nigdy do tej pory nie było.

Kiedy dochodzi do detonacji, władza w państwie zostaje zachwiania. Właściwie nic z niej nie pozostaje, poza garstką ministrów, równie zaszokowanych nietypową sytuacją, co reszta Polaków. Umiera Daria Seyda, sprawująca do tej pory obowiązki prezydenta. Nie wiadomo, co dzieje się z premierem – chociaż Chronowskiego nie było w miejscu wybuchu, nie można się z nim skontaktować.

Polska nie potrafi odnaleźć się w nowej sytuacji. Nic zresztą dziwnego – Konstytucja nie przewidziała sytuacji, w której umierają wszyscy potencjalni kandydaci na głowę państwa. Polacy nie mają żadnego designated survivor – wyznaczonego ocalałego. W tej chwilowej anarchii zyskać będą chcieli jednak ci, którzy najmniej na to zasługują…

W tym niepokojącym dla kraju momencie, wszystkie możliwe partie będą chciały ukroić dla siebie kawałek tortu. Rozpocznie się najbardziej drastyczna z możliwych kampanii wyborczych – grająca na emocjach pogrążonych w chaosie obywateli. Nie ma bowiem czasu na żałobę, tym bardziej że pojawiają się doniesienia o mobilizacji wojsk za wschodnią granicą.

Patryk Hauer będzie musiał odnaleźć się w nowym porządku kraju. I – co ważne – zrobić wszystko, by jak najwięcej zyskać w nowej sytuacji. Problem jednak w tym, że coraz bardziej pochłaniać zacznie go coś, czego politycy raczej nie robią – poznawanie prawdy. Jak się bowiem przekonuje, za zamachem na Seydę nie stoi przypadkowy samobójca z pasem szahida.

Nie wiele brakuje, by sekrety ukrywane przez rząd wyszły na jaw. Jednak jaką cenę będą musieli zapłacić ci, którzy spróbują poznać prawdę?


O serii political-fiction Remigiusza Mroza można znaleźć wiele różnych, czasem naprawdę skrajnych opinii. Proza polskiego pisarza odbiła się szerokim echem wśród masowej publiki i dziś, nawet ci, którzy nie odwiedzają często bibliotek czy księgarń, słyszeli o robiącym zawrotną karierę w literaturze opolaninie.

„W kręgach władzy” to seria, którą szczególnie lubię. Po przeczytaniu pierwszego tomu, miałem wrażenie, że autor wreszcie trafił na temat, który jest jednocześnie niezwykle nośny, a przy tym – nadal nie tak mocno wyeksploatowany. Dlatego też wobec tych książek miałem szczególne nadzieje.

I podobnie jak w przypadku pierwszych dwóch tomów – „Wotum nieufności” i „Większości bezwzględnej” – tak i „Władza absolutna” okazuje się naprawdę ciekawie skonstruowanym thrillerem politycznym stworzonym w polskich realiach!

„Władza absolutna” jest zupełnie innym rodzajem historii, niż te, do których do tej pory przyzwyczaił nas autor. Jest to nadal sensacyjna, dynamiczna powieść, jednak zachowana w całkowicie odrębnym, nieco doroślejszym stylu niż seria o Joannie Chyłce czy niezwykłe przygody komisarza Forsta.

Remigiusz Mróz w swojej politycznej powieści korzysta ze wszystkich zdobytych umiejętności pisarskich. Umiejętnie tworzy wielowątkową intrygę, w którą wprowadza zręcznie kolejne elementy. Autor tym samym prowadzi do stworzenia nieoczywistej fabuły, w której nie łatwo odkryć prawdę.

Choć w ostatnim czasie Remigiusz Mróz tworzy mniej lub bardziej nieprawdopodobne scenariusze dla swoich bohaterów (tak było chociażby w „Kontratypie”), to w fabułę „Władzy absolutnej” naprawdę można uwierzyć. I to bez większego kręcenia głową. Ta książka wydaje się dobrze przemyślana, napisana z umiarem i racjonalnością, nie stwarza komicznych dla bohaterów sytuacji.

Co ciekawe, seria „W kręgach władzy” świetnie wpasowuje się w aktualne trendy (na przykład popularny od kilku lat amerykański serial „House of Cards”), chociaż polskich książek political-fiction na rynku nie ma wcale tak wiele. Najnowsza powieść – „Władza absolutna” stanowi idealne połączenie amerykańskich thrillerów politycznych z polskimi realiami.




