Recenzja książki „Nikodem. Terapeuta duszy”. Terapeuta bez wiary w siebie

Od paru lat Polacy coraz chętniej korzystają z pomocy innych, zwłaszcza – trenerów personalnych czy psychoterapeutów, których zadaniem jest poprawa samopoczucia swoich klientów. „Nikodem. Terapeuta duszy” to debiutancka powieść Mai Wąsały, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Axis Mundi.

Nikodem, po powrocie do kraju, jest zupełni inną osobą. Do Anglii wyjeżdżał jeszcze bez perspektyw, tam jednak jego życie nabrało zupełnie innego tempa. Poznał też fascynujące osoby, które wytyczyły całkiem nową ścieżkę jego życia. Z Nikodema bez perspektyw, stał się Nikodemem – terapeutą duszy. Uzdrowicielem tych wszystkich osób, które same nie potrafią poradzić sobie z własnymi problemami.

Sposoby pracy mężczyzny nie są szczególnie oryginalne – pomaga oczyścić atmosferę, szczerze rozmawia, czasem daje ujście negatywnej energii za pomocą masażu. Wszystko to, oczywiście, za odpowiednią cenę. Jednak kobiety, stanowiące zdecydowaną większość jego klientów, zrobią wiele za spotkanie z uzdrowicielem Nikodemem.

Pacjentki nie wiedzą jednak, że Nikodem – ten czysty, nieskalany młody mężczyzna – także skrywa swoje tajemnice. Jego sekrety, związane w dużej mierze z życiem osobistym, często sprawiają, że odnoszący sukcesy terapeuta sam ma problemy z własnym życiem. Postanawia jednak to zmienić. A pierwszym krokiem będzie pokuta za grzechy wobec kobiety z przeszłości.

Jednak czy będzie w stanie zerwać z przeszłością? A może będzie trwać w odrętwieniu i coraz bardziej wątpić w swą uzdrowicielską moc?

Niebawem na drodze mężczyzny staną życiowe szanse, które mogą przynieść niezmiernie wiele korzyści, ale także – sporo problemów. Nikodem zaś przekona się, że wiele zależy od słów, jakimi będzie się posługiwał.


Czasem zdarza się, że dobra okładka zgadza się z równie ciekawą treścią książki. Częściej niestety jednak jest tak, że stanowi oprawa to jedno, natomiast sama książka wzbudza zupełnie inne uczucia. Podobnie mam w przypadku recenzowanego „Nikodema. Terapeuty duszy”.

„Nikodem. Terapeuta duszy” to książka opisująca historię młodego mężczyzny, który postanawia naprawić przeszłość. To, w jakim stopniu mu się to udaje, to inna kwestia. Ważniejsze jest jednak fakt, że na pierwszy rzut oka książka ta nie przypomina typowej obyczajówki.

Schemat takich powieści z reguły wygląda bowiem w ten sposób, że to bohaterka, skrzywdzona przez los, ucieka z dala od problemów i odnajduje szczęście w małej wiosce. Maja Wąsała postanowiła nieco trzymać się realiów, a bohaterom – kazać stawić czoło własnym problemom. Szybko jednak okazało się, że prawdopodobnie efekt nie był taki, na jaki liczyła początkująca pisarka.

Główną wadą tej powieści jest fakt, że Maja Wąsała nie wykorzystała potencjału pomysłu, jaki posiadała. Wszak w erze pojawiających się na rynku kolejnych coachów (czy też brzmiących bardziej swojsko: trenerów osobistych) i specjalistów ds. rozwoju osobistego, pomysł na historię terapeuty-hochsztaplera był całkiem niezły.  Problem w tym, że autorka rozpoczęła kilka wątków, które szybko ucięła lub które nie prowadziły do żadnych konkretnych rezultatów.

Ta książka zwyczajnie nie jest dobrze rozbudowana, przypomina raczej przydługie opowiadanie z kilkoma niepotrzebnymi scenami. Maja Wąsała zmieściła się z całą opowieścią na dokładnie 230 stronach książki. Gdyby pomyślano o tym, by chociażby lepiej scharakteryzować bohaterów i ich motywacją, czytelnik miałby to niezbędne minimum, by utożsamiać się z bohaterami czy by móc w sposób nieco bardziej emocjonalny podejść do tej lektury.

Brak rozbudowanych wątków sprawia, że mamy historię o zagubionym człowieku, która wydaje się nie mieć żadnego konkretnego przesłania. Po przeczytaniu „Nikodema. Terapeuty duszy” miałem spory problem, by wyciągnąć z tej książki wnioski. Jasne, gdyby się uprzeć, można byłoby i coś z tego wyłuskać – jednak irracjonalne postępowanie niektórych bohaterów szybko wyklucza nam kolejne tezy.

I choć wiem, że po powieściach obyczajowych raczej nie powinniśmy oczekiwać treści edukacyjnych ani przewodników moralnych, to jednak liczyłem na to, że prędzej czy później w powieści Mai Wąsały ujawni się jakaś „myśl przewodnia” czy też „złota zasada”. Niestety, moje nadzieje były płonne.

W spokoju zostawię już samego Nikodema, którego kondycja psychiczna wydaje się pozostawiać wiele do życzenia. Muszę jednak przyznać, że nadal zastanawiam się, czy wywołanie u czytelnika takiego efektu było zamierzone, czy też nie.

Niestety, podobnie jak wielu innych obyczajówek, tak i w przypadku „Nikodema” zauważyć możemy aż nadmiar „szczęśliwych przypadków”, które stanowiły łączniki pomiędzy poszczególnymi wątkami. Fabuła książki, a tym bardziej – życiowa historia Nikodema – nie może opierać się na nieprawdopodobnym splocie zdarzeń. Mając na uwadze zatem wady i zalety debiutu Mai Wąsały, należy zauważyć, że w sumie niestety nie różni się ona za bardzo od wielu innych powieści z podgatunku literatury kobiecej, w których także brakuje zmyślności opartej na solidnych podstawach.

Tę książkę można bez problemu przeczytać, co więcej, niektórym może się podobać. Jednak należy pamiętać, że – moim zdaniem – nie jest ona szczególnie porywająca czy też „przełomowa”. Ot, jest to zwyczajnie historia taka, jakich wiele na rynku. Niestety.

„Nikodem. Terapeuta duszy” to debiut Mai Wąsały. Mam więc szczerą nadzieję, że jeśli autorka zdecyduje się na kontynuację pisarskiej kariery, to każda kolejna jej historia będzie lepsza, pozbawiona popełnianych wcześniej błędów. Wierząc bowiem w słowa Edwarda Johna Phelpsa, „człowiek, który nie robi błędów, zwykle nie robi nic”.

Nowszewpisy Starszewpisy Strona główna