Grenlandzka intryga, czyli “Dziewczyna bez skóry” Madsa P. Nordbo


Kryminał to prawdopodobnie jeden z tych rodzajów książek, po sięgnięcie którego nie trzeba zbyt wielu zachęcać – zwyczajnie, te książki albo się lubi, albo po prostu za nimi nie przepada. I nie ma w tym nic dziwnego. W ostatnim czasie równie popularne są także thrillery, szczególnie te, które w jakiś sposób kojarzą się z bestsellerową „Dziewczyną z pociągu”. Podobne skojarzenie można odebrać po zobaczeniu tytułu książki autorstwa Madsa Pedera Nordbo – „Dziewczyny bez skóry”.

Dania liczy około 5,8 miliona mieszkańców. Choć liczba ta nie jest może zbyt duża, to szczególnie w stolicy bywa tłoczno. I choć wielu to się podoba, a jeszcze inni mogą znaleźć schronienie w spokojniejszej Jutlandii, nie zawsze okazuje się to tym dobrym, wymarzonym życiem. Szczególnie wtedy, kiedy skandynawska idylla zamienia się w udręczenie, a człowiek każdego dnia nie widzi sensu dalszego życia…

Matthew miał wszystko, czego potrzebował, by wieść prawdziwe, szczęśliwe życie. Życie, które dzielił z kimś, kogo kochał. Życie, które można byłoby określić jako prawdziwe, duńskie hygge. Wystarczył zaś jeden moment – wypadek samochodowy, w którym stracił żonę i nienarodzone dziecko – by skandynawski czar prysł. Po wypadku mężczyzna nie może żyć już tak, jak dawniej. Nie potrafi mieszkać w mieszkaniu, w którym żył z nią, nie może chodzić do miejsc, które wspólnie odwiedzali. Postanawia także odejść, odciąć się od dawnego życia, od znajomych. Wyjeżdża na Grenlandię, gdzie liczy na spokój i pogrążenie się w żalu.

W Nuuk – grenlandzkiej stolicy – mężczyzna znajduje zatrudnienie w jednej z lokalnych gazet. Wybiera mieszkanie, którego nawet sam nie urządza, zadowala się zaś zastanymi meblami. Nie przejmuje się tym, co pomyślą o nim inni, ani tym, jak wygląda jego życie. W tym jeszcze zimniejszym i surowszym klimacie, Matthew pragnie odpokutować grzech, którego nie popełnił. Postanawia umartwiać się w imię zmarłej żony; wyrzuca sobie, że to ona umarła, zamiast niego. Nie przypuszcza, że Nuuk, to niepozorne miasto, tak bardzo różne od Kopenhagi, sprawi, że nie będzie mógł zmrużyć oka z innego powodu niż wypadek samochodowy.

Matthew zostaje wkrótce wysłany na lądolód, gdzie odnaleziono zamarzniętego człowieka. Jest to coś niebywałego, bowiem prawdopodobnie odnaleziono wikinga, którego zakonserwowane ciało spuszczono do jamy, gdzie przez ostatnie wieki przeleżał zamrożony, nomen omen, na kość. Duńczyk musi zrobić materiał o szokującym znalezisku, które może być przełomowym archeologicznym znaleziskiem.

Jednak kolejnego dnia człowiek-wiking znika. Pojawia się za to nowy trup – odnalezione zostaje ciało policjanta, który przez noc pilnować miał odkrycia. Jest to niepokojące przynajmniej z dwóch względów: pierwszy jest taki, że prawdopodobnie utracono jeden z najcenniejszych zabytków dawnej cywilizacji nordyckiej; drugi natomiast, to pytanie, kto ukradł ciało średniowiecznego skandynawskiego trupa…?

Matthew na polecenie przełożonych podejmuje się kontynuacji tematu, jest to przecież jedno z najbardziej sensacyjnych odkryć, które na dodatek od razu zaginęło w szokujących okolicznościach. Wkrótce jednak okazuje się, że w sprawę zamieszani są także lokalni politycy. Wiadomo zaś, że tam, gdzie polityka, tam i ukryte intencje. Niebawem Matthew natrafia na ślad sprawy sprzed kilkudziesięciu lat. Wówczas w Nuuk doszło do czterech morderstw mężczyzn, którzy mieli popełnić przestępstwa seksualne wobec swoich córek. Ich ofiary miały stać się zaś morderczyniami ojców…

Jak się okazuje, sprawa wikinga i śmierć policjanta mogą w pewien sposób łączyć się z morderstwami z lat siedemdziesiątych. Matthew postanawia zbadać tę sprawę i dowiedzieć się prawdy. Nie będzie to jednak łatwe, tym bardziej że każdy zapytany o morderstwa z 1973 spuszcza na siebie zasłonę milczenia…

Muszę szczerze przyznać, że początkowo miałem naprawdę ambiwalentny stosunek do tej książki. Jednak z każdym kolejnym rozdziałem coraz bardziej przekonywałem się do książki Madsa Pedera Nordbo.


„Dziewczyna bez skóry” to kolejna książka o jakże chwytliwym, marketingowym tytule. Nie bez powodu wspominałem zresztą już na wstępie, że tytuł tej książki może się czytelnikowi kojarzyć z powieścią Pauli Hawkins. Zresztą powieść Duńczyka, po kasowym hicie książki Hawkins, nie była jedyną tak nazywaną. Mnóstwo powieści zaczęto nazywać w taki sposób, by w tytule znalazło się przynajmniej jedno ze słów takich jak „dziewczyna”, „kobieta”, „pociąg” czy „okno”. W pewnym momencie zrobiło się to jednocześnie śmieszne i irytujące. Natomiast skojarzenie książki Nordbo do tytułu brytyjskiego thrillera jest, jak się okazuje, całkiem niesłuszne. Zarówno bowiem treść książki, jak i rodzaj (kryminał, a nie thriller), całkiem odbiega od tego, co reprezentuje powieść, którą kupuje ktoś „co 6 sekund […] w Stanach Zjednoczonych”.

„Dziewczyna bez skóry” to książka, w której nie brakuje prawdziwego, skandynawskiego klimatu. Jest mrocznie, zimno i bardzo, bardzo ponuro. To wrażenie potęguje jeszcze historia, jaką opowiedziana jest w książce. A nie jest ona wcale kolorowa, gdyż zamiast przyjaznych, drewnianych domków pomalowanych brunatną farbą (które zresztą kojarzyć powinny nam się bardziej ze Szwecją), to ukazuje mieszkańców blokowisk, bardziej przypominających czasy w Polsce słusznie minione. Przedstawione miejsce akcji jest w sposób mistrzowski, niezwykle plastyczny i realistyczny, który całkowicie sprzeczny jest z popularną ostatnio skandynawską Arkadią.

To nie wszystko, bo oprócz tego autor można pochwalić także za dobrze obmyśloną intrygę. „Dziewczyna bez skóry” została zaplanowana przez Madsa P. Nordbo od początku do końca. Nie doszukałem się w niej nieścisłości, choć przyznaję, że w tak rozbudowanej fabule można się zgubić. A jednak, zbrodnia została zaplanowana z mistrzowską precyzją, a finał – zaskakuje swoją bezpardonowością.

Fot.: Burda Książki
Autor nie traktuje czytelnika ulgowo i – prawie jak w islandzkim „Trapped” – serwuje czytelnikowi mocne, dość obrazowe i brutalne opisy, które nie pozostawiają zbyt wiele wyobraźni, przynajmniej jeżeli chodzi o stan zwłok denatów… Myślę, że zanim więc zabierzemy się za lekturę, warto być świadomym, że i w tym wypadku autor nie owija w bawełnę. Zresztą, czego innego można spodziewać się po tak brzmiącym tytule? Co najmniej rozlewu krwi, żeby nie powiedzieć, że zmasakrowanego nieboszczyka.

Jednocześnie to, co może być dla jednych zaletą, a dla innych wadą, to część historyczna, która pojawia się w książce duńskiego pisarza. Sprawa z 1937 roku opisywana jest równolegle do czasów, w których żyje Matthew. Autor nie szczędzi na szczegółach i opisach. Jaki jest tego skutek? Niektórzy czytelnicy mogą się nie tylko nudzić podczas tych rozdziałów (choć to akurat można przezwyciężyć), ale także gubić się pomiędzy przeszłością a teraźniejszością. To niestety jeden z nielicznych mankamentów książki…

Autor stawia na mocno rozbudowane opisy. Świetnie ukazuje dawne społeczeństwo dość homogenicznej Grenlandii, pokazuje zmiany społeczno-ekonomiczne, które następowały w związku z rozbudową miast. Ludzie, najważniejszy element książki, są zaś przedstawieni w sposób całkiem inny, niż prezentowani do tej pory Skandynawowie. Zamiast uśmiechniętych Duńczyków, autor w książce mówi o tematach, których raczej nikt nie chce wspominać. Według wizji Nordbo, mieszkańcy Nuuk to nie tylko wieśniacy i pieniacze, ale także społeczeństwo niejednokrotnie skrajnie patologiczne i odczłowieczone. Jedno po tej lekturze jest jednak pewne – czytelnik będzie wstrząśnięty.

„Dziewczyna bez skóry” została wydana w październiku 2017 roku przez wydawnictwo Burda Książki. Książka Madsa P. Nordbo, oprócz polskiego przekładu, doczekała się także publikacji w czterech innych wersjach językowych, w tym w oryginale – po duńsku.

Redaktorem prowadzącym tytuł był Marcin Kicki. Za przekład odpowiada tym razem nie jedna, a dwie osoby, a były nimi Justyna Haber-Biały i Agata Lubowicka. Projekt okładki odpowiada Mariusz Banachowicz.

Książkę wydano w oprawie miękkiej ze skrzydełkami. Cena detaliczna wynosi 39,90 zł, a na powieść składa się około 415 stron. Fani książek w wersji elektronicznej mogą przeczytać „Dziewczynę bez skóry” także na swoich urządzeniach.

„Dziewczyna bez skóry” to naprawdę dobra historia, napisana w porządny sposób. Początkowo faktycznie trudno odnaleźć się w tym ciężkostrawnym klimacie i średnio przyjaznej czytelnikowi narracji, jednak po jakimś czasie, fabuła intryguje do tego stopnia, że powieści zwyczajnie nie chce się odkładać. Mimo może nieco zbyt rozwlekłych opisów i dość mozolnego postępu akcji, warto sięgnąć po ten naprawdę ciekawy kryminał.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Burda Książki. 

Tytuł: "Dziewczyna bez skóry"

Autor: Mads Peder Nordbo


Tłumacz:  Justyna Haber-Biały, Agata Lubowicka
 
Wydawca: Burda Książki


Rok wydania: 2017

Liczba stron: 415 [3]


ISBN: 978-83-8053-295-3


Liczba przyznanych gwiazdek: ★★★★☆

Bądź na bieżąco! Zaobserwuj oficjalny kanał na Facebooku: 

Aby skomentować artykuł anonimowo, należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość".
Nowszewpisy Starszewpisy Strona główna