Administratorem Twoich danych osobowych jest Patryk Obarski, właściciel bloga Moje-Bestsellery.blogspot.com. Zapisując się do newslettera, zgadzasz się na otrzymywanie informacji marketingowych. Zapisując się na newsletter, otrzymuj darmowy e-book: "5 sposobów na pozyskanie tanich i dobrych książek". Więcej tutaj i w Polityce Prywatności.

Umiarkowanie sensacyjna fabuła idealnie łączy się z charakterystycznymi, niełatwymi w ocenie bohaterami. Zarówno jedna z najważniejszych postaci – Patryk Hauer – jak i nieco rzadziej występujący bohaterowie, zostali naprawdę dobrze przedstawieni. Remigiusz Mróz opisuje świat polityków, w których nic nie jest czarne albo białe. Bohaterowie jego powieści to ludzie posiadający wiele sekretów, o których nie wie reszta postaci z przedstawionego przez autora świata. I o których nierzadko nie wie także czytelnik.

Ta książka to nie jest opowieść o walce dobra ze złem. Tutaj nie ma miejsca na oczywiste rozwiązania i na bohaterów o nieskazitelnym charakterze. To raczej historia walki o władzę, spełnienie własnych marzeń i ambicji, a także – być może – o odkrywaniu prawdy w sytuacjach ekstremalnych.

Trzecia część cyklu „W kręgach władzy” stanowiłaby idealny finał politycznej trylogii z Patrykiem Hauerem. Jak jednak możemy przypuszczać, to prawdopodobnie nie ostatnia część z tej serii. Mam nadzieję, że kolejne tomy – jeśli się pojawią – będą równie dobre. A tymczasem finał tej książki jest naprawdę satysfakcjonujący.

„Władza absolutna” wydana została w 2018 roku przez Wydawnictwo Filia. Za redakcję odpowiada Gabriela Niemiec i Mirosław Krzyszkowski. Książka dostępna jest w cenie 39,90 zł. Planowana jest ekranizacja tej politycznej serii.

„Władza absolutna” to zdecydowanie jedna z najlepszych książek Remigiusza Mroza, które miałem okazję przeczytać – nie tylko w 2018 roku. Jest to książka dobrze napisana, którą z wielką przyjemnością czyta się od pierwszej do ostatniej strony.

Bądź na bieżąco! Zaobserwuj oficjalny kanał na Facebooku: 

Aby skomentować artykuł anonimowo, należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość".


Robert Małecki zadebiutował w 2016 roku swoim pierwszym kryminałem – „Najgorsze dopiero nadejdzie”, który stanowił pierwszą część jego debiutanckiej trylogii. Jego ostatnia powieść – „Skaza” – otwiera całkiem nowy cykl z nowym bohaterem, komisarzem Bernardem Grossem.

W Chełmży niewiele się dzieje. A przynajmniej – niewiele dla komisarzy z wydziału kryminalnego w miejscowej komendzie. Policjanci dobrze zdają sobie sprawę z tego, czego się od nich wymaga. I z całą pewnością nie jest to rozwiązywanie zagadek tajemniczych morderstw. Bo przecież do takich nie dochodzi w tym miejscu. A może jednak…?

Komisarz Bernard Gross jest świadkiem odnalezienia ciała młodego mężczyzny. Nie byłoby może w tym nic nadzwyczaj zaskakującego, gdyby nie fakt, że ciało odnaleziono zimą, w zamarzniętym na kość jeziorze. I jeżeli chłopak nie chciał akurat popływać w przeręblu czy pojeździć na łyżwach, trudno znaleźć uzasadnienie, dlaczego znalazł się pod wodą.

Sprawa ta interesuje komisarza, jednak opinia patologa mówiąca o zwyczajnym zatonięciu, czyli śmierci bez udziału osób trzecich, sprawia, że policjant nie ma szans na faktyczne otworzenie śledztwa. Na zrobienie czegokolwiek, poza ustaleniem tożsamości chłopaka.

Tymczasem na tym samym jeziorze odnalezione zostaje kolejne ciało – tym razem starszego mężczyzny, bezdomnego, nocującego na zacumowanej łódce. Podobnie jak w przypadku topielca, tak i przy bezdomnym technicy nie odnajdują nietypowych śladów, wskazujących na to, by ktoś pomógł mężczyźnie w ostatnim tchnieniu.

