Romans w słowiańskim stylu – „Szeptucha”


W ostatnim czasie zapanowała szczególna moda na powieści związane z mitologiami (niekoniecznie grecką), dawnymi kultami i obyczajami. Powstały już książki oparte między innymi na mitologii nordyckiej, a teraz przyszedł czas na tę bardziej swojską – kulturę słowiańską. To właśnie w tych klimatach utrzymana jest książka Katarzyny Bereniki Miszczuk – „Szeptucha”.

XXI wiek to czas rozwoju, nowych technologii, coraz większych odkryć w dziedzinie nauki i medycyny. W różnych krajach panują różne typy państw i rodzaje ustrojów politycznych. Istnieją republiki parlamentarne, ale także monarchie królewskie – jak w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii czy… Polsce.

W alternatywnej rzeczywistości, Mieszko I wcale nie przyjął chrztu w 966 roku. W Polsce za to utrzymały się zabobony i wierzenia w Swarożyca czy Świętowita. Oprócz tego, zamiast posłów i senatorów, władzę w państwie sprawuje król – Mieszko XII, kolejny z panującej nadal linii Piastów…

W tej Polsce, pełnej słowiańskich motywów, żyje Gosia. Młoda kobieta od zawsze odcinała się od tego, co wszyscy wkoło chcieli w niej zaszczepić – lekceważyła tradycję, kulturę i religię. Nigdy przesadnie nie wierzyła w wiejskie zabobony, które jakimś cudem się ostały. Jeszcze bardziej ignorowała słowiańskie święta i bożków. Wychodziła bowiem z przekonania, że jeżeli faktycznie by istnieli, to dawno by się jej przedstawili. A ona – mimo już ponad dwudziestu wiosen na koncie – nigdy nie miała okazji, by doświadczyć boskiej interwencji. Właściwie, to bliżej było jej do świąt zachodu i malowania wielkanocnych jajek…

Gosia ma także konkretną wizję na swoje życie. Nie chce utrzymywać się z pieniędzy męża – którego nie ma. Zresztą nawet nie zapowiada się, by niebawem którykolwiek młody kawaler miał wpaść w sidła dziewczyny. To tym bardziej motywuje ją do tego, by zostać kobietą sukcesu i kowalem swego losu. Dlatego postawiła na medycynę z nadzieją na zostanie dobrą lekarką.

Kończąc naukę na warszawskiej uczelni medycznej, jest jednak zobowiązana do odbycia praktyk – w miejscu, do którego nigdy z własnej woli by nie poszła. Jednym z podstawowych odłamów polskiej medycyny są… gabinety szeptuch, w których to kobiety leczą według mitologicznych wskazówek. Szeptuchy niewiele mają jednak wspólnego z lekarzami, bowiem wśród ich zalecań znaleźć można między innymi… zakopywanie kamienia. Na rozwidleniu dróg. W środku nocy. To, bardziej przypominające tanie wróżbiarstwo, zajęcie już od początku nie podobało się Gosi. A fakt, że została przydzielona do wioskowej i bardzo zaangażowanej w swoją pracę szeptuchy, tylko pogarsza jej humor.

Wkrótce Gosia wyjeżdża do Bielin – miejsca pracy znachorki. Od początku wszystko jest nie tak, jak należy. Dziewczyna musi pracować na wsi, przy ogromnym świętokrzyskim lesie i u boku – zdaje się – wariatki. Humor Gosi nie poprawia się, tym bardziej że przyszła lekarka od zawsze panicznie bała się kleszczy i innego rodzaju robaków, których przecież w lesie nie brakuje! A przecież nie na to się pisała, gdy uczyła się rozpoznawania chorób wewnętrznych na uczelni…

Postrzeganie jej okolicy zaczyna się jednak zmieniać, gdy poznaje uroczego młodzieńca… Mieszko pracuje pod okiem bielińskiego wróża, chłopak ma jednak w sobie coś niezwykłego, co Gosia zauważa od razu. Jednak Mieszko skrywa przed nią tajemnice, których dziewczyna z miasta, na dodatek niewierząca w bóstwa, nie powinna znać…

Z każdym kolejnym dniem Gosia coraz bardziej przywyka do rzeczywistości, w jakiej przyszło jej spędzić swój medyczny staż… Nie wie jednak, że w lesie, który wraz z szeptuchą czasem odwiedza w poszukiwaniu magicznych roślinek, żyją istoty iście nadprzyrodzone…



„Szeptucha” Katarzyny Bereniki Miszczuk to pierwsza część jej cyklu „Kwiat paproci”. Pisarka postanowiła przedstawić kult słowiański w bardziej rozbudowany sposób, wykraczający poza powszechne stereotypy. W zależności od czytelnika, odpowiedź na pytanie, czy autorce się to udało, może się jednak różnić.

