Sławomir Koper znany jest ze swoich książek historycznych, od lat cieszących się dość sporą popularnością. W kwietniu tego roku na księgarskich półkach pojawiła się kolejna pozycja polskiego historyka – tym razem poświęcona iście romantycznym zbrodniom, a raczej „Zbrodniom z namiętności”.

W swojej nowej książce Sławomir Koper traktuje o przestępstwach, a dokładniej – o zabójstwach dokonanych z miłości.

Pierwsza z ukazanych postaci to Maria Wisnowska, była aktorka występująca na deskach warszawskich teatrów. Była piękną, młodą kobietą. Nic więc dziwnego, że nie mało było wokół niej adoratorów. Z młodą Wisnowską pragnienie stworzenia związku mieli jednak nie tylko jurni, nieokiełznani młodzieńcy, ale także szanowni, starsi rosyjscy oficjele. I choć kobieta bawiła się mężczyznami, ostatecznie zginęła z ręki jednego z nich. Niewiele wiadomo na temat tego, dlaczego jej kochanek zdecydował się uśmiercić Marię…

Dagny Juel-Przybyszewska urodziła się w 1867 roku w Norwegii. Była pisarką i tłumaczką, żyła u boku męża Stanisława. Była to niezwykle ciekawa para, choć prawdopodobnie niezbyt wyróżniająca się na tle epoki. Tym bardziej że rodzina Przybyszewskich – co warto wspomnieć, wielodzietna – ledwo potrafiła związać koniec z końcem. Dagny szybko wpisała się w świat bohemy z bardziej południowej części Europy, głównie dzięki swojemu mężowi. Przybyszewskim nie spodziewałby się zaś, że jego koledzy zainteresują się Dagny. A ta – będzie na tyle nierozważna, by nie być mu wierną… Kobieta, wyjeżdżając do Tyflisu z jednym z najbardziej reprezentatywnych twórców dekadentyzmu, postanawia odejść od pełnego niezrozumienia świata…

Iga Korczyńska – młoda, zgrabna, o filigranowej sylwetce. O pięknej urodzie dziewczyna, tancerka w teatrzyku rewirowym, która zachwycała niejednego widza. Miała przed sobą całe życie. I z pewnością błyskotliwą karierę. Za sobą natomiast zostawiła rodzinę, a właściwie problemy. Jednak tańczyła, a razem z tańcem – czuła, że życie nie musi wyglądać tak strasznie, jak życie jej matki. Poznał też chłopaka, może nieco zazdrosnego, ale przecież troskliwego. Związała się z nim, on się jej oświadczył, a ona go przyjęła. A potem odrzuciła. Duma i honor były cechami jej narzeczonego. Iga zdała się z nich zakpić, dlatego też musiała umrzeć.

Brunon Boy był właścicielem sklepu – dość dobrze prosperującego zresztą. Był… kupcem gumowym i choć teraz wydaje się dość śmieszne, to jednak co by to mówić – miał pieniądze. I to się liczyło. Brunon oświadczył się też niejakiej Zycie Wronieckiej – pochodzącej ze starej arystokratycznej rodziny. Mężczyzna liczył prawdopodobnie na niemały posag familii – nie mógł się jednak bardziej mylić, gdyż Wronieccy byli już wówczas bankrutami. Pozostał w nich jednak dawny, arystokratyczny styl życia. Zyta zaś nie była ani majętna, ani jedyna w życiu Brunona. Dlatego nie mogła tego dłużej znieść – i sprawiła, że Brunon nigdy później nie miał już okazji, by ją zdradzić.

W jednym z krakowskich mieszkań dochodzi do morderstwa. Służbom na pierwszy rzut oka udaje się  ustalić, co zaszło w mieszkaniu – doszło do napadu na tle rabunkowym. Ofiarami to właścicielka mieszkania i listonosz – którzy zmarli na skutek odniesionych ran, a także córka właścicielki, której pomimo obrażeń, udało się przeżyć. Akcja wydawała się dokładnie zaplanowana i wręcz idealna – gdyby nie młoda panna, która wymknęła się z rąk śmierci. I choć wydaje się, że ta sprawa nie ma nic wspólnego z namiętnością, to nie można bardziej się mylić – zbrodnie dokonało bowiem… małżeństwo.

Najświeższa i jedna z najbardziej emocjonujących spraw to zabójstwo z lat dziewięćdziesiątych. Ofiara? Andrzej Zaucha. Zaucha po śmierci żony popada w apatię, wkrótce jednak ponownie poczuć dech w piersi pomaga mu Zuzanna Leśniak – aktorka. Feralnego 10 października 1991 roku Andrzej, wraz ze swoją kochanką, po spektaklu przechodzą na parking. Tam – spotykają męża Leśniak, Yves’a Goulaisa, który strzela do Zauchy z broni palnej. Kochankowie padają na asfalt – jednocześnie definitywnie kończąc swój zakazany związek.

Miłość, która nierzadko objawia się w sposób brutalny, dość zazdrosny, może jednocześnie współistnieć z aprobatą, ale także z rozczarowaniem, smutkiem, odrzuceniem i kontrolą. Owo uczucie może popchnąć człowieka do popełnienia czynów, których nigdy by się po sobie nie spodziewał… W „Zbrodniach z namiętności” przeczytamy dokładnie sześć rozdziałów, każdy z nich poświęcony jest związku dwójki ludzi – jedynym i niepowtarzalnym dla każdego z nich.


Sławomir Koper swoimi „Zbrodniami z namiętności” kolejny raz udowadnia, że książki historyczne mogą być napisane w sposób sprawny i niezwykle ekscytujący. Jego najnowsza książka potwierdza też tezę, że historia wcale nie jest nudna!

Książki Sławomira Kopra cechują się dobrym opracowaniem, z reguły uzupełnionym o fotografię. Tak jest i tym razem – autor zapewnia czytelnikowi historię napisaną w sposób naprawdę rzetelny, z uwzględnieniem wszystkich najważniejszych faktów i wydarzeń, a często przedstawiając także ówczesną sytuację społeczno-ekonomiczną w kraju. To wszystko okraszone jest fotografiami, reprodukcjami obrazów czy afiszy.

W książce nie brakuje cytatów wypowiedzi znajomych opisywanej postaci, pojawiają się fragmenty artykułów prasowych i książek, dzięki czemu relacja Kopra staje się jeszcze ciekawsza i bardziej dostępna dla czytelników. Oczywiście, do konkretnych cytatów dopisane są także przypisy – które w całości znajdują się na końcu książki. I choć właśnie to ułożenie przypisów sprawia, że czasem S. Koper jest krytykowany – to należy pamiętać, że w przeciwnym razie, przy tradycyjnym przypisywaniu przy dolnym marginesie, trzydzieści procent strony zajęte byłyby przez przypisy. W „Zbrodniach z namiętności” nie ma bowiem miejsca na opowieści wyssane z palca.

„Zbrodnia z namiętności” może pochwalić się dokładnością – nawet pomimo niezbyt pokaźnej objętości książki. A jednak – autorowi z każdej historii udało się uchwycić pewien urok. Każdy rozdział, każdą „sprawę”, Koper traktuje z osobna, poświęcając jej maksimum uwagi. Przy okazji autor pozwala sobie niejednokrotnie puścić oko do czytelnika, który z całą pewnością jest w stanie to zauważyć.

Najnowsza książka Sławomira Kopra to idealny przykład tego, że dokumenty nie muszą być nudne! Wręcz przeciwnie, czytałem powieści, które obok dynamizmu „Zbrodni z namiętności” nawet nie stały. „Zbrodnie z namiętności” to książka, której treść jest na naprawdę wysokim poziomie, jednocześnie zaś, czyta się ją niczym dobrą powieść z fabułą akcji!

Sławomir Koper w swojej najnowszej książce utrzymuje bardzo podobny styl pisania do stylu użytego w pozostałych swoich książkach. Jest to dla niego dość charakterystyczne, dlatego, jeśli czytelnikom podobały się inne książki Kopra, to ta z całą pewnością również przypadnie im do gustu.

Pomimo że na początku nazwiska większości osób, o których tym razem pisał S. Koper, niewiele mi mówiły, po pierwszych stronach okazało się, że wcale nie zniechęca mnie to do dalszego czytania. Co więcej – autor w swojej książce w sposób jednocześnie zwięzły, ale także dość wystarczający, potrafi opisać występujących bohaterów, dzięki czemu nawet kompletnie nieznane nam wcześniej postacie, podczas lektury nie są dla nas już tylko kolejnymi historycznymi krzyżykami.

Porządna robota to jedno, drugie to dobór spraw, jakie postanowił opisać autor. Z pewnością, Sławomir Koper nie miał łatwo, gdy najpierw wybierał temat swojej nowej książki, a potem – odpowiednie zbrodnie. Bo czyż takich nie było już wiele? Zazdrosna kochanka, pełen szału mąż? A jednak – historyk do swoich „Zbrodni…” wybrał osoby wręcz intrygujące, a sprawy – niebanalne. Wszystkie sześć rozdziałów, wszystkie sześć spraw były to w istocie prawdziwe zbrodnie z miłości czy (lub?) też namiętności. Pozostaje jednak pytanie: jaka jest różnica pomiędzy tymi dwoma uczuciami?

„Zbrodnie z namiętności” wydane zostały przez Wydawnictwo W.A.B. Książka swoją premierę miała 18 kwietnia bieżącego roku.

Książka wydana została w oprawie miękkiej. Składa się na nią około 270 stron. Cena detaliczna wynosi 39,99 zł. Książka dostępna jest także w wersji elektronicznej.

„Zbrodnie z namiętności” to naprawdę dobrze napisana książka mówiąca o zabójstwach dokonanych w miłości. Jest to kolejna książka Sławomira Kopra, którą można polecić z czystym sercem i która z całą pewnością spodoba się wielu czytelnikom – nie tylko pasjonatom historii, ale także osobom, które po biografie czy dokumenty sięgają zdecydowanie rzadziej i z mniejszym entuzjazmem.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal.

Tytuł: "Zbrodnie z namiętności"

Autor: Sławomir Koper


Tłumacz:  -
 
Wydawca: Wydawnictwo W.A.B.


Rok wydania: 2018

Liczba stron: 270 [4] [prebook]


ISBN: 978-83-280-5352-6


Liczba przyznanych gwiazdek: ★★★★★

Bądź na bieżąco! Zaobserwuj oficjalny kanał na Facebooku: 

Aby skomentować artykuł anonimowo, należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość".


Kryminały, pomimo tego, że nie są najnowszą formą powieści, nadal cieszą się ogromną popularnością. Nic dziwnego, tym bardziej że zręcznie napisana kryminalna intryga może stać się naprawdę fascynującą literacką podróżą. Dlatego też wielu autorów decyduje się na eksperymenty i łączenie kryminału z innym typem powieści. Tak też jest z książką „Sprzeczne sygnały” Kasi Bulicz-Kasprzak.

Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu – to powiedzenie tak często używane, nierzadko okazuje się prawdziwe. W każdej rodzinie – niezależnie od jej wielkości czy statusu – zdarzają się bowiem konflikty, niesnaski i nieporozumienia. A przynajmniej tak jest w rodzinie Janickich…

Barbara i Jerzy prowadzili, jak się wszystkim wydawała, harmonijne i poukładane życie. Wiodło im się w małżeństwie – zresztą zgodnie z obietnicą zawartą przed Bogiem, żyli razem, dopóki śmierć ich nie rozłączyła. A kiedy w końcu nadszedł ten smutny dzień, Jurek, były dyrektor szkoły, umiera, Janicka wraz z dziećmi musi zorganizować nie tylko pogrzeb głowy rodziny, ale także musi sama na nowo poukładać sobie życie. Po śmierci męża i niespodziewanych wydarzeniach, przypomina sobie o miłości sprzed lat… Jednak czy starej kobiecie wypada na nowo się zakochać?

Krzysztof Janicki – ukochany synek – kandyduje tymczasem na urząd burmistrza miasta. Krzysiek nie chce fotela tylko po to, by mieć wyższą pensję – pragnie zmian, ma wizję na rewitalizacje obiektów miejskich. Chce być ikoną świeżości w samorządzie. W walce o władzę wspiera go kochająca żona. A przynajmniej wszystkim wydaje się, że życie przyszłego prezydenta jest tak nieskazitelne…

Iza to kolejny powód do dumy – córka, która wyjechała do stolicy z postanowieniem, by zrobić karierę. I udało jej się to osiągnąć. Nie tylko potrafiła odnaleźć się w wielkim mieście, ale także odnieść tam sukces. Zawsze była tą idealnie grzeczną i niesprawiającą kłopotów, w przeciwieństwie do jej siostry bliźniaczki…

Ludmiła od zawsze i zdecydowanie zbyt często znajdowała się w pobliżu problemów. Pragnęła życia pełnego niespodzianek i wielkiej przygody – skończyła z niezbyt wygodnym stołkiem w gminnym urzędzie i z dzieckiem w wózku po jednorazowej łóżkowej przygodzie. Nic dziwnego, że zawsze była nieco zazdrosna o Izę, tę drugą, w czepku urodzoną.

Wkrótce w urzędzie miasta dochodzi do zabójstwa. I może Janiccy nie mieliby z tym kompletnie nic wspólnego, gdyby: po pierwsze – trupa nie leżałby na podłodze w biurze Krzyśka, a po drugie – ciała nie znalazła Ludmiła, której o późnej porze w zamkniętym urzędzie w ogóle nie powinno być. Kobieta znów władowała się kabałę, a jedyną osobą, która może jej pomóc, jest… jej siostra bliźniaczka!