Bernard Gross nie jest jednak przekonany, co do oczywistości tych spraw. Co więcej – nie widzi przypadku w tym, że to na chełmżyńskim jeziorze odnalezione zostają dwa ciała. Problem jest jednak tylko to, że poza samym czasem śmierci, pomiędzy dwoma zgonami brak jest innych powiązań.

Gross – przyjezdny z wielkiego miasta komisarz – nie jest jednak przyzwyczajony do łatwego i szybkiego zamykania spraw. A przy zagadkowej śmierci dwójki osób postanawia dowiedzieć się, co ukrywali zmarli.

Jednak małe miasteczka mają niezwykle dużo tajemnic. Zwłaszcza tych związanych z niechlubną przeszłością jej mieszkańców. Kiedy więc nietutejszy policjant zacznie wtrącać się w nie swoje sprawy, może trafić na mur milczenia, którego nie sposób będzie przebić.

Pytanie jednak – jak bardzo zdeterminowany będzie Bernard Gross, by dowiedzieć się prawdy?


Choć jakość i poziom rodzimych kryminałów bywa bardzo różny, co do „Skazy” Roberta Małeckiego miałem dość duże nadzieje. Wpływ na to miały nie tylko pozytywne recenzje, ale także fakt, że była to już czwarta książka w dorobku autora. I, na całe szczęście, wcale się nie zawiodłem.

„Skaza” to moje pierwsze spotkanie z twórczością pisarza. Wydaje mi się to dość ważne przy ocenie tej książki, głównie z tego powodu, że nie porównywałem jej do poprzednich powieści pióra Małeckiego.

I co? Książka z Bernardem Grossem okazała się naprawdę dobra. Przy czym nie jest to określenie ani ujmujące, ani znów przesadzone. Choć należy jednocześnie pamiętać, że powieść ta nie każdemu musi się podobać i nie zawsze przypominać będzie „typowe” kryminały.

Przede wszystkim „Skaza” to sprawnie napisana historia, którą czyta się niespodziewanie szybko. Nierzadko zdarza się, że dobry pomysł na kryminalną zagadkę okazuje się przytłumiony przez rozwlekle toczącą się fabułę. W przypadku tej książki, nie mam żadnego zastrzeżenia, bowiem wartka akcja łączy się z niezłą historią, dając razem świetny efekt.

Swobodny styl pisania i ciekawa historia to z całą pewnością duże atuty tej książki. Robert Małecki dysponuje niezwykle lekkim piórem, co widać w jego powieści. I choć panuje opinia, że pisania można się wyuczyć, to jednak niełatwym zadaniem jest stworzenie dynamicznej i intrygującej kryminalnej historii. A autorowi z całą pewnością udało się wykonać to zadanie w stu procentach.

W „Skazie” odnajduję także to, co szczególnie cenię w kryminałach polskich autorów – szczere odwzorowanie codzienności. Małecki nie bawi się w zaklinanie rzeczywistości, nie tworzy historii z policjantem-superbohaterem. W swojej powieści umieszcza zaś Grossa, który wydaje się zwykłym człowiekiem, mającym własne problemy, przeszłość i uczucia. I za to go właśnie lubimy.




Administratorem Twoich danych osobowych jest Patryk Obarski, właściciel bloga Moje-Bestsellery.blogspot.com. Zapisując się do newslettera, zgadzasz się na otrzymywanie informacji marketingowych. Zapisując się na newsletter, otrzymuj darmowy e-book: "5 sposobów na pozyskanie tanich i dobrych książek". Więcej tutaj i w Polityce Prywatności.

Robert Małecki jest zatem sprawnym obserwatorem otaczającej nas rzeczywistości; tworzy społeczeństwo małego miasteczka, jego patologie i odchylenia. „Skaza” to także dobrze nakreśleni bohaterowie, ukazani na naprawdę wielu płaszczyznach. I – co najważniejsze – nieźle napisana zagadka, łącząca przeszłość z teraźniejszością.

Oprócz kryminału, „Skaza” to także powieść posiadająca dość ważną i zauważalną warstwę społeczno-obyczajową. Autor książki nie skupia się jedynie na ukazaniu kryminalnych szczegółów, ale także – faktycznego zachowania poszczególnych osób, ich motywacji, charakteru.

„Skaza” to książka, którą warto przeczytać. A niezadowoleni mogą być właściwie jedynie ci czytelnicy, którzy szukają pozycji z naprawdę mocnymi, brutalnymi scenami. Ta książka nie przypomina powieści skandynawskich twórców ani hollywoodzkiej krwawej produkcji. To po prostu kryminał w polskich realiach.

„Skaza” Roberta Małeckiego wydana została przez Czwartą Stronę – grupę Wydawnictwa Poznańskiego. Za redakcję książki odpowiada Paulina Jeske-Choińska. Drugi tom z serii o Bernardzie Grossie wydany zostanie w 2019 roku i nosi tytuł „Wada”.

„Skaza” to historia, której nie powstydziłby się żaden autor powieści kryminalnych. Czytelnik znajdzie w niej właściwie wszystko, czego można wymagać od tego gatunku. Jeśli więc szukacie nieźle napisanego kryminału, świetnie oddającego polskie realia i posiadającego niezłych bohaterów, to koniecznie musicie sięgnąć po książkę Roberta Małeckiego.

Bądź na bieżąco! Zaobserwuj oficjalny kanał na Facebooku: 

Aby skomentować artykuł anonimowo, należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość".

 
Seria Remigiusza Mroza o Joannie Chyłce od pewnego czasu cieszy się niezwykłym rozgłosem – głównie za sprawą serialu, który pod koniec grudnia pojawić ma się na jednej z popularniejszych platform VOD. „Kontratyp” to ósmy tom z serii o warszawskiej adwokat.

Grupa popularnych polskich wspinaczy wybiera się w trasę na Annapurnę. Pomimo przygotowywań, a także wielkiego doświadczenia ekipy, droga na szczyt okazuje się zaskakująco trudna, a warunki pogodowe – niemożliwe do przeżycia. Kiedy kontakt ze wspinaczami się urywa, a ratownicy pod grubą warstwą śniegu nie potrafią odnaleźć Polaków, grupa wspinaczy uznana zostaje za zaginioną i, biorąc pod uwagę warunki atmosferyczne, także i martwych.

Niespodziewanie jednak, po kilku tygodniach na granicy Nepalu z Tybetem zatrzymana zostaje Klara Kabelis – jedna z trzech uczestników wyprawy na szczyt. Kobieta nie jest witana jednak jak bohaterka, a kryminalistka. Śledczy pewnie są bowiem jednego – skoro kobiecie udało się przeżyć, to musiała dokonać to kosztem życia swoich kolegów z wyprawy.

Według prowadzących sprawę, Kabelis doprowadzić miała do śmierci swoich kolegów. Dlatego też do kraju deportowana zostaje jak groźny przestępca. W Polsce zaś czekać mają na nią prokuratorskie zarzuty i proces sądowy.

Sprawą Klary Kabelis zajmie się – co oczywiste – Joanna Chyłka. Tym razem jednak nie robi tego w pełni dobrowolnie. Sprawa himalaistki nie jest łatwa i – niezależnie od wyniku procesu – najważniejsza w tym wszystkim jest opinia publiczna. A zły PR to ostatnie, co potrzebne jest teraz Chyłce i kancelarii Żelazny & McVay.

Prawniczka ma jednak ważne powody, dla których zajmuje się tą sprawą. Chyłka musi zmierzyć się z niejasną dokumentacją, a także dojść do prawdy – co bowiem faktycznie zdarzyło się w drodze na górski szczyt?

W tym samym czasie Joanna Chyłka będzie musiała zadbać także o swoich najbliższych, którym może grozić niebezpieczeństwo. Jednak czym tak naprawdę jest clou sprawy? I kto stanowi klucz do jej rozwiązania?


Seria o Joannie Chyłce to jedna z najbardziej udanych historii tworzonych przez Remigiusza Mroza. I choć niebawem autor będzie dobijał przy tej serii do pierwszej dziesiątki, to książki z niepokorną prawniczką nadal zachwycają. Choć mogą też irytować.

„Kontratyp” Remigiusza Mroza to jedna z tych książek, które w czytelnikach – zwłaszcza tych, którzy nie traktują wszystkiego z przymrużeniem oka – może wzbudzać dość mieszana uczucia. A to wszystko z powodu fabuły nowej książki popularnego polskiego autora.

Podobnie jak w poprzednich tomach, tak i teraz, Remigiusz Mróz stworzył historię, którą czyta się niesamowicie szybko. Odbiorca nie odczuwa znużenia lekturą i choć jest to już ósmy tom, nie wydaje się także, by w przypadku Mroza doszło do zmęczenia materiału i wyczerpania pomysłów na serię.

W przypadku tej książki chodzi jednak o coś zdecydowanie innego – w przeciwieństwie do poprzednich tomów, tym razem Mróz zdecydowanie przesadził z przygodami swojej bohaterki. Z tego powodu większość wydarzeń z książki wydaje się nierealna, co stawia całą fabułę „Kontratypu” pod wielkim znakiem zapytania.

Oczywiście, w teorii można byłoby przymknąć na to oko. Pod warunkiem, że w takiej konwencji utrzymana byłaby cała seria. Tymczasem poprzednie siedem tomów, choć faktycznie, czasem o nieco podkoloryzowanej fabule, stanowiły jednak przyzwoicie napisane thrillery.

Na plus dla tej książki nadal pozostaje jednak główna bohaterka. Pomimo jej niezwykłych przygód, Chyłka pozostaje sobą i przekonuje do siebie czytelników. Remigiusz Mróz pozwala swoim bohaterom żyć i się zmieniać – jakkolwiek by to nie brzmiało. Dlatego postać tej niezwykłej warszawskiej adwokat tak bardzo nam się podoba: bo nie jest postacią nudną i statyczną, a decydującą o sobie i zmieniającą swoje poglądy silną kobietą.

„Kontratyp” to, tak czy owak, książka z intrygującą fabułą. Tego akurat Remigiuszowi Mrozowi zarzucić nie można – tworzy powieści, w których zagadki są najwyższych lotów. Podobnie przy „Kontratypie”, czytelnik szuka własnych rozwiązań, które często nie pokrywają się z tymi znajdującymi się na końcu powieści.

Tym razem autor nie ułatwia nam zbierania dowodów w sprawie, a jego nowa książka stała się czymś pomiędzy thrillerem prawniczym a powieścią przygodową.  Mówiąc bowiem całkiem szczerze, w najnowszej Chyłce znajdziemy więcej wątków poza niż na sali sądowej. A szkoda, bo to właśnie prawnicze batalie były dla tej serii książek tak charakterystyczne. No i oczywiście aplikant Kordian Oryński w todze.

W tej części Remigiusz Mróz bardziej przybliża nam postać siostry Joanny Chyłki i jej męża. Niestety, można to uznać zarówno za plus, jak i minus tej powieści. Głównie z tego powodu, że bohaterowie zachowują się przynajmniej… niespotykanie spokojnie, jak na trudną sytuację, w której się znaleźli. Źle zbudowani bohaterowie, którzy – choć posiadający ważne, nadpisane role – to nie wpasowują się zupełnie w fabułę.

„Kontratyp” to książka, która zaskakuje mnie swoją irracjonalnością. Fantastyczna fabuła przekracza bowiem wszelkie standardy serii o Chyłce. Być może gdyby wydarzenia z tej książki pojawiły się w innym cyklu autora, serii o komisarzu Forście – byłbym w stanie to znieść. Jednak, na Boga, dlaczego zrobiłeś to Chyłce, Remigiuszu Mrozie?

„Kontratyp” Remigiusza Mroza to ósmy tom serii o Joannie Chyłce. Od 26 grudnia 2018 roku na platformie player.pl dostępny będzie serial na podstawie książek z serii. Redaktorem tytułu była Karolina Borowiec.

Najnowsza książka Remigiusza Mroza całkowicie odbiega od pozostałych z cyklu o warszawskiej adwokat. Niestety, przy mojej wielkiej sympatii dla tej serii książek, ten tom okazał się dla mnie po prostu nie do przyjęcia. Pozostaje tylko nadzieja, że autor w kolejnych częściach cyklu powróci na znane sobie tory. I przestanie wysyłać Chyłkę na wycieczki w Himalaje.



Tytuł: "Kontratyp"

Autor: Remigiusz Mróz


Tłumacz: -
 
Wydawca: Czwarta Strona


Rok wydania: 2018

Liczba stron: 530 [4]


ISBN: 978-83-7976-029-9


Liczba przyznanych gwiazdek: ★★☆☆☆

Bądź na bieżąco! Zaobserwuj oficjalny kanał na Facebooku: 

Aby skomentować artykuł anonimowo, należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość".