Spoglądając w północne niebo – „Gdzie niebo mieni się czerwienią”


Obecnie w Europie bardzo popularne są powieści napisane przez Skandynawów – to właśnie ich autorstwa poradniki czy kryminały niejednokrotnie królują na listach bestsellerów. Nic więc dziwnego, że moda na Północ przeniosła się także do literatury dziecięcej i młodzieżowej.

Skane to wyspa na Północy, oddzielona od pozostałych krajów morzem, która zawsze była dość specyficznym miejscem życia. Jej mieszkańcy, jak na wikingów przystało, nie mieli lekko i musieli walczyć o przetrwanie – nie tylko okiełznując faunę i florę na mroźniej wyspie, ale także broniąc się przed najeźdźcami. Nie zawsze się to udawało, dlatego ludność niejednokrotnie musiał uciekać i osiedlać się na nowych terenach, takich jak Skane.

Podobnie jak w wielu innych skandynawskich krajach, na wyspie wierzono w nordyckie bóstwa. Jednak co ważniejsze, w krainie tej szczególną uwagę poświęcało się przesądom, ich zignorowanie bowiem mogło przynieść karę.

W Skane należało także patrzeć w niebo. Jednak nie po to, by mieszkańcy mogli chodzić z głową w chmurach. Niebo należało obserwować, przez jego kolor bogini przekazywała swoje wskazówki i porady. Gdy niebo było zielone, oznaczało spokój i szczęście, a mieszkańcy mogli odetchnąć z ulgą, kolor niebieski przestrzegał Skańczyków przed zamiecią. Kolor czerwony natomiast miał stanowić sygnał, ostrzeżenie przed wielkim niebezpieczeństwem…

Na szczęście czerwone niebo nie pojawiało się zbyt często. Ostatni raz zajaśniało na czerwono siedemnaście lat temu – wtedy to na wyspę spadła kara, rozszalała się epidemia choroby, która odebrała życie wielu mieszkańców. Setki ludzi zostały zabranych przez zarazę, ostali się tylko nieliczni. Właśnie wtedy, w tym trudnym okresie urodziła się ona – Ósa.

Dziewczyna narodziła się w czasie epidemii, jej poród matka zaś przypłaciła życiem. Mimo że dziewczynka jakimś cudem ocalała i nie zachorowała zaraz po narodzeniu, to jej życie nie było usłane różami. W swoim krótki życiu dziewczyna ciągle odczuwa pretensje ze strony ojca i starszej siostry o to, że to właśnie to ona żyje, a nie jej matka. Ósa czuje się nieakceptowana, niezrozumiana, niekochana, choć nie wie, jak mogłaby zmienić swoją sytuację.

Po siedemnastu latach na niebie znów pojawia się czerwona zorza, a wśród ludzi nastaje panika. Po tak długim czasie spokoju, można było zapomnieć o historii pełnej śmierci i tragedii. Nieprzygotowani mieszkańcy Skane muszą zewrzeć szyki, by przeciwstawić się innemu narodowi, który chce przejąć ich ziemie.

Jednak armia wroga przewyższa liczebnością mieszkańców Skane – niejednokrotnie skłóconych, podzielonych w zamknięte i nieprzyjazne wobec siebie grupy. Jest jednak wyjście z tej sytuacji – pomoc bogini. Ktoś jednak najpierw musi do niej dotrzeć, by otrzymać wskazówki. To prawdopodobnie jedyny możliwy sposób na wygranie z góry przegranego starcia. Do tego trudnego zadania zgłasza się zaś nie kto inny jak Ósa. Dziewczyna będzie musiała stanąć oko w oko nie tylko z dziką florą lasów Skane, przeciw niej staną bowiem także jego mieszkańcy…

Czy siedemnastolatce uda się uratować wyspę – i jednocześnie udowodnić, że nie jest tak bezwartościowa, jak myśli o niej rodzina? Czego nauczy się podczas swojej misji Ósa? I czy ich bogini naprawdę istnieje?


„Gdzie niebo mieni się czerwienią” to baśń dla starszych dzieci – pełna przesądów, nordyckich motywów mitologicznych i z fantastyczną, pod względem gatunkowym, akcją. Czyli jest to książka, która posiada wszystkie te cechy sprawiające, że może spodobać się zarówno starszym, jak i młodszym czytelnikom.

Czytając opis książki, a także słysząc imię i nazwisko autorki tej powieści: Lisa Lueddecke, od razu na myśl przychodzi nam pisarz ze skandynawskim obywatelstem. Wikińskie klimaty to przecież domena Norwegów, Duńczyków czy Szwedów. A jednak, książkę w mroźnych klimatach nie napisała obywatelka żadnego z tych skandynawskich krajów. Ba, nawet nie z któregoś kraju Europy, a Amerykanka, która książkami zajmowała się do tej pory jako pracownik jednego z wydawnictw. A więc pewnie znająca także i trendy w literaturze…

Książka „Gdzie niebo mieni się czerwienią” to powieść, która idealnie wpasowuję się w termin fantasy. Serwuje nam ona wątki typowe dla młodzieżowej fantastyki, mimo tego wypada ona dobrze, a czytelnikom, którzy niekoniecznie lubią ten rodzaj powieści, powieść także powinna się spodobać. W to wszystko wpleciona zostają jednak nordyckie mity i wierzenia. Nie jestem ekspertem w dziedzinie skandynawskiej mitologii, w każdym razie, jestem pewien jednak, że autorce udało się stworzyć naprawdę ciekawy klimat.

W swojej młodzieżówce Lueddecke stworzyła zamknięte na innych, zabobonne społeczeństwo, całkowicie oderwane od rzeczywistości. Mocno wyczuwalna jest hermetyczność wyspy. Co mam przez to na myśli? Autorka nie tworzy kalki skandynawskich mitów, napisała powieść opartą na jej kanwie. Nie mamy szans więc przeczytać o typowych wikingach, jakich znamy z telewizji czy wystaw muzealnych. Mimo wszystko młodzi czytelnicy mają szansę choć w sposób pośledni poznać zarys mitycznego nordyckiego świata.

Warto przy tym jednak zauważyć, że styl pisania autorki może być dla niektórych czytelników niezbyt przyjazny. Nie chodzi o to, że Lueddecke posługuje się wieloma neologizmami czy odwrotnie – archaizmami. Zwyczajnie pióro Amerykanki jest dość specyficzne, żeby nie powiedzieć, że toporne. Takie odczucia towarzyszą czytelnikowi przynajmniej na początku, gdy ciężko jest jeszcze „wgryźć się” w całą historię. Warto jednak na początku nieco przecierpieć, gdyż później historia naprawdę może zainteresować!

Głównym motywem tej książki jest podróż Ósy przez, jak się okazuje, dość niebezpieczną wyspę Skane. Jednak gdy przyjrzymy się tej książce z innej perspektywy, możemy dojść do wniosku, że owym głównym motywem jest jednak, znany także z innych publikacji, motyw walki dobra ze złem. To właśnie walka o przetrwanie jest najważniejszym motywem książki. I choć nie brakuje oczywiście wątków pobocznych, jak ten związany z relacjami pomiędzy członkami rodziny, to nie przyćmiewają one tego najważniejszego.

„Gdzie niebo mieni się czerwienią” to książka, która swoją premierę miała w lutym bieżącego roku dzięki Wydawnictwu Zielona Sowa. Jest to książka, która wydana została z myślą o starszych czytelnikach, czyli według klasyfikacji wydawcy dla młodzieży „piętnaście plus”.

Za redakcję powieści odpowiedzialna jest Anna Włodarkiewicz, natomiast korektą zajęły się Dorota Jabłońska i Urszula Malewicka. Z języka angielskiego książkę przełożył Patryk Gołębiowski.

Polska wersja okładki powstała na podstawie okładki oryginalnej. Książka wygląda naprawdę przyzwoicie! „Gdzie niebo mieni się czerwienią” wydano w oprawie miękkiej ze skrzydełkami, a na książkę składa się około 350 stron. Książka Lueddecke dostępna jest także w wersji elektronicznej.

Porywająca fabuła, skandynawskie klimaty i główna bohaterka, której kibicujemy do samego końca, to najważniejsze zalety książki „Gdzie niebo mieni się czerwienią”. A przecież można byłoby wymieniać dalej…! I chociaż tak naprawdę nie jest to książka napisana przez Skandynawa, to nadal trzyma dobry poziom!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal. 

Tytuł: "Gdzie niebo mieni się czerwienią"

Autor: Lisa Lueddecke


Tłumacz:  Patryk Gołębiowski
 
Wydawca: Wydawnictwo Zielona Sowa


Rok wydania: 2018

Liczba stron: 349 [5]


ISBN: 978-83-8073-671-9


Liczba przyznanych gwiazdek: ★★★★☆

Bądź na bieżąco! Zaobserwuj oficjalny kanał na Facebooku: 

Aby skomentować artykuł anonimowo, należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość".
Nowszewpisy Starszewpisy Strona główna