5 świetnych ekranizacji książek



Kiedy jeden fan książki pokłóci się z drugim, to spodziewać można się dwóch przyczyn tej sytuacji. Albo któryś z nich niezbyt grzecznie wepchnął się do kolejki podczas targów książki, albo posprzeczali się na temat ekranizacji ich ulubionej powieści. 

W sieci znaleźć można różne opinie na temat książkowych ekranizacji. Trzeba przyznać, że faktycznie, nie zawsze są one wierne książce, na podstawie której stworzono scenariusz. Zresztą niejednokrotnie narzekamy na zły dobór obsady, fatalną jakość dźwięku czy złą scenografię. Mam jednak wrażenie, że pomimo wielu złych tytułów, można znaleźć filmy, które spodobają się zarówno czytelnikom książki, na której kanwie powstał obraz, jak i fanom przygód wyświetlanych na dużych ekranach. Tym razem przedstawię moją listę filmowych bestsellerów… 

„Zanim się pojawiłeś” 



Film powstał na podstawie powieści Jojo Moyes, która w Polsce wydana została naprawdę dawno temu – wtedy pod tytułem „Na końcu tęczy”. Przed zobaczeniem filmu, przeczytałem książkę Moyes. Już wtedy ta historia naprawdę mi się spodobała, natomiast ekranizacja sprawiła, że jeszcze bardziej się do niej przekonałem. 

„Zanim się pojawiłeś” przedstawia historię młodej Angielki – Lou, która nie potrafi znaleźć nowej pracy w swoim miasteczku. Wkrótce podejmuje pracę w roli opiekunki, czy też asystentki, niepełnosprawnego mężczyzny – nieco starszego od niej Williama. Lou – nieco wyobcowana, skromna dziewczyna, zdecydowanie dojrzeje w towarzystwie bogatego i niezwykłego Willa. Relacja, która się między nimi wytworzy, zmienia życie ich obojga. 
 
„Zanim się pojawiłeś” może poszczycić się naprawdę dobrą obsadą – w szczególności gra Sama Claflina w roli Willa, którego znałem z wcześniejszych produkcji (np. seria „Igrzyska śmierci”), okazała się strzałem w dziesiątkę. Podobnie jak książka, film wywołuje w swoich odbiorcach skrajne emocje. 

„Dziennik Bridget Jones” 

© 2000 - Alliance Atlantis and Miramax - All Rights Reserved

To chyba klasyk nad klasykami, bo któż nie zna Bridget? Angielska dziennikarka i jej nie znów taki mały nadmiar kilogramów jest bowiem „alter ego”, „wewnętrznym ja” naprawdę wielu osób, a samą bohaterkę pokochały miliony na całym świecie. 

Pierwsza część z tej filmowej serii – czyli „Dziennik Bridget Jones” – ukazuje losy trzydziestokilkuletniej brytyjskiej dziennikarki, tytułowej Bridget, której, mimo pracy w mediach, życie nie satysfakcjonuje tak, jak powinno. Jest wręcz podręcznikowym przykładem „jak nie być prawdziwą damą”, nie potrafi bowiem odmówić sobie lampki wina i papierosa. Jada płatki z pudełka, przy okazji popełnia też wszystkie możliwe wpadki. Bridget zaczyna romansować jednak ze swoim szefem – kobieciarzem Danielem Cleaverem. Ta relacja nie może być dla Bridget niczym dobrym. Tymczasem ukochana mama znajduje córce innego kandydata na męża – nudnego i statycznego Marka, ubranego w sweter z reniferem. 

„Dziennik Bridget Jones” i pozostałe filmy z serii, to takie tytułu, które można oglądać bez ustanku i nigdy się widzowi nie nudzą. Za każdym razem świetnie się bawię, oglądając te filmy, a żarty, które w większości znam już na pamięć, nadal sprawiają, że na ustach pojawia się uśmiech. Film poszczycić może się także dobrą ścieżką dźwiękową, idealnie dobraną do fabuły. No i fenomenalni Renée Zellweger oraz Colin Firth, którym kibicuję od samego początku!

„Szkoła uwodzenia”

© 1999 - Columbia Pictures Inc.

No dobrze, wiem, co sobie teraz o mnie pomyślicie. Wiem, że nie jest to ekranizacja, a jedynie film, który powstał na motywach powieści. Najzwyczajniej w świecie po prostu jednak musiałem go tutaj zamieścić, skoro jest to post o moich ulubionych filmach. 

„Szkoła uwodzenia” to wyprodukowany pod koniec lat dziewięćdziesiątych film, który przedstawia losy przyrodniego rodzeństwa - Kathryn Merteuil i Sebastiana Valmonta. Rodzeństwo pochodzi z bogatej rodziny, lekką ręką traktują wielozerowe sumy, natomiast z relacji międzyludzkich zdają się kpić. Młodzi wydają się rozpuszczeni i trochę zdeprawowani, tym bardziej że Sebastian dla zabawy uwodzi – młodsze i starsze od siebie – koleżanki. Kiedy Kathryn zostaje odrzucona dla innej dziewczyny, postanawia się na niej zemścić. Sebastian zaś podejmuje kolejną rękawicę – chce uwieść i rozkochać w sobie córkę dyrektora w nowej szkole, by później złamać nastolatce serce. 

Film ten bywa różnie odbierany, jednak ja, z jakichś przyczyn, mam do niego sentyment. Poniekąd pewnie dlatego, że powstał na motywach świetnej powieści epistolarnej „Niebezpieczne związki” Pierre'a Choderlosa de Laclosa. Jednak w filmie znajdziemy jedynie nawiązania, a nie stricte adaptację filmową. 

Wykonana została ona jednak na niezłym poziomie, fabuła jest naprawdę wciągająca, a koniec – poruszający. Ten film naprawdę zachęca on do sięgnięcia po książkę de Laclosa, no i, co tu dużo mówić, wyróżnia się na tle innych ekranizacji książki – głównie tym, że nadal emitowany w telewizji jest po dwudziestej drugiej. 

„Park Jurajski” 


© 2012 - Universal Pictures
Jestem ciekawy, ile fanów filmu Spilberga z 1993 roku wie, że powstał on na podstawie powieści Michaela Crichtona. „Jurrasic Park” okazał się tak wielkim hitem kasowym, że zrobił karierę na całym świecie, a wytwórnia postanowiła nakręcić kolejne filmy z serii. Co więcej, wyspa z dinozaurami została dobrze oceniona przez krytyków i otrzymała aż trzy Oscary.

Na wyspie Isla Nublar, milioner postanowił stworzyć niesamowity i niepowtarzalny park rozrywki. Park na tak wysokim poziomie, że przyciągać miał turystów z całego świata. Cały sukces opierać miał się na niesamowitych atrakcjach – prawdziwych, żywych dinozaurach, które powstały w laboratoryjnych probówkach.

Wkrótce na wyspę zaproszony zostaje paleontolog Allan Grant i Ellie Sattler, prawnik Donald Gennaro oraz matematyk Ian Malcolm, którzy mają zająć się określeniem poziomu bezpieczeństwa na wyspie, w związku z niedawnym wypadkiem z udziałem jednego z dinozaurów. Nikt z ekspedycji nie spodziewa się jednak, że natury nie da się całkowicie kontrolować, a sytuacji tak bardzo wymknie się spod kontroli. Chociaż bowiem parkowe dinozaury powstały dzięki człowiekowi, są to zwierzęta o tych samych zachowaniach co przed milionami lat.

Film Spielberga to jedna z tych pozycji, które nie są dramatami ani komediami, a które za każdym razem oglądam z przyjemnością. Chociaż nie wiem, czy „przyjemność” to do końca dobre określenie, gdy w domu panuje całkowita ciemność, a na ekranie widać jedynie oko dinozaura.

W każdym razie, „Park Jurajski” to film ponadczasowy, który mówi o tym, jakie skutki może mieć nadmierna ingerencja człowieka w naturę. Pierwsze dwie części tej serii naprawdę trzymają poziom, „Park Jurajski III” też jeszcze jest niezły. Jednak „Jurrasic World” i uciekanie przed T-Rexem w szpilkach jest już ponad moje siły…

„Gwiazd naszych wina” 

Photo by James Bridges - © TM and © 2014 Twentieth Century Fox Film Corporation. All Rights Reserved. Not for Sale or Duplication.

Ta młodzieżowa pozycja była prawdopodobnie jednym z najchętniej oglądanych filmów w 2014 roku. Ja, choć nie jestem fanem wszystkich książek Greena, muszę przyznać, że zarówno ta książka, jak i film, były strzałem w dziesiątkę.

„Gwiazd naszych wina” to historia dwójki nastolatków, którzy zdecydowanie różnią się od swoich rówieśników – oboje cierpią na nowotwór. A poznają się w miejscu tylko dla nich dostępnym… podczas spotkania grupy wsparcia w piwnicach kościoła. Na początku nic nie wskazywało jednak na poważną relację pomiędzy nastolatkami, tym bardziej że oboje byli bardzo od siebie różni. Tymczasem okazało się, że nie tylko świetnie potrafią się dogadać podczas spotkań grupy, ale nawet mogą razem spędzać dobrze czas tylko w swoim towarzystwie. Jednak nad nastolatkami przez cały czas wisi widmo choroby…

Książka (i film) czasem jest wyśmiewana, czasem opisywana jako infantylna, ckliwa lub stereotypowa. Możliwe. Jednak nie łatwo nie wzruszyć się, podczas gdy dwójka chorych na raka młodych ludzi zaczyna się do siebie zbliżać. Jest to naprawdę ciekawy film, nie tylko dla młodzieży, który mówi o akceptacji samych siebie, podchodzenia do życia z dystansem oraz godzenia się z tym, co serwuje nam los. A to wszystko w wykonaniu pełnych pasji młodych aktorów i przy naprawdę dobrze dobranej ścieżce dźwiękowej. 

Wybrałem pięć pozycji filmowych, po które bez wahania sięgnąłbym w tym momencie. Z pewnością – wkrótce okaże się, że świetnych filmów na podstawie książek jest zdecydowanie więcej. Potwierdzą to pewnie pozostałe posty blogerów z grupy Śląskich Blogerów Książkowych, którzy także postanowili napisać dziś o swoich ulubionych ekranizacjach. I słusznie – bo choć literatura jest naszą główną domeną, nie powinniśmy pozostać zamknięci na inne wytwory kultury.

A wy? Macie jakieś ulubione ekranizacje?
Nowszewpisy Starszewpisy Strona główna