Problemy debiutu, czyli “Cień przeszłości” Grzegorza Gołębiowskiego


Debiuty bywają różne, czasem mniej, a czasem bardziej udane. Na początku tego roku premierę miała książka Grzegorza Gołębiowskiego – „Cień przeszłości”. Sądząc po opisie fabuły, a także biorąc pod uwagę to, kim jest autor – wykładowcą uniwersyteckim – spodziewać można się naprawdę niezłej powieści z mocnym wątkiem historycznym.

Adam Floriański to trzydziestopięcioletni genealog. Mimo że jego życie nie wygląda na nazbyt ekscytujące, to mężczyzna nie narzeka. Lubi to, co robi – a zajmuje się głównie grzebaniem w starych aktach Archiwum Państwowych i tworzeniem drzew genealogicznych na zamówienia swoich klientów. Ta praca przynosi mu naprawdę wiele satysfakcji i radości.

Kiedy zaczyna prace nad dokumentami w warszawskim Archiwum Głównym, nie spodziewa się, że jedno popołudnie wywróci jego statyczne życie o sto osiemdziesiąt stopni. W archiwum Adam zajmuje się uaktualnianiem swojego własnego drzewa genealogicznego, szuka i sprawdza historię swoich przodków. Jednak w czasie przeglądania mikrofilmów, o pomoc prosi go starszy mężczyzna. Jak się okazuje, staruszek, z dostojną aktówką przy stole, przegląda akta parafii tej samej, co Adam.

Starzec wychodzi z archiwum, zapominając o swojej torbie, którą wkrótce zauważa genealog. Jednak nie otrzymuje szansy oddania zguby właścicielowi – mężczyzna bowiem, zaraz po wyjściu z budynku, ma atak i zostaje przewieziony do szpitala. Wypadek, przeglądanie tych samych akt i zapomniana aktówka są dla Adama dziwnym zbiegiem okoliczności.

Fot. okł. Wyd. Novae Res
Genealog, po znalezieniu aktówki, postanawia poszukać w niej dokumenty, umożliwiające identyfikacje właściciela. Zamiast tego w jego ręce wpadają stare wojenne papiery, tania książka i… zaszyfrowany pendrive.

Adam chce dowiedzieć się, co ukrywa pendrive, a rozszyfrować ma go dla niego Anna –  dawna koleżanka ze szkoły, a dziś specjalistka od nowych technologii i wykładowczyni na zagranicznych uniwersytetach. Ma nadzieję, że kobieta odblokuje dostęp do pendrive’a i w ten sposób geolog dowie się,  kim był starszy mężczyzna.

Okazuje się, że sprawa jest zdecydowanie bardziej zawiła, niż wydawała się mężczyźnie na początku, a staruszek w Archiwum nie szukał wcale danych o swoich krewnych. Adam i Anna czują, że ta sprawa ma drugie dno.

Jednak wiedza, którą mogą zdobyć, może stać się niezwykle niebezpieczna. Staruszek i tajemnicza torba są bowiem dopiero preludium do szeregu innych groźnych zdarzeń. Geolog chce za wszelką cenę poznać całą historię. Jednak czy ukryte fakty są bardziej wartościowe niż ich życie?

Podobno człowiek uczy się na błędach. Mam przynajmniej nadzieję, że to wyświechtane powiedzenie ma w sobie choć trochę prawdy. Głównie z tego powodu, że podjąłem złą decyzję – zamówiłem książkę „Cień przeszłości” do recenzji, a później ją przeczytałem. I niestety, moje oczekiwania okazały się mocno odbiegać od tego, co w powieści o Adamie serwuje nam autor.

„Cień przeszłości” to debiut Grzegorza Gołębiowskiego, jeżeli chodzi o literaturę piękną. Autor na swoim koncie ma już książki naukowe, natomiast „Cień przeszłości” to proza. Biorąc więc to pod uwagę, starałem się patrzeć na ten tytuł nieco przychylniejszym okiem. Wiadomo, że nikt nie jest idealny, natomiast progres (a wraz z nim lepszy warsztat) przychodzi razem z każdą kolejną próbą literacką. Jednak w przypadku tej książki trudno jest mi wskazać plusy i minusy. Plusów tytuł nie ma bowiem praktycznie żadnych, a minusów jest zdecydowanie za wiele.

