"Dance, sing, love. Miłosny układ"

W ostatnim czasie, bardzo dużą popularnością cieszą się książki, które pierwotnie pojawiały się w formie opowiadań w sieci. Tak było między innymi ze znanym „After” Todd, niedawno na rynku ukazała się książka też książka „Dance, sing love. Miłosny układ” napisana przez Laylę Wheldon, a właściwie Sandrę Sotomską – polską autorkę młodego pokolenia. Zanim zamówiłem „Dance…”, słyszałem o książce wiele dobrego, potem słyszałem parę negatywnych opinii i ostatecznie, do lektury przystąpiłem z pewną obawą. Czy słusznie?

Livia Innocenti jest młodą, ale naprawdę dobrze rokującą tancerką. Od zawsze marzyła o tym, by to taniec towarzyszył jej przez całe życie. Dzięki pomocy rodziców – a w szczególności ojca – Livia już w dzieciństwie naprawdę nieźle sobie radziła, potem ukończyła prywatną szkołę baletową. Dziś tańczy w zespole tanecznym Black Diamonds, który znany jest w całym kraju dzięki występom przy wielkich gwiazdach muzyki pop. Livia naprawdę cieszy się z tego, jak dużo korzyści przynosi jej to, co kocha – taniec.  

Wkrótce Black Diamonds otrzymują nowe zlecenie – zespół odpowiedzialny ma być za oprawę taneczną podczas międzynarodowej trasy koncertowej znanego amerykańskiego piosenkarza – Jamesa Sheridana. Wokalista jest jednym z najbardziej popularnych sław, w którym kocha się większość nastolatek i młodych kobiet. Oczywiście, Livia nie należy do zapalonych fanek Sheridana i kompletnie nie podziela podekscytowania swoich koleżanek. 

Kiedy Livia spotyka na próbie po raz pierwszy Jamesa, jej opinia o nim naprawdę się zmienia. Nie jest on już dla niej neutralną gwiazdą pop, a chamskim i egoistycznym bufonem. Liv jest pewna, że nie chce mieć z tym mężczyzną niczego wspólnego.

Sheridan wydaje się jednak odmiennego zdania. Livia nie tylko musi wykonywać solowy układ z Jamesem, ale także – ku jego prośbie, czy raczej żądaniu – stała się jego prywatnym przewodnikiem po Rzymie – mieście, w którym muzyk rozpoczyna swoją trasę koncertową.

Irytujący piosenkarz działa na nerwy młodej tancerce. Wkrótce jednak, z każdą kolejną próbą i kolejnym występem, Livia przekonuje się do Jamesa. I mimo ostrożności doradzanej przez rozum, dziewczyna zaczyna patrzeć na Sherdiana przez pryzmat tego, co podpowiada jej serce. Pomiędzy dwójką artystów – piosenkarza i tancerki – narodzi się tajemny romans. Tylko czy Liv dobrze postąpiła, pozwalając sobie na chwilę zapomnienia? Czy James chciałby czegoś więcej? I czy szansa na normalny związek istnieje z takim ekscentrykiem?

Do teraz zastanawiam się, dlaczego tak naprawdę zamówiłem tę książkę. Sam opis fabuły nie brzmi przecież nawet zbyt oryginalnie, a jednak, z jakichś nieznanych mi bliżej przyczyn, zamówiłem egzemplarz „Dance, sing, love” do recenzji. I jak się okazuje, ta decyzja nie należy do najlepszych…

Sandra Sotomska to dość młoda autorka, która stratowała na Wattpadzie i to tam po raz  pierwszy pojawiła się historia Livii i Jamesa. I, niestety, wydaje mi się, że tylko  na Wattpadzie owa opowieść powinna pozostać.

„Dance, sing, love” to dość dziwna historia o relacji damsko-męskiej pomiędzy bohaterami z muzyką w tle. W pewnym sensie przypomina mi ona typowe opowieści young adult, z drugiej strony pewne sceny erotyczne są, w zamierzeniu autorki, kierowane do zdecydowanie starszych czytelników. W każdym razie – wydaje mi się, że powieść prędzej spodoba się nastolatkom, niż osobom, które na swoim koncie mają już nieco więcej książek. I nie mówię tego po to, żeby kogokolwiek dyskryminować. Zwyczajnie dla dojrzalszych czytelników (czy też raczej czytelniczek), ta opowieść będzie wydawać się po prostu infantylna.

„– Podobało?! Liv, to było cudowne! Nigdy w życiu nie doszłam tyle razy. Zawsze miałam kłopoty z osiągnięciem orgazmu, a z nim od razu mi się udało. Jest cudownym kochankiem i na samo wspomnienie tego, jak się pieprzyliśmy, robię się mokra, jak Boga kocham! […]
– Ty się w nim kochasz, głupia!
–Cóż, stało się, zakochałam się w nim na zabój. Nie za szybko?”
Layla Wheldon, „Dance, sing, love. Miłosny układ” str. 157, Editio Red 2017

Jest jeden ważny powód, dla którego „Miłosny układ” przypisałem bardziej do historii młodzieżowych, a nie zwykłej obyczajówki czy, o zgrozo, erotyku. Podczas czytania tej książki, naprawdę nietrudno zauważyć, że jest to typowa opowieść fan fiction. Co za tym idzie, większość bohaterów stworzonych jest na kanwie prawdziwych osób. Dlatego też, o ile dobrze typuję, główny bohater – James Sheridan – to tak naprawdę… Justin Bieber! Nazwisko jego książkowego przyjaciela – Zafir Maluf, no cóż, bardzo przypomina wokalistę One Direction – Zayna Malika. Nie będę opisywał dalej moich szerlokowych odkryć, bo może ktoś chciałby sam z lektury wysnuć podobne wnioski, ale im dalej w las, tym było lepiej. A ja autentycznie płakałem – ale był to raczej śmiech przez łzy.

Trzeba to powiedzieć głośno: powieść Whledon, według mnie, jest zwyczajnie słaba – zarówno pod względem fabularnym, jak i językowym. W tekście roi się od błędów stylistycznych, pojawiają się także błędy rzeczowe. A ich nie było wcale tak mało – zaczynając od tego, że jako Amerykanka Livia powinna powiedzieć, że przebiegła milę, a nie kilometr, przez fakt, że hotelowa sala konferencyjna po paru scenach w magiczny sposób zamienia się w salę treningową z prysznicami, a w wyposażeniu pokoju w prestiżowym hotelu nie ma szklanek, aż po fakt, że wszystkie próby przed koncertami odbywają się we wspomnianych wcześniej salach hotelowych z atrapami mikrofonów, a nie na przygotowanej scenie, z próbami nagłośnienia i akustyki.

Czytając tę książkę, miałem wrażenie, że wraz z bohaterami cały czas, mówiąc kolokwialnie, kręcę się w kółko. Niesamowicie często roztrząsane były jedne i te same problemy bohaterów, jednak żeby nie było tak prosto, to autorka w międzyczasie dorzucała kolejne kłopoty – rozstania, depresje, alkoholizm. Lektura „Dance, sing, love” po pewnym czasie stała się zwyczajnie męcząca i przypomniała raczej tanią dramę, a nie roztańczoną miłosną historię.

Powieść stworzona przez Sotomską (alias Wheldon) momentami jest także bardzo absurdalna. Śmieszne jest chociażby to, że znany muzyk przebiera się w strój nastolatka, ubiera kilka rozmiarów za duże buty, zakłada okulary w drucianych oprawkach i  przykleja sobie sztuczne pryszcze na nosie, niczym pan Kleks swoje piegi, i w tym, jakże realistycznym, przebraniu, swobodnie hasa po wielkich, zatłoczonych miastach. Naprawdę, bądźmy poważni. Przy tej scenie porzuciłem wszelkie nadzieje.

Chciałbym napisać coś pozytywnego: że książka mimo swoich wad, była przyjemną lekturą, albo że pomysł na fabułę był bardzo dobry. Nie mam w zwyczaju jednak okłamywać nikogo w swoich recenzjach – ani czytelników, ani wydawców, ani autorów. Ta książka jest zwyczajnie niedopracowana. „Dance, sing, love. Miłosny układ” to debiut Layli Wheldon. Poza tym, autorka jest dość młodą osobą – obecnie studiuje, zatem jej warsztat pisarski nie jest jeszcze doszlifowany. Wyraźnie widać, jak wiele pracy autorka musi jeszcze poświęcić, żeby jej twórczość można było zwyczajnie, pozytywnie ocenić.

„Dance, sing, love. Miłosny układ” został wydany przez Grupę Wydawniczą Helion, pod marką Edito Red. Książka miała swoją premierę 15 sierpnia bieżącego roku.

Redaktorem prowadzącym tytuł była Barbara Lepionka. Za projekt okładki odpowiedzialna jest ULABUKA. Powieść wydana została w okładce miękkiej ze skrzydełkami z wytłoczonymi literami tytułowymi.

Na książkę składa się 525 stron, a jej cena detaliczna wynosi 39,90 zł. „Dance, sing, love” dostępne jest także w wersji elektronicznej.

„Miłosny układ” nie jest w żadnym wypadku tym, czego oczekiwałem po lekturze. Być może wielu osobom książka przypadła do gustu, ale do mnie zwyczajnie nie trafiła. Fabuła okazała się nie tylko schematyczna, ale także bardzo niedopracowana. Bohaterowie, zamiast czytelnika zainteresować, zwyczajnie denerwowali. Może z biegiem czasu i kolejnych doświadczeń literackich, poziom twórczości Layli Wheldon nieco się podniesie, jednak pierwsza książka pozostawia naprawdę wiele do życzenia. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Grupie Wydawniczej Helion.  
  
Tytuł: "Dance, sing, love. Miłosny układ"

Autor: Layla Wheldon


Tłumacz: -
 
Wydawca: GW Helion (Editio Red)


Rok wydania: 2017

Liczba stron: 525 [5]


ISBN: 978-83-283-3595-0


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★☆☆☆☆*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  wynosi od jednej do pięciu gwiazdek.


PS. Podobało Wam się? Jeśli tak, koniecznie napiszcie, co sądzicie w komentarzach! Jeśli nie – też wyraźcie swoje zdanie!Jak widzicie, właśnie testuję nowy system komentarzy Disqus, więc Wasze przemyślenia są teraz dla mnie jeszcze bardziej cenne.
Aby skomentować anonimowo należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość".




Nowszewpisy Starszewpisy Strona główna