Pięć gier na odwiedziny i imprezę



Nigdy nie ukrywałem, że nie jestem planszówkowym znawcą. A jednak, parę z nich chciałbym przedstawić, bo wiem, że i tematy często interesują zapaleńców literatury. W tym wpisie jednak postanowiłem skupić się na tych grach, które, według mnie, sprawdzą się w podróży lub podczas odwiedzin przyjaciół czy bliskich. No to co, zaczynamy?

1. „Cluedo”
2. „Bananagrams”
3. „Jak to wtedy było?”
4. „Duuuszki w kąpieli”
5. „Dumel discovery, prawda czy fałsz?”

„Cluedo”

„Cluedo” to mistrz w naszych domowych zabawach. Chociaż nie jest to gra najnowsza, zawsze sprawdza się w momentach, kiedy chciałoby się w coś pograć, a nie można na nic się zdecydować.

Fot. sklep Rebel.pl
„Cluedo” to gra planszowa, podczas której wcielamy się w postać detektywa, rozwiązującego kryminalną zagadkę morderstwa. Podczas gry uczestnicy otrzymują karty ze wskazówkami, dzięki czemu, drogą dedukcji muszą rozwiązać kryminalną sprawę. Osoba, która pierwsza postawi słuszny akt oskarżenia, wygrywa rozgrywkę. 

Pomimo tej kryminalnej otoczki, „Cluedo” jest bardzo ciekawą grą, w którą w naszym domu każdy się angażuje – bez względu na wiek. Co ciekawe, warianty tej gry są dwa: pierwszy z nich to standardowa, planszówkowa wersja, drugi wariant natomiast to gra karciana bez użycia planszy i pionków. I właśnie tę karciankę można bez problemu włożyć do plecaka i zabrać ze sobą.

W takiej wersji, gra sprawdzi się zarówno podczas odwiedzin u przyjaciół i krewnych, jak i podczas długiej jazdy samochodem. Świetna gra dla dzieci od około dziesiątego roku życia.

„Bananagrams”

Tak, o tej grze głośno było szczególnie przed świętami, gdy w sklepach pojawił się czas na prezenty dla dzieciaków. Choć ja sam „Bananagrams” nie mam w posiadaniu,  miałem przyjemność pogrania w tę grę parę razy.

Fot. producenta / Trefl SA

„Bananagrams” nie jest może zbyt nowatorskim pomysłem, tak naprawdę przypominają mi Scrabble, z tą różnicą, że zamiast planszy, producent dołącza bananowy pokrowiec na literki. A jednak – chyba kult Scrabbli nie przemija, bo w tę bananową odmianę grało mi się naprawdę dobrze.

Co trzeba zrobić w ramach rozgrywki? Układamy wyrazy z rozsypanych liter w formie krzyżówki. Wygrywa osoba, która ze swojej partii literek w najszybszym czasie ułoży krzyżówkę. Gdy wszyscy ukończą pierwszy etap, można zakończyć grę, albo – co zdarza się częściej – rozpocząć drugą turę.

W grze z pewnością w mig połapie się każdy, kto tylko miał okazję grać w tradycyjne Scrabble. Bananowa wersja jest o tyle wygodniejsza, że nie musimy już ciągnąć ze sobą planszy, a wystarczy wypełniony literkami banan.

Pod uwagę trzeba też wziąć też cenę, gdyż „Banangrams” są z reguły tańsze niż tradycyjne Scrabble, które pokochały miliony.

„Jak to wtedy było?”

Z tą grą mam mały problem, gdyż właściwie przez jej gabaryty nigdy nie zaliczyłbym jej do tych „mobilnych gier”. Głównie za sprawą pudełka po prostu transport może być niewygodny. W skład gry zaliczamy jednak zarówno planszę i pionki, jak i karty, które odgrywają najważniejszą rolę w całej zabawie.
Fot. mat. prasowe producenta

„Jak to wtedy było?” to gra, która ma łączyć i sprawiać, że poznajemy się nawzajem – w założeniu rodziców naszych matek i ojców. Idea godna pochwały, a i wykonanie nie jest najgorsze. Podczas gry uczestnicy losują karty, gdzie na każdej z nich przedstawiony zostaje temat przewodni, na podstawie którego uczestnik musi opowiedzieć swoją prawdziwą historię z przeszłości.

Pomysł jest bardzo wartościowy, ma jedną wadę – młodsi uczestnicy gry nie mają tak wielu własnych przeżyć, by opowiadać swoje historie. Potrzeba też grona uczestników, którzy w swoim towarzystwie czują się na tyle swobodnie, by opowiadać o sobie historie (najlepiej śmieszne!), ale jednocześnie nie na tyle bliskie, by nie znały tych historii z wcześniejszych opowieści.