Iza i Ludmiła będą musiały nauczyć się razem współpracować, by nie trafić za kratki więzienia. Jednocześnie jedna z sióstr poznaje uroczego policjanta, który… nie wie, o istnieniu jej siostry! W sprawie tajemniczego zabójstwa jest jednak więcej tajemnic, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Małe, ciche miasteczko skrywa bowiem wiele sekretów…



Kasia Bulicz-Kasprzak znana do tej pory była głównie z obyczajowych książek skierowanych przeważnie do kobiecej części fanów literatury. Podobnie jest i w przypadku najnowszej książki – „Sprzeczne sygnały”.

„Sprzeczne sygnały” Kasi Bulicz-Kasprzak to kolejna książka w dorobku pisarki, która w dużej mierze opiera się na dość obyczajowej fabule. Jeżeli chodzi o ten tytuł, to jest to przedstawienie relacji pomiędzy członkami rodziny Janickich. Autorka szczegółowo przedstawia losy rodziny; pokazuje, że nie zawsze zewnętrzna, publiczna fasada, jest tą prawdziwą. Według niej, często zakładamy maski, by sprawiać wrażenie szczęśliwych i zadowolonych, udajemy nawet przed bliskimi.

Do takich wniosków można dojść po lekturze tej książki. Jest to bowiem historia o relacjach rodzinnych i Bulicz-Kasprzak udało się je w świetny sposób odwzorować. Mamy tutaj dwie skłócone siostry, które wzajemnie się oskarżają. Mamy ukrywającą tajemnicę matkę oraz nieszczęśliwego w życiu osobistym Krzysia. W drobnej, niepozornej książce, pisarka przedstawia swego rodzaju drzewo genealogiczne rodziny, które ma wiele wad i sekretów. I jedynie prawda oraz przełomowe zdarzenia mogą sprawić, że od dawna skrywane tajemnice – często bolesne – wyjadą na jaw.

„Sprzeczne sygnały” to opowieść o wzajemnych powiązaniach i sile, jaką daje prawda i miłość. Pomimo kryminalnych wątków i zabójstwa w tle, książka ta nie jest zbyt przerażająca. Trup w biurze jest właściwie zaledwie pretekstem do zdarzeń, które następują po sobie niespodziewanie, a jednocześnie w sposób naturalny dla rozwoju akcji w tej książce. Dlatego czytelnicy z pewnością zgodni będą ze stwierdzeniem, że jest to nadal dość obyczajowa, lekka historia.

Jednak wbrew pozorom, autorka nie postanowiła iść dobrze znaną sobie ścieżką. Może nie bardzo rozbudowane, ale jednak dość wyraźne są wątki, które bardziej znamy właśnie z powieści kryminalnych. Bulicz-Kasprzak serwuje nam bowiem nie tylko rodzinne kłótnie, ale także burdy i konflikty wśród lokalnych polityków. Mamy więc – w mikroskali – coś na podobieństwo politycznych przepychanek, pojawią się sekrety samorządowców, przetargowe machlojki i lokalna mafia, która nieźle namiesza w życiu głównych bohaterów. Na czytelniku robi to dobre wrażenie, szczególnie że dzięki temu fabuła „Sprzecznych sygnałów” nie jest monotematyczna.

Kryminalna intryga związana z trupem w urzędzie miasta nie jest może nazbyt skomplikowana, jednak cechuje się dobrym wpasowaniem w historię. Co więcej, warto wspomnieć, że autorka żadnego wątku nie tworzy bezcelowo. Oznacza to tyle, że wszystko to, co dzieje się w fabule „Sprzecznych sygnałów”, jest ze sobą powiązane. Kasia Bulicz-Kasprzak zwyczajnie nie leje wody. Dzięki temu, czytelnikowi łatwo odnaleźć się w rodzinnej historii Janickich, nawet mimo kilku bardzo rozbudowanych wątków i wielu bohaterów.

„Sprzeczne sygnały” mają jedną wadę, która nieco przygasza recenzencki entuzjazm. W książce pojawia się pewien wątek, w którym siostry bliźniaczki są nieustannie mylone ze sobą, co prowadzi do pewnych… niejasności. Jest to dość poważne zastrzeżenie, ta teoria bowiem jest dla mnie nieco naciągana i nieprawdopodobna. Choć może oczywiście, coś takiego mogłoby się zdarzyć naprawdę, to niestety, ja najwyraźniej należę raczej do grupy bardziej sceptycznych czytelników. Dlatego wątek ten, jeden z najważniejszych, stawia w wielką wątpliwość realność zdarzeń tej książki.

„Sprzeczne sygnały” wydane zostały przez wydawnictwo Edipresse Książki. Premiera tytułu miała miejsce 28 lutego 2018 roku. Za redakcję tytułu odpowiedzialna jest Agnieszka Jeż. Korektą zajęły się Izabela Jesiołowska i Ewdokia Cydejko. Projekt okładki stworzyła Magdalena Zawadzka.

