„Stranger Things” to popularny serial science-fiction serwisu Netflix, który – wbrew wszelkim oczekiwaniom – osiągnął nieprawdopodobny sukces. Niedawno swoją premierę miała powieść Gwendy Bond stanowiąca prequel serialowej historii.

W książce „Stranger Things. Mroczne umysły” przenosimy się do Stanów Zjednoczonych lat sześćdziesiątych dwudziestego wieku. Życie ówczesnej młodzieży w małym miasteczku w stanie Indiana nie jest szczególnie ekscytujące – oprócz wyzwań stawianych przez profesorów lokalnego koledżu i sobotnich imprez, niewiele się dzieje. W tym samym czasie trwa jednak walka w Wietnamie, z tego powodu co jakiś czas młodzi mężczyźni w wieku poborowym wzywani są do amerykańskiej armii i wysyłani na front, skąd rzadko powracają w jednym kawałku. Rząd prowadzi też tajne operacje, mające na celu wspomóc wojsko w czasie trudnej wojny na terenie Azji.

Terry Ives jest dobrą studentką, która nie sprawia problemów. Wiedzie spokojne życie, ma wspaniałego chłopaka, u boku którego widziałaby się w przyszłości. Nie chce też być bierna wobec tego, co dzieje się w jej kraju. Chce coś zmieniać, dlatego, gdy tylko pojawia się taka możliwość, postanawia zaryzykować.

W Hawkins powstaje tajne laboratorium, o którym wiedzą tylko nieliczni. Jest to rządowa agencja badawcza, pilnie strzeżona przez uzbrojonych żołnierzy. Żołnierzy, pilnujących, by na jaw nie wyszły przerażające tajemnice eksperymentu MKULTRA.

Terry, przez przypadek, staje się jednym z najważniejszych elementów eksperymentu. A raczej – obiektów badawczych. Chociaż początkowo zasady trwania badania w placówce wydają się jasne i legalne, z każdym kolejnym tygodniem dziewczyna przekonuje się, że lekarze – w tym tajemniczy doktor Benner – ukrywają prawdziwy cel eksperymentu. A środki, za pomocą których jest odurzana, nie figurują w oficjalnym rejestrze substancji medycznych.

Niebawem, Terry Ives i garstka innych pochodzących z jej okolicy pacjentów, postanawiają odkryć tajemnice laboratorium w Hawkins. Prawda, do której dotrą, okaże się gorsza niż najwymyślniejsze koszmary.

Fot. mat. prasowe Netflix / "Stranger Things"

„Stranger Things” to serial, który znany jest już naprawdę sporej liczbie widzów. Niełatwe jest więc napisanie powieści, która zadowoli odbiorców znających tę historię, ale także  tych, którzy nie mieli jeszcze okazji, by zobaczyć serialu.

Tego zadania podjęła się Gwenda Bond, amerykańska pisarka science-fiction, mająca na swoim koncie kilka poczytnych powieści z tego właśnie nurtu. „Stranger Things. Mroczne umysły” to pierwsza, oficjalna książka z serii, będąca prequelem właściwej, serialowej historii.

Powieść Bond przyjąłem z pewną dozą rezerwy, jednocześnie nie mając wobec niej wielki oczekiwań. Samą książkę otrzymałem w ramach prezentu, wcześniej ani nie oglądając serialu, ani nie znając pozostałych książek autorki. I choć powieść ta miała w sobie parę wad, to równie łatwo odnaleźć można było jej plusy.

Obawiałem się nieco, że przez tematykę, sama historia nie będzie dla mnie zwyczajnie interesująca. Dość rzadko sięgam po fantastykę i literaturę science-fiction, wobec tego gatunku jestem dość ostrożny. Tym razem, pod wpływem wielu pochlebnych opinii o serialu, postanowiłem dać jednak powieści szansę.

