Recenzja książki „Znajdź mnie” A. Acimana. Jak powrócić do miłości?

Znajdź mnie Andre Aciman

Kiedy w 2017 roku w kinach pojawił się film „Tamte dni, tamte noce” oparty na powieści André Acimana, nikt nie spodziewał się, że historia Elio i Olivera odniesie tak wielki sukces. Teraz, po wielu latach od pierwszego wydania książki, autor powraca do znanych czytelnikom bohaterów. Czy słusznie?

W powieści „Tamte dni, tamte noce” poznaliśmy Elio i Olivera, młodych mężczyzn, którzy w trakcie wakacji we Włoszech nawiązują nietypową dla siebie relację. Doktorant i syn profesora różni wiek i sposób życia, jednak uczucie, które powstaje pomiędzy nimi, jest wyjątkowo czyste i silne. Finalnie jednak pierwsza część zakończyła się dla ich miłości dość nieszczęśliwie.

W drugim tomie spotykamy bohaterów po 20 latach od wydarzeń z pierwszej książki. Elio został znanym pianistą i kompozytorem, który sporą część czasu poświęca w rzymskim konserwatorium, wykładając muzykę klasyczną. Jest charyzmatycznym człowiekiem, a na jego zajęcia przychodzą grupy studentów, zafascynowanych pięknem, wydobywającym się spod jego palców.

W międzyczasie rodzice muzyka kończą pewien rozdział swojego życia, decydując się na rozwód i zakończenie przynoszącego niezrozumienie oraz brak satysfakcji związku. Niebawem ojciec Elio, Samuel, wyjeżdża w podróż do Rzymu, gdzie został zaproszony na naukowy odczyt w czasie jednej z konferencji. Podróżują do stolicy Włoch, mężczyzna ma też nadzieję na spotkanie z dawno niewidzianym synem. Niespodziewanie, w trakcie podróży pociągiem, spotyka Mirandę, dziewczynę z psem, która jedzie do stolicy, by świętować urodziny schorowanego ojca. Młoda kobieta wdaje się w zaskakująco niepospolitą rozmowę ze starszym od siebie mężczyzną.

Życie Elio i jego ojca zostało na nowo poukładane, a w nich samych po upalnych włoskich latach pozostały wspomnienia, pełne radości i bólu. Teraz kiedy dobrze wiedzą, kim są i co chcą ze sobą zrobić, mogą pozwolić sobie na jedno. Poddanie się losowi.

Znajdź mnie Andre Aciman recenzja

Książka „Tamte dni, tamte noce” po raz pierwszy wydana została w 2007 roku, od tego czasu autor wydał kilka innych książek, a przez wszystkie te lata nie pojawiały się informacje dotyczące ewentualnej kontynuacji przygód Elio i Olivera.

Niespodziewanie, w ubiegłym roku Aciman postanowił zmienić decyzję i powrócić do bohaterów sprzed kilkunastu lat (i jednocześnie swojego beletrystycznego debiutu). Niewątpliwie, wpływ na jego decyzję miał fakt, że film na podstawie jego książki okazał się niezwykłym sukcesem, co przełożyło się także na popularność jego powieści.

Wydawałoby się, że powrót do historii po latach może mieć jedynie pozytywny wpływ na kolejną książkę. Wszak autor miał wystarczająco sporo czasu, by zastanowić się nad ewentualną kontynuacją i przemyśleć, w jaki sposób poprowadzić fabułę kolejnej książki. Niestety, treścią „Znajdź mnie”  czytelnicy mogą być jednocześnie usatysfakcjonowani, jak i rozczarowani.

– Oczywiście, że mam tajemnicę. Wszyscy mamy. Każdy z nas jest jak księżyc, pokazujący się Ziemi tylko w kilku aspektach, ale nigdy w całości. Większość z nas nigdy nie spotkała osób, które by nas zrozumiały w naszej pełnej okrągłej postaci. Pokazuję ludziom tylko tę część siebie, którą moim zdaniem potrafią pojąć. Każdemu inną. Zawsze jednak pozostaje jakaś ciemna strona, zachowana tylko dla mnie.

Przede wszystkim warto pamiętać o jednej niewątpliwej zalecie pierwszego tomu, „Tamtych dni, tamtych nocy” – poetyckości. Proza, której język stylizowany był na język poezji, miała w sobie coś urzekającego, co sprawiło, że przecież wcale nie tak oryginalna opowieść o miłości dwójki ludzi, nabierała dodatkowego sensu. Wpływały na to owe poetyckie niedomówienia, krajobrazy zapisane literackim językiem. Tego w najnowszej książce Aciman niewątpliwie brakuje, poetycki język zastąpiono bowiem dość zawoalowanymi metaforami czy przydługimi zdaniami, z których trudno odczytać właściwy sens.

Po latach być może A. Aciman przestał odczuwać potrzebę, by właśnie w tym stylu poprowadzić narrację. I brak tej poetyckości prawdopodobnie nie będzie żadnym problemem dla osób, które „Tamte dni, tamte noce” znają jedynie z filmu. Jednakże znając treść i sposób narracji tomu pierwszego, trudno nie pozwolić sobie na porównanie obu tytułów.

Nigdy nie miałem odwagi choćby do niego zadzwonić albo napisać, a tym bardziej go odwiedzić. Wszystko, co potrafię, to szeptać jego imię w ciemnościach, kiedy jestem sam. Ale wtedy śmieję się z siebie. Modlę się o to, żebym nigdy nie wyszeptał jego imienia, kiedy jestem z kimś innym.

Warto wiedzieć także, że „Znajdź mnie” tak naprawdę nie jest książką skupioną jedynie na postaci Elio i Olivera, co miałem nadzieję dostatecznie podkreślić w opisie fabuły w tej recenzji. Sama książka podzielona jest właściwie na trzy opowiadania, które są mniej lub bardziej ze sobą powiązane. Każda z części przybliża czytelnikom zaś jedną z postaci – starego Samuela, utalentowanego Elio czy pełnego wątpliwości  Olivera.

A zatem czytelnicy mają możliwość ponownego spotkania znanych już bohaterów, jednak z możliwością bliższego poznania Samuela, do tej pory będącego postacią drugoplanową. Jednocześnie zatem należy zauważyć, że nie jest to jedynie historia o miłości Olivera i Elio, a raczej – opowieść o różnych sposobach przedstawiania tej miłości.

To właśnie postać ojca zostaje szczególnie mocno zaakcentowana w „Znajdź mnie” André Acimana. O ile w pierwszej książce autor opisywał relację pomiędzy dwojgiem mężczyzn, tak w najnowszej książce skupia się po prostu na międzyludzkich relacjach, które istnieją pomiędzy człowiekiem a człowiekiem, bez względu na wiek, płeć czy klasę społeczną.

Problemem może być jedynie zgodność nowych opowiadań z faktycznym zakończeniem „Tamtych dni, tamtych nocy”. Należy przypomnieć, że poprzednia książka umiejscowiona była mniej więcej w latach 80. Tymczasem akcja nowej powieści dzieje się współcześnie, a jednocześnie – według słów bohaterów – 20 lat po pierwszym spotkaniu Elio i Olivera w czasie upalnych wakacji. Kilka lat, które umknęły gdzieś w tej przestrzeni, stanowi zatem pewien fabularny zgrzyt.

„Znajdź mnie” to zupełnie inna książka niż „Tamte dni, tamte noce”, widać to na pierwszy rzut oka. Trzeba mieć świadomość, że nie będzie to powtórka z rozrywki. W nowej książce brakuje subtelności, którą w swojej książce Aciman zawarł dwanaście lat temu. Językowa prostota nie zawsze zatem jest dobrym wyborem. Dodatkowo, biorąc pod uwagę fakt, że narrator w nowej książce metaforycznie przyrównuje członka we wzwodzie do… latarni morskiej, można mieć też wątpliwości wobec zmysłowego erotyzmu, który stanowić miał jeden z atutów tej powieści.

Ostatecznie jednak „Znajdź mnie” domyka tę historię, a autor tworzy zręczne zakończenie, jednocześnie dając jasny sygnał, że pewien rozdział w życiu bohaterów na zawsze zostaje zamknięty. Nie ulega zatem wątpliwości, że tytuł ten koniecznie muszą przeczytać osoby, którym naprawdę zależy na kolejnym literackim spotkaniu ze światem Elio i Olivera.

André Aciman nie otwiera zatem nowych furtek, a filmowcom daje też średnią możliwość, by na podstawie drugiej książki stworzyć kolejny film. Zamiast tego jednak przyznaje bohaterom drugą szansę – na przyjrzenie się swojemu życiu i zadecydowanie, co tak naprawdę jest w nim najważniejsze.

Nowszewpisy Starszewpisy Strona główna