“Spektrum: Leonidy”

Wśród książek młodzieżowych, nieustanie prym wiodą powieści z mocnymi, romantycznymi zabarwieniami. Nie jest to niczym zaskakującym, gdyż to właśnie do dziewcząt w głównej mierze adresowane są młodzieżówki. Jednak oprócz lekkich romansów dla nastolatek, na księgarskich półkach znaleźć można także powieści, w których głównie pojawiają się wątki fantasy – ostatnio recenzowałem nawet podobne powieści: „Batawe” dla starszych czytelników i „Kości skryby” dla tych młodszych. Jak mi się zdawało, „Spektrum: Leonidy” można było zaliczyć do tej drugiej grupy. Czy słusznie?



Dania nazywana jest krajem szczęścia i radości. To z tego miejsca pochodzi znane określenie hygge, to właśnie w tym państwie każdy czuć ma się komfortowo i to właśnie w Danii wynaleziono najważniejsze dla świata zabawki – klocki Lego. Niestety, Emi chyba mieszka nie w tej Danii, którą wszyscy chwalą. Jej życie nie jest tak kolorowe, może dlatego, że nie jest znaną pisarką książki o sztuce dobrego samopoczucia. Jest piętnastolatką, która uchodzi za dziwaczkę. I choć woli trzymać się z boku – często staje się idealną ofiarą szkolnych kawałów. W szczególności Jonas nie potrafi przepuścić ani jednej okazji, aby dopiec dziewczynce.

Z Emi przyjaźni się Alban i Linus. I może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, w końcu nerdy zawsze trzymają się razem, gdyby nie fakt, że chłopcy są braćmi, a jeden z nich jest… niewidomy. Okropne zrządzenie losu, prawda? I chociaż Alban, aby wyjść z domu, musi używać laski, to dzięki swojej ślepocie jego pozostałe zmysły są bardziej wrażliwe. A on sam nie przejmuje się opinią innych.

Pewnej nocy Emi śni o chłopcu o pięknych, pełnych, turkusowych oczach. Chłopak wydaje się nastolatce niezwykły, nietypowe uczucie dopełnia fakt, że Emi czuje, jakby go znała, choć przecież nigdy go nie widziała. Gdy tylko się budzi, postanawia narysować wyśnionego nieznajomego.

Być może dziewczyna zapomniałaby o chłopcu ze snów, gdyby ten nie pojawił się w jej szkole. I nie byłbym prawdziwym, żywym chłopakiem, który na dodatek ma siostrę. Rodzeństwo – Noa i Pi dopiero przeprowadzili się do nowego miasta, Emi nie mogła więc go nigdy widzieć. Tymczasem Noa wygląda identycznie, jak chłopak z jej nocnych majaków. Ma ten sam odcień oczu i nawet… identyczny pryzmat przewieszony rzemykiem na szyi!

Wkrótce okazuje się, że ich przybycie w tym właśnie momencie, choć wydaje się przypadkiem, tak naprawdę nie ma nic wspólnego ze zrządzeniem losu. Dzieciaki zaczynają bowiem odkrywać, że ich ciała posiadają moce, o których czytać mogliby jedynie na kartach książek fantasy. Jednak, jak wydaje się Emi, to niemożliwe. Świat nie działa w ten sposób, a duńscy nastolatkowie nie dostają w prezentach magicznych mocy. A może jednak…

Emi i jej znajomi, także ci nowi, będą musieli dowiedzieć się, skąd wzięły się ich zdolności i jak je wykorzystać. Czas jednak gra na ich niekorzyść, bowiem czai się na nich wróg, przed którym ciężko będzie umknąć, a jeszcze trudniej będzie stawić mu czoła.

„Spektrum: Leonidy” zamówiłem bez większych namysłów, gdy przeczytałem, że autorką książki jest Dunka, akcja dzieje się w Danii, a powieść to tak w ogóle prawdziwy fenomen wydany w kilku krajach Europy. Nieco bardziej zacząłem się zastanawiać nad czytaniem książki Nanny Foss, gdy otrzymałem przesyłkę z dość grubą powieścią, a ten szumnie zapowiadany przez wydawcę fenomen, miał zaledwie ponad 200 opinii w serwisie Good Reads. No tak, wtedy byłem pewien, że wtopiłem.

Z pewną niechęcią zabrałem się więc w grudniu za czytanie pierwszej książki z serii „Spektrum”. I niesamowite było, jak ta książka mnie pochłonęła. Okazało się, że mimo tak małej liczby notek na wspomnianym czytelniczym serwisie, „Leonidy” były naprawdę przyjemną powieścią młodzieżową!

Ostatnio zastanawiałem się, czy można stworzyć powieść, w fabule, której przebieg zdarzeń będzie mniej więcej niezależny od miłosnych decyzji bohaterów. Po lekturze „Leonid”, jestem już pewien, że da się. Nanna Foss udowodniła, że bohaterką książki może być dziewczyna, która nad racjonalność, nie przekłada swoich własnych, miłosnych rozterek! Przypominam sobie bowiem, ile książek przeczytałem, gdzie wszelkie błędne decyzje zrzucane były na karb młodzieńczej miłości. A przecież warto mówić dzieciakom, że oprócz tego, że człowiek uczy się na własnych błędach, to wszystkich swoich pomyłek nie można usprawiedliwiać uczuciem czy innymi niezależnymi czynnikami.

W tej książce, jeśli jakiekolwiek miłosne drobnostki się pojawiły, to nie wpływały one na akcję i   nie przeistaczały się na elementy głównych wątków powieści. Za to bardzo ładnie rozwinięty został motyw scen fantastycznych.

Początkowo chciałem napisać, że fabuła tej książki jest dość oryginalna i niespotykana. Myślę, że to prawda – jest niezwykle ciekawa. Jednak trudno mi przesądzać o oryginalności pomysłu zastosowanego przez Foss, gdyż nie jestem znawcą z zakresu fantastyki. W każdym razie, w „Leonidach” motyw ten przedstawia siłę wspólnoty, dzięki której bohaterowie są w stanie dokonywać magicznych przemian. Piszę dość oględnie, żeby za dużo nie zdradzić, jednak sam pomysł tych fantastycznych wątków przypomina mi jedną ze znanych kreskówek sprzed kilkunastu lat.

Ta powieść naprawdę mnie zaciekawiła i to do tego stopnia, że przeczytałem ją w dwa wieczory! Pomimo ilości stron, była to naprawdę przyjemna lektura. Może dlatego, że, jak wcześniej wspomniałem, pomysł na główne wątki książki był niesztampowy, a może też dlatego, że oprócz tej magicznej części historii, nieźle stworzona została też ta bardziej realna, dotycząca problemów nastolatków. I chociaż są one jedynie tłem do głównych wydarzeń, to nie sprawiają wrażenia stworzonych na wyrost i niedopasowanych do konkretnych bohaterów.

Nie wiem jednak, do kogo dokładnie kierowała autorka swoją książkę – myślę, że jest ona odpowiednia dla grupy wiekowej trzynaście plus. Choć może tylko mi się tak wydaje, ale jestem zdania, że większość z opisów w powieści, była zwyczajnie bezsensownie powtarzana. Nie było to specjalnie męczące, ale Foss sprawiała wrażenie, jakby nieustannie musiała przypominać swoim czytelnikom, co zdarzyło się przed chwilą i wszystkie wiadomości przedstawiać bardzo łopatologicznie. Dodatkowo, przynajmniej w polskim wydaniu, zastosowano dość dużą czcionkę (a dziwnie zmniejszono za to jeden z marginesów), przez co książka nabrała takich, a nie innych rozmiarów.

„Spektrum: Leonidy” zostało wydane w Polsce 13 listopada ubiegłego roku przez Wydawnictwo Driada. Wydawnictwo Driada to prawdopodobnie całkiem nowe wydawnictwo na rynku, gdyż, z tego, co udało mi się znaleźć w sieci, wydali tylko tę jedną książkę, a swego czasu ich strona internetowa przenosiła do profilu cyklu „Spektrum” na Facebooku (teraz strona wydawcy jest w budowie). Jeszcze inna ciekawostka to fakt, że wydawnictwo istnieje jako osobna kategoria na stronie internetowej Wydawnictwa Media Rodzina, a na stronie tytułowej „Leonid” widnieje logo… duńskiego wydawnictwa Tellerup!

W każdym razie, za przekład na język polski odpowiada Bogusława Sochańska, natomiast korektą i redakcją zajęła się Marianna Świętek.

Projekt okładki został stworzony przez Danielle Finster. Książka wydana została w oprawie miękkiej, w mojej wersji – bez skrzydełek. Na powieść składa się około 540 stron. Cena detaliczna powieści wynosi 34,99 zł.

„Leonidy” to powieść napisana dość przyjemnie, opowiadająca historię o paczce nastolatków z nadprzyrodzonymi mocami. Brzmi banalnie? Być może, jednak jeśli oczekujemy historii o tak lekkiej fabule, to się nie zawiedziemy. Jest to młodzieżówka napisana, może nie na wybitnym, ale na bardzo dobrym poziomie. Cieszę się, że miałem możliwość przeczytania tej książki i, jeśli będę miał taką okazję, z chęcią sięgnę po kolejny tom.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Driada oraz firmie Business & Culture.

Tytuł: "Spektrum: Leonidy"

Autor: Nanna Foss


Tłumacz: Bogusława Sochańska
 
Wydawca: Wydawnictwo Driada


Rok wydania: 2017

Liczba stron: 544 [2]


ISBN: 978-83-945-990-1-0


Liczba gwiazdek przyznanych w GR: ★★★★☆*
*Klasyfikacja w aplikacji GoodReads  wynosi od jednej do pięciu gwiazdek.

PS. Podobało Wam się? Jeśli tak, koniecznie napiszcie, co sądzicie w komentarzach! Jeśli nie – też wyraźcie swoje zdanie! Jak widzicie, właśnie testuję nowy system komentarzy Disqus, więc Wasze przemyślenia są teraz dla mnie jeszcze bardziej cenne.
Aby skomentować anonimowo należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość".

Bądź na bieżąco: 
Zaobserwuj prywatny profil autora bloga:

Zaobserwuj oficjalny kanał na Facebooku: 

Nowszewpisy Starszewpisy Strona główna