Katarzyna Berenika Miszczuk stworzyła ciekawą historię opartą na słowiańskich wierzeniach. Opowiada ona losy Gosi pod opieką znanej szeptuchy, co nieco poszerza punkt widzenia i daje czytelnikom możliwość poznania owej „słowiańskości” na mniej toporny, bardziej charyzmatyczny sposób.

Chyba każdy pamięta czas szkoły podstawowej, kiedy na zajęciach z języka polskiego wykładano między innymi materiał ze starożytności, a w nim znalazły się mity. Nierzadko analizowane i czytane „pod klucz”, zniechęcały uczniaków do dalszej pracy. Tymczasem autorka serwuje swoim czytelnikom, w naprawdę przyjemnej do odbioru formie, powieść z „lokalnymi” wątkami fantasy. ] „Szeptucha” przypomina zaś czytelnikom raczej tak zwane romantic fantasy

Jak przystało na romans, mamy też specyficzną główną bohaterkę – Gosię. Jest ona nietypowa nie tylko dlatego, że sprzeciwia się przyjętym konwenansom, ale także z powodu jej zachowania. Można uznać, że jak na absolwentkę medycyny, Gośka jest nieco infantylna. To często prowadzi do wielu kuriozalnych sytuacji, które nawet na fantasy wydają się przesadzone.

Na szczęście, Gosia wyposażona jest w – oprócz znachorskiego zielnika – sporą dozę humoru, który udziela się czytelnikowi podczas lektury. A przynajmniej udzielał się mi, gdy wieczorami czytałem „Szeptuchę”.

Należy poruszyć też kwestie samego wprowadzenia do książki słowiańskich wierzeń. W wielu recenzjach autorka krytykowana jest za to, że ten prawdopodobnie najważniejszy motyw, został napisany pobieżnie, bez większego wysiłku z jej strony.

Ja jednak nigdy nie ukrywałem, że nie jestem szczególnym fanem fantastyki, a tytuły tego gatunku czytam rzadko i tylko te, które faktycznie mnie zainteresują. Tak było też z „Szeptuchą”, która właśnie dzięki tej nie nachalności, była dla mnie do przełknięcia. Wątki fantastyczne były wątkami pobocznymi, ale wpływającymi na losy głównej bohaterki.

Jestem więc pewien, że książka Katarzyny Bereniki Miszczuk z pewnością spodoba się osobom, które chcą lekkiej lektury, o ciekawej fabule, a tym samym nie są zagorzałymi fanami fantastyki. Jest to powieść o przyjemnym charakterze, którą zaliczyć możemy do tych bardziej „rozrywkowych”.

„Szeptucha” Katarzyny Bereniki Miszczuk wydana została przez Wydawnictwo W.A.B. dwa lata temu. W tym roku na rynku ukazał się czwarty tom serii, zatytułowany „Przesilenie”.

Za redakcję tytułu odpowiada Anna Sidorek. Korektą zajęli się Artur Kaniewski i Magdalena Marciniak. Projekt okładki stworzyła Izabella Marcinowska.

Książka wydana została w oprawie miękkiej bez skrzydełek, składa się na nią około 415 stron. Cena detaliczna wynosi 34,99. Powieść dostępna jest zarówno w wersji papierowej i elektronicznej, jak i audio.

Nie ukrywajmy, „Szeptucha” nie jest nazbyt wymagającym tytułem, zatem świetnie sprawdzi się jako letnia lektura czy książka do poduszki. Zresztą ta książka to raczej swego rodzaju pewna bajka dla dorosłych, która może spodobać się szczególnie czytelniczkom. Tym bardziej że nazwisko Miszczuk zapewnia dobrą fabułę i porządną dawkę literackich emocji.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal.

Tytuł: "Szeptucha"

Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk


Tłumacz:  -
 
Wydawca: Wydawnictwo W.A.B


Rok wydania: 2016

Liczba stron: 414 [4] 


ISBN: 978-83-280-2662-9


Liczba przyznanych gwiazdek: ★★★☆☆

Bądź na bieżąco! Zaobserwuj oficjalny kanał na Facebooku: 

Aby skomentować artykuł anonimowo, należy wybrać "Zarejestruj się", a następnie "Wolę pisać jako gość".
Nowszewpisy Starszewpisy Strona główna