Recenzja książki „Noc na blokowisku”. Gucio znów na tropie

W lutym swoją premierę miała najnowsza książka Marty Matyszczak „Noc na blokowisku”. Najnowszy tom to powrót do śląskich klimatów i zmiany w życiu bohaterów. Zanim jednak do tego dojdzie – bohaterowie biorą ślub w… samym sercu lasu. 

Noc na blokowisku książka

Marta Matyszczak i jej kryminały

W powieści „Las i ciemność” dochodzi do długo wyczekiwanego wesela. Róża Kwiatkowska staje na ślubnym kobiercu i wreszcie ma szansę na powiedzenie sakramentalnego „tak” detektywowi Solańskiemu. Idylla nie trwa jednak długo. Róża musi bowiem rozliczyć się z demonami z przeszłości, a w samej wsi dochodzi do morderstwa. 

W dziewiątym tomie – „Noc na blokowisku” – po wydarzeniach w Płaskiej Róża powraca na Śląsk. Jednak nie w towarzystwie Solańskiego, a aspiranta Barańskiego. Szybko okazuje się, że agencja Solan musi zająć się kolejną sprawą – chodzi o tajemniczą śmierć jednego z lokatorów mysłowickich bloków. 

„Kryminał pod psem” wciąż w formie

Zarówno „Las i ciemność”, jak i „Noc na blokowisku” to ciekawie napisane komedie kryminalne, które łączą detektywistyczne wątki z niewymuszonym humorem znanym z poprzednich tomów cyklu z Guciem, Różą Kwiatkowską oraz Szymonem Solańskim. 

Nowe książki Marty Matyszczak to przede wszystkim propozycja dla tych, którzy mają już za sobą poprzednie książki z cyklu. W ósmym tomie autorka łączy wreszcie parę, która – jakby nie było – miała się ku sobie od bardzo, bardzo dawna. Jednak wesele Róży zdecydowanie nie wygląda jak z bajki. „Las i ciemność” kończy się potężnym cliffhangerem i nie ma żadnych wątpliwości – trzeba sięgnąć po „Noc na blokowisku”. 

Las i ciemność książka

Kto spędzi „Noc na blokowisku”?  

W najnowszym tomie z kolei – ku zadowoleniu zwłaszcza „lokalnych patriotów” – przenosimy się do Mysłowic. Tym razem jednak, zamiast szperać pomiędzy familokami, dzwonimy domofonem do klatek pokomunistycznych bloków. Autorka kolejny raz zabiera swoich czytelników na literacki spacer, a miejsce staje się nie tylko tłem, ale także i jednym z bohaterów powieści. 

Przeczytaj również recenzję książki „Wypocznij i zgiń”.

Gucio, Róża i Szymon to bohaterowie-samograje. Wydaje się, że autorka nie musi nawet szczególnie starać się wymyślać nowe przygody dla swoich postaci – wystarczy wrzucić ich w dowolnej konfiguracji do dowolnej przestrzeni czy miejsca, a to trio same stworzy sobie kłopoty!

Proza Matyszczak jest naturalna. Taki jest też jej humor, który – choć może od kilku tomów nie ma już takiego blasku jak kiedyś – wciąż potrafi rozbawić, a przynajmniej przywołać uśmiech na twarzy czytelnika. 

Za dużo Gucia?

Poszczególne książki Marty Matyszczak trzymają stosunkowo ten sam poziom. Autorka dobrze rozwija wątki kryminalne, nierzadko coraz częściej związując je z wydarzeniami z przeszłości poszczególnych bohaterów. Dzięki temu pozornie błaha zbrodnia często zdobywa nowy, znacznie szerszy kontekst.

Już od kilku tomów mam wrażenie, że Marta Matyszczak dotarła do kresu tego, co mogła dokonać wraz z Guciem i resztą bohaterów. Oczywiście, nie sugeruję kończenia serii, która od wielu tomów z powodzeniem bawi rzeszę czytelników. Jednak myślę, że bohaterowie „Kryminałów pod psem” zdecydowanie stali się bohaterami dojrzałymi. Róża i Szymon stali się już pełnoprawnymi członkami literackiej społeczności i może powoli… powinni zacząć życie na własną rękę? 

Lektura „Kryminałów pod psem” jest jak wybieranie czekoladek metodą na chybił-trafił. Może nie wszystkie są naszymi ulubionymi, ale każda z nich ma w sobie pewien urok.