Książka wydana została w oprawie miękkiej ze skrzydełkami, składa się na nią około 320 stron. Cena detaliczna wynosi 39,90 zł. Książka dostępna jest także w wersji elektronicznej.

„Sprzeczne sygnały” Katarzyny Bulicz-Kasprzak to książka dobra – posiada przemyślaną fabułę, ciekawie rozwinięte wątki i dość charakternych bohaterów. Nie jest to jednak kryminał, a raczej obyczajowa historia z mocno zarysowanym wątkiem kryminalnym. I choć książka nie jest może zbyt zaskakująca i tajemnicza, to może okazać się ciekawą lekturą podczas urlopowego wypoczynku.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Edipresse Książki.

Tytuł: "Sprzeczne sygnały"

Autor: Kasia Bulicz-Kasprzak


Tłumacz:  -
 
Wydawca: Edipresse Książki


Rok wydania: 2018

Liczba stron: 319 [3] 


ISBN: 978-83-8117-320-9


Liczba przyznanych gwiazdek: ★★★☆☆

Bądź na bieżąco! Zaobserwuj oficjalny kanał na Facebooku: 

Aby skomentować artykuł anonimowo, należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość".

Po wyborach prezydenckich we Francji w maju 2017 roku, ichniejsza scena polityczna nie mogła wyjść z podziwu, jak tak młodemu politykowi udało się wygrać pierwsze swoje wybory. Emmanuel Macron – pełen pasji trzydziestoparolatek, oczarował nie tylko swoich wyborców, ale także zagranicznych komentatorów politycznych. Książka Anne Fuldy „Emmanuel Macron. Prezydent doskonały?” to kolejny dokument na temat życia i polityki francuskiego prezydenta.

Emmanuel Macron urodził się w Amiens na północy Francji. Data jego urodzin łatwa jest zresztą do zapamiętania, na świat przyszedł bowiem na trzy dni przed Wigilią Bożego Narodzenia – 21 grudnia 1977 roku.

Macron wychowywał się w rodzinie lekarzy – jego ojciec był neurologiem, matka również zajmowała się medycyną, pracowała dla służby zdrowia, sprawując kuratelę nad publicznymi placówkami. Po Emmanuelu na świat przyszła także dwójka dzieci małżeństwa, jego młodsze rodzeństwo, które także związało się z lecznictwem.

Można powiedzieć, że Emmanuel był jednym z najważniejszych elementów w tej francuskiej rodzinie. Długo wyczekiwany potomek stał się oczkiem w głowie rodziców. Chłopiec jednak od małego wydawał się inny od reszty rówieśników. To poczucie inności, a może wyższości, miało także wpływ na jego dalsze życie – zarówno prywatne, jak i zawodowe.

Jak można dowiedzieć się z książki Anne Fuldy, szczególny wpływ na Emmanuela miała jego babcia, co z wielką pieczołowitością autorka przedstawia w swojej książce. Była dyrektor szkoły stała się po pewnym czasie drugą matką Emmanuela – przy frustracji ze strony tej „jedynej” mamy. Babka uczyła go historii czy geografii przy dźwiękach muzyki klasycznej. W takich warunkach wychowywał się późniejszy prezydent Francji.

To właśnie dzięki babce chłopiec trafił do prywatnej szkoły, w której mógł rozwijać swoje uzdolnienia. Był dobrym uczniem, a właściwie – najlepszym, jedynie z matematyki miał być tylko „bardzo dobrym”. To właśnie w jezuickiej elitarnej szkole – w której uczyło się później także jego rodzeństwo – chłopiec poznał swoją przyszłą żonę, Brigitte.

Po szkole trafił do Instytutu Nauk Politycznych w Paryżu, a także do École nationale d’administration. Przez kilka lat szkolił się pod okiem Paula Ricœura, a później trafił na rynek finansowy – do banku Rotschilda, gdzie mógł wreszcie zacząć błyszczeć. To właśnie tam Macron poznał świat wielkich pieniędzy, dużych inwestycji i polityki ekonomicznej. I to właśnie dzięki doświadczeniu w bankowości inwestycyjnej, w 2012 roku mógł przejść do rządu  François Hollande’a.

Przez pięć lat poznawał etykietę Pałacu Elizejskiego, pozyskiwał nowe kontakty, planował i stawał się coraz bardziej rozpoznawalny wśród francuskich obywateli. Kiedy ruszył ze swoim En Marche! nikt nie spodziewał się, że Macron osiągnie tak wielki sukces tylko dlatego, że był uważnym obserwatorem. Emmanuel tymczasem zauważył, że zarówno prawa, jak i lewa strona polityki, ma swoje wady, które Francuzom się nie podobają.

