Recenzja książki „Trup w sanatorium”, czyli denatka w solance


Czasem przeszłość daje o sobie znać w najmniej oczekiwanym momencie. Przekonują się o tym bohaterowie najnowszej książki Marty Matyszczak, „Trup w sanatorium”. Wydana w czerwcu komedia kryminalna stanowi kolejny tom przygód z serii „Kryminał pod psem”.

Przed Szymonem i Różą pierwsze wspólne wakacje. Dziennikarka od dawna o tym marzyła – o odpoczynku od kryminalnych spraw i codziennych chorzowskich trosk. Dlatego też wraz z psem Guciem, para wybrała się na wakacje do jednego z najdalej oddalonych od Chorzowa miejsc – do Świnoujścia.

Problemy zaczynają się już na samym początku, gdy okazuje się, że wizja urlopu według Szymona (i jego rowerów) znacznie różni się od planów Róży, nastawiającej się na dwa tygodnie leżenia na piasku. Niebawem okazuje się jednak, że kask rowerowy jest jednym z najmniejszych problemów.

Docierając do swojego ośrodka wypoczynkowego, popularnego Krecika, szybko odkrywają wiadomość, która wstrząsnęła wypoczywającymi w mieście turystami. Jedna z wczasowiczek-emerytek została bowiem znaleziona martwa w solance.

Szybko okazuje się, że jej śmierć nie była przypadkowa. Lokalna policja bezradna, tym bardziej w sezonie urlopowym. Tymczasem plotki o denatce w sanatorium zaczynają krążyć – nic więc dziwnego, że właściciel ośrodka chce jak najszybciej zamknąć tę sprawę. Dowiadując się zaś, czym zajmuje się jeden z jego gości, Szymon Solański, postanawia wykorzystać sytuację.

Solański kolejny raz musi zmierzyć się z rozwiązaniem sprawy morderstwa. Niebawem jednak okaże się, że Świnoujście skrywa zdecydowanie więcej sekretów, niż sądzić można z wesołych wakacyjnych pocztówek.

Dlaczego ktoś postanowił pozbawić życia niewinną staruszkę? I jak to wszystko ma się do organizowanego w nadmorskiej miejscowości Festiwalu Artystycznego Młodzieży Akademickiej?


„Trup w sanatorium” Marty Matyszczak to już szósty tom przygód o detektywie Szymonie Solańskim. Podobnie jak w poprzednich tomach, tak i tym razem autorka zabiera czytelników w podróż – i choć nie jest to ani Irlandia, ani Barlinek, to okazuje się, że może być równie ekscytująco.

Komedie kryminalne mają to do siebie, że by okazywały się zabawne, muszą pozostawać cały czas aktualne i, najważniejsze, oryginalne. Trochę obawiałem się, jak będzie to w przypadku szóstego już tomu z serii, jednak na całe szczęście, Marta Matyszczak szybko rozwiała wszelkie wątpliwości.

„Trup w sanatorium” nadal bawi, a co więcej – momentami robi to lepiej, niż poprzednie tomy z serii. Tym razem jednak to nie kreacja Gucia sprawiła, że podczas lektury nie potrafiłem powstrzymać uśmiechu. Z każdą kolejną książką z cyklu „Kryminał pod psem” przekonuję się, że to właśnie Róża Kwiatkowska stanowi największy atut powieści Matyszczak. Pełna niedoskonałości dziennikarka, podobnie jak każdy z nas, ma swoje wzloty i upadki (choć tych drugich jest raczej znacznie więcej). I może w perypetiach życiowych chorzowskiej żurnalistki nie byłoby nic fascynującego, gdyby nie jej cięte riposty i trafne, niewybredne żarty.

Oprócz niej, nad morze trafia także Solański wraz z Guciem. Marta Matyszczak w swojej komedii nie tworzy cukierkowej opowieści o związku głównych bohaterów, a ponownie wplątuje ich często w naprawdę absurdalne sytuacje.

Pisarka przedstawia też Świnoujście, nadmorski kurort, jaki sama zapamiętała ze swoich wyjazdów nad morze. Każdy, kto był na tej wyspie, dobrze wie, że jest to dość specyficzne miejscem. Atmosferę, która panowała tam przez ostatnie lata, Marta Matyszczak przedstawiła zaś wybornie.

Autorce na tyle dobrze udało się odwzorować Świnoujście, że bez problemu rozpoznałem miejsca, które sam w przeszłości odwiedziłem. „Trup w sanatorium” okazał się więc także niezwykłym obrazem miejsca, które od pewnego czasu zmienia się, pod wpływem działań nowych inwestycji. Matyszczak nie pozbywa się też przejaskrawień, wyśmiewając typowe bolączki polskich miejscowości wypoczynkowych.

Nowa książka Marty Matyszczak nadal bawi i nadal przyjemnie się ją czyta. Mam z nią jednak jeden zasadniczy problem – wrażenie, że część z tego, co przedstawiła nam autorka, już po prostu było. Śmierć w hotelu i prośba o pomoc ze strony jego dyrekcji pojawiała się już chociażby przy okazji „Morderstwa w Hotelu Kattowitz”, zresztą hotelarz proszący o pomoc pojawiał się też w książce „Zło czai się na szczycie”. Trudno zatem nie mieć wrażenia, że powoli odczuwać możemy tak zwane zmęczenie materiału. Żeby więc nie okazało się, że przy kolejnej książce autorka zaserwuje nam znów to samo, musiałaby ponownie zrewidować, jak poprowadzić fabułę, by ominąć schematy, w które prawdopodobnie podświadomie się wpisała.

Na plus dla tej powieści zaliczyć możemy jednak połączenie teraźniejszości z przeszłością, która odgrywa dla historii bardzo ważną rolę. Zatem współczesna FAMA w pewien sposób przenika się z festiwalem w czasach PRL-u. Matyszczak udało się połączyć ponurą rzeczywistość Rzeczypospolitej Ludowej ze współczesną Polską, jednocześnie sprawiając, że książka zachowała swoją lekkość. Tym samym sprawa z przeszłości, choć bardzo ważna, nie przytłoczyła najważniejszego, współczesnego wątku.

„Trup w sanatorium” ukazał się w czerwcu nakładem Wydawnictwa Dolnośląskiego. Patronat nad książką objęło Stowarzyszenie Śląscy Blogerzy Książkowi.

„Trup w sanatorium” to przyjemna opowieść z niezłym wątkiem kryminalno-historycznym. Z całą pewnością tytuł ten spodoba się fanom pozostałych książek Marty Matyszczak. Należy jednak pamiętać, że książka ta nie wnosi wiele nowego ani do relacji pomiędzy bohaterami, ani do całej serii.
Nowszewpisy Starszewpisy Strona główna