Gwenda Bond stworzyła powieść, której największym atutem jest kreacja bohaterów. To właśnie dzięki temu powieść, składająca się przecież z dość sztampowych motywów, takich jak tajemnicze eksperymenty, moce nadprzyrodzone i buntownicza główna bohaterka, wydaje się nam taka fascynująca. Autorka przedstawia nam szereg interesujących postaci, jednak nie są one jedynie tłem dla przeżyć Terry Ives. Każdy z bohaterów ma własną historię; każdy z nich na mniejszą lub większą chwilę zatrzymuje się w pamięci czytelnika. 

„Stranger Things. Mroczne umysły” to także swego rodzaju wehikuł czasu. Nie wiem, czym konkretnie Bond oddziałuje na czytelnika w swojej powieści – być może sposobem prowadzenia narracji, a może klimatem typowego, sennym miasteczkiem wraz z lokalnym barem typu fast food i kinem drive-in  – jednak czytając tę książkę, naprawdę bardzo łatwo jest wczuć się w atmosferę lat siedemdziesiątych. Ta swoista podróż w przeszłość to kwintesencja tego, czego oczekiwałem podczas lektury „Stranger Things”.

Nawet osoby, które wcześniej nie spotkały się ze „Stranger Things”, mogą przypuszczać, że książka Gwendy Bond będzie dobrą powieścią science-fiction połączoną z thrillerem. Powieścią, która dosłownie przerazi nas swoją nieoczywistością. Niestety, w tym wypadku, czytelnicy mogą być nieco zawiedzeni.

Ta książka jest opowieścią o początkach laboratorium w Hawkins i eksperymentach nad zdolnościami naturalnymi. Przez prawie 300 stron tej historii, w kwestii rozwoju fabuły naprawdę niewiele się dzieje. W „Mrocznych umysłach” następuje dopiero ekspozycja najważniejszych wątków i postaci, jest to dopiero podłoże pod właściwą historię i jej rozwinięcie. Nie oczekujcie zatem nieprawdopodobnych zwrotów akcji i trzymających w napięciu scen, niczym tych w książkach Stephena Kinga. Tego w powieści Bond zwyczajnie nie uświadczycie.


„Mroczne umysły” czyta się szybko i sprawnie, jednak tak naprawdę, gdyby nie wyraziści bohaterowie, moglibyśmy powiedzieć o nieudanym, a przynajmniej – nudnym – prequelu. Wraz z kolejnymi stronami książki, faktycznie, coraz lepiej poznajemy tajne laboratorium, jednocześnie jednak coraz szybciej domyślamy się, co wydarzy się później. A nasze trafy nie okazują się mylne.

Możemy nawet powiedzieć, że całą książkę wydawca zdołał streścić w opisie. O ile zaś powieść stanowić może gratkę dla fanów serialu i jego uzupełnienie o kilka nowych informacji, o tyle czytelnik dopiero zaczynający przygodę niewiele nowego z niej wyciągnie.

Finalnie, plus jest taki, że rozpoczynający wszystko prequel stworzony został w taki sposób, że  z dużą łatwością w historii odnajdują się ci, którzy serialu nie widzieli. A to, z całą pewnością, spora zaleta. Książka, choć ma zdecydowanie parę wad, wbrew pozorom zachęciła mnie również do zobaczenia serialu, a raczej – do dodania go na listę „do obejrzenia”.

Książka „Stranger Things. Mroczne umysły” swoją premierę miała 24 kwietnia 2019 roku. Za przekład z języka angielskiego odpowiedzialna jest Paulina Braiter-Ziemkiewicz. Książkę w dobrej cenie kupić możecie tutaj.

„Stranger Thins. Mroczne umysły” to z całą pewnością lektura, która spodobać może się fanom popularnego serialu. Czy dowiedzą się z niej coś nowego? To już bardziej problematyczne pytanie. Z całą pewnością jednak książka Gwendy Bond to przeciętniak, którego lektura okaże się właściwa podczas nudnego popołudnia.

Pod koniec 2018 roku użytkownicy platformy Netflix zobaczyć mogli serial „You” (pl. „Ty”) – thriller powstały na kanwie książki Caroliny Kepnes. Ciepło przyjęty przez widzów obraz prawdopodobnie zadecydował o tym, że od 15 maja w polskich księgarniach kupić będzie można nowe wydanie książki, na podstawie której powstał popularny serial.

„Ty” przedstawia historię Joego, nieco introwertycznego, miłego księgarza, pracującego w małej książnicy w jednym z największych miast Stanów Zjednoczonych – Nowym Jorku. Pomimo pracy w zawodzie, który kocha, mężczyzna często czuje znużenie swoją codziennością. Ten stan zmienia się, gdy w progach księgarni pojawia się młoda studentka.

Dziewczyna, urocza blondynka studiująca filologię angielską na nowojorskim uniwersytecie, stanowi spełnienie miłosnych wyobrażeń Joego. Jest nie tylko pociągająca fizycznie, ale przede wszystkim – mądra oraz zabawna. I, co ważne, zwraca uwagę na faceta stojącego za ladą.

Przypadkowe spotkanie w księgarni to jednak dopiero początek. Wszak Joe nie może przestać myśleć o dziewczynie, postanawia więc zdobyć jej serce. Chociaż brzmi to niczym frazes z romantycznych filmów, rzeczywistość okazuje się… zdecydowanie mroczniejsza.

Zaczyna się niewinnie, od przeanalizowania profili na portalach społecznościowych w Internecie. Niebawem jednak zauroczenie księgarza przeradza się w obsesję, którą coraz trudniej będzie mu kontrolować. A wystawanie pod oknami ukochanej i podglądanie jej, podczas dokonywania aktów autoerotycznych, stanowić będzie dopiero początek.

Nieświadoma Beck, w zupełnie przypadkowych sytuacjach zaczyna spotykać swojego znajomego z księgarni. Z każdym kolejnym spotkaniem, z każdą randką, Joe zacieśniać będzie więzy, chcąc coraz bardziej uzależnić dziewczynę od siebie.

Mężczyzna nie spodziewa się, że będzie łatwo. Dla swojej miłości nie cofnie się jednak przed niczym, a  frazeologizm po trupach do celu, w jego wypadku, będzie można odczytywać naprawdę dosłownie.

Czas jest sprzymierzeńcem zakochania i miłości. Miłości jak z bajki lub… miłości toksycznej i niebezpiecznej.


Po wielkim sukcesie sprzedażowym serialu „You”, można spodziewać się, że wielu zadowolonych widzów sięgnie także i po książkę, na podstawie której powstała ekranizacja. Podobnie było w moim przypadku, tym razem najpierw zobaczyłem serial, a potem – przeczytałem książkę. I… nie poczułem wielkiego rozczarowania.

Wbrew pozorom, książka Caroline Kepnes ma szansę nieźle zaskoczyć osoby, które znają już historię Joego i Beck z serialu. Jak się okazuje, chociaż jest to prawie ta sama historia, to opowiedziana została na naprawdę różne sposoby, przez co w wielu aspektach wersja powieściowa różni się od tej z adaptacji filmowej.

„Ty” to powieść, w której klimat jest naprawdę specyficzny. Wszystko za sprawą zastosowanej narracji i sposobie przedstawienia głównego bohatera. To właśnie Joe w powieści Kepnes jest narratorem, opowiadającym historię z własnego punktu widzenia. Ta niecodzienna perspektywa nie jest jednak ani drastyczna, ani przerażająca. Nie poczujemy też ciężkiego klimatu kryminału, który znany nam jest już z innych mrocznych powieści pochodzących ze Skandynawii. Zamiast tego, autorka prezentuje nam studium psychiki chorego człowieka, w którym to jednak – staramy się odszukać cechy… normalności. Którego czasem żałujemy lub potępiamy, jednak nie nienawidzimy.