Ogólnie rzecz biorąc – myślę, że gra się sprawdzi, gdy w odwiedziny do wnuków przyjdą dziadkowie (lub odwrotnie) albo podczas imprezy paczka przyjaciół będzie miała ochotę poznać żenujące historię swoich znajomych. Nie jest to jednak gra na każdą okazję i z każdą osobą. Pozostaje też kwestia transportu, tylko dzięki temu, że „Jak to wtedy było?” bardzo sprzyja integracji i wspólnemu poznawaniu się, pojawiła się na tej liście.

„Duuuszki w kąpieli”

„Duuuszki w kąpieli” to gra, którą poznałem całkiem niedawno – na koleżeńskim spotkaniu planszówkowo-kawowym grupy Śląskich Blogerów Książkowych. Och, ale się świetnie wybawiłem. Nie miałem nawet pojęcia o istnieniu tej gry, a dzięki niej był to jeden z milej spędzonych popołudni pod koniec tegorocznych zimowych ferii…

Fot. producenta / Egmont
Ta gra nie wymaga od nas wiele. Wystarcza pięć rekwizytów oraz karty. Główna zasada polega na tym, że gdy karta zostanie odkryta, uczestnicy jak najszybciej muszą schwycić przedmiot, który na karcie nie został przedstawiony i którego koloru na karcie nie użyto. Wymaga to nie tylko niezłego oka, ale także refleksu, by ubiec pozostałych graczy i pochwycić rekwizyt.

Za każdy pochwycony prawidłowy przedmiot, gracz otrzymuje używaną przed chwilą kartę, a za zabranie ze stołu złego elementu – musi oddać jedną kartę ze swojej puli. Zwycięża gracz, który zdobędzie najwięcej kart.

„Duuuszki w kąpieli” to kolejna z propozycji „do torebki”, która nie wymaga planszy, by świetnie bawić się przy grze. Jednym z warunków dobrej rozgrywki jest jednak w miarę dobre oświetlenie naszego miejsca gry, a także ułożenie rekwizytów na stabilnym podłożu, do którego dostęp będą mieli wszyscy gracze. Odpada więc gra podczas jazdy samochodem czy rozgrywki z osobami starszymi, które nie zawsze będą miały tak duży refleks, jak młodsi gracze.

„Dumel discovery, prawda czy fałsz?”

„Dumel discovery, prawda czy fałsz?” nie jest ani planszówką, ani grą karcianą. To raczej gra edukacyjna dla dzieci, która jednak z pewnością sprawdzi się także wtedy, gdy do zabawy dołączą dorośli.
Fot. producenta / sklep Empik.com

Sama nazwa gry wskazuje już, o co mniej więcej może w niej chodzić. Uczestnicy muszą zmierzyć się z pytaniami, które zadaje im gra – interaktywne urządzenie, które wskazuje graczy, liczy punkty oraz wybiera pytania. Sztuczna inteligencja na baterie od Dumel discovery zaprojektowana jest w formie rozgwiazdy, by gracze (maksymalnie pięć osób) mogli swobodnie dopadać swoich przycisków, co przypomina nieco popularny polski teleturniej.

Gra jest niezła z tego względu, że od razu łatwo załapać, o co chodzi. Poza tym, zadawane pytania nie są zbyt proste i nierzadko można dowiedzieć się wiele ciekawych faktów, co dość szybko podchwytują głównie dzieci. Największym minusem, którego nie da się niestety ominąć, to jak można się domyślić, ograniczona pula pytań, z której gra korzysta i które w formie losowania nam zadaje. Po pewnym czasie, gdy często będziemy bawić się z grą „Prawda czy fałsz?”, chcąc czy nie, wyuczymy się odpowiedzi na pamięć.

Dzięki formie, w jakiej gra jest stworzona, jedyne, o co musimy się martwić, to wymiana baterii. Rozgwiazdę można z łatwością wrzucić do plecaka i przynieść do szkoły. Jest to gra szczególnie fajna dla młodzieży podstawówkowej, choć, jak wspominałem wcześniej, spodoba się także i starszym.

Jestem pewien, że choć jedna z pozycji z tych pięciu gier Wam się spodoba. Nie są może one wyszukane, ale czasem takich gier także potrzebujemy. Ta piątka pozwoli nam się dobrze bawić, jednocześnie w większości przypadków nie będziemy ograniczani do przewożenia całego pudełka wraz z planszą i resztą gratów.

Jeśli macie jakieś Wasze ulubione gry, koniecznie dajcie znać w komentarzach, jakie to tytuły. Z chęcią poznam Wasze typy. Ja tymczasem mam w planach Dixit, które podobno każdy porządny gracz ma na swojej półce!
Bądź na bieżąco! Zaobserwuj oficjalny kanał na Facebooku: 
 

Nowszewpisy Starszewpisy Strona główna