Tematy związane ze środowiskiem LGBT+ i tożsamością płciową to w ostatnim czasie dość powszechne zagadnienia poruszane w mediach – nie tylko tych światowych, ale także ogólnopolskich. W czerwcu na rynku ukazała się powieść „Tak to już jest”, przedstawiająca historię transseksualnego chłopca.

Rossie i Penn zawsze byli nieco odstający od reszty. Ona – lekarka pracująca bez wytchnienia na oddziale ratunkowym, on – pisarz, o nieco nostalgicznym usposobieniu. Ich małżeństwo zaś uzupełnione zostało o niemałą, pięcioosobową gromadę dzieciaków. Każdy z potomków był natomiast… chłopcem.

Ostatnie dziecko Rossie i Penna, Claude, odstaje jednak od reszty chłopaków. Ma pięć lat, ale – wbrew powiedzeniu, że dzieci i ryby głosu nie mają – także i własne zdanie. Dlatego też jada tylko kanapki z masłem orzechowym, a zamiast stroju do piłki nożnej, prosi o sukienki. Rodziców pyta zaś, czy w przyszłości może zostać naukowczynią.

Na początku rodzice Claude’a myślą, że to faza przejściowa. Bo przecież fakt, że chłopiec woli zabawę lalkami niż samochodami, jeszcze nic nie znaczy. Dziewczynki niejednokrotnie przecież również wolą bardziej chłopięce rozrywki. Małżeństwo stara się omijać kwestie, które nieco ich niepokoją. I zapewniają swojego syna, że może być kimkolwiek zechce.

 – Taki mały, że jak mu powiecie, co ma zrobić, to on to zrobi – powiedział Ben. – Powiedzcie, w co ma się ubierać do szkoły, a on się podporządkuje. Powiedzcie mu, że jest chłopcem, a nie nocną wróżką. 
– Obawiam się, że nie można mówić ludziom, kim mają być – odparła Rosie. – Można ich tylko kochać i wspierać takimi, jakimi już są.
„Tak to już jest” Laurie Frankel, Poradnia K 2019

Wkrótce jednak Claude podrasta i postanawia zostać dziewczynką. Rossie i Penn akceptują swoje dziecko takie, jakie jest. I zgadzają się, by został Poppy. Początkowo, pod jednym warunkiem. W domu może nosić sukienki i być, kim zechce. Poza nim jednak fajnie byłoby, gdyby nosił bezpłciowy polar. I spodnie.

Jednak skrzętnie ukrywane sekrety zawsze wiążą się z ryzykiem, że prawda wyjdzie na jaw. Kiedy więc sprawa zacznie wymykać się spod kontroli, rodzice Claude’a będą musieli podjąć radykalne zmiany wobec synów i samych siebie.


Od pewnego czasu w naszym kraju nastroje wobec tematów związanych z orientacją seksualną czy seksualnością wzbudzają wśród społeczeństwa dość różne nastroje. Tymczasem najnowsza książka Laurie Frankel to nie pozycja, która ma podburzać. To tytuł, który ma czytelnika uwrażliwiać.

To fakt, że książka „Tak to już jest” przedstawia losy dziecka – Poppy – która urodziła się jako chłopiec, a czuła się dziewczynką. Jednakże, wbrew pozorom, nie tyle transseksualizm Claude’a jest głównym problemem tej pozycji, a raczej sytuacja, w jakiej postawiona zostaje jego najbliższa rodzina – rodzice i bracia.

Frankel stworzyła powieść, w której bardzo dużą wagę przywiązuje do rodziny, a zwłaszcza – do emocji, które odczuwają Rossie i Penn. Autorka z pieczołowitą dokładnością przedstawia nam problemy życiowe tej dwójki bohaterów, powstające z reguły z powodu odmienności dziecka, które tak bardzo kochają. Frankel nacechowała swoją powieść rodzicielską emocjonalnością, na którą składają się zarówno szczęśliwe chwile, jak i troski.

Przez całą zimę i wiosnę Claude wracał z przedszkola i przebierał się w sukienkę księżniczki. Gdy minęły ze dwa, trzy takie wieczory, wszyscy – i Claude, i jego bracia, i rodzice – przestali zwracać na to uwagę, bo pozostawał wciąż tym samym Claude'em. Czy jego zachowanie było dziwniejsze niż, powiedzmy, seans spirytystyczny w wykonaniu Roo w łazience na dole albo lizanie grzbietów wszystkich książek w domu przez Rigela [...]? Nie, nie było.
„Tak to już jest” Laurie Frankel, Poradnia K 2019

Książka „Tak to już jest” to dość ciepła historia obyczajowa, przedstawiająca losy rodziny, której jeden z członków jest transgenderowy. Pisarka idealnie wczuwa się w sytuację rodziców – nieco pobłażliwych, ale jednocześnie przejętych i zaangażowanych w to, by ich synowi (córce) żyło się jak najlepiej. I by w życiu nie spotkały go przykrości za bycie sobą.

Jest to również historia, która opowiada o tym, czym właściwie jest transseksualizm/transgenderyzm. Laurie Frankel za pomocą Claude’a i jego rodziców przedstawia, jak bardzo wielkie znaczenie ma życie zgodnie z własną tożsamością płciową oraz jak wpływa to na psychikę osób, zmuszanych do bycia kimś, kim tak naprawdę nie są.

Wreszcie: jest to również smutna opowieść o tym, jak bardzo powszechny jest problem z dostateczną edukacją obywatelską w kwestiach seksualności, orientacji seksualnej, tożsamości płciowej i tego, jaki wpływ ma to na zachowanie własnej higieny psychicznej.

Wydaje się, że żyjąc w dwudziestym pierwszym wieku, powinniśmy odejść od sztywnych reguł, które mówią, co jest męskie, a co kobiece. I to potwierdza także Frankel za pomocą swojej książki – na określenie płci nie składają się jedynie zewnętrzne cechy fizyczne, ale przede wszystkim to, co czuje się wewnątrz siebie.

Do momentu przeczytania tej książki nie zdawałem sobie sprawy, w jak trudnej sytuacji znajdują się osoby transseksualne. Zwłaszcza te w młodym wieku, które same nie potrafią o sobie decydować. Bycie transgenderowym, ujawnienie tego bliskim, to często dość poważny krok, zdecydowanie trudniejszy niż ten w przypadku bohatera (bohaterki) powieści.

Claude’a można uznać za szczęściarza. Ma bowiem rodzinę, która w pełni go akceptuje i wspiera. Mimo to, jego sytuacja nadal jest trudna ze względu na odrzucenie przez resztę społeczeństwa. Trudno wyobrazić więc sobie, jak czuć może się osoba, która po ujawnieniu prawdy na temat samego siebie, nie tylko zostaje odrzucona przez znajomych, ale także i najbliższą rodzinę. I choć jest to wielka krzywda, to niestety, podobne sytuacje naprawdę często nadal mają miejsce.

– Zdajesz sobie sprawę – Rosie odwróciła się ku matce  – że to ja powinnam uspakajać ciebie, a nie na odwrót? Powinnam łagodzić twój atak histerii, a ty powinnaś w panice próbować zaciągnąć go do synagogi czy coś w tym rodzaju.
– Tak niewielu Żydów chodzi dziś do synagogi – powiedziała Carmelo.
– Jesteś już za stara na taką otwartość i tolerancję – zauważyła Rosie. 
– Jestem za stara, żeby nie być otwarta i tolerancyjna [...]. Przeżyła całe życie. Wiem, co się w nim liczy. Wszystko już widziałam. [...] Myślisz, że twoje pokolenie wynalazło odmienne dzieci?
„Tak to już jest” Laurie Frankel, Poradnia K 2019

Jak wspominałem na początku, „Tak to już jest” to nie jest książka, której zadaniem jest zgorszenie kogokolwiek. Ten tytuł zresztą nie jest podobny do innych książek z podgatunku literatury LGBT. Wręcz przeciwnie, uważam, że tę książkę powinni przeczytać wszyscy ci, którzy nie rozumieją tego, dlaczego ktoś w ogóle pragnie zmienić płeć. I ci, oczywiście, którzy spodziewają się własnego dziecka.

„Tak to już jest” wydane zostało 1 czerwca przez Wydawnictwo Poradnia K. Za przekład z języka angielskiego odpowiedzialny jest Dariusz Żukowski.

Powieść Laurie Frankel to trudna obyczajowa historia o rodzinie, kłamstwach i sekretach, ale także – akceptacji i tolerancji. Ta książka nie jest dydaktycznym poradnikiem, a oczyszczeniem pewnej rodziny z balastu tajemnicy, która nigdy nie powinna stanowić przyczyny wstydu.

Kiedy parę lat temu na wielkich ekranach pojawił się film „Pięćdziesiąt twarzy Greya”, stworzony na podstawie powieści E.L. James, zapanował niespotykany trend na powieści tej autorki. I na historie o mocno erotycznym kontekście. Teraz pisarka powraca z nową historią – zupełnie różną od tego, co przedstawiła w serii o Christianie Greyu i Anastazji Steele.

Życie czasem bywa okrutne, przekonują się o tym bohaterowie najnowszej książki E.L. James. Maxim do tej pory nie musiał martwić się obowiązkami, które dotyczyły jego rodziny – szanowanej familii angielskiej arystokracji. Nie był wszak pierwszym w kolejce dziedzicem, zatem, zamiast szykować się do objęcia magnackiego tytułu, czas spędzał w nocnych klubach i na planach zdjęciowych.

Wszystko zmienia się, kiedy jego starszy brat niespodziewanie umiera, a Maxim zmuszony jest przejąć jego schedę. Wraz z nowymi wymaganiami względem rodziny, pojawiają się kolejne kłopoty mężczyzny…

Do pracy przy sprzątaniu w apartamencie szlachcica zatrudniona zostaje Alessia, nieśmiała dziewczyna, biedna imigrantka. Jednak bojaźliwa, lecz niezwykle piękna dziewczyna, ukrywa sekrety zdecydowanie bardziej przerażające niż typowe frasunki gosposi.

Jak możemy się domyślić, pomiędzy Alessią a Maximem pojawi się uczucie. Jednak czy mezalians pomiędzy lordem a zwykłą housekeeper jest możliwy? I co właściwie ukrywają przed sobą młodzi ludzie?


E.L. James to autorka, która już samym swoim nazwiskiem oddziałuje na czytelników. Jednych – przyciąga jak magnes, innych zwyczajnie przyprawia o dreszcze. Jedno jest jednak pewne, po spektakularnym sukcesie sprzedażowym „Pięćdziesięciu twarzy Greya”, to, co Brytyjka robi w literaturze, nie pozostaje bez echa.

Świadczy o tym chociażby fakt, że na popularnej platformie Goodreads, w ciągu niespełna czterech miesięcy od momentu wydania książki za granicą, powieść zdobyła ponad 14 tysięcy ocen. I chociaż ten wynik nie jest może tak spektakularny, jak prawie 2 miliony czytelników w przypadku debiutanckiej powieście James, to jednak – nadal robi wrażenie.

Wbrew moim obawom, najnowsza książka E.L. James nie okazała się wcale erotyczną opowieścią na tle szlacheckich salonów. Chociaż, jak to w przypadku tej autorki bywa, także i zbliżeń pomiędzy bohaterami zabraknąć nie mogło. Jednak, zdecydowanie wątki erotyczne nie przyćmiewały reszty fabuły. A ta, to akurat można śmiało powiedzieć, wcale nudna nie była. Przypominała raczej wybuchową, brazylijską telenowelę.

Fabuła „Mistera” zaskakiwała kolejnymi zwrotami akcji i wychodzącymi na światło dzienne sekretami. Z każdym kolejnym nowym wątkiem, powieść zaś robiła się coraz bardziej abstrakcyjna. I gdy już w okolicach 250. strony wydawało się, że finał tej historii powinien być właściwie już za chwilę, to czytelnik przypominał sobie, że E.L. James przygotowała jeszcze kolejne 250 stron tej serii niefortunnych zdarzeń gosposi Alessi. 

Faktycznie, najnowsza historia E.L. James to nieco przydługa opowieść, która jest mocno nierealna. Kiedy zaś wypowiemy na głos mniej lub bardziej ważne wątki tej powieści, zdamy sobie sprawę, jak irracjonalnie one brzmią. Mimo tego, jestem pod pewnym wrażeniem – że autorka postarała się, by stworzyć historię, w której to nie relacja intymna pomiędzy postaciami jest najważniejsza (choć też odgrywa, niestety, nie małą rolę), ale poszczególne historie bohaterów.

Bo właśnie to, co stanowi jednocześnie wadę i zaletę tej książki, to bohaterowie, mający dość bogatą przeszłość oraz… można powiedzieć, ekstremalne doświadczenia. I chociaż Maxim w pewnym stopniu przypominać nam może bogatego Christiana Greya, a Alessia Anastazję, to  różnic jest chyba jednak trochę więcej niż podobieństw.

Uśmiecha się do mnie w tak cudowny sposób, że odczuwam to aż w kroczu
„Mister”, E.L. James, Wydawnictwo Sonia Draga 2019

Z całą pewnością można znaleźć romanse czy powieści obyczajowe, które będą oryginalniejsze i sensowniejsze pod względem fabularnym niż „Mister”. Ale właściwie – tytuł E.L. James naprawdę jest do zniesienia i niewiele różni się od innych, popularnych i bestsellerowych tytułów. A już w szczególności, fabuła najnowszej książki autorki „Pięćdziesięciu twarzy Greya” jest moim zdaniem zdecydowanie lepsza, niż inny popularny w ostatnim czasie erotyk rodzimej autorki, zachowany w polsko-włoskiej atmosferze.

Wszystko zależy bowiem od tego, czego od tej książki oczekujemy. A ja, zaczynając lekturę „Mistera”, miałem kompletnie zerowe oczekiwania, zarówno pod względem fabularnym, jak i językowym. Dlatego też zostałem miło zaskoczony, gdy okazało się, że nie jest to kolejna przygoda BDSM. Zatem, pozwolę sobie zdradzić ten fabularny sekret – być może czytelniczki zafascynowane zabawami Christiana Greya będą rozczarowane zdecydowanie… nudnym pod tym względem Maximem.

Co nie znaczy oczywiście, że bohaterowie są grzeczni. Wręcz przeciwnie. E.L. James nadal z chęcią aplikuje komiczne erotyczne ekscesy swoim bohaterom, tworząc jeszcze bardziej przaśną historię:

Tak, poproszę – mówi i odkłada myjkę, starając się patrzeć gdziekolwiek, byle nie na jego penisa. / Zawstydza ją, a zarazem fascynuje. / Spory. Giętki. Nie taki jak wcześniej. / Dotychczas jej doświadczenie z męskimi genitaliami ograniczało się do dzieł sztuki. Dziś pierwszy raz zobaczyła je w naturze
„Mister”, E.L. James, Wydawnictwo Sonia Draga 2019

O czym trzeba także wspomnieć, z najnowszej książki E.L. James wyłania się bardzo ciekawy obraz… Polaków na emigracji. Alessia zastępuje inną gosposię… Krystynę, Polkę, pracującą na czarno jako sprzątaczka i nieznającą języka angielskiego. Przyjaciółką Krystyny jest zaś samotna matka z małym synem, którzy także pochodzą z Polski i żyją w małym, biednym mieszkanku. Zaś głównej bohaterce, z powodu swojej małomówności, braku ubrań i środków do życia – zostaje przez Maxima, oczywiście, również przypisana narodowość polska. Gratulacje, E.L. James! Stereotypy to jest to, co wszyscy lubimy najbardziej!