„Cień przeszłości” miał być lekką, a zarazem dobrze skonstruowaną powieścią z mocno zarysowanymi wątkami historycznymi. I faktycznie, nawiązań do historii (w szczególności II wojny światowej) tutaj nie brakuje. Autor tworzy osobne rozdziały, w których akcja dzieje się w przeszłości. I teoretycznie wszystko jest w porządku. Gdyby nie fakt, że przedstawiona historia w żaden sposób nie sprawia, że czytelnik ma szansę pochwycić emocje, którymi, przynajmniej z założenia, powinni epatować bohaterzy. Zamiast tego otrzymujemy postacie, które sprawiają wrażenie wyciętych z kartonu, całkowicie miałkich i bezosobowych.

Co się tyczy bohaterów współczesnych – Grzegorz Gołębiowski popłynął w swojej książce niczym Titanic podczas dziewiczego rejsu po Atlantyku. I tak jak ten legendarny statek, tak ta książka, przez swoją niedorzeczność, także idzie na dno.
„W drugiej części po przerwie były same nudy. Gdy wyszedł jeden z prelegentów, mając do dyspozycji piętnaście minut na wystąpienie, i przygotował ponad pięćdziesiąt slajdów, a na każdym z nich chyba kilkanaście stron tekstu, powiedziałam: dość… Ale przede wszystkim stęskniłam się za tobą i przybiegłam czym prędzej – dorzuciła zalotnie”
Grzegorz Gołębiowski, „Cień przeszłości” str. 201, Wyd. Novae Res
Główni bohaterowie powieści „Cień przeszłości” są do bólu nierealni. Adam – pomimo młodego wieku – zachowuje się, jakby był mężczyzną przynajmniej o pół dekady starszym, sposób jego wypowiedzi jest nazbyt patetyczny. Anna jest bohaterką stylizowaną na Lisbeth Salander – jeśli dobrze pamiętam, to nawet sam autor tak właśnie ją opisał. Jednak nie łudźmy się, z bohaterką „Millennium” ma tyle wspólnego, co ja z Leonardem DiCaprio. Kreacja postaci Anny jest niespójna – na co wskazuje chociażby jej nagła ochota na współżycie seksualne z kolegą, którego nie widziała od lat i nie myślała nawet o nim jako o partnerze. Widać to zresztą w powyższym cytacie, zresztą sensualność nie znalazłem w tej książce nawet odrobiny, gdy zaś Anka „dorzuca zalotnie” czytelnikowi chce się zwyczajnie śmiać. Adam (oprócz swoich górnolotnych wypowiedzi) jest tak zwanym „typowym facetem”, który nawet w chwili zagrożenia nie potrafi się oprzeć romantycznym igraszkom. W pracy natomiast, zamiast przeglądać mikrofilmy, woli zaglądać w kobiece dekolty. Genealog-profesjonalista.

„Spojrzał na stan baterii ipada. W prawym górnym rogu widniała ikonka imitująca ogniwo z liczbą dwudziestu jeden procent. Odruchowo rozejrzał się po pokoju. Będzie potrzebował ładowarki i gniazdka elektrycznego. Obok łóżka stała szafka nocna z lampką. Nie potrzebował jej teraz włączać. Mógł więc skorzystać z kontaktu, do którego ją podłączono. Odłożył ipada na prześcieradło, wstał i wyjął z walizki ładowarkę. Odsunął szafkę, odsłaniając w ten sposób podwójne gniazdko z jednym wolnym wejściem. Wsunął wtyczkę ładowarki, a drugi koniec podpiął do ipada. Usłyszał charakterystyczny dźwięk rozpoczęcia ładowania”
Grzegorz Gołębiowski, „Cień przeszłości” str. 198, Wyd. Novae Res

Zaraz, zaraz. To nie wszystko! Jeśli bohaterowie okazują się dla nas zbyt dynamiczni, autor dorzuca czytelnikom niezwykle ciekawe informacje, które mają pomóc nam „wczuć się” w opisywaną sytuację. Dlatego też wyjaśnia, czym jest bit oraz napomyka, że Romeo to bohater dramatu Szekspira (w momencie, gdy bohaterka mówi do kochanka per „mój Romeo”). Oprócz tego mamy także szansę zasmakować chwili, w której bohater musi podłączyć zasilacz do gniazdka. W tym momencie następuje piękny opis, jak to bohater odsuwa szafkę nocną w celu odłączenia lampki z gniazdka, po czym okazuje się, że… cały ten opis odłączania wtyczki był bezsensowny, bo gniazdko było… podwójne!

Punktem kulminacyjnym, najbardziej emocjonującym, czyli tym, w którym oplułem się ze śmiechu, to scena pościgu za Adamem i Anną oraz ostrzelaniem ich samochodu. Auto tej dwójki ma dziury po strzałach z broni palnej, przednia szyba praktycznie nie istnieje. Jednak bohaterowie nie mają problemu z szybką jazdą na autostradzie. To, że od naporu powietrza, po drodze zgubiliby przednią szybę, jest nieważne. Najwyraźniej w tamtej, książkowej Polsce, inaczej działają prawa fizyki.

Dodatkowo niektórzy czytelnicy mogą skojarzyć pomysł genealogiczny z podobnym wątkiem, który pojawił się w książce „Ziarno prawdy” Zygmunta Miłoszewskiego. W książce Gołębiowskiego pojawia się także nawiązanie do ukrytego, powojennego skarbu, który to zaś nazbyt kojarzy się z do niedawna dość medialną sprawą ukrytego „złotego pociągu”.

„Wtem, nie wiadomo skąd, zbliżał się do nich jakiś przedmiot. Ich mózgi ponownie uruchomiły instynktowną reakcję”
Grzegorz Gołębiowski, „Cień przeszłości” str. 222, Wyd. Novae Res

Jest mi przykro, bo naprawdę, to nic przyjemnego jedynie wytykać błędy. Jedynym pozytywem jest koncept. Pomysł na książkę był dość dobry, wyszło jednak jak zwykle. Nie mam pojęcia, jak wyglądała redakcja tej książki. Wiedząc, że książka wydana została w trybie vanity, mogę się jedynie domyślać, ale te teorie pozostawię dla siebie. Absurd goni absurd, dialogi są drętwe, a bohaterowie – kuriozalni. Każdy sam może wyciągnąć z tego pewne wnioski. Szkoda, naprawdę szkoda, że nie powiedziano autorowi, że ta książka jest zwyczajnie zła i potrzeba sporej pracy nad nią, by była ona zwyczajnie akceptowalna.

„Cień przeszłości” miał swoją premierę na początku tego roku. Został wydany przez Wydawnictwo Novae Res. Za redakcję książki odpowiada Paulina Zyszczak, a korektą zajęła się Emilia Kapłan. Projekt okładki (naprawdę niezły!) stworzyła Izabela Surdykowska-Jurek.
Książka wydana została w oprawie miękkiej ze skrzydełkami. Na książkę składa się około 270 stron, a jej cena detaliczna wynosi 29 zł.

„Cień przeszłości” wypadł bardzo źle. Książka okazała się dla mnie kompletną porażką. Momenty, które w zamierzeniu miały być groźne, te z udziałem przestępców, były zwyczajnie kuriozalne. Równie śmiesznie wypadły sceny „niebezpiecznego” śledztwa z udziałem Adama i Anny, a sceny miłosne były co najmniej groteskowe (wystarczy powiedzieć, że zbliżenia na łóżku opisywano jako „płynięcie po wielkim oceanie”). Zatem jeżeli autor ma nadal zamiar pisać prozę, to niestety, czeka go długa droga i wiele pracy nad swoim warsztatem pisarskim. Ja jednak po raz kolejny wraz z tym autorem nie mam zamiaru płynąć ani po wielkim, ani po żadnym innym oceanie.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Novae Res. 

Tytuł: "Cień przeszłości"

Autor: Grzegorz Gołębiowski


Tłumacz: -
 
Wydawca: Wydawnictwo Novae Res


Rok wydania: 2018

Liczba stron: 268 [6]


ISBN: 978-83-8083-799-7


Liczba przyznanych gwiazdek: ★☆☆☆☆

PS. Podobało Wam się? Jeśli tak, koniecznie napiszcie, co sądzicie w komentarzach! Jeśli nie – też wyraźcie swoje zdanie! Jak widzicie, właśnie testuję nowy system komentarzy Disqus, więc Wasze przemyślenia są teraz dla mnie jeszcze bardziej cenne.
Aby skomentować anonimowo należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość".

Bądź na bieżąco! Zaobserwuj oficjalny kanał na Facebooku: 

Nowszewpisy Starszewpisy Strona główna