Możemy zatem śmiało powiedzieć, że pisarka prezentuje nam niestandardową postać będącą czarnym charakterem. Zamiast kibicować głównej bohaterce i ofiarom bezwzględnego Joego, zastanawiamy się nad przeszłością chorego księgarza i przyczyną jego zachowań. Postać podejmuje bowiem decyzje, które nazwać możemy naprawdę ekstremalnymi. A wspomniane podglądactwo to wręcz niewinny wybryk w porównaniu z tym, czego dokonuje Joe później.

Wraz z kolejnymi krokami podejmowanymi przez bohatera, akcja książki staje się coraz bardziej zawiła. A wraz z tym, pojawia się także coraz więcej nieścisłości. Caroline Kepnes wiele kwestii opisuje zdecydowanie zbyt powierzchownie.

Autorka tym samym tworzy naprawdę imponującą opowieść o stalkerze, jednak zapomina o tym, by trzymać się realiów. Z tego względu pojawiają się niedopracowane lub nielogiczne wątki, które podważają realność przedstawionej historii. Zaprezentowana zostaje chociażby nic niewnosząca scena z policjantem w pobliżu willi Peach czy zgubiony telefon Beck z niezastrzeżonym w sieci telekomunikacyjnej numerem.

Nie umiem się powstrzymać, by nie porównywać książki „Ty” do jej serialowego odpowiednika. Cały czas mam bowiem wrażenie, że nie tylko ja znalazłem w tej powieści naprawdę słabe strony. Wykryli je także scenarzyści, którzy zgrabnie poprawili niektóre wątki, a czasem – całkowicie je zmienili lub usunęli.

„Ty” to ciekawa historia, która z całą pewnością spodoba się wielu czytelnikom. Problem w tym, że ma taką samą liczbę zalet, jak i wad. Chociaż historia jest ciekawa, a główny bohater nie zostaje przedstawiony w sztampowy sposób, to jednak mnóstwo fabularnych niedociągnięć psuje jej efekt finalny. Ostatecznie, mam wrażenie, jakby sama autorka do końca nie przemyślała, jak poprowadzić akcję, dorzucała zatem z każdą kolejną stroną następne bezcelowe wątki.


Caroline Kepnes jest scenarzystką, a „Ty” to jej beletrystyczny debiut. I chociaż początkującym pisarzom często wiele się wybacza, to akurat Kepnes z całą pewnością powinna wiedzieć, w jaki sposób można zatrzymać odbiorcę. A nie robi się tego za pomocą celowego wydłużania akcji kolejnymi, fantastycznymi wręcz scenami, w które zwyczajnie trudno nam uwierzyć.

Finalnie, mam odczucia, że książka zyskałaby więcej, gdyby jej objętość zmniejszyła się o kilkanaście procent. W ten sposób czytelnicy otrzymaliby rzeczywiście trzymający w napięciu thriller, a nie książkę, którą podczas lektury kartkuje się z nadzieją na jak najszybszy koniec.

„Ty” w nowym wydaniu swoją premierę mieć będzie 15 maja 2019 roku. Za przekład na język polski odpowiedzialna jest Jacek Żuławnik. Książkę w promocyjnej cenie kupić możecie tutaj.

„Ty” to zdecydowanie propozycja dla fanów serialu o tym samym tytule. Książka może zaskoczyć dobrze nakreślonym bohaterem i różnicami, jakie występują pomiędzy powieścią a ekranizacją. Jednocześnie, na tle innych powieści, moim zdaniem, jest to historia niedopracowana, zawierająca przegadaną fabułę zniechęcającą nawet najwytrwalszych czytelników.

Czym jest miłość? Na to pytanie każdy z nas może odpowiedzieć zupełnie inaczej. Swoją wizję miłości i uczucia rodzącego się pomiędzy dwójką ludzi od paru lat – za pomocą różnych historii – przedstawia nam Augusta Docher (czy też Beata Majewska), polska pisarka romansów, powieści zaliczanych do literatury kobiecej i młodzieżowej. „Wiele powodów, by wrócić” to najnowsza książka w dorobku autorki.

Prawdziwe życie nie wygląda jak wakacyjny romans z filmu dla młodzieży. To nie tylko pocałunki o zachodzie słońca i urocze podwieczorki w nadmorskich kafejkach, ale również – podejmowanie ważnych decyzji i branie za nie odpowiedzialność. To opieka nad innymi, empatia i współczucie.

Tego wszystkiego, powoli uczą się od siebie bohaterowie książki „Wiele powodów, by wrócić”. Dominika i Marcel to, wbrew pozorom, świetne połączenie. Młodzi ludzi, chociaż żyjący wcześniej w dwóch różnych światach, właśnie w sobie odnaleźli wsparcie i odwzajemnione, szczere uczucie. I chociaż początkowo nie było łatwo, to teraz ich wspólna przyszłość zapowiada się naprawdę wspaniale. A przynajmniej tak początkowo się wydaje.

Wszystko zmienia się, gdy wracający do domu Marcel bierze udział w wypadku samochodowym. Życie chłopaka nagle staje się zagrożone, on sam – trafia na oddział intensywnej terapii, na którym lekarze robią wszystko, by mu pomóc…

Pozostający w śpiączce Marcel to nieszczęście dla całej rodziny, także dla Dominiki, która w tym czasie musi nie tylko radzić sobie w szkole, ale także – pomagać przy opiece nad córką Marcela. Przede wszystkim dziewczyna chce jednak być z tym, kogo kocha. Wkrótce czuwanie przy szpitalnym łóżku się opłaci, Marcel bowiem wybudza się ze śpiączki. Problem w tym, że nie pamięta niczego z ostatnich dwóch lat. Nie pamięta osoby, którą podobno kocha.

Jakby tego było mało, na głowę Dominiki nieoczekiwanie spada jeszcze dziewczyna z przeszłości Marcela. Dziewczyna, która w Bielsku pojawia się w najmniej oczekiwanym momencie.

Jak dalej potoczą się losy Dominiki i Marcela? Czy chłopak przypomni sobie, kim dla niego jest Dominika? Czy miłość będzie w stanie przezwyciężyć chorobę?


Wydawało się, że „Najlepszy powód, by żyć” to zamknięta historia, która nie wymaga dopowiedzeń. A jednak, autorka zdecydowała się wydać kontynuację świetnie przyjętej powieści gatunku new adult.

Przede wszystkim, nowa powieść autorki to książka, która dość mocno nawiązuje do pierwszego tomu. „Wiele powodów, by wrócić” to kontynuacja historii bohaterów, których poznaliśmy jakiś czas temu. Jednak – aby nie pozostawiać wątpliwości – pisarka zdecydowała się czytelnikom przypomnieć najważniejsze fakty, dość szczegółowo wspominając o nich w drugim tomie.

Tym samym, książka może zostać dobrze odebrana przez czytelników, którzy nie przeczytali pierwszego tomu i zaczynają lekturę od części drugiej, jednocześnie – może nieco nudzić tych, którzy historię Marcela i Dominiki już znają i dobrze pamiętają. Przez pierwsze sto stron zatem niewiele nowego się dzieje, pomijając kilka wątków, faktycznie mających znaczenie dla fabuły nowej książki.

Dopiero później rozwija się właściwa fabuła, o której mowa w samym opisie. Marcel trafia do szpitala, gdzie w śpiączce poddany zostaje hospitalizacji. I chociaż nadal niejako przedstawiany zostaje jako „dziecko szczęścia” – wszak dzięki rodzinnym koneksjom, chłopak może liczyć na opiekę na najwyższym poziomie – to są to jedne z najbardziej poruszających momentów w powieści.

Augusta Docher nie pisze książek, w których bohaterowie wolni są od wad i problemów. Każda z jej powieści porusza konkretne zagadnienia. W przypadku książki „Najlepszy powód, by żyć” – była to historia oparzenia Dominiki, ale także poszukiwania prawdziwej miłości, uczenia się zaufania. W „Wielu powodach, by wrócić” Marcel musi poradzić sobie z powrotem do zdrowia po ciężkim wypadku, Dominika zaś – wystawiona zostaje na próbę, w momencie, gdy okazuje się, że wszystkie wspomnienia z ostatnich dwóch lat „wyparowały” z pamięci Marcela. Książka pokazuje, jak z pokorą przyjmować to, co daje nam los, ale także – jak trudna jest sytuacja osób, których – na skutek wypadku czy choroby – nie pamięta bliska, ukochana osoba.

W przypadku wątku ze śpiączką, warto wspomnieć o jeszcze jednym aspekcie. Bohater przeżywa swego rodzaju wizytę w zaświatach. W książce „Wiele powodów, by wrócić” widać wyraźne wątki związane z wiarą chrześcijańską. Dla niektórych aspekty te mogą być nieprzekonywujące i fantazyjne, zwłaszcza jeśli nie wierzy się w życie pośmiertne. Choć Augusta Docher nie narzuca tej wizji czytelnikom, to jednak – stanowi ona jeden z mocniej zaakcentowanych wątków tej powieści, o czym należy pamiętać. 

Na blogach przeczytać można recenzje, w których czytelniczki i czytelnicy mówią o wzbudzających skrajne emocje bohaterach. Takie emocje szczególnie intensyfikuje postać Marcela, który zachowuje się dość… nieracjonalnie. Wszak w tej części poznajemy jego nowe oblicze.

Marcel, na skutek przebytej choroby, dość mocno zmienia swój stosunek do Dominiki. I można byłoby to zrozumieć, podobnie jak jego nowe, buntownicze podejście do świata i bliskich. Marcel niebawem jednak porzuca to przezorne nastawienia wobec Dominiki. Zachowanie bohatera jest zatem dość niestabilne, pytanie – czy za powód uznać możemy „młodzieńczą namiętność”…?

Jeśli jednak pamiętacie cięty język i niewybredne komentarze Marcela z pierwszej części, to i tym razem w tej kwestii nie będziecie zawiedzeni. Bohater nadal potrafi dobrze nas rozbawić, czasem zaś nadal widoczna jest jego opiekuńczość, którą mogliśmy spostrzec w poprzednim tomie. A Dominika… Cóż, dziewczyna robi wszystko, by godnie żyć w sytuacji, w której się znalazła.

Jak się jednak przekonujemy, opuszczane dla Marcela zajęcia dały się we znaki. Dominika,  jako uczennica prywatnej, elitarnej szkoły, mogłaby bowiem jednak wiedzieć, że o kobiecie-sędzi nie powinno mówić się sędzina. I choć rozumiem, że jest to często popełniany błąd, który celowo umieszczony w powieści, ma sprawić, że Dominika stanie się dla czytelnika bardziej wiarygodna – odnoszę zupełnie inne wrażenie. Wielokrotnie podkreślanie przez narratorkę, że sprawie przewodniczy sędzina naprawdę nie brzmi dobrze! Nie wspominając już o tym, że według bohaterki, na rozprawie sprawuje funkcję „męża zaufania”, czyli funkcji, która tak naprawdę nie istnieje. Zgodnie z kodeksem postępowania cywilnego podczas rozprawy obecna może być natomiast… „osoba zaufania”. To niuanse, które – wbrew pozorom – naprawdę mają znaczenie.

Książka „Wiele powodów, by wrócić” wydana została przez Społeczny Instytut Wydawniczy ZNAK 17 kwietnia 2019 roku. Powieść w niskiej cenie kupić można tutaj.

„Wiele powodów, by wrócić” z całą pewnością ma wiele plusów – jak chociażby lekki sposób prowadzenia narracji, opisanie pierwszej części z myślą o nowych czytelnikach czy – wreszcie – poznanie dalszych losów Dominiki i Marcela. Niestety, w przeciwieństwie do „Najlepszego powodu, by żyć”, ta książka mnie nie przekonała. Jest to ciekawa lektura, która spodoba się fanom powieści Augusty Docher, możecie być jednak nieco rozczarowani, jeśli liczycie na efektowność porównywalną z pierwszym tomem. 

Kim są pielęgniarki? Wydaje się, że na to pytanie łatwo nam odpowiedzieć. A jednak, w ostatnim czasie powstaje sporo książek, przedstawiających prawdziwe życie pielęgniarek i położnych. „Pielęgniarki” Christie Watson to jedna z takich pozycji, która na rynku pojawiła się nakładem Wydawnictwa Marginesy.

Christie Watson – autorka książki – to kobieta ze sporym doświadczeniem, nie tylko życiowym, ale także i zawodowym. Jako pielęgniarka przepracowała dwadzieścia lat, przez ten czas nie nudząc się ani chwili, a pomagając chorym powracać do zdrowia.

W „Pielęgniarkach” poznajemy tajemnice istniejącego od stuleci fachu. Fachu, którego nie można po prostu nauczyć się na studiach. Okazuje się bowiem, że pielęgniarstwo należy zwyczajnie czuć w sobie.

Książka Watson odpowiada nam także na pytania związane z tym, jaka naprawdę powinna być dobra pielęgniarka. Surowa i zorganizowana? Dobroduszna i empatyczna? Samodzielna czy podporządkowana lekarzowi?

Wraz z narratorką przemierzamy szpitalnymi korytarzami. Spotykamy ludzi, z którymi Watson przychodzi współpracować, którzy są dla niej nauczycielami, mentorami i… adwersarzami. Czytamy o chorobach i problemach, czujemy ludzkie cierpienie, myślimy o współczuciu i zrozumieniu.

Zaglądamy na szpitalny oddział ratunkowy, gdzie nigdy nie jest spokojnie, gdzie spotyka się narkomanów, alkoholików i małe, samotne dzieci. Odwiedzamy chorych na oddziale psychiatrycznym, zastanawiając się, jak wielka determinacja drzemie w pracownikach oddziału.

Co dalej? Jesteśmy świadkami, jak pielęgniarki dodają otuchy chorym na nowotwór, jak przekazują złe i dobre wiadomości. Pochylamy się nad wcześniakami, zasłaniając oczy w najtrudniejszych momentach.

Na koniec – przekonujemy się, co tak naprawdę oznacza zawód pielęgniarki.


Bez nich świat nie byłby taki sam. Pielęgniarki to zawód, który stanowi jeden z filarów systemu opieki zdrowotnej, choć jednak – często bywa pomijany i niedoceniany. W swojej nowej książce Christie Watson opisuje swoją dwudziestoletnią karierę w pielęgniarskim uniformie.

Christie Watson książkę tworzy na wzór pamiętnika z życia pielęgniarki. Pamiętnika dość obszernego, bo sięgającego czasów młodości i studiów medycznych. Nie brakuje także wspomnień o pokonywaniu kolejnych szczebli w awansie zawodowym, zmianach miejsc pracy czy opowieści o życiu prywatnym pielęgniarki.

W przeciwieństwie jednak do solidnie prowadzonego pamiętnika, autorka książki „Pielęgniarki” pozwala sobie na dość spory rozrzut czasowy w poszczególnych rozdziałach, a także ominięcie i ogólnikowe opisanie pewnych zagadnień. Dlatego też, w książce Watson nie trudno się pogubić.

Autorka książki w poszczególnych rozdziałach potrafi opisać ostatnie lata pracy w zawodzie, by już za chwilę – ponownie przenieść czytelnika do czasów studiów i przygód, które spotkały ją na początkach swojej pielęgniarskiej drogi. Tym samym, czytelnik może szybko zagmatwać się w historii przedstawionej przez Watson. Jednocześnie też, z powodu tak poprowadzonej narracji, można szybko dojść do wniosku, że opowieść opisana przez pielęgniarkę jest niekompletna.

Nie można jednak odmówić Christie Watson szczerości w swojej książce. Autorka nie przedstawia jedynie wad lub tylko zalet bycia pielęgniarką, zamiast tego – pokazuje zarówno plusy, jak i minusy swojej pracy. Nie boi się mówić o swojej przeszłości i o tym, jak praca w zawodzie zaufania publicznego wpłynęła na jej własne życie prywatne. Watson przyznaje: bycie pielęgniarką to praca, którą wykonywać trzeba z oddaniem, całym sobą. 

Pielęgniarka opisuje także pacjentów, których spotkała podczas całej swojej pracy na szpitalnych oddziałach. Pokazuje nam losy chorych, które łamią nam serca. Jednocześnie, Watson podkreśla, że najtrudniejsze w tym wszystkim jest przywiązanie do pacjenta. Zachowanie odpowiednich granic oraz postępowanie zgodnie z kodeksem etyki zawodowej są oznaką doświadczenia pielęgniarki i pielęgniarza.


Autorka mówi o swoich błędnych decyzjach, ale także i o tym, jak w pielęgniarstwie odnalazła sens własnego życia, poczucie satysfakcji z dobrze wykonanej pracy i pomocy innym. Wspomina o małżeństwie z lekarzem, o ich wspólnych dzieciach, ale też – i o rozwodzie. Bo – podobnie jak u wszystkich innych ludzi – także i pielęgniarką zdarzają się szczęśliwe, jak i smutne chwile. Choć zdaje się, że tych drugich jest jednak nieco więcej.

Christie Watson starała się połączyć dwie pasje – pielęgniarstwo, czyli pomaganie innym oraz pisarstwo, tworzenie słowem. Jak się szybko przekonała, taka synteza niestety nie jest możliwe. I co nieco szokuje – sama autorka finalnie rezygnuje ze swojej pracy, z bycia „pielęgniarką z powołania”. Po ponad dwudziestu latach zmienia swoje życie, stając się pisarką na pełen etat.

I choć – nie znając pełnego kontekstu trudno oceniać jej decyzję życiową – nie trudno dojść do wniosku, że bycie pielęgniarką lub pielęgniarzem to praca w istocie naprawdę wymagająca od pracownika siły fizycznej i psychicznej. To zawód, który potrafi wyczerpać do cna nawet najbardziej obiecujących studentów. Faktyczna praca jest bowiem całkowicie czymś innym niż teoria opisywana w podręcznikach.

W książce Christie Watson poznajemy tajniki pracy pielęgniarki, warunki, które spotyka na oddziałach różnych placówek. Tym samym należy wziąć poprawkę na to, że autorka jest Brytyjką, która pracowała w szpitalach Wielkiej Brytanii. Zatem w książce tej z całą pewnością nie poznamy bolączek polskiego systemu opieki zdrowotnej i polskich pielęgniarek oraz pielęgniarzy.

Niezależnie jednak od tego, że pielęgniarstwo opisywane jest z brytyjskiego punktu widzenia, książka sprawia, że czytelnik zmienia swoje nastawienie do zawodu pielęgniarki. Niektórych zaś – uczy większego szacunku do tej, często dobrze niezrozumiałej, profesji.

Książka „Pielęgniarki” wydana została na początku 2019 roku przez Wydawnictwo Marginesy. Za przekład z języka angielskiego odpowiedzialna jest Ewa Borówka. Książkę w dobrej cenie kupić można m.in. tutaj.

„Pielęgniarki” to książka, która ma swoje wady i zalety. Choć sporządzona została w dość chaotycznej formie, to jednak – przedstawia historię samej autorki. Książka Christie Watson wzbudza w nas skrajne emocje – od rozbawienia, aż do przygnębienia. Ostatecznie zaś – dochodzimy do wniosku, że pielęgniarstwo to nie jest zawód dla słabych ludzi!