A na targach to pojawiają się ludzie z przypadku... czyli 9. Warszawskie Targi Książki


W tym roku drugi raz miałem okazję pojawić się na Warszawskich Targach Książki  organizowanych na stadionie PGE Narodowy. W przeciwieństwie do moich poprzednich wizyt na targach, tym razem miałem nadzieję na nieco bardziej spokojne zakupy podczas imprezy.


Z domu zabrałem ze sobą tylko cztery książki do podpisu. Choć pierwotnie na liście autorów do odwiedzenia pojawiło się ich znacznie więcej, postanowiłem zmniejszyć liczbę do minimum ze względów organizacyjnych.


Zabrałem ze sobą książkę Justyny Drzewickiej – trzeci tom trylogii „Niepowszedni”, powieść Marty Guzowskiej – „Ślepy archeolog”, „Inwazję”, czyli post-apo w wykonaniu Wojtka Miłoszewskiego oraz „Światło o poranku” Krystyny Mirek.


Teraz mogę powiedzieć, że zabranie ze sobą tylko tych czterech tytułów było naprawdę dobrym wyborem. Głównie z tego względu, że udało mi się otrzymać autograf na każdej książce, zatem w stu procentach udało mi się zrealizować punkty z listy.



Jak zwykle na Narodowym był nieco mniejszy tłok niż w Krakowie, jednak mimo to na Targach zaobserwować można było naprawdę wiele osób.  Czasem, by tradycji stało się zadość, w niektórych miejscach pomiędzy stoiskami robiło się naprawdę tłoczno!


W tym roku na Narodowym było głośniej niż zazwyczaj – z tego powodu, że w tym samym czasie na płycie stadionu odbywała się inna impreza – Meet Point dla fanów gier komputerowych. Zatem oprócz ogólnego harmidru książkowego, po stadionie wałęsali się także gracze przebrani w strojach z gier.


Udało odwiedzić mi się także zaprzyjaźnionych autorów i wydawców. Naprawdę cieszę się, że kolejny raz miałem możliwość przekonać się, jaką fajną jesteśmy wspólnotą – my, zapaleni fani literatury: blogerzy, autorzy, wydawcy, bibliotekarze i czytelnicy.

 

Ceny na targach, jak zwykle, wypadały mniej więcej 20-30 procent taniej od ceny okładkowej. Nie było więc szaleństwa, choć nie ukrywam, że mimo tego udało mi się znaleźć ciekawe tytuły w równie ciekawych cenach.

 

Dla przykładu, na stoisku Wydawnictwa Zysk i S-ka udało mi się kupić książkę „Bridget Jones. Dziecko” Helen Fielding za dziesięć złotych. Za tę samą kwotę na stoiku wydawnictwa Burda Książki kupiłem natomiast powieść Allena Eskensa „Pogrzebane życie”. Eskens pisze świetnie i cenię go za inne powieści, które miałem okazję już czytać, dlatego naprawdę cieszę się, że udało mi się dorwać ten tytuł w tak wspaniałej cenie.


Jakie stoiska odwiedziłem podczas tej edycji Targów Książki? Byłem między innymi na stoisku wydawnictwa Publicat, na którym książki podpisywała m.in. Augusta Docher i Marta Matyszczak.
Bardzo ładnie wyglądało stoisko księgarni Merlin.pl – i nie mówię o tym dlatego, że rozdawali darmową kawę (choć rozdawali), ale dlatego, że faktycznie się postarali. Ich stoisko odstawało od reszty nie tylko wielkością, ale także odmiennością zabudowy – zieloną, sprawiającą miłe wrażenie. Piątka z plusem! Na stoisku Wydawnictwa Pascal można było kupić m.in. książki kucharskie, a siedziba wydawcy mieściła się w… vanie, a raczej Volkswagenie!


Wśród wystawców pojawiła się także firma Storytel, która oferuje audiobooki w formie aplikacji na urządzenia mobilne. Na ich stoisku można było nie tylko posłuchać dowolnego audiobooka z ich oferty, ale uczestnicy targów mogli także wsłuchać się w prowadzone na żywo wywiady. Oprócz tego Storytel rozdawał zdrapki z prezentami, niektórym trafiały się głośniki oparte na łączności Bluetooth, a niektórzy mieli szansę wygrać trzydzieści dni darmowego słuchania audiobooków na tej pomarańczowej platformie.


Zgodnie z targową tradycją, przedstawiam najlepszy cytat z targów – „Na te targi to chyba przyjeżdżają osoby z przypadku. Raczej nikt z drugiego krańca Polski by nie przyjechał kupić książek”. No cóż, biorąc pod uwagę, że od stolicy dzieli mnie ponad 300 kilometrów, mogę stwierdzić, że ja zdecydowanie nie przyszedłem na Narodowy przypadkiem!


Ogólnie rzecz ujmując, tegoroczne targi oceniam bardzo pozytywnie. Na spokojnie, bez gonieniem za autorami, udało spędzić mi się sobotnie popołudnie w Warszawie. I choć zarzekałem się, że do domu z żadnymi nowymi książkami nie wrócę, to oczywiście, życie zweryfikowało moje plany. Przyjechałem z wielkim stosem, ale za to naprawdę zadowolony!

Wszystkie zdjęcia dostępne w albumie na Facebooku!
Nowszewpisy Starszewpisy Strona główna