Kiedy więc 7 maja 2017 roku został wybrany na urząd prezydenta swojego kraju, nikt nie miał pewności, kim tak naprawdę jest Macron. Był przecież młody, pełen pasji, występujący z charyzmatycznymi przemowami, w które on sam zapalczywie wierzył. Wydawał się prezydentem doskonałym…



Kiedy okazało się, że w wyborach na prezydenta Republiki Francuskiej startować będzie nowa twarz, Emmanuel Macron, ludzie koniecznie chcieli dowiedzieć się czegoś więcej na temat byłego ministra. Tym bardziej że Macron był postacią dość niejednoznaczną, która odłączyła się od ówczesnych starych ugrupowań.

Z tego też powodu powstała niezliczona ilość artykułów i materiałów na temat kandydata na prezydenta – mniej lub bardziej rzetelnych, a także przynajmniej kilkanaście książkowych publikacji na jego temat. Wśród nich między innymi jego własna autobiografia pt. „Rewolucja”, o której pisałem w recenzji jako o książce pełnej niejakiego „samouwielbienia”. „Emmanuel Macron. Prezydent doskonały?” to kolejna pozycja, tym razem przygotowana przez A. Fuldę – francuską dziennikarkę zajmującą się artykułami na tematy polityczno-prawne.  Często autorzy podobnych tekstów nie są w stanie pozostać w stu procentach neutralnym. Tymczasem Fuldzie udało się stworzyć dość rzetelny obraz francuskiego prezydenta.

W przeciwieństwie do kilku innych pozycji, które miałem szansę czytać, ten tytuł może pochwalić się porządną, dziennikarską robotą. Co to oznacza? Mniej więcej to, że autorka nie bała się użyć przypisów. Źródła wypowiedzi czy faktów zawartych w swojej książce skrupulatnie przedstawiała w adnotacjach. I choć oczywiście nie na wszystko znalazły się odnośniki, to ogólnie rzecz biorąc, dokument sprawia dość autentyczne wrażenie – tym bardziej że historia raczej pokrywa się z innymi biografami francuskiego prezydenta.

W przeciwieństwie do „Rewolucji” o dość politycznym charakterze, książka Fuldy szczegółowo przedstawia życie Macrona – nie tylko w kwestii zawodowej, ale także osobistej. Dziennikarka stara się przedstawić zarówno dzieciństwo i młodość prezydenta, jak również jego późniejsze spotkanie z przyszłą żoną, studia w Paryżu czy w końcu praca w rządzie Hollande’a. Fulda skupia się także na kwestiach, które raczej pomijane są w większości pobieżnych opracowań na temat Macron – czyli o przeszłości jego żony, historii ich związku, a także relacji rodzinnych Emmanuela Macrona.

Anne Fulda nie boi się spytać o każdy temat, który nurtuje ją w związku z nowym prezydentem. Rozmawia przy tym nie tylko z jego najbliższymi współpracownikami, ale także z jego rodziną czy przeciwnikami. Szczególnie ważna w tym wypadku wydaje się jej orientacja w kwestii krajowej polityki i baza własnych materiałów zdobytych przez lata pracy dziennikarskiej. Co więcej – autorka nie boi się zakwestionować autentyczność maski, jaką przed wyborcami zakłada Emmanuel Macron. I choć zdecydowanie jest on dość ciekawym przypadkiem w polityce, to nie ukrywajmy – nadal jest politykiem.

„Emmanuel Macron. Prezydent doskonały?” to książka, która w wyczerpujący sposób opisuje całą historię francuskiego prezydenta i jego najbliższego otoczenia. Jest niezłą pozycją na naszym rynku, szczególnie dla osób, które nie miały jeszcze styczności z podobnymi tytułami. Jeśli jednak ktoś czytał inne książki o Macronie – ta może być pewnego rodzaju uzupełnieniem, choć nie sądzę, by mogła ona wówczas zaskoczyć. Wszystko bowiem to, co najważniejsze, zostało już powiedziane. Pozostały natomiast niuanse i przypuszczenia.

Warto też zauważyć, że Francuzi mają dość specyficzny sposób pisania, który my raczej nazwalibyśmy przesadnym i nieco egzaltowanym. Podobny styl zauważyć można również w książce Fuldy – trzeba się do tego przyzwyczaić, w innym razie bowiem lektura może okazać się raczej trudna do zniesienia. Tym bardziej że autorka nie stara się pisać rozdziałów krótkich i pobieżnych…

Książka „Emmanuel Macron. Prezydent doskonały?” wydana została w kwietniu bieżącego roku przez Wydawnictwo Sonia Draga pod marką Post Factum – nowym imprincie wydawnictwa.

Za przekład z języka francuskiego odpowiedzialna jest Elżbieta Janota. Redakcją tego tytułu zajęła się Bożena Sęk, a korektą Marta Chmarzyńska i Iwona Wyrwisz. Książkę wydano w oprawie twardej, składa się na nią około 250 stron. Cena detaliczna wynosi 35,90 zł.

„Emmanuel Macron. Prezydent doskonały?” to książka, na którą warto zwrócić uwagę szczególnie wtedy, kiedy nie mamy zbyt dużego pojęcia na temat francuskiej polityki. Anne Fulda z dużą dokładnością stara się ukazać Macrona nie tylko jako prezydenta ze specyficzną charyzmą, ale także jako zwykłego człowieka, o bardziej ludzkim obliczu. Udaje jej się to, szczególnie dzięki dużej ilości rozmów przeprowadzonych osobiście, które w ogólnym rozrachunku sprawiają, że tytuł ten przedstawia się naprawdę nieźle.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Sonia Draga.

Tytuł: "Emmanuel Macron. Prezydent doskonały?"

Autor: Anne Fulda


Tłumacz:  Elżbieta Janota
 
Wydawca: Sonia Draga / Post factum


Rok wydania: 2018

Liczba stron: 245 [7] 


ISBN: 978-83-8110-402-9


Liczba przyznanych gwiazdek: ★★★★☆

Bądź na bieżąco! Zaobserwuj oficjalny kanał na Facebooku: 

Aby skomentować artykuł anonimowo, należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość".

Kryminały prosto ze Skandynawii od lat cieszą się dużą popularnością w pozostałych częściach Europy, także i w Polsce zapanował trend na powieści prosto z północnej części globu. „Smak prawdy” to druga w naszym kraju książka szwedzkiej dziennikarki i pisarki – Hanny Lindberg.

Po ostatniej aferze ze środowiskiem show biznesu, Solveig Berg liczyła na coś więcej. Miała nadzieję, że sprawa z fotografem i jego modelkami sprawi, że ludzie zapomną o przypiętej łatce, która uniemożliwiała Berg znalezienia pracy w mediach.

Kobieta zostaje zauważona jednak przez Vanję Stridh – jedną z najbardziej szanowanych dziennikarek w kraju, która prowadzi poczytny serwis internetowy. Solveig nie liczyła, że spotkać może ją uznanie ze strony Stridh, dlatego tym większe było jej zdziwienie, gdy Vanja zaproponowała kobiecie długofalową współpracę. Redaktor naczelna wierzy w możliwości dziennikarki, która choć z nieco niechlubną przeszłością, ma szansę stać się nową twarzą kopenhaskiej prasy internetowej.

Niebawem Stridh bierze udział w prestiżowej gali kulinarnej. W lokalu jednego z najznamienitszych szwedzkich restauratorów odbywa się rozdanie nagrody Kucharza Roku. Do finału dostało się zaledwie kilka osób, najbardziej znanych w kraju kreatorów smaku. Wyróżnienie w konkursie naprawdę wiele znaczy dla rywalizujących między sobą kucharzy. Nic więc dziwnego, że zrobią naprawdę wiele, by wygrać…

W momencie ogłoszenia wyników dochodzi jednak do niecodziennego zdarzenia. A właściwie – do przestępstwa. W restauracji następuje awaria zasilania, a kiedy robi się ciemno – nieznany sprawca strzela do osób stojących na scenie. Kiedy reflektory ponownie ją oświetlają, okazuje się, że to właśnie Vanja Stridh została postrzelona. Obrażenia zaś były na tyle ciężkie, że kobiecie nie udało się przeżyć.

Solveig nie czuje, by dochodzenie policji przyniosło rozwiązanie śmierci jej przełożonej. Postanawia, że sama rozwiąże tę sprawę. Tym bardziej że jest pewna, iż śmierć Stridh nie była przypadkowa. Umacnia się w tym przekonaniu, gdy odkrywa, że naczelna zostawiła jej tajemniczą wiadomość.

Berg nie wie, że sprawa, jaką postanowiła się zająć, jest zdecydowanie bardziej złożona, niż jej się wydaje. Śmierć dziennikarki była bowiem jedynie wierzchołkiem góry lodowej…

Z każdym kolejnym poznanym sekretem, niebezpieczeństwo rośnie. Berg nie zdaje sobie sprawy, że środowisko gastronomiczne – podobnie jak półświatek gwiazd i biznesmenów – jest pełne szemranych interesów. Dziennikarka postanawia zaś ponownie wsadzić kij w mrowisko.

Wkrótce okaże się, że podczas dziennikarskiego śledztwa kolejny raz ścieżkę przetną jej znajomi z przeszłości, których wolałaby już nigdy nie spotkać…



„Smak prawdy” to druga część serii z Solveig Berg stworzona przez Hannę Lindberg. Pierwszy tom – „Sekrety Sztokholmu” wydany został w jedenastu krajach, w tym w Polsce, a jego premiera miała miejsce rok temu.

Obawiałem się nieco, że po naprawdę dobrym starcie Lindberg i jej „Sekretach Sztokholmu”, druga książka wypadnie trochę gorzej. Podobnie zresztą często bywa przy seriach; to właśnie pierwszy tom jest najlepszy, a każde kolejne to niezbyt udane kalki. Na szczęście, mimo pozostania w podobnej konwencji, autorce udało się stworzyć ciekawą powieść, która z całą pewnością zasługuję na uwagę czytelników.

Tak jak w poprzednim tomie, tak i tym razem autorka przedstawia konkretną część społeczeństwa Szwecji – a przynajmniej kreacji Szwecji z jej książki. W „Sekretach…” było to środowisko show-biznesu, teraz Lindberg prezentuje nam gastronomię. Jednak jakkolwiek śmiesznie to brzmi, temat nie jest wcale kuriozalny. Chociaż wydaje się, że kucharze ukrywać mogą co najwyżej mrożone kotlety, Lindberg swoich restauratorów stworzyła z nieco bardziej przestępczym charakterem. Jak bowiem można się domyślić – każdy skrywa jakieś sekrety, szczególnie osoby, które pragną uznania, szacunku i uwagi…

Nie dajmy się jednak zwieść pozorom, bo Hanna Linberg wykreowała swoją historię z dbałością o każdy szczegół. I skupiła się na konkretnych problemach, które sprawiają, że ten nietypowy szwedzki kryminał w jej wydaniu jest naprawdę nieźle napisany.  Dlatego w „Smaku prawdy” autorka mówi o tym, czym tak naprawdę rządzi się rynek – koneksjami, nieopodatkowanymi gratyfikacjami, a nawet szantażem. Bo czym można kogoś bardziej przekonać niż odpowiednimi sugestiami?

W swojej książce przedstawia Szwecję w sposób inny, niż przyszło nam dotychczas myśleć o Skandynawii. Autorka pokazuje, jak różne kultury przenikają także kraje północy. Na kopenhaskich ulicach nie brakuje knajp z zagranicznym jedzeniem ani multikulturowej mody. Lindberg udowadnia, że Szwecja nie powinna kojarzyć nam się jedynie ze śniegiem i stereotypowymi swetrami z owczej wełny.

Przede wszystkim „Smak prawdy” jest jednak powieścią, w której łączy się świetny skandynawski klimat z nieco lżejszymi tonami. Ta książka zdecydowania posiada fascynującą fabułę, jednocześnie jednak nie przytłacza ciężkimi opisami, jakie zdarzają się w tym typie literatury. Hanna Lindberg pisze ze swobodą i niezwykłą lekkością, która wyczuwalna jest w jej książce.

Wartka akcja, wyrazista i charyzmatyczna główna bohaterka i zagadkowa fabuła to główne atuty książki „Smak prawdy”, która okazała się idealnym przykładem tego, jak powinny być tworzone dziś kryminały.

„Smak prawdy” wydany został w marcu 2018 roku przez Edipresse Książki. Za redakcję książki odpowiedzialna jest Agnieszka Jeż. Korektą zajęły się Ita Turowicz i Ewdokia Cydejko. Ze szwedzkiego powieść przełożyła Agata Teperek.

Projekt okładki stworzył Krzysztof Rychter. „Smak prawdy” wydany został w oprawie miękkiej bez skrzydełek. Na książkę składa się około 370 stron, a jej cena detaliczna wynosi 39,90 zł. Książka dostępna jest także w wersji elektronicznej oraz audio.

„Smak prawdy” to zdecydowanie jedna z niewielu książek, co do których nie mam większych zastrzeżeń. Hanna Linberg kolejny raz mnie zaskoczyła, jednocześnie udowodniła też, że pomysły na kryminał można czerpać z naprawdę wielu miejsc – nawet zza sterty brudnych naczyń w szwedzkiej restauracji.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Edipresse Książki.

Tytuł: "Smak prawdy"

Autor: Hanna Lindberg


Tłumacz:  Agata Teperek
 
Wydawca: Edipresse Książki


Rok wydania: 2018

Liczba stron: 367 [3] 


ISBN: 978-83-9117-316-2


Liczba przyznanych gwiazdek: ★★★★★

Bądź na bieżąco! Zaobserwuj oficjalny kanał na Facebooku: 

Aby skomentować artykuł anonimowo, należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość".