„Wymazać siebie” to kolejna książka z gatunku literatury faktu w tematyce LGBT. Tym razem nowa publikacja wydana przez Poradnię K opisuje problem terapii konwersyjnej i jej wpływu na psychikę pacjentów.

Garrard był idealnym synem, który żył w idealnej rodzinie. Rodzinie, która od zawsze bliska była Bogu. Nic więc dziwnego, że i przyszłość chłopaka miała być piękna, nieskazitelna i zgodna z rodzicielskimi marzeniami.

Kiedy jednak młody mężczyzna wyjeżdża na studia, okazuje się, że przed wszystkimi ukrywał sekret. Sekret, będący hańbą na honorze jego ojca – a tym samym jednego z najgorliwszych pastorów kościoła baptystów w Arkansas. Do rodziców dochodzą plotki dotyczące orientacji seksualnej ich syna.

W tym samym czasie Garrard przechodzi swoją pierwszą inicjację seksualną. I wszystko jest nie tak, jak być powinno. Zamiast spełnienia, czuje wstyd i upokorzenie. Czuje się wykorzystany, bo być może faktycznie tak było. Rodzice postanawiają, że chłopak musi skończyć ze swoimi seksualnymi „eksperymentami”. W przeciwnym razie może zapomnieć o ich wsparciu finansowym, tak potrzebnym na studenckie czesne. Postawione zostaje mu ultimatum – albo skończy ze swoimi wygłupami i podda się terapii konwersyjnej, albo żyje na własny rachunek, całkowicie urywając kontakt z rodziną.

Młody chłopak, wychowany w skrajnie chrześcijańskim otoczeniu, nie jest w stanie zerwać więzi z rodziną, z Bogiem… Trafia więc do ośrodka prowadzonego pod egidą organizacji Love in Action, gdzie zostać ma nawrócony na jedyną słuszną drogę. Drogę wytyczoną przez Pana.

Garrard szybko przekonuje się jednak, że ośrodek nie wiele wspólnego ma z prawdziwą terapią, a wykładowcy – podobno „nawróceni geje” – w większości nie mają żadnego wykształcenia związanego z psychologią, a jedynie homofobiczne poglądy.

Do czego doprowadzi terapia składająca się z surowej, wojskowej musztry, niesprawdzonych sesji pseudoterapetycznych i wspólnoty chrześcijańskich eksgejów?


„Wymazać siebie” to prawdziwa historia dziewiętnastolatka, który żyjąc w skrajnie religijnym środowisku, musiał zwalczyć własną orientację seksualną. Jest to kolejna publikacja Poradni K, która przedstawia trudny problem życia młodych ludzi.

W przeciwieństwie do bestsellerowych „Tamtych dni, tamtych nocy” czy młodzieżówek typu „Twój Simon”, ta historia potrafi jeszcze bardziej poruszyć czytelnika – wszystko za sprawą autentyczności historii przedstawionej przez autora. Garrard Conley opisuje swoje prawdziwe przeżycia, często trudne i naprawdę bolesne.

Garrard Conley w swojej książce przedstawia najgorszy czas swojego życia – okres dojrzewania, poznawania własnych potrzeb i seksualności. Dla wielu nastolatków jest to czas niezwykle trudny, a dla autora – a jednocześnie głównego bohatera książki – pełen brutalności i braku wsparcia.

„Wymazać siebie” to poruszająca historia młodego człowieka, który stojąc u progu dorosłości, poddany zostaje najcięższej próbie. Trudno bowiem nawet wyobrazić sobie, co czuć musiał chłopak wychowany w tak konserwatywnej rodzinie, który odkrywa, jak bardzo nie pasuje do schematu familii godnej boskiego zbawienia.

Ojciec zaprowadził mnie do swojej sypialni – matka wymiotowała w przyległej łazience – a gdy drzwi z kliknięciem zamknęły się za nim, zaczął mi tłumaczyć, że to, co czuję, jest złe i że jestem po prostu zagubiony.
 