„Mister” to współczesna wersja opowieści o Kopciuszku. Kopciuszku, jak się później okazuje, wcale nie z Polski. Tym razem jednak, zamiast pomocy magicznej wróżki i złej macochy, są życiowe zawirowania głównej bohaterki, przystające zresztą do problemów dwudziestego pierwszego wieku. Rola księcia pozostaje jednak niezmienna.

 „Mister” wydany został na początku czerwca przez Wydawnictwo Sonia Draga. Nad przekładem pracowały aż trzy tłumaczki – Violetta Dobosz, Katarzyna Petecka-Jurek i Daria Kuczyńska-Szymala. Książkę kupić można m.in. tutaj.

Nowa powieść E.L. James może stanowić idealną alternatywę dla zwykłego, wakacyjnego harlekina. To tytuł niewymagający, doprawiony nutką miłosnego kiczu i scen rodem z tanich filmów sensacyjnych. Czytajcie, jeśli chcecie, ale ewentualne pretensje możecie mieć później jedynie do siebie!


Powieści kryminalne to jedne z najchętniej czytanych rodzajów powieści. Włoska pisarka Beatriz Osés proponuje powieść z nutką kryminalną... dla młodzieży. Bo dlaczego to nastolatek nie mógłby być detektywem?

Erik Vogler nie różni się zbyt wiele od innych dzieciaków z jego okolicy. No, prawie. Erik jest perfekcjonistą, każda z jego rzeczy musi być ułożona na odpowiednim miejscu, a porządek to dla niego sprawa honorowa. Poza tym, Erik świetnie się uczy, jego ulubioną rozrywką są szachy, a podczas wielkanocnej przerwy od szkoły ma zamiar zwiedzać muzea. I jeszcze jedno, Erik nie lubi, gdy życie wymyka mu się spod kontroli.

A jednak, chwilę przed zaplanowanym od dawna wyjazdem wraz z tatą do Nowego Jorku, okazuje się, że... nie ma dla niego miejsca w samolocie. Tym samym, Erik zmuszony jest spędzić świąteczną przerwę u babci, z którą, no cóż, nie ma zbyt wiele wspólnego.

Kiedy przyjeżdża do małego, niemieckiego miasteczka, jedyne, czego pragnie, to by jego „kara” skończyła się jak najprędzej. Wtedy nie zdaje sobie jeszcze sprawy, z czym przyjdzie mu się zmierzyć w najbliższych dniach...

Okazuje się, że w okolicy, w której mieszka babcia, zaczyna dochodzić do tajemniczych morderstw młodych ludzi. Erik zaś, chociaż początkowo pragnie jedynie powrotu do domu, wkrótce wciągnięty zostaje w kryminalną intrygę.

Ekscentryczny młodzieniec zaczyna przyglądać się ofiarom i szukać między nimi elementów wspólnych. Kiedy zaś wpadnie na właściwy trop, nie będzie już odwrotu...


Powieści młodzieżowe z reguły starają się poruszyć problemy związane z dorastaniem. Niewiele jednak jest książek, które w nieco karykaturalny sposób, przedstawiają dorosłą rzeczywistość w dziecięcym wydaniu. Na szczęście, w ten schemat „typowej młodzieżówki” z całą pewnością nie wpisuje się powieść o Eriku Voglerze.

„Detektyw Erik Vogler. Zbrodnie białego króla” to powieść, która przypomina nieco połączenie historii w stylu Sherlocka Holmesa oraz dobry film familijny. To ciekawa opowieść o młodym, samozwańczym detektywie, która z całą pewnością zainteresuje wielu młodych czytelników.

Beatriz Osés stworzyła przyjemną, choć dość krótką opowieść o ekscentrycznym chłopcu, który trafia do małego miasteczka, gdzie czyha na dzieciaki niebezpieczeństwo. W przeciwieństwie do wielu innych książek skierowanych do młodych czytelników, ta historia pełna jest zagadek do samego końca.

Warto wspomnieć o tym, że autorka nie postawiła na wykreowanie bohaterów, którzy wobec siebie pozostają w typowych, tradycyjnych relacjach. Przede wszystkim na pierwszy plan wysuwa się Erik - pełen uprzedzeń i fobii, niezrozumiały przez otaczające go społeczeństwo chłopak, przypominający nam trochę innego śledczego - głównego bohatera z serialu „Detektyw Monk”.

Erik jest specyficznym dzieckiem, ale taka jest chyba cała jego rodzina - łącznie z jego tatą, który postanowił na chwilę uwolnić się od obowiązków rodzicielskich i samemu wyjechać do USA, a także babcią, pełną uprzedzeń wobec Erika i niewypowiedzianych pretensji.

Autorka dość mocno rozbudowała wątek kryminalny, co spowodowało, że wątek związany z owymi relacjami międzyludzkimi - choć niezmiernie ważny - został zepchnięty na drugi plan. W kryminalnej intrydze Osés zapędziła się zaś tak bardzo, że... pojawiły się także krwawe sceny i chusteczki z chloroformem!

Stąd też nie jestem przekonany, czy książka ta została słusznie adresowana do odbiorców w wieku dwanaście plus. Chociaż warstwa językowa jak najbardziej pasuje w odbiorze do uczniów piątej klasy podstawówki, to mam wątpliwości wobec niektórych, dość krwawych wątków samej powieści. Z drugiej jednak strony, obawiam się, że w dobie Internetu potencjalni czytelnicy w wieku dwanaście plus być może mieli już styczność ze zdecydowanie bardziej brutalnymi „tekstami kultury”.

„Detektyw Erik Vogler. Zbrodnie białego króla” to jedna z tych książek, które na siłę nie starają się być moralizatorskim drogowskazem dla dzieci. Zapewnia jednak sporo frajdy podczas czytania, co przecież nie jest wcale niczym złym. Powieść spodoba się zatem z całą pewnością młodym czytelnikom, którzy mieli już doświadczenie z książkami Pierdomenica Baccalario czy Roberta Muchamore.

Książka Beatriz Osés ukazała się nakładem Wydawnictwa Akapit Press. Za przekład na język polski odpowiedzialna jest Joanna Zeler.

„Detektyw Erik Vogler. Zbrodnie białego króla” to ciekawa historia detektywistyczna, która zdecydowanie przypadnie do gustu młodym czytelnikom. O ile, oczywiście, nie boją się wraz z Erikiem rozwiązywać naprawdę przerażającą, kryminalną zagadkę!

Robert Małecki to w ostatnim czasie jeden z najchętniej czytanych polskich twórców kryminałów. Niedawno nagrodzony Nagrodą Wielkiego Kalibru autora za powieść „Skaza”, w maju wydał kontynuację świetnie przyjętej historii o Bernardzie Grossie - „Wadę”.

Wbrew powszechnym opiniom i złośliwym komentarzom krążącym po korytarzach komend policji w Toruniu, chełmżyńscy policjanci mają co robić. Niedawno bowiem dopiero zamknął sprawę związaną z odnalezieniem martwych ciał nad zamarzniętych chełmżyńskim jeziorem, tymczasem już pojawia się kolejne wezwanie dla jego wydziału.

Wakacje to czas zabawy, dobrego nastroju, romansu, wyjazdów do drogich kurortów i tanich biwaków. Niebawem nad jeziorem w Chełmży zauważony zostaje pusty, porzucony namiot. Nie byłoby w tym może nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że w pobliżu znajdują się ślady krwi i damska bielizna…

Na miejscu pojawia się komisarz Gross, a zaraz po nim – technicy kryminalistyczni i prokurator. Wszystko wskazuje na to, że nad jeziorem doszło do zbrodni. Wkrótce w namiocie odkryte zostają kolejne ślady krwi, które ktoś nieudolnie próbował zmyć. Problem jednak w tym, że oprócz zakrwawionego namiotu i zgubionych majtek, policjanci nie mają nic więcej. A zwłaszcza – brak jest ciała domniemanej ofiary.

Gross jest pewien, że doszło do morderstwa. Jednak jego intuicja nie wystarczy, by przekonać prokuraturę i przełożonych do kontynuowania sprawy zamiast jej szybkiego umorzenia. Mimo starań, policjant nie posuwa się naprzód, a w sprawie pojawia się coraz więcej niewiadomych.

Tymczasem na Bernarda spadają dodatkowe obowiązki zawodowe. Oprócz prowadzonej sprawy z namiotem, otrzymuje także teczkę śledztwa sprzed lat. Śledztwa, którym teraz powinno zajmować się raczej policyjne archiwum X. I choć Gross początkowo jest sceptyczny, wszak przez ostatnie dziesięciolecia ani milicja, ani policja nie potrafiły odkryć nowych faktów, wkrótce sprawa sprzed upadku żelaznej kurtyny zacznie go mocno absorbować.

Czy Bernardowi uda się rozwiązać obie sprawy? Co naprawdę wydarzyło się w namiocie nad jeziorem?


Robert Małecki od kilku lat przekonuje swoimi książkami czytelników polskich powieści kryminalnych. „Wada” to kolejna książka w dorobku autora. Podobnie jednak jak w poprzednich powieściach, Małecki zaskakuje swoją oryginalnością i dokładnością.

„Wada” stanowi kontynuację „Skazy”, pierwszego tomu z serii o Bernardzie Grossie. I tym razem autor przedstawia nam historię bohatera o dość bogatej, trudnej przeszłości. O ile jednak relacje Bernarda z żoną i synem w „Skazie” były dość wyraźnym elementem, o tyle w „Wadzie” stanowią już jedynie drobny szczegół, nieprzysłaniający właściwej historii. Jednocześnie nie można powiedzieć, by Gross zapomniał o własnej przeszłości, wszak mężczyzna nosi w sobie poczucie winy i piętno dawnych wydarzeń. I niestety, jak się przekonamy, los nie będzie dla niego łaskawy.

Zresztą, bohaterowie i sposób ich przedstawienia, to zdecydowanie mocna strona Roberta Małeckiego. W jego powieści niewiele jest postaci, które są po prostu statystami, nic niewnoszącymi do historii. Jest za to wiele nieoczywistych osobowości, bohaterów skrywających tajemnice – bardziej i mniej mroczne. Ostatecznie, po lekturze możemy dojść do pewnego wniosku – podział na dobrych i złych nie ma sensu, gdyż każdy ma w sobie wiele… wad.

Robert Małecki w najnowszej książce postanowił przedstawić nie jedną, a dwie sprawy kryminalne, co nie zdarza się przecież tak często w podobnych do „Wady” powieściach. Właściwą sprawą jest ta z namiotem znad jeziora – historia tajemnicza i zagadkowa, która dla czytelników pozostaje nieoczywista właściwie do samego końca.

Jeśli jednak mam być szczery, to właśnie druga sprawa, sprawa z przeszłością, którą osobiście musi zająć się Gross, zafascynowała mnie nieco bardziej. Robert Małecki stworzył złożoną fabułę, pełną niejasności, intryg i paktów zawartych na poziomach lokalnej społeczności. Wszystko to daje niesamowity dla kryminału efekt, dzięki któremu od lektury tej książki zwyczajnie nie można się oderwać.

„Wada” to także powieść, która idealnie wpasowuje się w konwencję małomiasteczkowej, kryminalnej intrygi. W powieści naprawdę dobrze odwzorowana została rzeczywistość małych, zamkniętych i nieufnych wobec obcych, homogenicznych społeczności, w których rodzinne sekrety pozostają ukryte przez lata.

Dobrze nakreśleni bohaterowie to już połowa sukcesu. Do tego należy dodać ciekawą zagadkę kryminalną i można powiedzieć, że stworzono przepis na bestseller.

„Wada” to fascynujący kryminał, którego nie będziecie umieli odłożyć na półkę. Autor świetnie odwzorowuje polskie realia, jednocześnie potrafiąc stworzyć kryminał na naprawdę wysokim poziomie. Kalejdoskop ludzkich zachowań, zmieszanie spraw przeszłości i teraźniejszości oraz pełne napięcia przerzucanie kolejnych stron – taka właśnie jest najnowsza książka Roberta Małeckiego.