– Nie wiesz, jak to jest być z kobietą – powiedział do mnie. – Nie ma na świecie większej rozkoszy niż zbliżenie między mężem a żoną.
 

[...] Poczułem nagłe pragnienie przyłączenia się do matki przy klozecie; w tym momencie zapewne czuliśmy jednakowe obrzydzenie, choć z innych powodów. Żadne z nas nie chciało znać szczegółów życia seksualnego drugiego, ale oto były.

„Wymazać siebie” Garrard Conley, tł. Kamila Slawinski, Wyd. Poradnia K 2019

Książka Conleya to przede wszystkim książka o nim samym. Jest to opowieść o tym, jak dziewiętnastolatek małymi krokami dowiaduje się o tym, co różni go od ojca. Orientacja seksualna, będąca w rodzinie mężczyzny tematem tabu, staje się dla niego boską karą, która powoli niszczy go od środka.

Autor pokazuje, że młodzieńcza miłość z reguły nie wygląda tak, jak pokazują to filmy z Hollywood. Jest za to niezdarnie, a czasem zupełnie bez uroku pierwszych pocałunków. Tak też swoją historię zakochania i miłości przedstawia Conley – w przykry, przygnębiający sposób.

Conley przede wszystkim obnaża jednak procesy „leczenia” w jednostkach takich jak Love in Action. Nie bez powodu owe leczenie zawarte zostało w cudzysłowie – wszak z prawdziwą terapią niewiele ma wspólnego. „Wymazać siebie” podkreśla, jak zgubne działanie ma „tępienie” homoseksualizmu.

Książka udowadnia, do jakich szkód w psychice pacjentów doprowadza terapia konwersyjna. To szokujące, że dziś – w dwudziestym pierwszym wieku – nadal istnieją instytucje, chcące leczyć osoby, które nie wpasowują się w heteronormatywne standardy. Pseudomedyczne terapie nie przynoszą prawdziwych efektów z jednej przyczyny: homoseksualizm nie stanowi jednostki chorobowej, to po prostu inna orientacja seksualna, którą powinniśmy zaakceptować – nawet jeśli nie chcemy jej zrozumieć.

„Wymazać siebie” nie jest historią, której fabuła przedstawi rozkwitający młodzieńczy romans albo obyczajową opowieść rodzinną. To raczej smutny reportaż o tym, jak Garrard Conley i osoby, znajdujące się w podobnej do niego sytuacji, zmuszone zostały do tego, by wyprzeć się samego siebie. To historia, która skupia się na rodzinnych powiązaniach, ale także na wątpliwościach (czy może ich braku) wobec wiary w dobrego Boga i tego, czy istnieje szablon na jedyne prawdziwe, szczęśliwe życie.

Książka Garrarda Conleya to historia niepełna, która pozostawia pustkę, wolną lukę – kolejną do zapełnienia przez… życie. Autor skupia się bowiem na swoich przeżyciach w ośrodku, tworząc swego rodzaju pamiętnik z okresu „leczenia gejostwa”. I choć wydawać mogłoby się, że jest on dość otwarty, mówiąc o swojej przeszłości, jednocześnie chroni swoją prywatność, niezbyt chętnie dzieląc się informacjami o tym, jak wygląda jego życie po wydarzeniach z Love in Action. I choć wydaje mi się, że możemy mówić o swego rodzaju sukcesie Conleya, to z całą pewnością nie wszyscy pacjenci LIA mieli tyle szczęścia.

W LIA codziennie kładziono mi do głowy, że im bardziej zrezygnuje z ego, tym większą zyskam cnotę, a im jestem cnotliwszy, tym bliżej mi do Boga, a przez to własnej, prawdziwej jaźni. Ale drogi do tego celu – nienawiść do samego siebie, myśli samobójcze, całe lata błędnych początków – sprawiały, że człowiek czuł się bardziej samotny, mniej sobą niż kiedykolwiek wcześniej w życiu. W procesie oczyszczenia podejmowało się ryzyko utracenia każdego, najmniejszego nawet detalu, do którego byliśmy przywiązani. Człowiek stawał się nie posągowym statystą, ale jednym z tłumu anonimowych aniołków z harfami. Przyszedłem na terapię z przekonaniem, że moja seksualność jest bez znaczenia, ale okazało się, że każdy fragment osobowości pozostawał w intymnym związku z pozostałymi. Wycięcie jednej rzeczy przynosiło szkodę innymi.

„Wymazać siebie” Garrard Conley, tł. Kamila Slawinski, Wyd. Poradnia K 2019

Po lekturze tej książki, czytelnik pozostaje wstrząśnięty. W głowie zaś cały czas pojawiają się sytuacje opisane przez autora, terminy takie jak terapia konwersyjna, homofobia czy heteroseksizm. Wobec tego wszystkiego zwyczajnie nie można przejść obojętnie.

„Wymazać siebie” to historia niełatwa, choć sądząc po okładce, spodziewać można się czegoś zupełnie innego. To opowieść o przenikaniu się chorobliwej wiary w życie codziennie, jej zgubnej sile na życie normalnych ludzi. Nikt nie ma bowiem prawa do tego, by niszczyć życie innych – dlaczego więc mielibyśmy przyzwalać na to komuś, kto czyniąc zło, ukrywa się za biblijnymi wersetami?

Bądź na bieżąco! Zaobserwuj oficjalny kanał na Facebooku: 


Czy może istnieć życie poza ciałem? Czy to prawda, że najważniejszym elementem człowieka jest jedynie dusza? – takie problemy w książce „W cudzym ciele” stawia Paula Rawsthorne. Trzecia książka brytyjskiej pisarki to kolejna propozycja dla młodzieży od Wydawnictwa Zielona Sowa.

Lucy nie może znieść tego, jak wszyscy starają się zaklinać rzeczywistość. Umiera, umiera na raka i nie ma od tego ratunku – dobrze zdaje sobie z tego sprawę, nie liczy na cud, bo taki w jej przypadku nie ma prawa istnieć. Eksperymentalne terapie i kolejne setki dolarów przeznaczane na jej zdrowie nie przynoszą żadnych rezultatów, jaka więc może być diagnoza?

Mimo wszystko rodzice Lucy i jej najlepsza przyjaciółka starannie unikają tematu śmierci. Jakby robiąc na złość chorej, podejmują się wszystkiego, by pokazać, jak bardzo normalne życie może nadal może prowadzić. A przecież w przypadku Lucy nic nie jest normalne. Przynajmniej tak wydawało jej się do niedawna.

Lucy dostaje silnego ataku, czuje, że nadszedł już jej czas. Nie ma już siły na dalszą walkę, chce po prostu się poddać. Tymczasem jej lekarz prowadzący zabiera ją i jej ciało na salę operacyjną. I jak się wkrótce okazuje – dokonuje niemożliwego.

Po operacji, dziewczyna budzi się w szpitalnej sali, jakby nigdy nic. Pokój zaś zdecydowanie nie przypomina nieba, o którym myślała w ostatnich chwilach. Okazuje się, że wcale nie umarła. Wręcz przeciwnie – zyskała coś, czego nigdy nie miała.

Lekarze dokonali przeszczepu jej mózgu i niektórych narządów ciała do innej, zdrowej dziewczyny. Kiedy Lucy to odkrywa, jest przerażona. Ale także wściekła i zła – nikt nigdy nawet nie wspomniał o czymś takim. Czymś tak… nienormalnym.

Operacja, która stanowić miała dla Lucy wybawienie, która dała jej silne, zdrowe ciało, stała się życiową udręką. Tym bardziej że dziewczyna nie potrafi odgonić myśli, sprawiającej, że czuje się jak złodziejka. Nieczysta złodziejka ludzkich ciał.

Lucy – będąca zakładnikiem w nie wiadomo czyim ciele, musi nauczyć się żyć od nowa. Jednocześnie nie może nikomu przedstawiać swojej prawdziwej, dawnej tożsamości. Wszystko to sprawia, że każdy dzień staje się dla dziewczyny jeszcze bardziej bolesny.

Szybko jednak okaże się, że Lucy nie zna całej prawdy. Co zrobi zaś wtedy, kiedy tajemnice wyjdą na jaw?

 
Książki z gatunku science fiction to dość popularny typ powieści, który ma zarówno szerokie grono zwolenników, jak i przeciwników. „W cudzym ciele” w zamierzeniu ma być zrównoważonym połączeniem problemowej powieści młodzieżowej i książką z gatunku s-f.

Przede wszystkim warto wspomnieć, że fantastyki naukowej w powieści Pauli Rawsthorne nie ma zbyt wiele. Praktycznie jedynym wątkiem jest tutaj zamiana ciał – a właściwie przeniesienie mózgu Lucy do ciała innej dziewczyny. Choć jest to tylko jeden element, należy pamiętać, że ma on naprawdę duże znaczenie dla całej powieści.

To właśnie ta nietypowa operacja sprawia, że życie głównej bohaterki staje się jeszcze bardziej nieznośne. Rawsthorne w swojej książce przekonuje czytelników, jak bardzo złożona jest natura człowieka.

Jednocześnie autorka zadaje także bardzo ważne pytanie – czy człowiek ma prawo do tego, by bawić się w Boga? To trudne zagadnienie będzie towarzyszyło czytelnikom do samego końca powieści. Odbiorca zaś z całą pewnością nie będzie umiał w prosty sposób na nie odpowiedzieć.

Sytuacja, w której znajduje się Lucy, jest naprawdę trudna, a jej rodzice zrobią wszystko, by uratować ukochane dziecko. Książka Rawsthorne zasiewa w czytelniku spore wątpliwości związane z tym tematem, bo przecież szczere z całą pewnością były intencje rodziców, chcących uratować życie ukochanej córki. Pytanie jednak, czy igranie z życiem i śmiercią jest tym, do czego mają prawo?

Zdecydowanie bardziej złożone wydaje się zachowanie samej Lucy, która nie jest przekonana do swoistego „życia po życiu”. Dziewczyna nie jest szczęśliwa, można powiedzieć, że jest jej nie dobrze na myśl o egzystencji w ciele innego człowieka. Lucy staje się więc uwięziona w tytułowym cudzym ciele, a ten nagły, cudowny ratunek przyczynia się do zmiany jej całego życia, nie tylko tym stricte fizycznym, ale przede wszystkim psychicznym Czy zatem śmierć jako prawdziwa Lucy byłaby naprawdę najgorszym wyjściem?

Rawsthorne w swojej powieści przedstawia, jak bardzo złożona relacja istnieje pomiędzy duszą człowieka, naszą osobowością, a ciałem, które posiadamy. Na przykładzie swojej bohaterki, przemawia do świadomości czytelników, udowadniając, jak bardzo przywiązani jesteśmy do, podobno, tak płytkiej, fizycznej części siebie.

„W cudzym ciele” ze względu na gatunek i poruszaną tematykę, nie jest książką dla wszystkich. Z całą pewnością spodoba się nastolatkom, którzy nie mają uprzedzeń wobec fantastyki naukowej, a tym samym oczekują fascynującej powieści, mającej nieco więcej do przekazania niż typowe młodzieżówki.

Wobec powieści Pauli Rawsthorne można mieć właściwie jeden poważny zarzut – moim zdaniem zdecydowanie za mało uwagi poświęcono problemowi modyfikacji genetycznych i transplantacji. Niektórym bohaterom powieści dość łatwo przychodzi pogodzić się z tą sytuacją, a sam proces także jest zaskakująco szybki. Brakuje konkretnego komentarza, opisującego tę sytuację. Moralnej oceny wobec zachowań poszczególnych bohaterów. Jednocześnie dla części czytelników powieść ta szybko może okazać się mocno przewidywalna.

Książka „W cudzym ciele” na polskim rynku ukazało się nakładem Wydawnictwa Zielona Sowa. Za przekład z języka angielskiego odpowiedzialna jest Bożenna Stokłosa.

Powieść Pauli Rawsthorne to historia o tym, jak bardzo jesteśmy indywidualni i jak o tę różnorodność, prawdziwość i niezależność powinniśmy walczyć. Chociaż motyw „zamiany ciał” nie jest szczególnie odkrywczy, to książka ta jest dobrą lekturą dla młodzieży.

Bądź na bieżąco! Zaobserwuj oficjalny kanał na Facebooku: 

Aby skomentować artykuł anonimowo, należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość".


13 stycznia swoją premierę miała ostatnia część kryminalnej trylogii Wojciecha Nerkowskiego – „Koniec scenarzystów”. W nowej książce polskiego pisarza, znów spotykamy się z rodzeństwem Leśniewskich, czyli scenarzystami i detektywami-amatorami.

Hollywood to upragnione miejsce pracy każdego filmowca. Słynny napis na kalifornijskich górach Santa Monica od dawna stanowi symbol amerykańskiego przemysłu rozrywkowego, a zaliczanie się do grupy filmowców z Hollywood jest nieprawdopodobnym wyróżnieniem.

Nic więc dziwnego, że gdy po nieudanej produkcji na Teneryfie Leśniewscy otrzymują propozycję współpracy z amerykańskim studiem filmowym, nie muszą zbyt długo się namyślać. Kiedy na planie „Stój, bo strzelam!” pada ostatni klaps, scenarzyści wsiadają w samolot, by spotkać się z właścicielem studia DoDo Pictures.

Ich pierwsze spotkanie z amerykańską elitą filmową – a przynajmniej elitą w rozumieniu Kuby – odbywa się na uroczystym bankiecie zorganizowanym na jachcie DoDo Pictures. I wszystko poszłoby jak z płatka, gdyby nie arogancki reżyser obrażający profesję scenarzystów, a także spotkanie z Adamem – jednym ze współpracowników firmy, odpowiedzialnym za tworzenie wirtualnej rzeczywistości.

Wkrótce pomiędzy Leśniewskimi a reżyserem pojawią się pierwsze spięcia, które doprowadzić mogą do katastrofalnych decyzji biznesowych. W międzyczasie okazuje się, że partnerka Adama… zaginęła. Dziewczyna zapadła się pod ziemię, nic więc dziwnego, że Leśniewscy – mający przecież spore doświadczenie w sprawach kryminalnych – angażują się w akcję poszukiwawczą.

Niebawem rodzeństwo scenarzystów przekona się jednak, że odnalezienie dziewczyny ich nowego znajomego nie będzie tak łatwe, jak początkowo mogłoby się wydawać. Tym bardziej że żadnych informacji o dziewczynie nie można znaleźć w sieci, co przecież jest wręcz niemożliwe.

Sylwię i Kubę pochłonie kolejne śledztwo, jednak w tym samym czasie muszą przecież pracować nad nowym scenariuszem. Pytanie tylko, czy będą umieli kooperować ze swoimi kolegami zza oceanu?

Jak się szybko okazuje, Los Angeles ma przed nimi wiele sekretów. Działania rodzeństwa zapoczątkują zaś zdarzenia, które na zawsze zmienią życie bohaterów.

Co polskie rodzeństwo odkryje na temat słynnej Fabryki Snów? Jakie sekrety skrywa Hollywood i jego mieszkańcy? I co stało się z zaginioną dziewczyną?


„Koniec scenarzystów” to czwarta książka Wojciech Nerkowskiego, będąca jednocześnie ostatnim tomem trylogii komedii kryminalnych o scenarzystach. Podobnie jak w poprzednich częściach, tak i najnowsza książka Wojciecha Nerkowskiego to zręcznie napisana komedia kryminalna z planem filmowym w tle.

Często zdarza się, że kolejne części serii coraz mniej entuzjastycznie odbierane są przez czytelników. Odbiorcy książki się nudzą, a autorów dopada tak powszechne „zmęczenie materiału”. Nic więc dziwnego, że pewne obawy mieć można także i wobec książek Nerkowskiego – wszak sam autor potwierdza, że planował napisać jedynie tom pierwszy. Tymczasem przed sobą mamy ostatni tom trylogii jego komedii kryminalnych.

Na szczęście w przypadku Wojciecha Nerkowskiego, z każdą kolejną książką zauważyć można coraz to bardziej dopracowany styl pisania, co z pewnością wiąże się ze zdobywanym pisarskim doświadczeniem. W książce „Koniec scenarzystów” zatarła się już ta zauważalna przez niektórych czytelników cecha tworzenia dialogów, przypominających… scenariusze.

Doszło też – w moim odczuciu – do pewnych zmian w zachowaniu bohaterów. Postać Kuby Leśniewskiego, jego gwałtowny i ekspresywny charakter w nowej książce został nieco stonowany. I słusznie, wszak jak pisałem chociażby w recenzji pierwszego tomu, przez krzykliwy styl bycia, bohater często stawał się karykaturą samego siebie. Teraz Kuba nadal jest zabawny i zauważalny, jednak jego postać jest zdecydowanie bardziej autentyczna.

Tym samym na pierwszy plan wysuwa się Sylwia Leśniewska i jej perypetie miłosne. Ta bohaterka, jako uosobienie skromnej i niepozornej dziewczyny z przedmieścia, przez swoją prostolinijność może czytelników albo irytować, albo rozkochać w sobie. Jedno jest jednak pewne – w ostatniej części to właśnie Sylwia przeżywać będzie największe przygody.

W powieści „Koniec scenarzystów” pojawia się mnóstwo wątków, o mniejszym lub większym znaczeniu dla samej historii z tajemniczym zaginięciem kobiety. Wojciech Nerkowski sprawnie jednak wyprowadził wszystkie wątki, a później domknął je, nie pozostawiając w czytelnikach większych wątpliwości. Tym samym uniknięto chaosu i zgubienia najważniejszej kwestii tej książki.

Jednocześnie warto zaznaczyć, że „Koniec scenarzystów” nie jest typowym kryminałem. Chociaż książka promowana jest jako komedia kryminalna, to tak naprawdę nie znajdziemy w niej mocnych, typowych dla kryminału fragmentów. I chociaż w czasie śledztwa Leśniewskich po drodze pojawiają się jakieś trupy, to raczej w formie łagodnej podkładki, uzasadniającej samą kryminalną intrygę.

Nie można mieć jednak wątpliwości co do tego, czy jest to komedia. Wojciech Nerkowski kolejny raz udowodnił, że potrafi rozbawić czytelnika do łez. Robi to z niezwykłą lekkością, a żarty czy ironiczne komentarze w usta bohaterów włożone zostały bez sztucznego wymuszenia.

Pisanie książek dla Wojciecha Nerkowskiego to dobra zabawa, wspomina o tym między innymi w wywiadzie dla Śląskich Blogerów Książkowych. Widać to także w jego książkach. Chociaż ostatni tom nie jest już tak oryginalny, jak pierwsza część, to nadal świetnie czyta się tę książkę. O czym warto jednak wspomnieć, całe honorarium autorskie Wojciech Nerkowski przeznacza na cele charytatywne – a konkretnie, na darowiznę dla Polskiej Akcji Humanitarnej.

„Koniec scenarzystów” to trzeci, ostatni tom trylogii o Sylwii i Kubie Leśniewskich. Książka ta wydana została 13 lutego 2019 roku przez wydawnictwo Czwarta Strona. Za redakcję odpowiada Malwina Błażejczak. Książka ukazała się pod patronatem medialnym Stowarzyszenia Śląscy Blogerzy Książkowi.

„Koniec scenarzystów” stanowi świetne zakończenie tej scenopisarskiej trylogii. Każdy, kto ceni sobie dobry humor i lubi kryminały, koniecznie musi sięgnąć po tę książkę. Najnowszą powieść Wojciecha Nerkowskiego czyta się z uśmiechem na twarzy od pierwszej do ostatniej strony!

W ubiegłym miesiącu na blogu pojawiła się recenzja książki Davida Sheffa „Mój piękny syn” – publikacji, przedstawiającej historię syna uzależnionego od narkotyków i alkoholu. „Na głodzie” to ta sama historia, opowiedziana jednak przez samego uzależnionego – Nica Sheffa.

Imprezy, wyjścia na miasto, nauka po nocach. Radość, smutek, żal, depresja. Życie nastolatka nie wygląda lekko. Zwłaszcza nastolatka, który wychowywany jest w dość liberalnej rodzinie w latach dziewięćdziesiątych w San Francisco. Mieście bogatych, bezdomnych i narkotyków.

Nic ma siedemnaście lat, to czas egzaminów i pierwszych miłości. W tym wieku nie jest już nowicjuszem, a jego przygody z tak zwanymi twardymi narkotykami to nie są jedynie nastoletnie próby. To nie wybryki, z którymi poradzą sobie opiekunowie, stosując wychowawcze kary. O ile zauważą w ogóle zmiany w zachowaniu swojego dziecka.

Chłopak zażywa narkotyki od 11 roku życia. Od dawna jest uzależniony. Pije też za dużo alkoholu – a właściwie, na tyle go nadużywa, że nazwać można go nastoletnim alkoholikiem. I chociaż stara się żyć bez używek – nie potrafi być trzeźwy.

Jestem czysty, od trzech miesięcy już nie biorę – powtarza jak mantrę, choć okłamuje nie tylko swoje otoczenie, ale także i samego siebie. Nic zażywa coraz więcej, nie zwracając uwagi na to, co konkretnie sprzedaje mu diler. Liczy się efekt. Odlot, faza, haj.

Chłopak nie zważa na konsekwencje, choć jak szybko się przekona – narkotyki, początkowo źródło ekstazy, szybko zamienia się w jego największego wroga. Najgorsze w tym jest jednak to, że – niczym ofiara z syndromem sztokholmskim – Nic nie chce przestać. To przecież takie proste. Bo i jaką decyzje może podjąć Nic, skoro jedynie metamfetamina, kokaina czy heroina może sprawić mu radość.

Kiedy młody mężczyzna stoczy się na samo dno, kiedy bliski będzie własnej śmierci i kiedy wszyscy się od niego odwrócą – zrozumie, że to nie ma sensu. Pytanie tylko, czy będzie w stanie podjąć walkę z tak silnym nałogiem?


Po lekturze historii Nica oczami ojca – książki „Mój piękny syn” – wiedziałem, że druga lektura, „Na głodzie”, nie będzie przyjemna ani łatwa. Spodziewałem się mocnych treści, jednak na to, co zaprezentował w swojej książce Nic Sheff, naprawdę nie byłem przygotowany.

„Na głodzie” to nie lekkostrawna, prosta papka, o budującym, motywacyjnym przekazie. To też nie podręcznik dla pedagogów czy specjalistów od terapii uzależnień. To szczera, ale jednocześnie – trudna opowieść o losie młodego chłopaka, który dokonuje złych wyborów.

Historia Sheffa uczy, że nie wolno nam oceniać drugiej osoby. Tak powszechne powiedzenie, mówiące o tym, że pozory mylą, zna chyba każdy. A jednak – praktycznie każdego dnia oceniamy innych przez pryzmat tego, co reprezentują swoim wyglądem, statusem społecznym, statusem materialnym czy podejmowanymi przez nich decyzjami.

Traktując innych przedmiotowo, zapominamy, że oceniane przez nas osoby, pomimo wiadomych różnic, to ludzie tacy sami jak my.  Pozwalamy więc sobie na niewybredne komentarze, przechodzimy obok bez zainteresowania, nie staramy się zrozumieć innych i im pomóc.

Historia Nica Sheffa to zdecydowanie niełatwa opowieść o walce z nałogami – narkotykami i alkoholem. Podobnie jak w przypadku książki ojca, tak i opowieść syna to swoisty pamiętnik, w którym autor nie mydli czytelnikom oczu. Nic szczere przedstawia swoją historię, pozwalając na ujście wszelkim gromadzonym emocjom.

W gruncie rzeczy, ta publikacja to emocjonalna bomba – i to nie tylko dla samego autora. Emocjonalnie nacechowane zdania sprawiają, że „Na głodzie” jest może lekturą wzruszającą, ale za to naprawdę wyczerpującą czytelnika. I nawet jeżeli jesteśmy świadomi tego, że czeka przed nami niełatwa lektura, to szybko okazać może się, że zwyczajnie nie jesteśmy przygotowani na odebranie tej historii w formie przygotowanej przez Nica Sheffa.

Rzadko zdarza mi się, że rozpoczęte książki kilkukrotnie odkładam na półkę, by później ponownie do nich wracać. „Na głodzie” to jednak jedna z tych książek, których treść nie powinna być przyjmowana całkowicie bezkrytycznie. W zależności od naszego doświadczenia życiowego, poglądów i sposobu patrzenia na świat, każdy z czytelników tej książki powinien sam ocenić postawę Nica, a także sytuacji, w której się znalazł. „Na głodzie” zwyczajnie wymaga tego, byśmy lekturę poddali refleksji.

Jednocześnie czytelnicy zauważyć mogą różnice pomiędzy historiami przedstawionymi przez Davida Sheffa a historią okiem Nica. Rozbieżności spowodowane są z całą pewnością tym, że ojciec opierał się w głównej mierze na otrzymywanych z innych źródeł informacjach – przekazach od lekarzy czy samego uzależnionego. W tym wszystkim to Nic jest najważniejszy i to on – przynajmniej w teorii – posiada najbardziej wiarygodne informacje o samym sobie. Przede wszystkim jednak, w książkach tych mocno zaakcentowane są różnice w światopoglądzie między synem a ojcem.

Jeśli komuś nadal wydaje się, że wychodzenie z nałogu takiego jak narkomania jest proste, to historia ta zdecydowanie udowadnia, jak wiele pracy i wysiłku trzeba włożyć, by pomóc osobie uzależnionej. Ta książka nie jest łatwa – jest brutalna, szczera i pozbawiona przesadnej redaktorskiej cenzury. Sheff przedstawia detale życia narkomana w sposób wiarygodny, a przy tym jednocześnie drastyczny, a może nawet i wywołujący mdłości u bardziej wrażliwych czytelników.

„Na głodzie” Nica Sheffa swoją premierę miało 14 stycznia 2019 roku. Za polskie wydanie odpowiedzialne jest Wydawnictwo Poradnia K. Przekładem książki zajęła się Dorota Pomadowska. Od 4 stycznia w kinach zobaczyć można było film pod tytułem „Mój piękny syn”.

„Na głodzie” to książka, która uświadamia czytelnikom, jak niewiele wystarczy, by na zawsze zniszczyć życie własne i naszych najbliższych. Nic jest trzeźwy. Na razie. Nikt jednak nie wie, czy w przyszłości nie powróci do swojego nałogu. Jak bowiem udowadnia narrator w swoim intymnym rozrachunku z przeszłością, nie można po prostu przestać być narkomanem. Nie można całkowicie się z tego wyleczyć. Uzależnienie pozostaje w uśpieniu i nigdy nie wiadomo, czy, kiedy i dlaczego ponownie powróci.


Bądź na bieżąco! Zaobserwuj oficjalny kanał na Facebooku: 

Aby skomentować artykuł anonimowo, należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość".